Tydzień. Czyli siedem dni  i dwie książki

Tydzień. Czyli siedem dni  i dwie książki

Bardzo lubię środę. Zawsze tak było. I nadal tak pozostało. Środa to taki środek. To środek tygodnia. Środa to taki złoty środek… Podstawówki nie cierpiałam, liceum polubiłam, na studiach odleciałam… 😉 Niezależnie od tego ile miałam lat i w jakim momencie swojego życia byłam, środa dawała mi niewyjaśnione poczucie bezpieczeństwa i przypływ pozytywnej energii. Środa była i jest dla mnie jak dobra kumpela, żeby nie napisać przyjaciółka, bo z przyjaźnią to jest sprawa bardzo delikatna i odpowiedzialna. Więc ze słowem przyjaźń warto ostrożnie…

Długo nie wiedziałam jakiego dnia tygodnia się urodziłam. Bardzo długo. Nie wiem, czy odkryłam to w liceum, czy dopiero na studiach – ale już jako kawał baby

Urodziłam się wczesnym rankiem w środę. Świat pachniał fioletowym kwieciem- dziękuję mamo

Może dlatego od zawsze miałam sentyment do środy, podświadomie otulałam ten dzień dobrą myślą i tęskno wypatrywałam pani środy.

Profesor Debbie Moskowitz psycholog z uniwersytetu w Montrealu przeprowadziła na temat dni tygodnia wiele badań, które potwierdziły, że to właśnie w środę mamy dużo energii i jesteśmy też najbardziej kreatywni.

Więc zgadza się o tej energii, właśnie tak zawsze się czuję gdy środa nadchodzi – czuję dobrą energię, która daje nadzieję i więcej pomysłów…

Tydzień ma swój rytm, a każdy dzień inną energię i rządzi się swoimi prawami. Każdy inny i każdy równie ważny. A że wszystko, co nas otacza, jest energią, więc i dniom tygodnia przypisuje się pewne cechy…

 

„Astrologowie już od starożytności poszczególnym dniom przypisują opiekę ciał niebieskich i związanych z nimi bóstw. Psychologowie uzasadniają to bardziej racjonalnie: chodzi o nasze nastawienie do pracy i zasoby energii. Niezależnie kto ma rację w planowano tygodnia warto to uwzględnić.”

 

Warto się temu przyjrzeć, nie po to, by ślepo temu ufać i się w tym zatracać, ale może po to, by móc na wiele spraw spojrzeć szerzej i z innego brzegu rzeki, biorąc dla siebie to, co nam odpowiada, a zostawiając to, co może nam zaszkodzić…

Są takie dni tygodnia, w których nic nam się nie chce i jesteśmy jak koty, które leniwie wylegują się na piecu, i inne, kiedy wszystko idzie nam jak z bicza strzelił – pomyślnie. Od czego to zależy?

 

Ale zacznijmy od początku.

A że poniedziałek zaczyna się już w niedzielę… to zacznijmy od niedzieli i niech ona rozpocznie tu pierwszy dzień tygodnia.

 

NIEDZIELA

 Niestety w niedzielę, zwłaszcza po południu, często zaczynamy myśleć już o poniedziałku. I w ten sposób tracimy niedzielę… a na pewno jej sporą część. Dlatego często się mówi, że poniedziałek zaczyna się już w niedzielę. W niedzielę też zaczynamy pomału planować zbliżający się dużymi krokami cały tydzień.

Niedziela to energia słońca. Jest to dzień ładowania akumulatorów i tak powinno być. Tak jak słońce napełnia ciepłą energią wszystko co żyje, tak i niedziela chce nas wspierać w ten sam sposób. Psychologowie jednak ostrzegają: to właśnie w niedzielę bywamy zmęczeni bardziej niż w inne dni, bo to właśnie w niedzielę kumuluje się stres z całego tygodnia, który udało nam się jakoś przeżyć… 😉

Niedziela powinna być czasem odpoczynku i regeneracji tak na poważnie.

A jeśli odpoczynek, to nic tak nie wspiera i nie daje wytchnienia jak natura. Spakowałam cały mój świat i wyruszyliśmy odpoczywać w obcięcia przyrody. Zwierzęta bardzo nas wspierają, a zwłaszcza pomagają pozbyć się stresu, wyciszają i pocieszają. Jest za co im podziękować i przeprosić też…

Lubię konie. Bo konie przypominają mi polską wieś, dzieciństwo i lata młodzieńcze. Gdy byłam w wieku licealnym uczęszczałam na lekcje jazdy konnej. Uczył mnie Rosjanin. Mawiał, że jeśli spadnę z konia 21 razy to będę jeździła już zawsze i dobrze… Spadłam 19 razy. I coś w tym jego porzekadle jest, bo zaprzestałam jazdy konnej, zabrakło 2 upadków…? Jazdy konnej się nie zapomina, tak jak i jazdy rowerem czy motocyklem. Więc dziś gdybym musiała dosiąść końskiego grzbietu, poradziłabym sobie, i od razu przeszła w galop. Galop był dla mnie najłatwiejszy i najprzyjemniejszy. Najmniej męczący.

Jagodzianka też ma za sobą już jazdę konną, na kucyku o wdzięcznej nazwie Migotka 🙂 Konie to wdzięczne i piękne istoty.

 

PONIEDZIAŁEK

 Wpływ księżyca. To nie jest łatwy dzień z wielu powodów. Możemy odczuwać senność, być rozkojarzeni, a nasze emocje mogą wariować, czyli huśtawka nastrojów. Poniedziałek to dzień, w którym niewiele nam się chce i mało tego, wiele rzeczy się nie udaje tego dnia. Był taki film „Nie lubię poniedziałków”, w którym padają słowa złodzieja, któremu nie udał się skok na bank:

 

„Partacz jestem. Prawdziwy fachowiec nie zaczyna pracy w poniedziałek.”

I coś w tym jest.

Psychologowie podpowiadają, że jeśli mamy ważne sprawy, na których nam zależy to lepiej wyznaczyć sobie na ich realizację inny dzień tygodnia.

 

 

WTOREK

 Wtorkiem rządzi siła Marsa. Mars symbolizuje wartości męskie – siłę, aktywność i energię. Opieka boga wojny sprawia, że zaczynamy działać i więcej zaczyna się w nas dziać, zaczyna nam się chcieć… To dzień, który pozwala nam zrobić zaległości z poniedziałku – który miał w sobie mało energii. Psychologowie mówią też o „energetycznym oknie”, które zaczyna się otwierać właśnie we wtorek. Możemy we wtorek śmiało zabierać się za trudniejsze zadania i sprawy i zaplanować nowości.

 

ŚRODA

O środzie już trochę napisałam na początku dzisiejszego wpisu, bo to mój dzień i chciałam go lekko wyróżnić. Środa to moc Merkurego. I to jest drugi dzień tzw. dzień energetycznego okna. Ten dzień jest dobry na handel, komunikację i kombinowanie… ;), podsyła najlepsze pomysły! Warto skorzystać i się przekonać. W ten dzień mamy szansę załatwić łatwo sprawy, które wleką się od dawna. Nabieramy rozpędu. To dzień energii i kreatywności.

 

CZWARTEK

 Wibracje Jowisza (który oznacza szczęście). Pamiętam jak koleżanki z pracy nazywały ten dzień „małym piątkiem” i ja też tak zaczęłam wtedy o nim myśleć. Już czujemy, że jest z górki. Humor się poprawia. Nastroje coraz bardziej pozytywne i chętne do uśmiechu. Czujemy pismo nosem, że weekend coraz bliżej. To dobry dzień, większość przedsięwzięć się udaje. W czwartek warto iść za ciosem, nie odkładajmy tego co zaplanowaliśmy, zróbmy to właśnie tego dnia, bo w piątek na pewno tego nie zrobimy. Kuć żelazo, póki gorące.

 

PIĄTEK

Planeta Wenus opiekuje się tym dniem. To czas zabawy i luzu, a także z astrologicznego punktu – to czas miłości… Wenus to planeta kobieca. To dzień, w którym jesteśmy otwarci na świat i innych ludzi. Bardziej wierzymy w dobro i szukamy go. Piątek to początek wolności… Psychologowie podkreślają, że jeśli chcesz kogoś o coś poprosić, to zrób to w piątek… Jest duża szansa, że dotrzyma słowa i pomoże. To czas dobrych relacji. To dzień, by odświeżyć kontakty.

 

SOBOTA

 Tego dnia kłania nam się planeta Saturn i jego aktywność. Sobota to dzień mobilizacji do aktywności i działania. Jesteśmy zwarci i gotowi przede wszystkim do tego, by nadrabiać zaległości w sprawach osobistych i prywatnych – jak podkreślają psychologowie. To czas na uporządkowanie. Nie tylko tego co nas otacza, nie tylko sprzątania mieszkania, ale też uporządkowanie myśli i tego co zaplanowaliśmy, to też dzień na to, by zrezygnować z tego czego i tak nie da się zrobić, wykreślenie niepotrzebnych rzeczy.

 W sobotę, co chyba każdy zauważył, ludzie stają się lepsi i milsi. Żadnego innego dnia w tygodniu nie zobaczymy tylu uśmiechów, ile widzi się sobotniego popołudnia; łysiejący księgowi uśmiechają się na myśl o tym, że będą mogli przez całą niedzielę chodzić w kalesonach po mieszkaniu; amatorzy sportu oblizują wargi na myśl o emocjach, których zaznają na boiskach; powiatowi aktywiści partyjni łudzą się nadzieją dwóch godzin snu dłużej; dzieweczki przymykają oczy, myśląc o rozkoszach, których zażyją podczas niedzielnych przechadzek po lesie; sportowcy, oficerowie, urzędnicy rad narodowych, profesorowie uniwersytetów, starcy, dzieci, majstrowie fabryk, lotnicy i dentyści – wszyscy najczęściej uśmiechają się w sobotę, w dniu, w którym najwięcej ma się planów, ambicji i nadziei.” M. Hłasko

 

*

Tydzień to dużo i tak bardzo mało. Siedem dni to sporo by coś zrobić, kogoś poznać, gdzieś wyjechać i wrócić, by zamarzyć i spełnić marzenie, by przeczytać kilka książek, by zdążyć się zakochać i odkochać… 😉 Siedem dni to skarb. A jednak widzę, jak szybko przemija dzień za dniem, tydzień za tygodniem, rok za rokiem… Każdy dzień jest jak prezent, szansa i nadzieja. Od nas wiele zależy. Nie ma takiego samego dnia i żaden już się nie powtórzy. Nawet najbardziej nudny dzień, jest dniem wyjątkowym, jednym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym. Nie często o tym  myślimy, a szkoda, po to mogło, by pomóc docenić więcej i poczuć więcej. Sama się na tym łapię, że jeszcze za mało doceniam, za mało czuję i za mało widzę. Dzisiejszy post sprawił mi przyjemność i mimo że opisy poszczególnych dni nie są długie, to jednak pozwoliły mi się zatrzymać i pomyśleć nad każdym dniem z osobna, zauważyć i przemyśleć kilka spraw… Pisząc dla innych, piszemy dla siebie

A jeśli mowa o tym, że w siedem dni można przeczytać kilka książek to ja dziś (jak zawsze, albo bardzo często) przedstawiam dwie książki, które ostatnimi dniami skradły mój/nasz czas. Bardzo przyjemnie skradły…tak, to niech kradną!

 

 

Piękna czterdziestoletniaPamela Druckerman

Nowość od Wydawnictwo Literackie o kobietach i dla kobiet. Bardzo poręczny i wygodny format książki – lubię, w ładnej i estetycznej dla oka okładce. W klimatach francuskich. Książka gruba, ale czyta się lekko i przyjemnie. Tu grubość to zaleta 😉 Pamela Druckerman – autorka bestsellera „W Paryżu dzieci nie grymaszą” – też miałam przyjemność przeczytać i polecam rodzicom, zwłaszcza mamom. Wiele trudnych, rodzicielskich spraw może ulec wyprostowaniu po przeczytaniu książki. Ale, wracajmy do książki, którą dziś Wam przedstawiam Piękna czterdziestoletnia.

 

Nie trzeba mieć czterdziestu lat, by sięgnąć po tę lekturę.

Można mieć mniej. Sporo mniej.

Można mieć więcej. Sporo więcej.

 

A można sobie sprawić prezent na równe 40-te urodziny.

I to będzie bardzo udany prezent!

 

Autorka książki dysponuje stylem pisanym, który jest stylem pociągającym. Bo… Bo pisze ciekawie, prawdziwie, a przy tym nigdy nie zapomina o poczuciu humoru. W tym jest duża siła. Kobieta, która zbliża się do czterdziestki potrzebuje często sporo humoru, nie tylko od świata, ale też tego humoru wewnętrznego, humoru, który jest dystansem do tego co nas otacza i do siebie samej. Czy się mylę? Poczucie humoru może wiele… Wiele dobrego. Lubię książki P. Druckerman, bo są nasiąknięte zdrowym i potrzebnym poczuciem humoru. Takim, który podnosi na duchu i jest jak przyjacielskie poklepanie po plecach.

„Czterdzieści świeczek na torcie. Koszmar? Survival? A może przygoda życia?”

Kiedyś nie lubiłam tortów. Dziś, wybieram takie, które są dopasowane do moich kubków smakowych. Nie jem wszystkich torcikowych opowieści…, mam swoje ulubione słodkie smaki. I czterdziestolatka też taka jest… Już wie więcej i nie godzi się na wszystko. Chce móc wybierać. I wybrać może…

 

Bardzo mi się podoba zdanie na okładce:

“Opowieść o dojrzewaniu do dorosłości.”

Zastanowiło minie i zatrzymało. Lubię do niego wracać.

 

W książce Piękna czterdziestoletnia znajdziemy dużo zdań, które mogą stać się tzw. złotą myślą. Są też zdania, które pozytywnie nami potrząsną i dadzą poważnie do myślenia. Na początku książki jest cytat:

 

„Czterdziestka, to wiek, który budzi trwogę.

Wiek, w którym stajemy się tym, kim jesteśmy.”

 

Podoba mi się, zwłaszcza drugie zdanie.

Jak to dobrze, jak to fajnie stać się wreszcie sobą!

 

Nie tym, kim nam się wydaje. Tylko kimś, kto czekał niestety przez długie lata, by móc być sobą. Kimś kto ma szansę oddychać, już nie na pół gwizdka, ale pełniejszą parą. Tak, myślę, że czterdziestka daje taką szansę. A dlaczego? Książka odpowie na wiele pytań i zaserwuje też sporo podpowiedzi.

Przemyślenia autorki, często ironiczne, co uważam akurat za pozytyw, czyta się jak pamiętnik jak zbiór przeżyć, jest to w pewnym sensie poradnik, ale nie do końca. Ta książka to coś więcej, to doświadczenia autorki, bezkompromisowe. Uczyć się na własnych błędach? Tak, autorka tak robi…

„Dorosłość nie jest wszystkowiedząca, wszechmocna i wielka. Jest pokorna, solidna i mała.”

I mała

Czyż to nie urocze?

Dla mnie tak.

Nawet jeśli człowieka dopada kryzys wieku średniego, to właśnie czterdziestka jest czasem tajemniczym i intrygującym, otwierając jej szeroko drzwi, można być zaskoczonym, nie wiemy czego się spodziewać, ale chyba warto zaryzykować.

Trzeba mieć dystans do siebie, wtedy każde urodziny będą świętem udanym, a nie świętem wymuszonym.

Książka dla mnie znakomita. Polecam. Znajdziemy w niej porady konkretne i przydatne, będą też naukowe informacje, będzie też wzruszająco i zabawnie, a także intymnie… Będzie dużo tego, czego kobieta szuka. Książka składa się z 25 wciągających rozdziałów. Każdy rozdział ma też  podsumowanie –  celne i z humorem – bardzo mi przypadły do gustu.

Pamela Druckerman Amerykanka, która zamieszkała we Francji, bardzo dobrze radzi sobie z opisem kobiecości i podaje to dalej, nam – czytelnikom. To nie jest książka tylko w klimatach amerykańsko-francuskich, mam wrażenie, że można ją śmiało nazwać – uniwersalną. I to też jest na duży plus. Po prostu książka jest na plus.

Duży.

„Kiedy Pamela Druckerman kończy czterdzieści lat, kelnerzy w jej ulubionej kawiarni przestają witać ją figlarnym: Bonjour, mademoiselle! i zaczynają nazywać madame…”

 

 

365 wierszy i rymowanek na każdy dzień

Księga dla Jagodzianki, ale jak to często bywa też dla mnie, od Wydawnictwo Wilga, Wydawnictwa, które wydaje wiele pięknych książeczek dla dzieci, które dba o małych i tych większych czytelników. Mamy kilka książek tego Wydawnictwa więc uśmiech na twarzy też jest 🙂

Pięknie wydana książka w twardej okładce, 400 stron poezji dla najmłodszych. Jest to zbiór klasyki. Znajdziemy w niej znane i te mniej znane wiersze. Mądre wiersze i zabawne rymowanki przeplatają się ze sobą, zapraszając nas na prawdziwą czytelniczą ucztę. 24 poetów. Ilustracje – Natalia Berlik. Dla kogo? Dla całej rodziny! A o to chodzi.

Wielu znanych i lubianych autorów swoimi dziełami umila nam czas. Książka jest bardzo gruba więc mamy co robić z córką, czytamy z wielką przyjemnością. Wierszyki, które bawią, uczą i wzruszają.

 

„Masz tu przed sobą książeczkę,

Co chce ci być dobrą dróżką.

Posłuchaj tylko troszeczkę,

Co ci powiada na uszko.”

 

Co ważne i bardzo udane:

Książka ma formę kalendarza.

 

Są w niej uwzględnione święta te powszechnie obchodzone i te nietypowe jak na przykład Dzień Czekolady, Dzień Piegów czy Wielki Dzień Pszczół.

Wiersze na każdy dzień roku. Pomyślane, przemyślane.

Moja córka jest uradowana i uważna gdy czytam jej książkę, a ja często się wzruszam przy wierszach, nawet tych dla dzieci:

 

„Gdy ramiona mamy

lekko mnie kołyszą,

czuję, że zasypiam

otulony ciszą.

 

Mama jest jak morze,

miłość jej bez granic,

ja to mała łódka

pomiędzy falami.”

 

Mama jest jak morze…

Jagodzianko – jesteś jak łódka, która dzielnie i pięknie płynie, nadal ze mną, ale coraz bardziej samodzielnie… Obierz dobry i prawdziwy kurs, nie bój się fal, łodzie są po to, by płynąć, wracaj kiedy chcesz – będę Twoim portem. Zawsze czekam. Mama.

 

„Czytaj poezję każdego dnia” – umieszczono takie zdanie z tyłu na okładce.

 

To jest dobre krótkie zdanie. Mówi prosto o tym co dobre. Poezja wnosi do naszego życia wiele dobrego. Poezja to taniec na linie… I nie boisz się, że spadniesz, bo czytając, wyrastają ci skrzydła

Wielu wierszy nie znałam, więc jest miłe zaskoczenie. Miło jest też, bo znalazłam sporo tych, które już czytałam… Klasyka rządzi. U nas na półce już rządzi i nie mamy nic przeciwko. Jesteśmy bardzo na Tak.

 

„Zawitał nam dzionek

I pogodny czas.

Pójdźmy, pójdźmy

Na jagody w las.”

 

Tak, Jagodzianka pójdzie na jagody…

Bo w lesie, bo zdrowo, bo prosto, bo razem.

 

*

 

Natura, zwierzęta, książki to sposób na dobry tydzień. Mój dobry tydzień to właśnie taki tydzień. Dobry dzień to taki dzień, w którym  świadomie o nim pomyślimy i poczujemy jego odrębność i indywidualność. Dobry dzień to zatrzymanie i docenienie tego dnia. Zauważenie go… Stanąć oko w oko z każdym dniem i powiedzieć mu: wiem, że jesteś, widzę i słyszę, że jesteś… Skoro jesteś to, miałeś być.

 

Ciepło pozdrawiam

asia

P.s. A jaki jest Wasz ulubiony dzień tygodnia. 😉

43 komentarzy do “Tydzień. Czyli siedem dni  i dwie książki

  1. Asiu zawsze tu odpływam, ale dziś naprawdę odleciałam….co za post, co za blog to jest cudowny…! I jeszcze się w środę urodziła. Rano. Pomyślałam że to kolejna łącząca nas nić. Książki, które polecasz zamawiam z marszu. Co do dni tygodnia zgadzam się w 100% że tak właśnie jest bo tak sama czuje❤️
    Ps. Nie jeżdżę konno… Boję się koni choć są takie piękne i chciałabym ten strach pokonac❤️
    Przytulam.

    1. Dziękuję za tyle dobrych słów <3 To miłe...
      Wiesz, i ja z wiekiem boję się bardziej niż kiedyś zwierząt. Staram się jednak zawsze łagodnie do nich mówić- to zawsze pomaga 😉

  2. Obie, kobietki macie ciekawe lektury:-)
    Lubię chyba każdy dzień tygodnia, a najbardziej piątek, ale to chyba dlatego, że tęskni się po pracy za weekendem. Na emeryturze pewnie się to zmieni. Miałam kiedyś trudne środy w pracy, wiec gdy mijała środa, to jakby koniec tygodnia był.
    Trzeba chyba cenić każdy dzień, bo gdy gonimy od weekendu do weekendu, to umyka nam życie.
    Konie są piękne, konie to tajemnica, miałam okazję siedzieć na koniu, obserwować konie niemal dzikie i kucyki, ale jakoś nie ciągnęło mnie do jazdy konnej.
    Uściski dla Jagodzianki 😉

      1. od zawsze byłem niepokorny. częściej sam, niż w tłumie. i z własnymi myślami mieszkałem, nie dzieląc ich z nikim. przyjaciel powiedział kiedyś:
        – jeśli w weekend jesteś w domu, to znak, że jesteś chory. uciekałem w góry, gdziekolwiek, żeby móc wracać i opowiadać, gdyby trafił się chętny do słuchania. teraz? tylko piszę.

  3. Chyba lubię wszystkie dni tygodnia, odkąd żyję na moim odludziu 🙂 Nie ma to dla mnie znaczenia, jaki dzień – bo każdy może być tum najpiękniejszym. Bardzo ciekawa książka, nie słyszałam o niej. Pozdrawiam ciepło

  4. Być może. Jestem nadwrażliwa. Przewrażliwiona. Być może. Rozumiem , tak mi się wydaje ,że rozumiem dlaczego ale po co ?. Treść wystarczy . Nie ma najmniejszego sensu sprzedawać wizerunku .Plecy wystarczą w zupełnosći wszak większość właśnie w nie wbije swój zachwyt. Wiem , ja się czepiam a większość rozumie ale tak juz mam . Taka moja choroba.
    21 upadków z konia ?…nie wierzę. Wątpliwa w tym logika. Ciekawe co by na to powiedział mój stolarz…że będzie stolarzem gdy straci 21 palców. Sens podobny więc wiary temu nie daję. Dni tygodnia. Mam poniedziałek jako dzień odpoczynku bo zazwyczaj w sobotę, niedzielę, nic z tego nie wychodzi więc mam poniedziałek a potem dwa dni by coś zrobić bo czwartek , to już koniec tygodnia. Dojadanie co się przygotowało. Jestem skłonna wierzyć ,że księżyc ma cos do mnie bo wodę podnosi w oceanie ale inne …jako wymówki bym potraktowała i do tego idealne.
    Niezmiennie również będę promowała robienie niczego. Kompletnie niczego. Gapienie się przed siebie czy na muchę czy na ptaka gdzieś w oddali czy na mroczki gdy patrzymy w słońce. Ludzie tak bardzo nie umieja nie robić nic i ja do nich należę ale wiem ,że robię bardzo źle. Mawiają , że trzeba, to , tamto, siamto , owamto. Dbać o siebie i siebie rozwijać i nawet kiedyś słyszałam co mnie chce okłamać, że talent dostałam i moim obowiązkiem jest go pomnożyć ale to nie jest prawda. Można wszystko zaprzepaścić i nikomu nic do tego jeśli nikomu tym niczego nie zabieramy a jeśli nawet zabieramy odchodząc, ktoś kto nas kocha zrozumie ,że taki nasz wybór. Nie ma też co wzbudzac w sobie strachu przed Stwórcą, który …no właśnie…widzi nas a nie nasze obrazki które namalowaliśmy.

    1. Skoro tak mówił to jakiś sens/powód w tym miał/był… Nie trzeba wierzyć – w tej opowieści nie to było najważniejsze by uwierzyć…
      “Można wszystko zaprzepaścić i nikomu nic do tego jeśli nikomu tym niczego nie zabieramy” – tak, to warto też podkreślić.

          1. Nauczona jestem rozstań ale upadania. Upadania nikt mnie nie nauczył i ja sama tej wiedzy nie przyswoiłam bo chociaż wiem ,że ludzie walczący, upadają inaczej, pijani upadaja inaczej, to jednak nie jestem taka pewna czy powinnam umieć upadać bo jeśli okaże się ,że upadanie polubię, tak jak rozstania , tak częste ,że przestają istnieć a istnieje tylko kolena znajomość.
            Może się niechcący okazać ,że z przegrywania uczynię swój atut ale przecież …czy można jak dziecko wiecznie budować a w konsekwencji wciąz mieć tylko pudełko klocków….

  5. Oj to prawda, że już w niedzielę myślę o poniedziałku. Moim ulubionym dniem tygodnia jest chyba sobota. Zdjęcia świetne, a książek tych jeszcze nie znam, ale z chęcią bym je przeczytała. 😉

  6. Jak zaczęłam rozpamiętywać, który dzień w tygodniu jest mi najbliższy, to wyszło na to, że żaden! Wszystkie traktuję po równo? I aż mi się wierzyć nie chciało! Ale to prawda, czasami tak namieszam, że w ogóle nie mam pojęcia, który to dzień z kolei! Niezłe wtedy są momenty, gdy na dodatek terminy zaczynają się jakieś plątać i trzeba je upychać tu i owdzie! Wesoło jest wtedy, jak nie wiem co! Ale daję radę! W końcu samotrzeć wszystko można ogarnąć, c`nie?
    Pozdrawianki serdeczne posyłam!

    1. Ja myślę, że jak ktoś nie wie jaki mamy dziś dzień to znaczy, że jest wolny i szczęśliwy 😉 Pozdrawiam!

  7. Ja najbardziej lubię piątki i myśl o weekendzie 🙂 Urodziłam się natomiast we wtorek. Przepiękne zdjęcia. Książki też mnie zainteresowały 🙂

  8. Asiu, napisałaś: “Pisząc dla innych, piszemy dla siebie…” a ja bym to odwróciła: pisząc dla siebie piszemy dla innych. Nawet mimowolnie i bezwiednie.
    Zastanawiałam się po przeczytaniu Twojego posta jaki jest mój najważniejszy dzień tygodnia ale najpierw sprawdziłam, że urodziłam się we wtorek. I nadal się zastanawiam.

    1. Tak, pisząc zawsze dla kogoś piszemy… czasami dla siebie, czasami dla innych… A bywa że dla wszystkich… A bywa, że…
      Wtorek to fajny dzień, już to pisałam w komentarzu 😉

  9. Ja nie cierpie poniedzialku. Cos okropnego. Wszystko mi wtedy leci z rak, nic sie nie udaje. W srode faktycznie jest lepiej, zaczyna byc z gorki. Najlepsze dni to chyba piatek i sobote. W piatek zaczynam sie rozluzniac a w niedziele to juz w ogole jestem rozleniwiona. Juz w niedziele zaczynam myslec o poniedzialku. Obie ksiazki wydaja mi sie super, zwlaszcza te wierszyki. Pomysle 🙂

    1. Bo niedziela to taki leniwy dzień…A poniedziałek wymagający… wszystko się zgadza 🙂 Pozdrawiam.

  10. Też urodziłam córkę, kiedy na świecie pachniały fiołki 🙂 I też uwielbia wyliczanki i wierszyki (najlepiej się przy nich zasypia 🙂 A dni tygodnia chyba wszystkie lubię tak samo (kiedyś najbardziej lubiłam piątek, potem nienawidziłam weekendów, potem znów ukochałam soboty i niedzielę, aż wreszcie – uznałam, że każdy dzień da się za coś lubić i żadnego nie faworyzuję).

  11. Każdy dzień tygodnia jak widać rządzi się swoimi prawami i każdy jest wyjątkowy- a przynajmniej mamy szansę sprawić, aby wyjątkowy się stał 🙂
    Ja urodziłąm się w sobotę i ten dzień jakoś najbardziej lubię 🙂

    Pozycje ksiązkowe nietuzinkowe – zapowiadają się ciekawie.

    Super,że Twoja Jagodzianka miała już kontakt z końmi – to niezwykłe, kochane i szlachetne istoty 🙂

    Bardzo lubię tutaj do Ciebie wpadać – czuję sie zawzse tak pozytywnie nakarmiona pięknymi treściami 🙂

    cieplutko pozdrawiam

    1. Bardzo dziękuję, że tu wpadasz… I że jest tu coś co jest dla Ciebie dobre. To miłe bardzo…. pozdrawiam!

  12. Ale się zaczytałam 🙂 ja oczywisice uwielbiam piątek , bo to już weekend a ja mogę w góry jechać i cieszyć się wolnością, oddychać pełna piersią i ładować baterie 🙂 Ale czwartek tez lubie bo to już bliżej piątku, a i w czwartek urodziła się moja Ola… ja urodziłam się we wtorek 20.20 i jakoś nie specjalnie patrze na ten dzień, Środa dla mnie tez jest faja bo szybko pracę kończę w tym dniu i w tym dniu lubię sobie pójść na zakupy, ni beim dlaczego akurat w tym dniu 🙂
    Asiu ciekawe książki na tu zaserwowałaś i oczywiście do listy dopisałam 🙂

    1. Każdy dzień tygodnia w czymś nam może pomóc ale też o czymś przypomina… Tak to już jest 😉 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *