Radość. Moje styczniowe radości.

Radość. Moje styczniowe radości.

Udało się. Wszystkie dzisiejsze zdjęcia mogłabym podpisać jednym słowem. Mogłabym nic nie pisać, zamieścić tylko zdjęcia i zostawić to jedno słowo, które oddaje wszystko – radość. Odczuwam radość przeglądając zdjęcia, które dziś pokazuję na blogu, tak jak odczuwałam radość w momencie gdy zdjęcia powstawały. Gdy zdjęcia się malowały… To tylko ułamek zdjęć, ułamek chwil i ułamek radości. Cała reszta została w sercu i w pamięci. Biały puch się dokonał. Czuję radość i wdzięczność. Dziękuję biały, mroźny puchu…

Styczeń to miesiąc zaczynający. Wiele początków startuje właśnie w tym zimowym miesiącu. Cieszę się, że słowo radość rozpoczyna moje blogowe pisanie w Nowym Roku 2021. Spontanicznie tu wskoczyło i rozpoczęło nową opowieść. To dobrze, bo radość jest potrzebna tak jak powietrze.

Radujcie się

Można żyć, można trwać i można iść, ale co to za życie, co to za trwanie i co to za droga gdy zabraknie w niej radości? Radość nie jest ciągiem i pociągiem. Radość to chwile. Cenne perły na sznurze, pomiędzy koralikami… Radość trzeba poczuć i radość trzeba obudzić. Radość to rarytas na biesiadnym stole codzienności. Drobne radości dnia codziennego są jak górskie schroniska, w których można odpocząć. Uśmiechnąć się.

Poprzedni rok nie dawał ludziom za wiele powodów do radości, odbierał radość, która chciała dać o sobie znać, ale była skutecznie tłamszona przez to co działo się na zewnątrz i niestety nadal dzieje. Jeszcze jesteśmy w tym niepewnym kołowrotku, w którym już sama nie wiem co jest prawdą, a co fikcją, ale nowy rok 2021 niesie nadzieję i powiew nowego. O nadziei więcej pisałam w poprzednim wpisie, bez nadziei nie zrobimy nic.

W nowym roku ruszyłam z kilkoma sprawami, które w starym roku nie chciały posunąć się do przodu nawet o centymetr. To trochę dziwne. Bo nie planowałam niczego od nowego roku, nie robiłam postanowień i nie spisywałam punków, które teraz od stycznia mogłabym odhaczać. Jeśli jednak ktoś z Was lubi spisywać punkty, cele i postanowienia to Tu pisałam o notatnikach, pamiętnikach i notesach. Zawsze do czegoś się przydadzą. Zwłaszcza do pisania, które jest jak terapia…

Dzisiaj wszystko idzie naturalnie i swoim rytmem, ale ja czuję jakiś dziwny podmuch energii, która pozwoliła ruszyć. Nie jest to duży wiatr, ale wietrzyk, a to już jest ważne, by mały krok zrobić można. Odszukać taki powiew, który jest szansą na radość.

Dla mnie radością są też marzenia, ale nie tylko te spełnione, ale te, które mają szansę się spełnić. Chodzi o to, by w ogóle je mieć. Każdy mówi, że ma marzenia, ale czy naprawdę potrafimy je konkretnie nazwać i opisać? Czasami warto poświęcić czas na to, by pomyśleć o marzeniach. Samo myślenie o nich napełnia mnie radością. I właśnie o to chodzi. Lubię o nich myśleć, ale nie natarczywie, a raczej świadomie i z szacunkiem. Każde marzenie zasługuje na uwagę. Są marzenia małe i te całkiem wielkie jak Statua Wolności. Marzę o tym, by ludzie mogli być wolni… i by dobrze wykorzystywali tę wolność. By wolność można było nazwać dobrem.

Są małe i proste marzenia jak mysia dziura w starej, drewnianej podłodze.

Miałam takie marzenie, które zamieniałam w prostą modlitwę.

Poprosiłam Go o śnieg tej zimy. Poprosiłam o to, bym mogła, tu gdzie mieszkam, zobaczyć biały i zimny krajobraz. Bym mogła pobiec po puchowym dywanie utkanym z mroźnych nitek. Mogę biec, a nawet mogę tańczyć. Taniec to radość. Muzyka to radość. I nie będę oryginalna, ale natura to radość. Radość będzie tam, gdzie damy jej szansę.

Udało się, mamy biały styczeń. To dobry styczeń.

 Radość.

 

 

Moje styczniowe radości.

 

 ŚNIEG

Śnieg jest potrzebny i ważny, jeśli go utracimy stracimy więcej, niż się nam wydaje. Doczekałam się, udało się. Nie musiałam wyjeżdżać w wysokie góry, by móc zaznać tej zimy śniegu. Przesunęłam pomysł o górach na luty. Styczeń okazał się łaskawy jeśli chodzi o biały puch. A co najważniejsze Jagodzianka dorobiła się sanek. Z tymi sankami to jest w ogóle miła historia. Byłam z córką u moich rodziców gdy las zrobił się biały, ale temperatura była powyżej zera, więc wiedziałam, że śnieg niebawem zniknie. Liczyły się minuty. Poprosiłam i wysłałam tatę, by zapytał znajomych, sąsiadów czy ktoś nie może nam pożyczyć sanek na godzinkę. Nikt nie miał. Tata wracał już do domu i spotkał ostatniego sąsiada na swojej poszukiwawczej drodze. Zapytał. A sąsiad odpowiedział, że ma, ale nie pożyczy… Nie pożyczy, ale odda nam sanki na zawsze. Byliśmy bardzo wzruszeni i wdzięczni podarunkiem od obcego człowieka… Nie zdążyłam kupić pierwszych sanek córce, bo dobry człowiek mnie wyprzedził. Dziękuję. Ubieram Jagodziankę jak na Antarktydę, stare, wielkie skarpety obcinam i robię specjalne ochraniacze na nogi, żeby śnieg nie dostawał się do butów. Teraz witaj przygodo! Śnieg i sanki dostarczają nam radości i zabawy, piszę nam, bo nie tylko Jagodzianka ma ubaw z jazdy z górki na pazurki, ale także ja, a nawet moi rodzice, którzy dali się porwać saneczkowej wariacji. Uroczo było obserwować moją  mamę, która mimo upadków, prosto w zimy puch, nie poddawała się. Radośnie śmiała się od ucha do ucha. To jest tajemnica zimy, tajemnica sanek

Las zimą jest magiczny. Biel porozrzucana między wysokimi, śpiącymi drzewami. Jest duża różnica między lasem wakacyjnym, a tym zimowym. Kontrast. Lubię biały las, czuję w nim ciszę i mam wrażenie, że tylko ja nie śpię. Chodzę ostrożnie po mroźnych ścieżkach by nie zbudzić ducha lasu. Zimowy las jest niezwykły. Znalazłam cytat, który pięknie opisuje styczniowy klimat:

“Widzisz – powiedziała – tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy… Trzymają się na uboczu cały rok. A potem kiedy jest spokojnie i biało i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym – wtedy wychodzą.”

Może właśnie po to są zimowe lasy…

 

OGNISKO

Ogniska najlepiej smakują jesienią i zimą. Ogień na białym tle prezentuje się dostojnie. Tam, gdzie zimno, tam trzeba rozpalić płomień ciepła, wtedy dokonuje się przeznaczenie. Wypełnia się. Ogień wie, że jest potrzebny, właśnie teraz. Balans. Dobrze jest wybrać się na pieszą wyprawę, zimową wyprawę, zapakować do plecaka termos z gorącą herbatą, kiełbasę i kromkę chleba. Prosto. I iść, zmęczyć się trochę, zmarznąć trochę, nabrać rubinowych rumieńców i zatopić się w ciszy białego lasu. Odszukać dogodne i bezpieczne miejsce i rozpalić ognisko. Takie to wszystko proste, a smakuje wyjątkowo. Ogień daje ciepło, ogień ratuje myśli i ciało, ogień zbliża i daje nadzieję. A gdy zapada zmrok, a zimą zapada szybko, to blask ognia z ogniska rozjaśnia to co ciemne. Tam, gdzie ciemno, światło wygląda najlepiej. Tam, gdzie zimno, ciepło iskry, odnajduje swoje przeznaczenie.

 

„Gwiazda to tylko mała iskierka wielkiego ogniska w niebie.”

 

 

BOSO PO ŚNIEGU

Najlepsze obuwie to brak obuwia, jak mawiał Hipokrates. O chodzeniu na bosaka więcej pisałam Tu, chodzić boso po zielonej, ciepłej trawie to jedno, chodzić po zimnym, białym śniegu to już co innego. Jednak jedno i drugie ma swoje zalety. Obecnie coraz modniejsze staje się morsowanie… Ja mam bliską osobę, która morsuje. Wiem jak to jest teoretycznie, bo w praktyce nadal się nie zdecydowałam. Jedno wiem – jest w tym coś intrygującego i pociągającego, nawet jeśli jest też przerażające… Morsowanie poprawia odporność, a także optymizm. Człowiek wkracza w inny wymiar… Może brzmi to dziwnie, ale coś chyba w tym jest. Mówię co obserwuję.

Jeśli nie morsowanie, to chodzenie na boso po śniegu będzie dobrą alternatywą.

Warunek: trzeba być zdrowym, nie może być kataru, drapania w gardle, rozbicia itp. Stopy nie mogą być zimne. Przed spacerem po białym puchu warto rozgrzać stopy, tak by były dobrze ukrwione.

W stopach znajduje się ponad 70 tyś. zakończeń nerwowych, które są powiązane z wieloma narządami wewnętrznymi naszego organizmu. Chodząc na boso możemy dobrze wpływać np. na  nerki, wątrobę, żołądek itp., możemy sobie pomóc w naturalny i zdrowy sposób. To miła niespodzianka…

 

Co daje chodzenie boso po śniegu:

– Relaksuje i odpręża.

– Hartuje cały organizm.

– Kontakt z naturą i uziemienie.

– Poprawia jakość snu.

– Zapobiega bólom zwłaszcza krzyża, ramion i nóg.

– Poprawia krążenie krwi.

– Zmniejsza stany zapalne.

– Wzmacnia odporność.

– Redukuje stres.

– Podnosi energię.

 

„Amerykański biofizyk James Ochman twierdzi, że chodzenie boso pozwala pobrać pierwotną energię ziemi oraz przywrócić naturalny stan energetyczny organizmu.”

 

Wszystko jest energią, my też.

 

 

ZIMOWY NAPAR DO PICIA

W książce „Mamucie Przysmaki”, o której więcej pisałam Tu, znalazłam przepis na pyszny i prosty napój z wykorzystaniem pomarańczy, a wiadomo, że pomarańcze najlepiej smakują zimą. To jest czas nie tylko śniegu, ale też pomarańczy. A gdy odkryłam, że drugim głównym składnikiem tego napoju jest koper włoski, to poczułam radość, bo koper włoski zawsze kojarzy mi się z moją idolką – św. Hildegardą. Ta niezwykła Mniszka mawiała, że koper włoski potrafi rozradować serce, człowiek staje się wesoły i zadowolony… Przynosi radość, a przecież dzisiejszy wpis tak zatytułowałam, Radość

 

„Nasi przodkowie wsypywali nasiona kopru włoskiego do dziurki od klucza, aby odpędzić złe duchy, w starożytnym Rzymie kobiety wierzyły, że zapobiega otyłości, a mężczyzną daje siłę i odwagę.”

 

Wykonanie:

Zaparzyć koper włoski w dzbanku, dodać kilka gałązek natki pietruszki, plasterki pomarańczy i popijać w ciągu dnia. Pachnie i smakuje wybornie. Prosty, szybki i zdrowy napój na zimowy czas.

 

 

WYBÓR

W styczniu przeczytałam poruszającą książkę „Wybór” dr Edith Evy Eger. Przetrwać niewyobrażalne i żyć. Książka tematycznie trudna i niewygodna. Autorka książki jako młoda dziewczyna trafia do hitlerowskich obozów zagłady. Traci wielu bliskich. Trwa w niewyobrażalnym… Dziś ma około 90 lat, mieszka w Stanach Zjednoczonych i do dnia dzisiejszego daje wykłady na całym świecie, motywuje, zachęca, inspiruje do tego by żyć. Ona wie co to śmierć, ona wie co to życie. Przypomina, że mamy wybór… Dziś piszę o radości, więc dlaczego książka o zagładzie znalazła się w tym moim radosnym zestawieniu stycznia? Takie było założenie. Nie ma przypadków. Książka opowiada o zagładzie, bólu i strachu, ale przede wszystkim autorka szuka życia i radości, radości z życia. Można odszukać radość mimo wszystko, bo mamy wybór.

Od nas wiele zależy. Mieć wybór to już bardzo dużo. Dr Edith przypomina, że to, my możemy podjąć decyzję co zrobimy, o czym pomyślimy i co będziemy pielęgnować w naszym wnętrzu. Nigdy nie tracić nadziei. Kolejny raz o nadziei… Jak ona jest ważna, a jaka niepozorna!

Mamy wybór co zrobimy z naszymi doświadczeniami, z naszymi bliznami, które przypominają o walce, z naszym lękiem, ale też z naszymi marzeniami. To takie oczywiste, że mamy wybór, ale czy na pewno o tym pamiętamy?

Książka dobra na ten czas. Na ten czas niepewności, stresu, który coś lub ktoś nam zgotował na świecie.

 

„Nie wiem, dokąd zmierzamy ani co się stanie, ale nikt nie może odebrać wam tego, co macie w głowie.”

Mamy wybór:  jak odpowiemy, jak zareagujemy, czy wybaczymy, czy nie. Mamy wybór co zrobimy z naszymi doświadczeniami, z naszą przeszłością. Mamy w sobie umiejętność uleczenia siebie, nikt i nic nie może nas uleczyć tak skutecznie jak my sami siebie. Mamy w sobie potężną moc. Nie doceniamy siebie. Nie wierzymy w naszą siłę i niestety często zapominamy, że mamy wybór…

 

„Trudno wyobrazić sobie ważniejszą książkę na czasy, w których żyjemy”

 

Morał tej książki to nie zagłada, nie koniec i nie beznadzieja, morał to radość mimo wszystko, chęć podjęcia decyzji co ja zrobię z tym co mnie spotkało. Wolność to przebaczenie. Nie ma wolności bez przebaczenia, nie tylko innym, ale przebaczyć samemu sobie… Wolność ta fizyczna i duchowa.

Wspaniała i silna książka, przede wszystkim dlatego, że wspaniałym i silnym człowiekiem jest autorka ‘Wyboru’.

 

 

BUDOWANIE ODPORNOŚCI

Jesli jest wysoka to dostarcza nam radości i zmniejsza zmartwienia… Dobre suplementy i naturalne sposoby  pozwalają nam unikać zażywania chemicznych leków. Pomagają unikać. Czuję radość wiedząc, że są naturalne sposoby na podnoszenie odporności i dbanie o zdrowie. Wspomaganie się tym, co dobre i naturalne. To jest ważne dzisiaj, nie tylko po to, by chronić nasze zdrowie fizyczne, ale także te psychiczne, bo od psychiki wiele się zaczyna… Radość, zabawa, chodzenie na boso pomagają trzymać w ryzach nasze samopoczucie i zdrowie. Zobaczcie co my stosujemy na co dzień, o czym nie zapominamy. Może zainspiruje Was by sięgnąć po coś z naszej listy. Tabletki chemiczne z aptek  powinny być tylko koniecznością, a nie chlebem powszednim. Są leki, które wielu z nas musi zażywać i nie ma zmiłuj się, ale mamy też wybór i warto z niego skorzystać.

 

Moje codzienne wspomagacze:

* Witamina C, najczęściej z dzikiej róży lub aceroli.

* Magnez.

* Probiotyki.

* 6 migdałów wg zaleceń św. Hildegardy

* Witamina D z K ( minimum 2000 j. ale wiem, że to mało. Obecnie biorę 4000 j. i wiem, że to i tak mało…)

* Homeopatia dopasowana indywidualnie.

* Od niedawna ekstrakt z Żywicy kadzidłowca w kapsułkach (Boswellia serrata)

Niezwykła żywica uznawana za cud natury.

 

Właściwości kadzidłowca:

– Silne działanie przeciwzapalne.

– Działanie uspakajające.

– Działanie Przeciwreumatyczne.

– Przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe.

– Uśmierza ból.

– Wspomaga pracę jelit.

– Zmniejsza stany depresyjne.

– Obniża poziom cukru we krwi.

I wiele innych właściwości.

 

Kadzidło, nieśli w darze Trzej Królowie…

Mam też naturalny olejek z kadzidłowca, który stosuję do dyfuzora na przykład z olejkiem lawendowym doskonały wieczorową pora. Tym olejkiem też smaruję stópki Jagodzianki przed snem by lepiej jej się spało, ale też by wspierać jej zdrowie, zwłaszcza gdy dodam olejek zwany ‘Olejkiem złodziei’, więcej o naturalnych olejkach pisałam Tu. Pamiętamy przecież, że olejki wspaniale dostają się przez skórę do krwiobiegu. Olejek z kadzidłowca uznawany jest za króla wszystkich olejków

To są obecnie moje podstawowe wspomagacze, które towarzyszą mi każdego dnia. Warto też wspomnieć o dobrej jakości kolagenie. Ważna jest systematyczność w tym wszystkim. Odporność buduje się przez cały czas i długo. Ale warto.

 

Jagodzianki codzienne wspomagacze:

 * Witamina C naturalna plus miód.

* Witamina D z K.

* Probiotyki.

* Homeopatia dopasowana indywidualnie i według potrzeb.

* Olej z czarnuszki.

* Herbatki na odporność z firmy Apotheke Bio. Są genialne. Różne smaki z różnym przeznaczeniem. Mają bardzo dobry skład. Córka pije je już od bardzo dawna, są przeznaczone dla dzieci od 9 miesiąca życia. Polecam Wam bardzo.

I też codziennie i systematycznie. W tym jest klucz do lepszego samopoczucia fizycznego i psychicznego.

Zdrowie to radość. Radość to zdrowie.

 

*

Nie trzeba jechać daleko by iść na zimowy spacer, nie trzeba szukać odległych, białych lasów, by zanurzyć się w ciszy, śpiącej natury, nie trzeba wiele by rozpalić ogień i pozwolić by ciepło iskry ogrzało nas i bliskich naszych. Sanki, śnieg, las i Ci, których kochamy to recepta na radość. Receptą jest też samotny spacer w objęcia styczniowej przyrody. Odpoczynek w swoim towarzystwie od głosów innych. Nie trzeba wiele by zadbać o poprawę naszej odporności, mamy spory wybór. Mamy też Wybór co zrobimy z naszymi doświadczeniami i przeszłością, jak ona wpłynie na teraźniejszość i przyszłość. Bo mamy wybór jeśli chodzi o nasze wnętrze. Świat często nie daje nam wyboru, ale nie jest w stanie zabrać nam tego co mamy w głowie i sercu. Może brzmi to trochę naiwnie, ale musimy coś wybrać… Masz wybór na to jak spojrzysz na dzisiejszy dzień, jak odezwiesz się do bliźniego i czy w ogóle docenisz puchowy fenomen śniegu.

Dobrej i radosnej  zimy Wam życzę

asia.

Jestem ciekawa czy w Waszej okolicy zagościł śnieg i czy Wy zagościliście i się rozgościliście na śniegu? 😉

56 komentarzy do “Radość. Moje styczniowe radości.

  1. Nie chce marudzić, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, do końca stycznia jeszcze szmat czasu!
    Jak zwykle wiele wątków poruszasz, aż nie wiem, który komentować.
    Radość bywa, sami czasami jesteśmy jej twórcami, zależy co mamy w głowie, czasami pomaga przyroda lub bliskie nam osoby.
    Napar brzmi ciekawie, zimowe spacery zaliczamy także, byle zdrowie było, więc łykamy witaminy i magnez.
    Dobrego całego roku, nie tylko stycznia:-)

    1. Ale Jotko ja już mam za co pochwalić styczeń więc chwalę – przede wszystkim za to że w tym miesiącu śnieg zawitaķ z przytupem. To jest dla mnie duża radość! Chwalę też styczeń i podziwiam za to że jest miesiącem startującym w nowe, to też trzeba docenić. Mamy Wybór… czy zobaczymy w naszej codzienności radosne klimaty… Dobrego stycznia i całego roku 🙂

  2. Najważniejszy dla mnie jest miód pszczeli, syrop z kwiatów czarnego bzu i miodek z mniszka! Złote mleko wieczorem! I spacery! Krótkie, długie, ale codziennie! Książki! Czasem nalewka bakaliowa!
    Macham!

    1. Zawsze mnie zaskakujesz 😉 Tym razem nalewką bakaliową… Jesteś niesamowita. Nalewka bakaliowa przypomniała mi nalewkę rodzynkową którą uwielbiała jedna z moich ukochanych pisarek – L.M.M

  3. zima i ogień pasują do siebie. a tym bardziej, że latem ogień jest często tylko fanaberią, a zimą jest czymś więcej. oprócz radości daje ciepło, którego czasami brakuje.

  4. Asiu, biały, puszysty śnieg i radość cudnie się uzupełniają, na taką zimę śnieżną i czystą, cały rok czekamy i wybuchamy zachwytem gdy przychodzi. “Dzieci lubią zimę najbardziej na świecie …” i każdy kto dzieckiem się czuje.

  5. Dzięki Twojej prośbie wszyscy mogliśmy zażyć puchowej radości. Co do marzeń, to mam takie jedno, ale nieco wątpliwe, a mianowicie chciałabym na chwilę zamieszkać w Nowym Yorku, tylko że tam byłabym … kloszardem, więc chyba sobie daruję 😉

    1. Myślę że nie tylko ja miałam takie proste marzenie które zamieniłam w prośbę… 😉 W Nowym Yorku to można być nawet bezdomnym i też odszukać w tym jakąś radość I pozwiedzać (naiwnie wierzę) 😉 Nowy York to marzenie wielu…

        1. To fakt, ani w Koluszkach ani w Grudziądzu nie byłam.. W tak dużo miejscach polskich człowiek jeszcze nie był. No ale NY to taki klasyk… 😉

    1. hmm może nie trzeba będzie uciekać:
      “No i jak to będzie? Z tym wszystkim – zapytał cicho z głębi lustra jeden z nich.
      – Dobrze będzie. Musi być dobrze – odpowiedział cicho z głębi lustra drugi z nich” – Siekierezada.

  6. I dla mnie styczeń był magiczny… Niesamowity i wyjątkowy… Przyniósł nam nowego członka rodziny… maleńką kruszynke- chłopczyka 🙂 Tym samym zostałam babcią…pierwszy raz! Jestem przeszczęśliwa! Fruwam! Wszystkiego dobrego!

  7. Fajna ta Twoja radość. Moja córka, która zobaczyła Twoje pierwsze zdjęcie, powiedziała, że “z tego śniegu to to dziecko się wcale nie cieszy, w ogóle, tylko jego mama”. Coś w tym chyba musi być, czasem rodzice cieszą się bardziej z pewnych rzeczy od dzieci, a one tylko z politowaniem patrzą na swoich rodziców. Ja się też ze śniegu cieszę i nie odmówiłam sobie spaceru 🙂

    1. Fajna ta moja radość.
      Gdy matka się raduje to i serce dziecka jest uradowane i spokojne. Proste jak but. Bo najważniejsze jest to co niewidoczne dla oczu.
      Ale ja Was kochane nie będę wyprowadzała z Waszej nietrafionej oceny,bo przecież i tak każdy wierzy w co chce wierzyć i widzi to co chce widzieć… 😉
      A przecież mamy Wybór ,o którym napisałam, polecam przeczytać. Zwłaszcza niektóre dzisiejsze dzieci i młodzież niech przeczytają by nie patrzyły na matkę i ojca z politowaniem… Dobra Wam życzę w Nowym Roku.

  8. My też zdążyliśmy się w styczniu ucieszyć zimą i jestem za to wdzięczna:) Choć mamy nadzieję, że prognozy się sprawdzą i posypie jeszcze śnieg…;) Chodzenie boso kusi mnie trochę, ale ja jestem takim zmarzluchem, że trudno mi się przemóc:) Pozdrawiam styczniowo i życzę dobrego roku!!!

    1. Wdzięczność. Też ją poczułam w styczniu nie tylko z powodu śniegu, ale też 🙂 I ja życzę dobrego Nowego Roku!

    1. Oby więcej radości, dobrej i prostej. Oby więcej ludzi, którzy szukają radości w swoim sercu, a śnieg pomaga 🙂

  9. U nas też był śnieg przez kilka dni, dzisiaj też padał, ale zdążył się już roztopić. Świetne zdjęcia, takie klimatyczne! Historia z sankami przywraca wiarę w bezinteresowność ludzi. 😉

  10. Cudowny wpis i tyle radości w nim że aż szkoda że dwa razy przeczytałam 🙂
    Powoem Ci ze jak zimy nie cierpię tak w tym roku pokochałam ta porę roku. Moze dlatego że jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma 🙂 a może dlatego że dorosłam do tej pory roku, a może dlatego że Norwegia jest cudownie zasypana 🙂 sama nie wiem… wiem że dzieki temu że spędziliśmy dwa tygodnie w ikresiebswiatecznym moja głowa troszke odparowała, odpoczęła i pozytywnie zaczęła myśleć… Teraz niestety jest znowu gorzej, ale blog mnie ratuje i każda wona chwile spędzam na szykowaniu zaległych wpisów, tych jeszcze z lata 🙂 gorzej będzie jak mi zabraknie materiału…

    1. Norwegia lubi śnieg A śnieg lubi Norwegię. Ja bym była zakochana w tym białym norweskim puchu! Ale jestem szczęśliwa że ten polski jednak mnie odwiedził i dał tyle radości 🙂 Dziękuję Aniu i pozdrawiam!

  11. Ale cudownie biało u Ciebie. Super, że nacieszyłaś się białym puchem i tyle radości i zabawy sprawiło Ci przebywanie na świeżym powietrzu.
    Zdjęcia cudowne, milo się je ogląda.
    U mnie śniegu już niestety nie ma, ale mam nadzieję,że może zima do mnie w lutym przyjdzie.

    1. Tak nacieszyłam się razem z bliskimi, więc ta radość jest bardzo podwojona 😉 Jagodzianka miała ubaw z sanek i końca w zabawie widać nie było! Pozdrawiam ciepło.

  12. Zarażasz tą swoją “śnieżną radością” Puchu!!!!
    Piękne zdjęcia z Córeczką.:-)
    Tylko to chodzenia boso po śniegu mnie trochę przeraża…
    Najserdeczniej Cię pozdrawiam!

  13. Tego białego puchu faktycznie w tym roku nie zabrakło. Styczeń otulił się białą kołderką. Przytulił do serca sanki pełne dzieci.
    Przywrócił nadzieję. U mnie to był miesiąc ciszy, spokoju, budzenia się – powolnego z letargu zeszłego roku.
    Masz rację kazde marzenie, nawet to najmniejsze godne jest uwagi. Warto mieć nadzieję, cieszyć sie z małych rzeczy . Nawet tak pozrnie prostych jak ciepłą herbata wypita z ukochaną osobą.
    Ten rok na razie krzyżuje mi plany, karmi tesknotą za rodziną, której nie można odwiedzic z powodu licznych zakazów i nakazów. Ale też daje nadzieję,że już wkrótce wszystko powoli wróci do stanu względnej normalności.
    W tej całej styczniowej ciszy myślę, aby ją obudzić kupując wreszcie swoje pierwsze elektroniczne pianino. Zawsze o nim marzyłam, od czasaów dzieciństwa, kiedy to musiałam zawsze po lekcjach chodzić do szkoły i wynajmować salę fortepianową bo instumentu w domu nie było.
    To prawda każdy z nas mam blizny, rany – te widzialne i niewidzialne. Czasami bolą, ale to od nas zależy czy owładnie nami wieczny ból, zemsta i inne negatywności. Od nas, choć czasami wymaga to czasu…

    Dziękuję Ci za ten pełen dobra wpis xx

    1. Dziękuję za Twój komentarz.
      ‘miesiąc ciszy, spokoju, budzenia się’ – bardzo te słowa podobają mi się…
      Ja nie mam talentu do gry na instrumentach, dlatego podziwiam tych co grają na czymś tak jak Ty na pianinie – to piękne. Życzę dobra w Nowym Roku! 🙂

  14. Witaj końcówką stycznia
    Dobrze, że znowu jesteś.
    Tak, Pani Zima potrafi być piękna. Zwłaszcza, jak wywołuje uśmiech u dzieci
    Niestety znowu dookoła panuje prawie przedwiośnie.
    Pozdrawiam nadzieją na odrobine bieli za oknem 

  15. Szczęście i radość są zaraźliwe, ale to dobrze 💝🌸😃
    Bo tego teraz ludziom bardzo potrzeba😉
    Pozdrawiam Was serdecznie🧁☕🤗🌷

  16. jeny jak dobrze, że napisałaś o tych wspomagaczach, od razu zerwałam się na równe nogi z kminą, że nie wzięłam swoich suplementów w ciąży i takie OMGOOOOD, czasem wszytsko biorę normalnie, a czasem jak dziś po prostu zapomniałam 😉 Więc dla mnie idealnie się złożyło!
    Poza tym, śnieg jest świetny i tak samo cieszyłam się z niego jak i Ty, ale nie powiem teraz cieszę się, że topnieje u nas ;D

    1. Bardzo fajnie że jest właśnie wróciliśmy z białego lasu i sanek… A teraz odpoczynek po szaleństwie i kawa 😉

  17. Mi też w tym roku śnieg przyniósł masę radości. Zresztą zwykle tak jest, że sama zima źle działa na moją psychikę ale jak już z nieba spadnie ten biały puch wszelkie troski ulatują. Wtedy nic tylko spacerować i bawić się jak dziecko. Powstał bałwanek i iglo. Tylko saneczek mi brakuje 🙂
    Ognisk w zimie nie paliłam ale to znakomity pomysł. tylko z chodzenia boso po śniegu zrezygnuję. Kiedyś tak robiłam, teraz na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Zmarzluszek jednak jestem.
    Zimowego napoju za to chętnie się napiję.
    Tak, mamy wybór, dziś się o tym przekonałam i mam nadzieję, że dokonałam słusznego. Postanowiłam bowiem pomóc sobie odnaleźć radość.
    A jutro też wybiorę się na śnieg 🙂

    1. Wybierz się na śnieg bo śnieg hartuje i raduje. Kto szuka ten znajdzie- jest wybór. Ogniska zimą i jesienią smakują najlepiej – spróbuj 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *