Morze, kryształ i książki – mój czerwcowy zestaw.

Morze, kryształ i książki – mój czerwcowy zestaw.

No i doczekaliśmy się upałów. Takich, że strój Adama okazuje się najlepszym pomysłem, a i taki strój wydaje się być przesadą… Bo tak gorąco. Maj wiedział co robi, tak jak pisałam, że był oszczędny w słońce, czuł, co przyniesie jego kuzyn – czerwiec. Jednak wolę gdy jest chłodniej… Noce w takim upalnym czasie, to noce ciężkie. Nie można spać, nie można jeść, tylko pić można i trzeba. Więc dziś o wodzie będzie takiej do picia. Ale najpierw oddajmy głos wodzie morskiej, która chłodzi ciało i zmysły.

 

MORZE

Pobyt nad morzem sprzyja uziemieniu. Człowiek przyodział się w buty i w butach spędza połowę swojego życia. Buty ułatwiły ludziom życie, ale też odcięły nas skutecznie od tego co naturalne i zdrowotne. Buty są przeszkodą dla energii, która drzemie w naszej Matce Ziemi. Połączyć się z nią można chodząc na boso. Oddajemy ziemi złą energię, która w nas się nagromadziła, a dostajemy dobrą. To tak w najprostszym skrócie. Nie każdy ma swój ogród, po którym może biegać na bosaka, ten kto mieszka w mieście ma już w ogóle utrudnione zadanie z uziemieniem. Dlatego gdy tylko możemy być nad morzem, powinniśmy jak najwięcej chodzić boso po piasku. Dobroczynne właściwości jodu są niepodważalnym tematem, ale właściwości morskiego piasku też mają nam co dawać. A dają dużo dobrego.

Leżakowanie na gołym piasku, gołym ciałem jest jak masaż. Ciepło, które nagromadziło się w złotych ziarenkach ma zdrowotne moce, które znakomicie wpływa nie tylko na nasze samopoczucie, ale też na nasze ciało. Na nasze zdrowie. Morze Bałtyckie może i nie należy do ciepłych mórz, ale ma inne walory, które warto doceniać, więcej o tym pisałam Tu .

Cieszę się zawsze z naszych wypadów nad polskie morze. Bardzo doceniam. I jestem wdzięczna. Wybieram małe mieścinki, z dala od tłoku. Wybieram też takie terminy wyjazdu, by tłoków było jak najmniej. Jod i możliwość spacerów na boso brzegiem morza uważam za cud dla ciała, ducha i głowy. Morze, podobnie jak góry, resetuje to co niepotrzebnie nagromadziło się w nas w sposób niekontrolowany. Kąpieli morskich też sobie nie odmawiam nawet w maju i czerwcu, gdy woda jeśli chodzi o temperaturę, pozostawia jeszcze sporo do życzenia. W tej zimnej bałtyckiej wodzie kryje się wiele dobrego… O tym też już kiedyś pisałam.

W tym roku znowu się udało zawitać do mojej ulubionej nadmorskiej miejscowości. Małej, skromnej i swojskiej. W towarzystwie tych, których kocham. Czy coś więcej człowiekowi jest potrzebne? Często nie doceniamy tego co mamy, tego co możemy… Zapominamy. Szukamy minusów w naszym losie, pomijając plusy. W życiu innych widzimy plusy, a nie chcemy się przyjrzeć temu, że i u nich są dołki i problemy… W ocenie swojego życia i życia innych, trzeba zachować umiar i jak zawsze pamiętać o tolerancji i delikatności. Morze może nam w tym pomóc. Bo morze jest jak terapeuta. Mówi mało, słucha nas, a  później podsuwa ciszę kamieni, szum fal, śpiew wiatru, które są jak nauczyciele… To, co nas otacza, to drogowskazy.

Stałam nad brzegiem morza, patrzyłam na to wszystko i z jednej strony wszystko takie znajome i „zwykłe”, a jednak tajemnicze i magiczne. Wszystko zależy od tego jak spojrzymy. A patrzeć też trzeba się nauczyć… Bo można spoglądać i nic nie widzieć. A można zamknąć oczy i zobaczyć wszystko.

I na głos wyszeptałam słowa:

Czym jesteś życie?

Cisza.

A jednak w tej ciszy tyle podpowiedzi. Mewa -plotkara. Wiatr – kusiciel. Kamień – pokorny. Zachód słońca – poeta.

Cisza ma głos.

 

Narysowali dla Jagodzianki na piasku duży labirynt, długie kreski, zawijasy, przejścia, przeszkody itp. Na końcu tej drogi narysowali ogromne serce, ale tak by Mała Dziewczynka tego nie widziała. Kazali przejść Jagodziance cały ten labirynt obiecując, że na końcu czeka na nią jakaś niespodzianka, coś ładnego i najważniejszego.

Jagodzianka dopytywała co to takiego, ale oni nie chcieli powiedzieć. Zachęcali, by wyruszyła w drogę to się przekona. Podpowiadali trochę, zadając mojej córce pytania:

 -Jagodzianko no co jest najważniejsze w życiu?

 A jagodzianka pomyślała i odpowiedziała prosto i ufnie:

Mama.

I z tego naszego pobytu w tym roku nad morzem zapamiętam przede wszystkim to. To był dla mnie duży prezent. Bo wakacje takie są, są jak prezent, ale także zawsze przynoszą jakieś lekcje i pociechę. Dla mnie odpowiedz córki, była pociechą. Byłam zaskoczona odpowiedzią Jagodzianki, wzruszona i uratowana. Ta opowieść mnie uratowała w tamtym momencie, bo tego dnia nie czułam się za dobrze

Jagodzianki, morze i słońce mają swoje tajemnice, którymi chętnie się dzielą 🙂

 

KRYSZTAŁ GÓRSKI

Bez wody nie ma życia. Jednak trzeba pamiętać, że woda wodzie nierówna. Woda butelkowa może uratować życie i napoić spragnioną istotę, szkoda tylko, że tak  mało mówi się o tym, że woda w plastikowej butelce robi coś jeszcze. Odbiera zdrowie. To, co znajduje się w wodzie, która jest przechowywana w butelkach plastikowych może doprowadzić do zawrotu głowy, dosłownie i w przenośni.

W wodzie butelkowej jest tak wiele syfu, że płakać się chce. Zresztą we wszystkim, co w plastiku jest przechowywane. Ale to woda jest dla nas tak ważna, dlatego powinna być zdrowa i najlepsza… A jak jest naprawdę?

Nazwijmy rzeczy po imieniu.

Woda w plastikowych butelkach jest szkodliwa.

 

„W przypadku kobiet nadmiar tworzyw sztucznych w wodzie może zaś uszkadzać ich układ hormonalny, prowadzić do chorób tarczycy, endometriozy czy niepłodności.”

 

A to tylko niektóre ‘powikłania’ po wodzie z butelek, która miała pomóc, a narobiła w naszych organizmach wiele szkód.

Mikroplastik zawarty w wodzie butelkowej z każdym naszym łykiem przedostaje się swobodnie i w podskokach do naszego organizmu!

„Z butelek, na których widnieje kod recyklingowy 3 lub 7, wydziela się toksyczny dla organizmu bisfenol A (BPA). Natomiast z tych pozbawionych BPA, wydziela się również szkodliwy bisfenol S (BPS). 

 

Chemia, która pływa sobie w plastikowych butelkach, przyczynia się do powstawania:

* Nadciśnienia

* Niepłodności

* Cukrzycy

* Astmy

* Alergii

* Zaburzenia odporności

* Nowotwory

* Choroby serca

Już niewielka ilość takiej wody ma fatalne skutki na nasze zdrowie. Warto o tym poczytać, jest wiele info na necie na ten temat.

Woda zdrowia doda?

Tak.

Ale jaka?

Nie jest łatwo zrezygnować z wody w plastikowych butelkach. Mnie też nie. Nie oszukujmy się, nie damy rady zrezygnować ze wszystkiego, co nam szkodzi. Plastik zawładnął światem, naszym małym światem też. Dziś, tak wiele rzeczy szkodzi, które nas otaczają, niewielu z nas uda się uciec od tego wszystkiego. A może nikomu…

Ale nie można się poddawać. Nawet jeden mały krok ku dobremu przyniesie już jakieś pozytywne rezultaty i poprawę zdrowia. Jeśli nie całkowicie zrezygnować z plastiku i wody w plastikowych butelkach to przynajmniej postarać się zminimalizować jej spożywanie. I ja tak zrobiłam.

Wodę w domu przechowuję w glinianych dzbanach. Można też kupić gliniane naczynia i kubki. Taka woda jest smaczna, zdrowa i zawsze ma przyjemną temperaturę. Gliniane naczynia to bardzo dawny zwyczaj. Słowianie też coś o tym wiedzieli. Glina ma właściwości oczyszczające. Wyłapuje to co w wodzie szkodliwe, bakterie i zarazki nie rozmnażają się w glinianym środowisku. Glina lubi wodę, a woda lubi glinę, bo smakuje naturą

Mam też miedziane kubki, o których więcej pisałam Tu, miedź w bezpiecznych dawkach jest zdrowotna i dobrze wpływa na organizm człowieka, a woda przechowywana w miedzianych naczyniach, podobnie jak w glinianych, nabiera mocy i staje się czysta i bezpieczna. W Ajurwedzie dobrze o tym wiedzą…

Jest też krzem i szungit, które też mogą pomóc oczyścić wodę.

Najtrudniej jest unikać wody w plastikowych butelkach na wyjazdach i w podróży. I na takich wyjazdach często ulegam, natomiast w domu staram się pilnować i wytrwać w postanowieniach. Nie zawsze się udaje, ale bardzo często się udaje. A to już jest dużo.

W podróży z pomocą przychodzi prosty, a jednocześnie niezwykły kryształ.

Kryształ górski.

Mały.

Przenośny.

Naturalny.

W moc kamieni i kryształów bardzo wierzyła św. Hildegarda, a ja często wierzę tej wspaniałej Mniszce i jej wspaniałej wiedzy. Pod poduszką Jagodzianki w nocy leży kamień naturalny Jaspis… To też z polecenia św. Hildegardy 😉

Ale wróćmy do górskiego kryształu, który ma silne właściwości uzdrawiające, ale też oczyszczające. I właśnie taki nieduży kryształ może znakomicie i skutecznie oczyścić naszą wodę. Takie info też najdziecie na necie, poszukajcie, były też przeprowadzane badania na ten temat.

Wystarczy kryształ górski umieścić w szklanym naczyniu np. dzbanku i zalać wodą. Pozostawić na kilka godzin i woda gotowa. Taka woda jest nasycona tym co dobrego ma w sobie kryształ, ale też oczyszczona. Kamienie mają moc i nie jest to magia

Woda jest podstawą  życia i zdrowia, powinna być czysta i wysokiej klasy, a wysoka klasa to czystość

 

 

KSIĄŻKI

By tradycji stało się zadość, dziś przedstawiam nasze czerwcowe książki. Książki to podstawa, no może nie taka podstawa jak woda, ale podstawa warta wiele… Dla mnie książki to cudowny dodatek do każdego dnia. I polecam Wam dzisiaj cztery nowości, dwie dla dużej dziewczynki i dwie dla tej małej. Ale tak naprawdę wszystkie mogą być dla wszystkich.

 

‘Nerwy w las’ – Katarzyna Simonienko

Zielona nowość od Wydawnictwo Sensus kusząca leśnymi opowieściami. Autorstwa Katarzyny Simonienko – lekarki, psychiatry, przewodnika Białowieskiego Parku Narodowego i przewodnika kąpieli leśnych. Pani Katarzyna prowadzi Centrum Terapii lasem. I zrobiło się bardzo ciekawie i pięknie…

Czy trzeba w ogóle do takich książek zachęcać?

Mnie nie.

To co o lesie biorę i czytam w ciemno. Leśna tematyka nie może znudzić i nie powinna. O lesie można opowiadać dużo i zawsze. Las ma wiele do zaoferowania. Takie książki powstają dla dobra człowieka. Las jest dobrem i autorzy zielonych książek doskonale zdają sobie z tego sprawę. Piszą, by każdy mógł zdać sobie z tego sprawę, by uwierzył i dał szansę leśnej terapii. Książka Nerwy w las właśnie jest o tym, nie tylko, ale przede wszystkim o tym, że cały las, i każdy element, który się w nim znajduje jest jak terapia. Wszystkie leśne elementy razem wzięte tworzą coś wielkiego. Wielki Las. Mamy w zasięgu ręki ten Wielki Las, który w sposób cichy, ale skuteczny robi dla nas wspaniałe, wielkie rzeczy…

Kto interesuje się przyrodą i lubi leśne spacery ten znajdzie w tej książce wiele wartościowych i cennych informacji, porad i wskazówek. Wyjaśnień i opisów. Wartościowe są to podpowiedzi i kuszące zachęty. Autorka zachęca, by szukać wsparcia w leśnych labiryntach i ma na to dowody, że te leśne ścieżki i zakamarki działają na naszą korzyść.

„Las jest ogromną, mądrą księgą, z której możemy nauczyć się wielu potrzebnych rzeczy. Jest dziełem sztuki oryginalnym i niepodrabialnym. Żywym organizmem, apteką, namacalnym układem światów bąbelkowych i przyjacielem. Workiem baśni, źródłem archetypów, lęków i potrzeb.”

Pan Bóg ma kilka aptek.

Jedną z nich jest las.

Nawet jeśli książka okazałaby się słaba… To i tak bym ją poleciła, bo opisuje las i wszystko to co się z lasem łączy. O lesie trzeba mówić, bo las jest ratunkiem dla ludzkości. Książka okazała się dobrą pozycją, bo tematyka jest bardzo dobra. Dla mnie takie książki jest trudno opisać. Bo ja mam sentyment do leśnych klimatów i wierzę, że las jest rajem na Ziemi… Więc takie książki będę zawsze polecała, może nawet zanim zdążę je przeczytać 😉

„Postęp cywilizacyjny ma różne oblicza: z jednej strony podnosi jakość i komfort życia, z drugiej – generuje sporo zagrożeń. Z presji, wiecznego pośpiechu, samotności w tłumie wyrastają: stres, depresja, wypalenie.”

Ludzie zgotowali sobie taki los.

Las nie naprawi wszystkiego, ale pomoże. Już sam fakt, że natura wyciąga do nas pomocną dłoń, a raczej – pomocną, zieloną gałązkę to już dużo. Od pomocnej dłoni wiele dobrego zacząć się może i zaczyna.

Polecam zieloną książę.

 

 ‘Wege dzieci’ – Katarzyna Gubała

I kolejna kolorowa nowość od Wydawnictwo Sensus dla rodziców i małego kucharza. 104 proste, wege przepisy. Nie trzeba być wege by sięgnąć po książkę Wege dzieci , wystarczy lubić dobre jedzenie, a przy okazji, dostaniemy zdrowe jedzenie. Ja nie jestem wegetarianką, ale są dni, że w ogóle nie jadam mięsa. Słucham swojego organizmu. Swojego organizmu słucha też autorka książki, która przygotowała dla czytelnika spory zestaw zdrowych, prostych i kolorowych przepisów. Są to przepisy, których zadaniem jest nie zanudzić tego kto je przygotuje i tego kto będzie później jadł. Mniam!

Katarzyna Gubała – diet coach, ekoosobowość. Redaktor naczelna magazynu ‘Ekostyle’, autorka bestsellerowych książek, polska ambasadorka akcji ‘Sprzątanie świata’, współpracuje z najlepszymi kucharzami, dietetykami, oraz osobowościami świata kulinarnego.

„Uwaga! Przepisy testowane na dzieciach!”

Co mi się podoba w tej książce najbardziej?

Chyba to, że autorka zachęca, by do przygotowania posiłków zapraszać dzieci. Ta książka wspiera rodziców w tej misi… Dla kogoś takiego jak ja – kto musi się pilnować ze swoją cierpliwością, książka jest świetną propozycją. Pokazuje, że można, a nawet trzeba, bo warto, zaprosić dzieci do kuchni. Dzieci bardzo się garną do pomocy, to my rodzice, najczęściej zamykamy przed nimi drzwi do kulinarnego świata. Dosłownie i w przenośni.

Wiem, że takie wspólne spędzanie czasu z dzieckiem podczas gotowania przynosi i może przynieść wiele dobrego. To jak lekcja życia… Bo jedzenie to też miłość

„Oddaję w Wasze ręce 104 przepisy na śniadanie, dania do szkoły, obiady, podwieczorki i kolacje. To pełny pakiet zbilansowanych dań, które testowałam na setkach dzieci podczas warsztatów kulinarnych. Ich zadowolone buzie i pełne brzuchy pozwalają mi sądzić, że taka kuchnia jest super.”

Przyznaję, w książce nie ma nudy!

Nie tylko dziecięce buzie będą zadowolone, buzie dorosłych też, no i wszystkie brzuszki zostaną pozytywnie napełnione.

 

Co znajdziemy w książce:

* Dania bez mięsa, glutenu i laktozy

* Potrawy odpowiednie dla alergika i niejadka

* Gotowanie szybkie i zdrowe

* Zdrowe słodycze

* Dużo przepisów na drugie śniadanie do szkoły

Itp.

To są przepisy dla wszystkich. Wieloma z nich jestem zachwycona. Jestem też zachwycona zdjęciami w książce, zwracam na to uwagę, są apetyczne, naturalne i kolorowe. Zachęcają i obiecują wiele…

Jestem bardzo zadowolona z tej książki, bo takiej książki i takich przepisów nam brakowało.

„Tutaj zielona kuchnia jest szybka i prosta. Najważniejsze, by pozwolić dziecku maczać w niej palce!”

 Pozwólmy i sobie na maczanie palców w zielonej kuchni.

 

SMALEC Z FASOLI Z SUSZONĄ ŚLIWKĄ I JABŁKIEM

Ten smak smalcu jest niepowtarzalny. Rodzice wybierają opcję z kiszonym lub konserwowym ogórkiem.

 

Składniki:

* 1 szklanka fasoli ugotowanej z jednym zielem angielskim i liściem laurowym (ewentualnie jedna puszka białej fasoli).

* 1 duża cebula

* 1 kwaśne i twarde jabłko

* majeranek (najlepiej jeszcze nieotwarta paczka)

* sól i pieprz

* olej do smażenia

* 5 suszonych śliwek

 

Przygotowanie:

Jabłka, śliwki i cebulę kroimy na drobną kostkę. Na patelni przysmażamy cebulkę, następnie dodajemy jabłko i śliwki. Smażymy około 2 min. A następnie dodajemy przyprawy.

Fasolę blendujemy na gładką masę z połową przysmażonej masy i olejem oraz majerankiem. Masę fasolową łączymy z pozostałą częścią, aby pasta miała niejednolitą konsystencję. Doprawiamy do smaku.

Smacznego. 

 

‘O Fretce, która dała się porwać wiatrowi’ – Marta Guśniowska

No i przechodzimy do książek dla Jagodzianki. Jednak uprzedzam,  że ja równie mocno i udanie bawię się w ich towarzystwie, tak jak mała dziewczynka. Książka w twardej okładce, bardzo ładniej okładce, w kolorystyce morskiej dlatego zabrałyśmy ją w podróż nad morze. Wydawnictwo Wilga ,autorstwa – Marta Guśniowska, urocze ilustracje – Marta Kurczewska. W tej książce podoba mi się styl pisarski, jakim dysponuje autorka, a także zachwycam się ilustracjami pani Kurczewskiej. Udany i piękny duet.

Wiatry nad morzem są wyjątkowe i niepowtarzalne, więc uznałam, że miejsce w plecaku dla tej książki musi się znaleźć. Bo skoro bohaterem książeczki jest też Wiatr, więc nad morzem będzie mu bardzo dobrze… Tak czułam. I było dobrze. Przede wszystkim było dobrze mi i Jagodziance siedząc z książką na plaży, patrząc na psotne fale i słuchając opowieści, które szeptał wiatr.

Fretka wybrała się w podróż.

Za oknem mamy już wakacje, więc książka dobrze na czasie.

Chociaż…

Na wyprawy czas można odszukać zawsze, gdy tylko się zaryzykuje i zamarzy. I podejmie ku temu kroki. Fretka dobrowolnie w podróż się nie wybrała… ale jak to z podróżami bywa, ta wyprawa zmieniła wiele w jej życiu.

„Jeśli więc kiedyś zobaczycie wiatr, pomyślcie o tym czego się boicie najbardziej, i dajcie się porwać, a Wasze życie odmieni się na lepsze.”

Mocne to słowa.

Mocno mi się podobają.

Na początku napisałam, że to książka dla Jagodzianki, ale czy na pewno?

Do znudzenia będę przypominała, sobie też, że książki dla dzieci są też dla dorosłych.

Fretka jest małym tchórzem, ma marzenia, ale ich nie realizuje ze strachu. Siedzi w domu, nie dlatego, że tak bardzo to lubi, ale dlatego, że boi się przekroczyć próg swojego domu. Zaczytuje się w książkach o tematyce podróżniczej. I… I na tym koniec. Chciałaby coś zmienić, ale nie wie jak. Nie wie jak się zabrać i zebrać, bo strach ją straszy… Więc woli to co znajome, mimo że nudne, a może nawet przygnębiające, niż to co nieznane nawet jeśli mogłoby się okazać pozytywnie porywające…

Znamy to?

I wtedy pojawia się wiatr, który po przyjacielsku bierze sprawy w swoje ręce i porywa Fretkę na wyprawę życia. Teraz Fretka zobaczy otaczający ją świat!

I co się okazuje?

Że najczęściej strach ma wielkie oczy, ale też, że to nic złego czasem trochę się bać.

Bój się i działaj.

Książka dodaje otuchy, wspiera i zachęca. Pokazuje i daje pozytywnego kopa. Motywuje, a każdemu z nas czasami motywacja jest potrzebna. Wspaniały pomysł na książkę, na opowieść, na morał. Wartościowa książka. Oswaja ze strachem, i przyjacielsko klepie po małych pleckach by dodać odwagi. Bardzo ciepła opowieść, która porusza kilka ważnych spraw. Akceptacja, wiara we własne siły, przyjaźń, marzenia, samotność i przełamywanie barier. To wszystko jest ważne w życiu każdego dziecka, każdego człowieka.

Mamy swoje plany i swoje wytyczne.

Jednak życie szykuje zawsze jakieś niespodzianki i chce pokazać nam coś więcej, życie ma swój plan i często to jest bardzo dobry plan, o czym przekonała się główna bohaterka książki – sympatyczna Fretka.

Ta książka jest jak ciepły kubek smacznego kakao – które otula i pokrzepia.

 

 

‘Mała Kaszalotka i tajemnica nocy’ – Paulina Chmurka

I jedziemy dalej z pięknymi książkami od Wydawnictwo Wilga , książką o Małej Kaszalotce w twardej i cudnej okładce, a środek skrywa kolejne magiczne ilustracje, a to wszystko za sprawą ilustratorki – Elka Grądziel. I jeszcze niespodzianka – świecące elementy w środku. Więc znakomita książka przed snem.

Gdy tylko zobaczyłam książkę w internecie, już dla samych tych ilustracji, chciałam ją bardzo mieć pod naszym dachem. A i tekst okazał się piękny i puchowy.

To, że kosmos mamy nad naszymi głowami, wysoko ku górze, to każdy wie i przekonywać nie trzeba.

Jest jednak jeszcze jeden kosmos. Ten w głębinach mórz i oceanów. Tam też dzieje się magia. Świecące, podwodne gwiazdy też istnieją

Mała kaszalotka i tajemnica nocy to urocza opowieść, w której znajdziemy także ciekawe informacje o kaszalotach i nie tylko. Mała Kaszalotka zabierze nas na wycieczkę po nocnym oceanie. Będą przygody, będzie też trochę niebezpiecznie… Jak to w podróżach bywa i wtedy gdy nie słucha się starszych… 😉

„My żyjący na lądzie, z całą pewnością możemy poczuć się mali, stojąc w obliczu oceanicznych olbrzymów – kaszalotów. W tej historii poznamy dokładniej jednego z nich.”

I poznajemy – małą, ciekawską kaszalotkę zwaną Szarlottą.

Będzie o przyjaźni, odwadze, ciekawości świata, rodzinie i przyrodzie. I mimo że w tej książce człowiek nie występuje, będzie można się domyśleć jego obecności i niestety ta obecność nie będzie przedstawiona w pozytywnych barwach. Działalność ludzi na świecie nie sprzyja przyrodzie, nawet tej która jest pozornie schowana w głębokim oceanie.

Natura bez człowieka sobie poradzi, ale człowiek bez natury nie. Więc czemu ludzie nadal tak mało doceniają i niszczą to co naturalne? Bo taka natura człowieka… Hmm. To jest problem. Warto mówić o tym dzieciom, przestrzegać i pokazywać piękno świata natury by uwrażliwiać od najmłodszych lat. I po to są takie książki.

Książka nie tylko bawi, ale też uczy, znajdziemy w niej sporo info o podwodnym świecie. Tajemnice oceanów zawsze pociągały ludzi i nie ma co się dziwić. Opowieść ciepła i pociągająca, a kolorystyka fioletów i niebieskości jest  po prostu bajkowa. Wszystko do siebie pasuje i wszystko ładnie faluje, dokładnie tak jak morskie fale.

„Był szczęśliwy z dwóch powodów.

Po pierwsze udało się uratować

małą kaszalotkę, a po drugie

okazało się, że w nocnym ocenie

jednak coś się dzieje. I to ‘coś’ jest

piękniejsze, niż się spodziewał.”

 

Świat przyrody to świat niezwykły. I ta niezwykłość niech nam żyje.

 

*

Jest piątek 25.06. 2021 r. dziś Jagodzianka kończy pierwszy rok przedszkola. Niebawem po nią jadę. Wręczy paniom kwiatki i podziękuje za swój pierwszy rok w przedszkolu. Łatwo nie było. Szczerze? Było trudno. I nadal nie jest łatwo. Ja nadal mam mieszane uczucia, o których więcej pisałam Tu, Jagodzianka też ma mieszane uczucia… Są plusy i minusy. Każdego dnia gdy zawoziłam córkę do przedszkola czułam w sercu dziwne poruszenie… Tak, to prawda, miałam trochę wolnego czasu dla siebie, ale co to za czas gdy za nią tęskniłam… Nie chcę udawać, nie chcę dostosowywać się w tym temacie do większości, nam obu, przedszkole coś dało, ale także zabrało… Większość ludzi chwali sobie tematy przedszkolne, a ja? Ja sobie chwalę obecność Jagodzianki przy mnie, nawet gdy jestem zmęczona. Taka prawda, a prawda daje wolność… I my dziś zaczynamy wolność, bo zaczynają się wakacje. Dziękuję przedszkolu za to co zrobiło dla nas dobrego, były też chwile wzruszające i pozytywne. Cieszę się, że jakoś dałyśmy radę. Nigdy nie zapomnę tego pierwszego roku w przedszkolu. Jagodzianka bardzo często chorowała i to też podcinało nam skrzydła i siły. Kiedyś chorowała dwa razy w roku, a w tym roku, dwa razy w miesiącu… Wiele emocji mnie ten rok kosztował i córkę też… Każdy jest inny, każde dziecko jest inne, i każdy inne życie ma, ale każdy też ma jedno życie, więc warto słuchać też swojego wewnętrznego głosu, bo głos zewnętrzny, który często krzyczy, może zagłuszyć naszą prawdę i wolność.

 Jagodzianko, dałyśmy radę, bez Ciebie poległabym blisko startu…. Bardzo Ci dziękuję.

                                                                                                                                                    mama.

 Życzę Wszystkim dobrego i ciepłego lata.

asia

Którą opowieść i przesłanie książkowe wybieracie? I piszcie jak Wasz czerwiec, też tak upalny, że najlepsza kreacja to ta Adamowa? 😉

42 komentarzy do “Morze, kryształ i książki – mój czerwcowy zestaw.

  1. kryształ górski jest pięknym kamieniem. bardzo mi się podobają i mam to szczęście, że wiem, gdzie ich szukać z sukcesem.
    a Jagodzianka niech poznaje świat zewnętrzny – przecież nie zostanie do końca świata pod maminą spódniczką. nie żałuj.

  2. Nie słyszałam o własnościach kryształu górskiego, kiedyś czytałam o własnościach bursztynu.
    Taka magia na użytek domowy.
    Świat z jego niedogodnościami staje się uciążliwy, tyle tych szkodliwości we wszystkim… nie chce mi się zgłębiać tych wszystkich meandrów, bo to przygnębia. Na razie żyję…
    Morze, jezioro, wodospad, fontanna- wszelka woda działa kojąco.
    Szukajmy mądrych przesłań w literaturze i sztuce, to pomaga rozwijaniu refleksji na każdym etapie życia 🙂
    Wspaniałych wakacji 🙂

    1. To prawda dziś na świecie szkodzi już chyba wszystko… Ale woda to podstawa i powinna być dobra. Co jak co ale na wodę trzeba mieć oko. Wodospad ma wyjątkową energię i siłę oczyszczania… Dobrych i ciepłych wakacji Jotko !:)

  3. Piękny post! Wiele emocji w nim i wiele mądrości. Te mądrości już zgłębiłam i przychylam się do Twojej teorii. W swojej codzienności stosuję i wodę w szkle, i moc kamieni i zdrowotność wedug Ajurwedy…
    Tylko książek dla dzieci nie czytam już… ale to kwestia czasu i znów będę 🙂 🙂
    Pozdrowienia zostawiam…

    1. Te książki dla dzieci są też dla dorosłych, cały czas o tym przypominam 😉 I piszę to poważnie!
      Ajurweda to jest opowieść bez końca… Tyle mądrości życiowej. Pozdrawiam i dziękuję.

    1. “Życie jest straszne, ale ja postanowiłem, że jest piękne” – taki cytat wpadł mi do głowy…I może coś w tym jest…

  4. Kochana
    Lubię Twoje posty, bo przepełnione są uczuciem, szczerością, dobrocią i ciepłem😀🧡🍀
    Jest tutaj kolorowo, smacznie, książkowo, rodzinnie po prostu idealnie🌺😊
    Czerwiec upalny, zbyt gorący dla przyrody, ale odpowiedni dla róż🌹😉
    Zajadam się i przetwarzam pierwsze owoce🍓🍒😀
    Pozdrawiam Ciebie i bliskich najpiękniej🤗🦋🌼☕🌞

    1. Dziękuję za dobre słowa w moim kierunku 🙂
      Tak to czas pięknych, romantycznych róż to uroczy czas…
      Pozdrawiam serdecznie!

  5. To bardzo ważne, co napisałaś o wodzie w plastikowych butelkach. Kiedyś zaopatrywałam się w taką nagminnie. Dwa lata temu ostatecznie z niej zrezygnowałam, choć plastiku z domu w 100% nie udało nam się wyeliminować.
    W domu mam ceramiczny dzbanek z przegotowaną wodą, a w podróż zabieram wodę w … termosach. Gdy w trasie muszę dokupić wodę kupuję w szklanych butelkach, a termosy uzupełniam przy pierwszej możliwej okazji.
    Ależ musiały być cudowne te Wasze nadmorskie wakacje 🙂

    1. Ja też piję sporo wody przegotowanej. Zdrowa jest też woda ciepła, nawet w upały. Wakacje są cudowne wtedy gdy mamy wakacje w sercu 🙂 Pozdrawiam!

  6. Zatęskniłam za morzem, tak sugestywnie piszesz Asiu. I te zdjęcia nadmorskie uruchomiły postanowienie, że jak tylko zrobi się chłodniej jadę tak na tydzień, dla zdrowia, duszy i ciała. A i sposób na magazynowanie wody w gliniakach mnie przekonuje. Ileż to się można nauczyć od młodszej Koleżanki!!!

    1. Polecam Ci tydzień nad morzem, mam nadzieję że się uda i tego Ci życzę! Gdy jest chłodniej to też jest lżej… Ja też się uczę od innych ,od Ciebie też… 🙂 Pozdrawiam ciepło.

  7. Chyba od stroju Ewy wolę moje białe, powłoczyste sukienki 🙂 Naturalnie świetnie połączenie z bransoletką z kryształów górskich lub naszyjnikiem z kryształem. Tak, kiedyś wierzyli, że chłodzi… U nas też miało być morze czerwcowe ale będzie sierpniowe. Książki o kaszalotce i fretce wydają się w sam raz dla mojej Czteroletniej. Dziękuję Ci i serdecznie pozdrawiam!

    1. Tak książki polecam dla czterolatki. Kryształ górski ma wiele właściwości i zastosowań jednym z nich jest właśnie oczyszczanie np wody. Ja także dziękuję i pozdrawiam 🙂

    1. Marzenia się spełniają… Doświadczam tego. Kryształ górski jest tani, ale jego moc duża 😉

  8. Kochana (wybacz, ale nie umiem silić się na dystans, kiedy całą sobą czuję właśnie tak),
    morze to wytchnienie i spokój – ten rodzaj zrozumienia w sobie, którego nie znajdzie się w innych warunkach. To ślady na pisku bosych stóp topionych przez fale, jak smutki, które też rozpływają się magicznie w słonej wodzie. To krzyk mew nad głową pełną myśli, co nagle milkną… morze to tęsknota.
    Kryształy górskie uwielbiam – mam na rękach i w domu. Są niezbędne w chaosie dzisiejszego świata.
    No i najważniejsze – miłość. Taka piękna w Waszym wydaniu. Będzie zawsze – bo to fundament, którego nie zburzy kolej następujących zdarzeń. Rozumiem Cię doskonale i wiem jak ważne jest, by być prawdziwą wobec dziecka. Ty robisz to znakomicie. Nieważne jak widzą inni, ważne, co widzisz Ty w sercu. Skrzydła dla dziecka buduje się właśnie przez bliskość i zaufanie do dziecka.
    Dziękuję, że piszesz o tak ważnych sprawach.

    1. Dziękuję za tyle słów, dobrych słów… Tak fundament to miłość nie tylko do kogoś ale miłość do życia do dni i do nocy… Miłość do przyrody, muzyki i marzeń… Właśnie po to coś warto robić… Warto oddychać. Pozdrawiam ciepło!

  9. Morze jest cudowne, szczególnie upalnym latem bo można się ochłodzić i przyjemnie spędzić czas.
    Kryształy są przepiękne, ale chyba jeszcze nigdy nie widziałam ich na żywo.
    Ja wczoraj byłam nad morzem i uwielbiam to uczucie chodzenia na boso po ciepłym piasku i chłodnej wodzie 🙂
    Przepiękne zdjęcia.

    1. Bose spacery brzegiem morza to jak chodzenie po niebiańskim dywanie… 😉
      Dziękuję i pozdrawiam.

  10. To prawda co piszesz o plastikowych butelkach, ale rzeczywiście trudno z nich zrezygnować. Już sam smak mówi sam za siebie. Czasami mam wrażenie, że ktoś celowo pakuje w ten plastik prawie każdy rodzaj żywności i tak już to daleką zabrnęło, że nie można się z tego wycofać. Również pozdrawiam wakacyjnie 🙂

  11. Piękny ten zachód słońca nad morzem! Ja wybieram się już niedługo, co prawda w ścisłym sezonie, więc będzie raczej tłoczno, ale nie byłam nad morzem już wiele, wiele lat, więc i tak bardzo się cieszę 🙂 Chociaż rzeczywiście morze jest najlepsze, jak jest jeszcze pusto, kiedyś byłam w maju i to był najpiękniejszy “nadmorski” wyjazd.

    1. Ja też bywam właśnie w maju I początek czerwca… uwielbiam ten czas. Udanego pobytu nad morzem Ci życzę!

  12. Jak dobrze, że znowu jesteś. Brakowało mi Twoich opowieści i ciepłych słów.
    A dzisiaj zatęskniłam za ciszą i szumem morza. Chętnie też ukoiłabym moje nerwy w lesie)))
    A kamieniami kiedyś się interesowałam. Kryształ mam i zaraz dotknę jego chłodnej, gładkiej powierzchni.

  13. Przeraża mnie ilość plastiku, który nas otacza. Tak naprawdę większość jedzenia kupujemy zapakowane w plastik- nawet zwykły twaróg, czy mięso. Zapewne dlatego cierpię na endometriozę… Staram się jak ograniczać plastik na rzecz np. szkła, papieru, chociaż w przypadku jedzenia nie zawsze jest to możliwe. A co do kamieni to przyznaję, że mam do nich słabość. Uwielbiam bursztyny i zbieram bransoletki z kamieni, które zawsze zakładam. Największa moc i zdrowie jest w naturze.

    1. Plastik to problem dzisiejszego świata. Oczywiście człowiek człowiekowi zgotował ten los i przyrodzie też…
      Uwielbiam bursztyny za ich prostotę i moce zdrowotne. Pozdrawiam.

  14. Asiu, dawno mnie tu nie było. Zbyt dawno. A u Ciebie jak zwykle natura, spokój i ciepło 🙂 Książkę “Wege dzieci” muszę koniecznie sprawdzić, choć też nie jestem wegetarianką, ale lubię, jak jest zdrowo i dużo warzyw. Dziękuję za polecenie. Pozdrawiam Cię serdecznie 😊

    1. Książka Wege Dzieci ma tyle fajnych kolorowych przepisów i pomysłów że bardzo polecam. I cieszę się że znowu wpadłaś na puch ze słów 🙂

  15. Oj tak było upalnie, że najchętniej pozbyłabym sie wszystkich ciuchów, nadal często jest :). Ale lubię ten czas i uwielbiam chodzić boso. Chodzę kiedy tylko się da, po łąkach, po podwórku, po plaży. W sierpniu jadę do Szczecina, to na pewno i nad morze zawitam <3.
    Przekazujesz tyle pozytywnych i pouczających jak zdrowo żyć treści. Zachwyciły mnie te książki dla dzieci <3. Dorośli też czasem chcą po nie sięgać oczywiście 🙂
    Wodę też staram się jak najrzadziej pić z plastiku 🙂

    1. Woda z plastiku jest bardzo szkodliwa przede wszystkim dla kobiet… Warto o tym więcej poczytać. Dziękuję za Twój komentarz… Szczecin? Czyli lecim na Szczecin 😉

  16. Nareszcie ochłodziło się trochę i można wyjrzeć ze swej norki! Dobrze, że nad morzem byłam na początku czerwca, jeszcze bez upałów i tłumów wczasowiczów. Teraz mam najlepszą kurację dla nóg, bo nie koszę trawy do zera, tylko pozwalam jej na więcej, a ona mi się odwdzięcza poranna rosą, po której z lubością stąpam! Do tego las, jezioro, niedawna wizyta u Przyjaciółki.
    Wodę piję tylko w szklanych butelkach, mam kilka w zapasie!
    Serdeczności dla Ciebie i Jagodzianki! :-)))

    1. Chodzenie po rosie to jchodzenie po zdrowie i dla zdrowia 🙂 Szklane butelki to znakomity pomysł, szkoda że prawie wszystko wycofali…
      Serdeczności i dla Ciebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *