Moje majowe inspiracje – góry, ciasto z rabarbarem i książka

 Moje majowe inspiracje – góry, ciasto z rabarbarem i książka

Sielskie życie nie jest ogrodem bez pokrzyw i chwastów. Sielskie życie jest stanem przede wszystkim naszego wnętrza. Wszystko to co obok to dodatek. Sielskie życie może zacząć się w nas, jeśli tam się nie zacznie, to nie zacznie się nigdzie… Sielskie życie to ogród, o który trzeba dbać, a nie czekać tylko na plony. Żeby zebrać, trzeba zasadzić i podlewać. I tak w kółko.

Maj to miesiąc mój… To w maju obchodzę urodzony i lubię tak o majowym miesiącu myśleć – że to mój wiosenny miesiąc. Maj jest też poświęcony Maryi, przede wszystkim Jej, więc to miesiąc wyjątkowy, taki do którego mam sentyment. Jestem zakręcona na punkcie wszystkich dwunastu miesięcy roku, które uważam za genialny pomysł Stwórcy. Ale… Maj to miesiąc magiczny… Bardzo romantyczny i sielski. Tak jak lubię. Jestem majową dziewczyną i dobrze mi z tym 😉

„Na niebie obłoki
po wsiach pełno bzu
gdzież ten świat daleki
pełen dobrych snów.”

 Maj w tym roku nie szaleje z wysokimi temperaturami. Jest ostrożny i dawkuje nam ciepłe dni. Niektórzy się dąsają, bo chcieliby więcej i mocniej zakosztować ciepłych promieni słońca. Jednak ja wiem, że maj wie więcej niż my, wie co ma robić i jak. Ma swoje tajemnice, o których nie krzyczy na lewo i prawo. Robi swoje, bo wie co ma robić. Ufam mu, bo natura kieruje się swoimi prawami i planami. Przyroda ma swój rozum. Więc jestem w tym przypadku cierpliwa, wtapiam się w to co pogoda zaplanowała i staram się płynąć z wiatrem, w rytm naturalnych opowieści…

 

„Narwali bzu, naszarpali,

Nadarli go, natargali,

Nanieśli świeżego, mokrego,

Białego i tego bzowego.”

 

Zerkam przez okno, zielone liście drzew oszalały. Hipnotyzują. I oszaleć można tak jak one…

 

Moje majowe inspiracje

 

 

GÓRY

 Maj jest dla mnie miesiącem intensywnym. Przyroda ma sporo pracy w tym miesiącu i ja też tak się trochę czuję… Maj jest intensywny, ale piękny i tak bardzo potrzebny. Udało się w tym miesiącu wyjechać w góry na kilka dni. To był wyjątkowy wypad. Taki trochę sprawdzian. Wybraliśmy Sudety. Sprawdzian, bo z Jagodzianką. Chcieliśmy spać tylko w schroniskach górskich, idąc szlakami i szczytami, od schroniska do schroniska, niosąc na pleckach dobytek, który był nam potrzebny, by przetrwać 😉

To nic takiego. To nic takiego gdy idzie się samemu. Ale gdy idzie małe dziecko w dosyć wysokie góry, to sytuacja się zmienia. Na dole ciepła wiosna. U góry na szczytach śnieg. Trzeba zabrać różne ubrania i różne potrzebne rzeczy. Nazbierało się tego sporo, mimo że starałam się maksymalnie zminimalizować ilość rzeczy, przede wszystkim ciężkich rzeczy. Wiem jak to jest, podróżować z ciężkim plecakiem, ale tym razem było mi wyjątkowo ciężko, zwłaszcza na początku. Początki mają swoje prawa…tak jak przyroda…

Jednak z każdym metrem pod górę było coraz lepiej…

Było coraz lepiej i piękniej. Dla mnie widok gór jest piękny i zjawiskowy, ale tym razem było coś bardziej zjawiskowego i pięknego:

Jagodzianka.

Dzielna, mała podróżniczka, która była najlepszym, najdzielniejszym i najbardziej uroczym zdobywcą górskich szlaków i szczytów.

Dawała sobie tak znakomicie radę, że byłam w szoku i w szczęściu jednocześnie.

Szlaki, które wybraliśmy, dawały w kość mimo wszystko, ale moja córka była ponad tym wszystkim.

Często szła pierwsza. Radziła sobie znakomicie. Idealnie dostosowała się do panujących warunków, do zmieniającej się sytuacji, do spania codziennie w innym miejscu, do nowych ludzi, których spotykaliśmy.

Muszę to napisać.

Jestem z niej dumna.

I to nie tylko moje matczyne widzimisię, bo wielu ludzi zaczepiało nas na szlakach i w schroniskach chwaląc Jagodziankę i serdecznie kibicując i pozdrawiając. Jestem wdzięczna za dobrą energię, którą dostawaliśmy od obcych ludzi

W tej podróży byłam wielokrotnie wzruszona. Jagodzianka na tle górskich opowieści dostarczała mi emocji… Były to dobre emocje.

Nie ukrywam, bardzo się o nią martwiłam i też stresowałam. Ale ta Mała dziewczynka, poradziła sobie lepiej niż wiele dużych dziewczynko/kobiet… A może i lepiej niż wielu chłopco/facetów 😉

Wróciło wszystko. Moje wcześniejsze nocowania w górskich schroniskach. Tyle wspomnień. Tyle gór i tyle zmęczenia, które było później wynagrodzone w ciepłym drewnianym schronisku na szczytach gór. Wszystko wróciło, ale teraz już inaczej. Bo z Jagodzianką. Inaczej nie znaczy gorzej. Po prostu to są już dziś trochę inne opowieści i taka jest kolejność…

To był dobry i potrzebny wypad w góry. Zmęczeni, ale szczęśliwi. I dumni z Małej dziewczynki. Chyba nawet zaskoczeni, że ona daje radę, bardziej niż myślimy. To też był sprawdzian, czy można już z córką podejmować się dłuższych i trudniejszych podróży. Można.

 Polecam taką podróż. Od schroniska do schroniska. Codziennie inny dach nad głową. Nie schodzenie na noc na dół, tylko pozostanie w górach na kilka dni. Spanie w schroniskach, które mają swój niepowtarzalny klimat. To wszystko jest nauką, doświadczeniem i przygodą. Nie tylko dla dzieci, dla każdego. Nawet jeśli na początku myślimy, że to nie dla nas… to warto spróbować i warto zaryzykować. Zawsze coś odkryjemy, przede wszystkim w swoim wnętrzu…

Zdjęć nie mam dużo, bo nie braliśmy aparatu w góry. Za duży, za ciężki, niewygodny. A może też nie chcieliśmy myśleć o zdjęciach, a więcej myśleć o chwili i o tym co się dzieje, zapisać obraz w pamięci i w sercu, a nie na przysłowiowej kliszy.

Mamy kilka zdjęć z telefonu…i to musi nam wystarczyć.

Dziękuję córce za wspólną podróż i za to, że się pomyliłam. Zakładałam, że będzie dużo gorzej, a było z każdym metrem w górę tylko lepiej…

A jeśli jesteśmy przy górach to górska książka mile widziana:

 

 

TATRY – PRZEWODNIK DLA DUŻYCH I MAŁYCH – Barbara Gawryluk i Paweł Skawiński

Wspaniała książka. Dla małych i dużych miłośników gór. Jest wydana bombowo. Duży format w twardej okładce od Wydawnictwo Literackie napisana przez Barbarę Gawryluk pisarkę i dziennikarkę, a także z pomocą przybywa Paweł Skawiński wieloletni dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, a za porywające ilustracje odpowiada Adam Pękalski ilustrator i wykładowca.

Mamy bardzo zacny skład.

Moje serce należy do Beskidów. I myślę, że tak zostanie. Tatry też miałam przyjemność odwiedzić, a nawet zdobyć Rysy i nie byłoby w tym nic może dziwnego, gdyby nie fakt, że moja przygoda z górami zaczęła się właśnie od najwyższego szczytu w Polsce… Totalnie bez doświadczenia i górskiej kondycji wdrapałam się na Rysy. Nie było łatwo, ale było pięknie, na tyle pięknie, że góry są dla mnie tym miejscem, o którym gdy myślę, to w sercu robi się bardzo ciepło… Bardzo.

O Tatrach wiem nadal za mało. Dużo jeszcze muszę odkryć w tych największych polskich górach. Dlatego byłam bardzo podekscytowana i uradowana gdy pojawiła się książka Tatry – przewodnik dla dużych i małych, tak jak w tytule – jest to książka dla wszystkich. Czas spędzony w jej towarzystwie jest czasem wartościowym i udanym. Książka jest wspaniała. Zasiadamy do jej kartek wszyscy i wszyscy z wypiekami na twarzy oddajemy się podróży ku górskim szlakom.

Jestem szczęśliwa, że Jagodzianka może z tak udanej książki zdobywać wiedzę o górach, a przy tym znakomicie się bawić. Ilustracje zapewniają piękne przeżycia. Porywają w górę

 

„Pierwsza książka dla dzieci o Tatrach! Pełen anegdot, ciekawostek i porad przewodnik dla młodych odkrywców.”

 

To prawda. Sporo wiedzy znajdziemy w tej książce, sporo się nauczymy, wiele rzeczy sobie przypomnimy, a w wielu sytuacjach możemy być nawet zaskoczeni. Książka prowadzi czytelnika po najważniejszych ścieżkach Tatr, dosłownie i w przenośni. Zaprasza i zachęca dzieci i dorosłych by wyruszyli w najsłynniejsze polskie góry, pamiętając jednak, że wchodzimy w objęcia przyrody, a Tatry to przede wszystkim dom zwierząt i natury. I o tym trzeba pamiętać i to zawsze podkreślać trzeba.

 

„Zapamiętajmy: Tatry to dom zwierząt. My jesteśmy tu tylko gośćmi. A goście, jak to goście, bywają różni. Niektórzy są mili, ale inni – niech ich kozica poczochra, strasznie nieuprzejmi!”

 

W książce znajdziemy opowieści o dolinach, wodospadach, zwierzętach, pogodzie, lawinach, ratownikach, jaskiniach, oscypkach, góralskich chatach i moich ukochanych schroniskach. A to dopiero początek

 

„W parku narodowym niczego nie zostawiamy, a także niczego stąd nie zabieramy. Oczywiście oprócz pięknych wspomnień.”

 

Śmiecić nie można nigdzie. To wiadomo. I tego trzymać się trzeba. Ale gdy widzę papierki na górskich szlakach to bardzo szybko jestem w stanie się zagotować… Jak tak można? Nie wiem… Papierki po cukierkach wkładamy do plecaka… Nie każdy o tym wie.

 

Nie można być obojętnym wobec uroku Tatr i książki o Tatrach… Majestatyczne góry… Jesteśmy szczęściarzami, że na terenie Polski rozgościły się tatrzańskie opowieści. Nic tylko brać, ale tak by nie niszczyć, nic tylko słuchać i wdychać zapach gór. Góry mają zapach. Tatry to nie tylko Zakopane i słynne Krupówki.

Więc co jeszcze?

Książka odpowie na pytanie i podpowie, i nauczy, i zachęci i pozwoli rozbujać marzenia… Polecam.

„Pakuj plecak i ruszaj z nami do miejsca, które zachwyca i uwodzi tajemnicami.”

 

Do zobaczenia na szlaku!

 

 CIASTO JOGURTOWE Z RABARBAREM

A po górskich wędrówkach przyda się dobre ciasto. Majem pachnące.

Uwielbiam rabarbar. Zwłaszcza ten w domowych wypiekach. Pamiętam gdy byłam dzieckiem u mojej babci na działce rósł rabarbar przy starej wannie, która w lecie zawsze była napełniona wodą. Babcia czasami robiła mi w niej kąpiele letnie w towarzystwie lipcowej i sierpniowej pogody… Kiedyś lata były gorące. Dziwne to wspomnienia… Takie trochę jak z książki… Leżałam w tej wannie, patrzyłam na ciepły, niebieski kolor nieba, a nad moją głową śliwki, jabłka, wiśnie i morele… Babcia zrywała rabarbar, obierała, na mały talerzyk wysypywała trochę cukru. To był cudowny smak. Smak wakacji.

Ja chyba bardziej lubię rabarbar w cieście niż truskawki, chociaż truskawki tez bardzo lubię. Ale jeśli ma wygrać jakiś letni owoc zatopiony w cieście to niech to będzie rabarbar.

Przepis znalazłam na IG (@pysznieczyprzepysznie)

 

Składniki:

160 g masła

3 jajka

180 g cukru

150 g jogurtu greckiego

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka cukry waniliowego

265 g mąki (ja dałam orkiszową)

250 g rabarbaru (ja dałam więcej)

 

Przygotowanie:

Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej. Formę keksówkę smarujemy masłem lub wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik 175 stopni C góra-dół.

Rabarbar umyć i pokroić na kawałki.

Miksujemy masło i cukier na puszystą masę. Dodajemy jajka i jogurt, stopniowo, cukier waniliowy. Na końcu dodać mąkę, proszek – zmiksować na małych obrotach, tylko do połączenia. Do ciasta dodać rabarbar i lekko wymieszać.

Pieczemy około 50-60 min.

Ciasto ma maślano-jogurtowy smak. Jest łatwe w przygotowaniu i pyszne. Polecam.

Smacznego.

 

*

Jeszcze jest maj. Ale za drzwiami już dobija się czerwiec. Mam marzenie, by w czerwcu wyjechać nad morze. U nas morze sprawdza się w maju, czerwcu i wrześniu. Lipiec i sierpień odpada. Nie lubię. Więcej o naszym Bałtyku pisałam Tu i Tu. Maj w tym roku nie jest gorący, może czerwiec coś nadrobi sprawę… ale nie jestem tego taka pewna… Pogoda, natura wie co ma robić… Mam nadzieję 😉

 

Pozdrawiam ciepło

asia

P.s. Jestem ciekawa jak Wasz maj mija? No i jaki owoc wybieracie do wiosennego domowego ciasta? 🙂

52 komentarzy do “ Moje majowe inspiracje – góry, ciasto z rabarbarem i książka

  1. Najpierw gratulacje i ulga, że przerwa spowodowana wyprawą, bo dziś przerwy różnie wróżą.
    dzieci doskonale sobie radzą w górach, mój syn miał 4,5 roku w czasie górskiej wyprawy i tez byliśmy z niego dumni.
    O książce gdzieś czytałam, wygląda pięknie i chyba nie tylko dla młodych czytelników przydatna.
    Ciasto iście wiosenne, narobiłaś mi apetytu 🙂

    1. Jotko książka jest dla Wszystkich – tak uważam. Małe dzieci mają w sobie więcej pary niż nam dorosłym się wydaje 🙂 A ciasto można sobie modyfikować zmieniając owoce, polecam.

  2. Sielskość mamy w głowach, to stan umysłu. Otoczka może być różna. Większość kojarzy sielskie życie z życiem na wsi, ale dlaczego nie mieć sielanki w dużym mieście? Dążę powoli do tego.

    Ja jestem z lipca, ale miłością szczególną darzę czas złotej jesieni. Ogólnie masz rację, każdy miesiąc jest idealny na swój indywidualny sposób. W każdym da się znaleźć coś pięknego.

    Na razie góry mam tylko na zdjęciach.

    1. Tak, sielskie życie jest w naszym umyśle, albo go nie ma… Od nas wiele zależy i to my mamy robotę do wykonania. Sielskie życie może być wszędzie tam gdzie my jesteśmy bo ono jest w nas 🙂

  3. Przypomniałaś mi czasy, gdy z córcią wędrowałyśmy po Tatrach, od schroniska do schroniska, czasem przenosiłam ją na barana przez większe żleby, rozpadliny, wąziutkie ścieżki czy nawet po klamrach i łańcuchach. Jakież to było dziko i cudownie nieodpowiedzialne! Miałam szczęście, dużo szczęścia. Kocha góry do tej pory i często mi dziękuje za tę pasję. Gratulacje dla Jagodzianki -:)))

    1. “Jakież to było dziko i cudownie nieodpowiedzialne” – wiem co masz na myśli 😉 I jestem uradowana że masz takie fajne dzikie wspomnienia! Tak, ja też miałam sporo szczęścia w czasie różnych podróży… Pozdrawiam i dziękuję!

  4. góry z dziećmi pokazują dorosłym, że można. moje pisklęta przed wyjazdem pytały nieodmiennie, czy ta góra, do której jedziemy, to jest większa od poprzedniej, bo po co wchodzić na mniejszą? i oczywiście – czy będą kanapki na drogę, bo bez nich jakoś smutno.
    3,5 leni brzdąc przeszedł na własnych nogach szlak długości 25 km przez dzień, co oznacza, że w nogach miał ponad 40 – bo tam biedronki, poziomki, motyle, albo nie-wiadomo-co-ciekawe-bardzo. – zasnął nad talerzem pierogów…

    1. 25 km w górach to i dla dorosłego wyzwanie… Gratuluję Wam takich wypadów i wspomnień! To są bardzo dobre i potrzebne wspomnienia.

  5. Także kocham góry. I coś jest w tym, że często to dzieci lepiej radzą sobie w takich wędrówkach niż dorośli. Może po prostu mają w głowie mniej ograniczeń, mniej myśli “tyle kilometrów, i to w górę, nie dam rady…”. Moi rodzice wiele razy wspominali, jak wybrali się ze mną na Giewont, kiedy miałam 5 lat i doszliśmy blisko miejsca z łańcuchami – podobno oni sapali już ze zmęczenia, a ja skakałam radośnie po drodze 😉

    Asiu, a powiedz jeszcze, na jaki czas przed wyprawą rezerwowaliście noclegi w schroniskach? Ja nigdy w schronisku jeszcze nie spałam, ale marzy mi się kiedyś taka wyprawa, a słyszałam, że schronisko potrafi odesłać gdzie indziej, bo nie ma już miejsc.

    1. Dobrze jest wcześniej zarezerwowawać miejsca zwłaszcza wtedy gdy wypada weekend lub święta itp. Ile wcześniej? To wszystko zależy właśnie jaki to czas i okoliczności. Bywa że miejsc nie ma 2-3 tyg do przodu. A czasami się uda zarezerwować 2-3 dni przed…
      Im bardziej komercyjne i łatwo dostępne schronisko tym miejsc mniej… Im bardziej dzikie, dalekie i nieznane tym lepiej – tak myślę, ale i tak różnie z tym bywa. Świat gór rządzi się swoimi prawami 😉 Powodzenia i zachęcam.

  6. Taka wędrówka od schroniska do schroniska jeszcze przed nami. Góry kochamy, ale jakoś zawsze zbyt późno się organizujemy, żeby zarezerwować miejsce w schronisku. A tak w ciemno to nie wiadomo… Boję się, że możemy zostać wysoko w w górach i bez noclegu… I napiszę coś może mało popularnego. Ja wiem, że nie to jest najważniejsze, ale odstraszają mnie w schroniskach łazienki, a raczej ich fatalny stan 🙁 Zawsze zwracam na to szczególną uwagę…
    Gratuluję! Gratuluję Wam, że Wasza pierwsza taka wyprawa z córką należy do udanych 🙂
    Ciasto z rabarbarem. Uwielbiam! W tym roku rozszalałam się z rabarbarowymi tartami!

    1. Schroniska nie są dla wszystkich…Ale, ale uważam że każdy powinien spróbować. Z łazienkami bywa różnie. Raz jest średnia A bywa że jest w super stanie jak w hotelu. Zachęcam i życzę udanych łazienek … 🙂

    2. Schroniska nie są dla wszystkich…Ale, ale uważam że każdy powinien spróbować. Z łazienkami bywa różnie. Raz jest średnia A bywa że jest w super stanie jak w hotelu. Zachęcam i życzę udanych łazienek … 🙂

  7. Zatęskniłam za moimi górami. Nie są to Tatry, ale Karkonosze. Kiedy tam byłam ostatnio?
    A ja dzisiaj i jutro wiodę właśnie sielskie życie. Może kiedyś będę je miała częściej?
    Pozdrawiam porannie śpiewem ptaków za oknem

  8. Cudownie, że udała wam się wspólna wycieczka w góry. Także jestem dumna z Jagodzianki 🙂
    Moim ulubionym górskim miejscem jest Kotlina Kłodzka i Bieszczady – choć tu rzadko jeżdżę ze względu na odległość. Do Kotliny Kłodzkiej mam znacznie bliżej. Tatry zobaczyłam pierwszy raz w zeszłym roku, tak pierwszy raz 🙂
    Z przepisu skorzystam – mała uwaga – popraw w przepisie zamiast cukru to jogurtu greckiego. Czytam i szukam tego jogurtu 🙂

    1. Ok zaraz poprawię – dzięki!
      Bieszczady to klasyk, i ja mam do nich najdalej ze wszystkich naszych polskich gór…. A szkoda…
      Dziękuję i buziaki posyłam 🙂

    1. Góry bardzo resetują. Mają w sobie taką moc. Dlatego jeśli tylko można to warto z takiego resetu korzystać 😉

  9. Niezmiernie jest mi miło po doświadczeniu spotkania z Panią . Można narzekać ,że spotkanie smaków, ma jakieś mankamenty -nie tym razem. Pięknie dziękuję za spotkanie Pani smaku.

  10. Kochana
    Jak zawsze ciekawy, miły, smaczny u Ciebie nowy wpis🤗
    U mnie króluje obecnie mój ulubiony o tej porze roku- rabarbar.
    Jest często kompot, piekę ciasto i racuchy, nastawiona nalewka- pycha😀
    Pozdrawiam najserdeczniej na kolejne udane czerwcowe dni💛🍀🌞🌼🍓😘

  11. Jakcja uwielbiam do Ciebie zaglądać, a ostatnio, a tak mało czasu na wszystko. Odpoczywam przy Twoich wpisach i przy tym było tak sami 🙂 fajnie się czytało o waszej wyprawie w góry z małą dzielną istotką. Nasza córcia pierwszy raz szła pod lodowiec, miała wtedy 5 lat. Biegła wręcz tuż przed nami i lepiej to zniosła niż my wszyscy tam obecni 🙂

    Nasz maj tez był zimny ale udało N się być w kilku nowych i starych miejscach, doładowałam się bardzo i głową inaczej do dzis pracuje. Takie wyjazdy są nam potrzebne. Mój majowy owoc to też rabarbar, już go trochę pojadłam i ciasto i kompot robilam i nawet nalewczka jest nastawiona 😉 polecam jak nie robiłaś nigdy 🙂

    1. Dzieci mają moc i serce do tego co robią i tam gdzie idą… Są otwarte i ufne. Wierzą w to co robią. Możemy się od nich uczyć 🙂
      Nigdy nie piłam nalewki z rabarbaru i jestem ciekawa jej smaku! 😉 Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam.

  12. W górach byłam tylko 2 razy. Jako mała dziewczynka – na koloniach w Bardzie Śląskim, a później dopiero jako matka dzieciom (7 i 5 lat). I wtedy po Tatrach chodziliśmy! Dzieci były przeszczęśliwe i teraz bywają ze swymi, aby nie zapomnieć tego, co dostali od nas w maleńkim kawałeczku! Potem, jak już jako emerytka byłam w Iwoniczu i Dusznikach, ale to już tylko spacery były!
    Czy w tym przepisie mogę użyć rabarbar ze słoika, po ówczesnym porządnym odsączeniu z syropu?
    Serdecznie pozdrawiam!

    1. Dzieci są przeszczęśliwe gdy mogą zdobywać przygody a najbardziej wtedy gdy zdobywają te przygody z kimś kto je kocha i z kimś kogo one kochają… 🙂
      Można spróbować zrobić z owocami ze słoika, ale jest ryzyko… Więc trzeba uważać ale się nie poddawać 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  13. Maj faktycznie w tym roku słonecznie nas nie rozpieszczał, ale był takim preludium do ciepła, które przynosi obecnie czerwiec ( to mój ukocahny miesiąc w roku 🙂 )
    Super, że Jagodzinka tak dzielnie dała sobie radę – bo faktycznie zdziećmi róznie bywa- a przy okazji marzy mi się teraz tak z plecakiem od schroniska do schroniska ( i to jak) – ostatnio życie tak psychicznie wielu anam dało w kość, że takie wyprawy to taki balsam- gdzie można pobyć w tym świecie przyrody tak pięknie wykreowanym przez Stwórcę 🙂

    pozdrawiam

    1. Bardzo dobrze i ładnie to podsumowałaś: balsam…
      Każdemu potrzeba dziś takiego balsamu który się zaopiekuje naszą psychiką – i życzę takich balsamów nam wszystkim 🙂 Dziękuję i pozdrawiam!

  14. Maj w tym roku był dla nas wyjątkowo srogi, ale tak jak piszesz przyroda ma swój własny, słuszny plan 🙂 Cieszę się, że tak udała się Wam wyprawa. My póki co liczymy dni do urlopu. Teraz cieszę się ciepłymi dniami, zapachem kwiatów parku, parą gołębi w ogrodzie i ziołami, które czekają na zbiory 🙂 Ps. Przepiękne zdjęcia. Bardzo lubię do Ciebie zaglądać 🙂

    1. Bardzo lubię gdy do mnie zaglądasz… – dziękuję 🙂 Maj był srogi ale czerwiec nadrobił ciepło sprawę .

  15. Właśnie jesteśmy na etapie podejmowania decyzji czy jechać z Czteroletnią w góry (główny cel: Izerski Park Ciemnego Nieba) czy poczekać. Dzięki Twojemu wpisowi wiem, że bez względu na to, czy pojedziemy tam tego lata, za rok czy za dwa – i tak będzie pięknie 🙂

    1. Izery bardzo lubię. A Izerski Park Ciemnego Nieba to będzie cudny kosmos na Ziemi 😉 Dziecko radzi sobie lepiej niż dorośli… jest ufne i odważne! Pozdrawiam.

  16. Czesc Kochana, jak milo bylo przeczytac twoj post i poczuc powiew dziecinstwa. Brawa dla Jagodzianki ze taka dzielna, gratuluje z calego serca. Ta wyprawa w Sudety bedzie dla niej wspanialym wspomnieniem. Ja zawsze zbieram pozostawione w gorach papierki i puszki i tez sie we mnie gotuje bo co za problem dla ludzi zabrac ze soba i wyrzucic w miescie. I to sa turysci? Nie bardzo. Przewodnik o Tatrach sliczny. Jak znajde to kupie. Pozdrawiam Was serdecznie i zycze cudownych sielskich wakacji.
    P.S Bardzo lubie ta gazete Sielskie zycie 🙂

    1. Cześć Kochana. Mam nadzieję że Jagodzianka będzie coś pamiętała z tej wyprawy, jest szansa 😉 Polecam ten przewodnik o Tatrach jest piękny i wciągający A Ty lubisz góry więc będziesz zadowolona. Ja kocham gazetę Sielskie życie…! 🙂 Pozdrawiam i dziękuję.

  17. Maj minął mi jakoś za szybko. W górach nigdy jeszcze nie byłam, ale chciałabym się tam wybrać. Zjadłabym takie ciasto z rabarbarem, dawno już nie jadłam takiego. 😉

    1. Jeśli marzysz o górach to życzę Ci bardzo mocno byś mogła gór doświadczyć i by podróż mogła się odbyć. Ja często robię ciasto z rabarbarem teraz bo jest smaczne i szybkie, polecam 🙂

  18. Sielskie życie może polegać także na wyplewieniu pokrzyw i chwastów, które zatruwają otoczenie, a następnie posadzeniem kwiatów i drzewek owocowych. Każdy ogród był kiedyś polem lub nieużytkiem. Każdy bałagan można posprzątać i dać szansę czemuś nowemu, lepszemu. Jeśli posadzi się nasiona na jałowej ziemi, nie można się spodziewać obfitych plonów. Późniejsza praca obejmująca pielęgnację i podlewaniem nowo zasianego ogrodu, pokaże naszą determinację w walce o upragniony cel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *