Metoda 5S , a później książki…

Metoda 5S , a później książki…

Jeszcze spaceruję jesienną drogą, jeszcze wdycham jesienny pejzaż, głęboko do środka, tam, gdzie serce ma schronienie. Wdech, wydech. Jeszcze spaceruję, bez pośpiechu. Nie przyśpieszam. Ale już za chwil parę, za parę chwil zacznie się:

Niebawem zacznie się szał. Szał dzikich ciał, które wyginają się na wszystkie strony świata, by sprostać, dogodzić, zdążyć, by ze wszystkim się wyrobić… I zrobić to tak, by się nie narobić. Ale, wiadomo, zawsze wychodzi tak samo – utyrani po uszy 😉 W szale grudniowo-przedświątecznym. Co roku obiecuję sobie, że zacznę już w listopadzie, by grudzień był spokojniejszy. Co roku obiecuję sobie, że na koniec listopada będę miała większość prezentów przygotowanych. Zbliża się koniec listopada. Obecnie ilość przygotowanych podarków dla najbliższych wynosi – 0.

Czyli, tradycyjnie…

Jak co roku…

Powinnam była już się do tego przyzwyczaić, ale ja co roku mam nadzieję…

Nie będę oszukiwać, ja lubię ten cały szał grudniowo-świąteczny, ale nie będę też oszukiwać – daje mi czasami to w kość. Gdy w tym roku zobaczyłam czekoladowe mikołaje w supermarkecie przed Wszystkimi Świętymi, to przeraziłam się… Uwielbiam czekoladowe mikołaje, ale nie przed 1.11. To jest już gruba przesada… Mam taką zasadę, że najpierw Wszystkich Świętych, a dopiero później myśli związane z Bożym Narodzeniem, nigdy wcześniej… Nie róbmy sobie sami kuku. Bo takim przyśpieszaniem wszystkiego można zrobić sobie krzywdę. Świat już zrobił sobie wspomniane kuku, bo wszystko chce na już, na teraz, na za szybko

Wszystko powinno mieć swój czas, swoje miejsce, przeznaczenie, swoją rolę do odegrania w odpowiednim momencie. Nie zawsze da się wycelować, nacelować i wypalić, wtedy kiedy zegar wybija odpowiednią godzinę, ale chyba warto starać się pilnować i przestrzegać pewnych ram, norm i jak zawsze słuchać swojej intuicji. Nie przesadzać w żadną ze stron. Ten złoty  środek znowu woła i szuka nas, by nam ułatwić.

Ale przyznaję – większość choinkowych podarków chciałabym mieć już gotowych na koniec listopada… Wiem, jaki mam stres z tym w grudniu… To chyba jedna rzecz, którą chciałabym przyśpieszyć 😉 ,  by w grudniu na spokojniej celebrować oczekiwanie… Książki o tematyce świątecznej też często są już gotowe  w listopadzie, ale to akurat mnie nie przeszkadza. Książki nigdy nie przeszkadzają.

Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale bardzo lubię przeglądać gazety z kubkiem kawy w dłoni. Mnie to relaksuje i ja tak odpoczywam. Gazety, które nie wymagają od nas wiele, pozwalają nam odpocząć, wyciszyć się i przestać za dużo myśleć. Może po to są kolorowe gazety? Z książką jest inaczej. Książka niby nie wymaga, a wymaga, byśmy sami od siebie coś wymagali… Więc, gdy nie mam natchnienia, by wymagać od siebie to lubię zajrzeć do gazet, przekładać kartkę za kartką, i brać łyk za łykiem beżowej kawy. I najlepiej by wtedy obok mnie nie było nikogo. To jest często szczyt możliwości, ale i przyjemności.

I gdy tak sobie siedzę z gazetą na kolanach, z kubkiem w ręku, gdy zerkam na zapaloną świecę, nasłuchując jesiennego deszczu, który puka do okna, przemoknięty cały sobą, czasami wynajduję w takiej nieskomplikowanej gazecie coś ciekawego, coś co mnie zatrzyma i pojawia się myśl.

I tak się zdarzyć może.

Natrafiłam w jednej z kolorowych gazet na japońską metodę zwaną:

5S

Zatrzymałam się. Bo filozofia japońska ma często wiele do zaoferowania. Zwłaszcza byłam pod dużym wrażeniem Kintsugi, którą szerzej opisałam Tu, i właśnie japońskie pomysły i sposoby mogą nam pomóc. Nam Europejczykom… Są to zazwyczaj proste i pokorne metody i w tym jest ich mądrość.

Japońska metoda 5S to ciekawy sposób, żeby dobrze się zorganizować.

Metodę 5S można zastosować na wielu frontach, a jeśli na wielu to też przed szałem grudniowo-świątecznym. Można dopasować. Przypasować. Wybrać coś z tej metody, by sobie ułatwić, by może coś zrozumieć, by nie oszaleć…

„To metoda stosowana w firmach takich jak Toyota czy Sony. Także w naszych domach zdziała cuda. Sprawia, że porządek – tak jak bałagan – robi się sam.”

 

A jeśli nie cuda… To może ogólnie coś zaradzi i pomoże…

Doczytałam, a nie wiedziałam, że metoda 5S znana jest także w USA i coraz częściej w krajach zachodu i co ciekawe – ostatnio bije rekordy popularności.

Hmm…

No to dawać ją tu!

Powtarza się to, co już napisałam i zauważyłam:

 

„Japońska prostota. Metoda 5S naśladuje to, jak mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni organizują sobie swoją przestrzeń. Nie ma w niej nic skomplikowanego.”

 

Niezawodna prostota.

Zwłaszcza dziś, gdy tak wielu z nas, pracuje obecnie w domu i w domu spędza sporo czasu z powodu, o którym wie już chyba cały świat… 5S sprawdzi się bardzo dobrze i dziś 5S może mieć swój wyjątkowy głos.

 

1 Seiri

Sortowanie. Trzeba oddzielić. Oddzielić to, co potrzebne, od tego, co zbędne. I chcieć to zrobić. Podejmować decyzje. Wybór. To nie jest łatwe. Wymaga od nas przemyślenia i zadecydowania. Posortować trzeba wszystko, każdą rzecz ocenić, poddać analizie i zadecydować o jej losie. A przecież my tak do wielu rzeczy jesteśmy przyzwyczajeni… czasami bardziej niż do ludzi. Zbieramy. Zbieramy, aż nazbieramy, a co zaskakujące, nigdy nie nazbieramy wystarczająco, bo zawsze znajdzie się kolejna rzecz, która, myślimy, że się przyda. Osoby niezdecydowane już w pierwszym punkcie metody 5S mogą mieć spore problemy. Czuję, że ten punk uczy większej odwagi i podejmowania ryzyka. Zachęca, by zrobić miejsce. Namawia do oddechu, a prawdziwy oddech jest możliwy, wtedy gdy nic nie leży nam na klatce piersiowej. Gdy nic nie leży w nadmiarze…

Im mniej mamy, mamy więcej.

 

 2 Seiton

„Miejsce na wszystko i wszystko na miejscu.”

 

To jest jedna z podstaw całej tej metody 5S.

Systematyka.

Przechowywanie w określonym porządku. Zgodnie z zasadą 5S najczęściej używane przedmioty powinny być pod ręką. Praktyczność. Ułatwienie sobie codzienności, poprzez odkładanie rzeczy na swoje miejsce, ale to miejsce też musi być przemyślane, wygodne i zgodne z tym, jak wygląda nasz codzienny dzień. Dopasować wszystko do nas, a nie nas do wszystkiego.

Koszyk na piloty nie obok telewizora, a raczej blisko kanapy.

Kosz na brudne ubrania nie tam, gdzie ładnie będzie wyglądał, a raczej tam, gdzie domownikom będzie najwygodniej i najszybciej zostawić wieczorem brudne ubrania.

Itp.

Itd.

 

3 Seiso

 Seiso znaczy zadbany. Czyli sprzątanie. Nie w sobotę, gdy już wszystkiego będzie do sufitu, tylko konsekwentnie każdego dnia, odkładać rzeczy na swoje miejsce. I pilnować poprzednich dwóch punktów.  Systematyczność i konsekwencja w działaniu mogą zdziałać cuda. Są wymagające, ale obiecują wiele… Ja niestety mam małe problemy z systematycznością… Muszę się z tym pilnować. Więc ten punkt jest chyba dla mnie…

 

4 Seiketsu

Standardy. Wprowadzenie standardów. Czyli to, co już sami zrozumieliśmy, wprowadziliśmy trzeba podać dalej. Zasady. Trzeba te zasady przedstawić domownikom i pilnować by też zrozumieli… Gdy mieszkamy z kimś pod jednym dachem to nie wystarczy, że my będziemy postępować w określony sposób, potrzebne jest współdziałanie i współpraca wszystkich nam bliskich. Ale to samo tyczy się też w pracy, nie tylko w domu. Wystarczy trzy tygodnie żelaznej konsekwencji i wyrobi się nawyk. To dużo i mało… Utrzymanie uzyskanych efektów…

 

5 Shitsuke

Doskonalenie. Czyli, nie spoczywam na laurach, tylko poszukuję nadal rozwiązań by było lepiej, wygodniej i efektowniej. Dyscyplina. Dyscyplina jest drogą do doskonałości. I w tym punkcie warto wracać do punktu pierwszego Seiri. Nasze domy mają to do siebie, że lubią obrastać rzeczami. Więc co jakiś czas segregacja mile widziane. Nie wystarczy raz zastosować metodę 5S, trzeba o nią dbać, odświeżać, a wtedy ona będzie dbała o nas. Samodyscyplina. Tu pisałam więcej o tym, jak ja  pozbywam się z domu tego, co niepotrzebne…

 

*

Tak sobie myślę, że w sumie to wszystko, co powyżej jest proste i logiczne. Tylko że często to co proste bywa dla nas najtrudniejsze… Kluczem do wielu naszych spraw jest systematyczność i konsekwencja… W całej naszej codzienności – w szafach, w lodówce, na biurku, w pracy, a nawet w relacjach z innymi… To jest wyzwanie. Bo można przez wiele tygodni pilnować steru, a wystarczy jeden dzień wypuszczenia steru z rąk i nasz okręt, może nie utonie, ale straci kurs. I znowu trzeba będzie zaczynać od nowa. Ten jeden raz, czasami jest początkiem końca… I początku trzeba szukać od początku. Dla mnie systematyczność to zawsze wyzwanie i muszę się z tym pilnować i chcę się z tym pilnować, bo wiem jak trudno coś się buduje, a jak łatwo może runąć. Mając dziecko ta systematyczność i konsekwencja jest wyjątkowo potrzebna i ważna, bo matka nie odpowiada tylko za siebie… Odpowiada za skarb… I to jest dodatkowy szczyt do zdobycia.

A gdy metoda 5S będzie wstępnie opanowana nie pozostaje już nic innego, jak zabrać się za książki. W nagrodę. Czytanie książek w uporządkowanej przestrzeni jest o wiele przyjemniejsze, ja tak mam. Na początek polecam dwie książki w klimatach świątecznych i dwie w klimatach podróżniczych. Bo życie to podróż, Święta to też podróż…:

 

 

Śnieżna siostra Maja Lunde

Hmm

Zastanawiam się jak zabrać się za opis tej książki.

Wiele już na jej temat zostało napisane. Wiele dobrego. Czy mogę napisać coś, co jeszcze ktoś nie napisał o Śnieżnej siostrze? Sprawa wątpliwa. Więc głowy zawracać nie będę, ale niech serce przemówi, bo gdy głowa wymyślić nie może, tam z pomocą przychodzi serce i to co w nim, a w nim opowieść…  Serce w symbolice jest czerwone, tak jak okładka tej książki, w twardej oprawie. To jest niezwykła czerwień. Czerwień czerwieni… Świąteczna czerwień. Przykuwa uwagę. Tak jak cała okładka i format książki. Wydawnictwo Literackie  oddaje w ręce czytelnika kawał dobrej roboty, pięknej roboty, pięknej opowieści, niezwykłej historii i to właśnie na wyjątkowy czas – na czas Bożego Narodzenia. Uczta dla oka i dla ducha. Dziękuję.

„Co najmniej zachwycająca.”

Zachwycająca…

Można dać się porwać i odpłynąć do krainy literackiego cudu.

Już sama okładka jest cudem.

A środek skrywa ilustracje autorstwa Lisy Aisato, które są magiczne, inaczej nazwać ich nie chcę. Magia. Zapierają dech w piersi. I taki powinien być czas przed Świętami, magiczny, który doprowadzi nas do punku kulminacyjnego – Bożych Narodzin… Potrzebny to czas i ważny.

Jest też tekst, który opowiada historię Juliana, jego rodziców, starszej siostry… i pewnej, niezwykłej dziewczynki o imieniu Hedvig. Zawsze Święta Bożego Narodzenia były czasem puchowym, ciepłym i dobrym – wypełnionym zapachem pierniczków i mandarynek, oraz muzyką trzaskającego drewna w kominku. Były zawsze chęci. W tym roku w życiu Juliana chęci zabrakło, przede wszystkim zabrakło chęci jego rodzicom… Pojawił się smutek, uczucie straty i łzy… I wtedy przybywa  Hedvig, a wraz z nią nadzieja, wiara i chęci stopniowo rosną… Bo jest to przede wszystkim opowieść o miłości, przyjaźni i magii Bożego Narodzenia.

Wzruszająca.

Ciepła.

I dająca to, co trzeba dawać i czego szukać trzeba – nadziei.

Pudełeczko chusteczek podczas czytania tej książki mile widziane…

Ta książka jest jak płatki śniegu – porusza delikatne tematy, ta książka jest piękna jak płatki śniegu, symboliczna jak wirujące płatki śniegu.

 

„Nie ma dwóch identycznych płatków śniegu – mówiła dalej. – I zawdzięczamy to naturze. Każdy pojedynczy płatek różni się od wszystkich innych.”

 

Śnieżna siostra’ jest dobrym pomysłem, gdy płatki śniegu odwiedzą ziemię, spadając z gracją z nieba. To jest taka książka, po którą można sięgać co roku przed Świętami. Składa się z 24 rozdziałów po jednym na każdy dzień adwentu – to jest już fajne i ciekawe. Książka, która może zostać w naszych domach na długo, w naszym zostanie, też dlatego, że pięknie wygląda gdy leży na komodzie w blasku naturalnych świec, tworząc znakomicie przedświąteczny klimat.

W sumie opowieść o tej książce mogła znaleźć się też w moim poprzednim wpisie Hygge, kto jeszcze nie czytał zapraszam Tu, bo to jest skandynawska opowieść. Skandynawska Opowieść Wigilijna. Opowieść hygge…  Idealna na długie, zimowe wieczory. Urzeka i otula jak ciepły, domowy koc. To nie jest łatwa opowieść, ale to jest opowieść wartościowa, niosąca przekaz i zapalająca światełko tam, gdzie światełko zgasło… Jak latarnia, która prowadzi…

„Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Hedvig, stała z nosem przyciśniętym do przeszklonej ściany pływalni. To znaczy najpierw zauważyłem nos, a na nim mnóstwo piegów. Stała samotnie i zaglądała do środka. Padający śnieg osiadał na jej czapce rudych włosach, które wystawały spod czapki, i na grubym wełnianym płaszczyku, ogniście czerwonym, jak strój Świętego Mikołaja.”

 

 Poczuj magię tych Świąt…

 

 

Elf do zadań specjalnych – Katarzyna Wierzbicka

 

I zostajemy w klimatach Świąt. I znowu 24 opowiadania, pomysłowo na czas adwentu.

„Rozpoczęło się odliczanie do Świąt!”

 Książka bardzo mnie zaciekawiła, już za nim do mnie trafiła. A gdy do mnie przybyła, było coraz lepiej… Twarda okładka w wygodnym formacie. Bardzo ładna okładka. Nastrojowa. Przyjemnie nastraja do tego co ma nadejść. A ma przyjść Dobro. W środku znajdziemy urocze ilustracje. Bardzo klimatyczne, ciepłe i przyjemne. Lubię takie książki w okresie zimowo-świątecznym, to są potrzebne książki i warto takich książek szukać, nie tylko dla naszych dzieci, ale tez dla nas – dorosłych. Bo czas Świąt to czas wszystkich. Po to są Święta Bożego Narodzenia, by wszyscy poczuli się wyjątkowo… I książka Elf do zadań specjalnych przychodzi z pomocą na ten czas.

„W wiosce  Świętego Mikołaja trwają przygotowania: odbieranie listów, produkcja zabawek, pakowanie prezentów, przygotowanie sań i… sprawdzanie poziomu grzeczności dzieci.”

Moim skromnym zdaniem, powinien być sprawdzany też poziom grzeczności dorosłych… Tu jest pole do popisu… 😉

Czytamy:

Niestety w tym roku Boże Narodzenie może okazać się wielką katastrofą… Trzeba nauczyć się współpracy i wyrozumiałości dla siebie nawzajem. Tylko wtedy można uratować święta. I o tym jest ta książka, ale nie tylko…

Wtedy kiedy wydaje się, że będzie tylko gorzej, zaczynają się dziać cuda, małe/duże cuda. Czas przed Bożym Narodzeniem jest właśnie takim czasem małych/dużych cudów. Bywa, że ten czas jest czasem niełatwym, ale to wszystko ma swój sens i cel… Bo cuda i światełko, o którym wspominałam opisując Śnieżną siostrę, najjaśniej świecą tam, gdzie jest mrok, gdzie są małe/duże problemy. Wtedy światełko ma głos. Książka Elf do zadań specjalnych jest kolejnym takim światełkiem. To opowieść przyjemna i puchowa, która opisuje cały ten klimat, który przybliża nas do Wigilii – choinka, światełka, zapach ciasteczek, świece itp. ale jednocześnie przemyca w tym sielskim i anielskim obrazie wartości i przekaz.

Prosta, a zarazem magiczna opowieść. Uczy i przypomina, co tak naprawdę jest ważne. Ma dla nas przesłanie. Dla małych i dużych wielbicieli świąt. A może jest też dla tych, którzy zapomnieli o magii świąt… Jednym słowem – potrzebna. Takie książki są potrzebne i zdania nie zmienię 🙂

„Pracowite elfy uwijają się, by zdążyć ze wszystkim. Chcą by te święta były naprawdę idealne.”

Piękne święta są przede wszystkim w nas, tam się zaczyna i tam biesiadować trzeba przede wszystkim, a później można obdarować swoim wewnętrznym ciepłem świat zewnętrzny. Budować takie wewnętrzne ciepło można też z pomocą książek, i ta książka daje ciepło, jak kot, który wskakuje na nasze kolana i grzeje i dotrzymuje towarzystwa i jest. I jest lepiej.

Dziękuję za kolejny piękny puzzel, który przybliża do magii tych Świąt.

 

Wroną po Stanach – Marcin Wrona

Tę książkę jakiś czas temu opisałam na IG, a nawet zorganizowałam konkurs, bo dostałam dwie takie książki od Wydawnictwa Sensus , Jagodzianka wybrała jedną osobę i książka podróżnicza pojechała już w swoją podróż do Hani, która brała udział w rozdaniu. Bardzo mnie to cieszy.

Fajny tytuł, nawiązujący do nazwiska autora Marcina Wrony. Okładka ciekawa, w amerykańskim stylu. Pomysł jest, wykonanie też jest bardzo dobre i jest treść, którą czyta się szybko i przyjemnie. W książce są miłe dla oka zdjęcia, a co ciekawe – przepisy, bo autor, ma smykałkę do gotowania. Znajdziemy w książce Wroną po Stanach sporo informacji i ciekawostek, a wszystko napisane w przystępny i luźny sposób – tak jak lubię.

„Od Nowego Jorku po Hawaje. Od Florydy po Kalifornię. Ameryka z perspektywy polskiego korespondenta.”

Jest już sporo książek o USA, ale ta książka jest pozycją, którą polecam i nie tylko ja, bo moi bliscy, którzy ją przeczytali, a czytają sporo książek podróżniczych, mówią, że warto i to był ich zdaniem miło spędzony czas. Moim zdaniem też.

Marcin Wrona wie, o czym pisze. A pisze o Ameryce. Zna się na tym. Spędził w Stanach kawał czasu. Obecnie mieszka tam ze swoją rodziną. Rodziną, która tak jak Marcin uwielbia podróżować. Ja też lubię podróże i wszystko, co się z nimi łączy. Niestety dzisiaj, wyprawy stoją pod wielkim znakiem zapytania. Nie jest to takie łatwe jak jeszcze rok temu… Dlatego z jeszcze większą przyjemnością teraz sięgam po książki podróżnicze. A jeśli książka jest w klimatach amerykańskich to już w ogóle jestem happy. Stany mnie fascynują. Przede wszystkim pod względem przyrodniczym, Ameryka ma wiele do zaoferowania.

 „Oto Ameryka z lotu Wrony. Ameryka z perspektywy polskiego korespondenta. I jego dzieci. Ameryka przyrodnicza, gospodarcza, polityczna. Ameryka z jej historią, współczesnością, zaletami i problemami.”

I to wszystko okiem naszego rodaka.

Marcina.

Autor zabiera nas w atrakcyjną podróż i do tego serwuje nam sporą dawkę humoru i rozrywki, nie zapominając o ciekawostkach, wiedzy i swoich przemyśleniach. Marcin Wrona proponuje nam przygodę w amerykańskich klimatach, a pomagają mu w tym jego dzieci i podróż się zaczyna… 😉

Bardzo pozytywnie oceniam książkę. Czas z tą książką jest czasem wartościowym. Wiedza i poczucie humoru to duet znakomity, jeden z najlepszych!

 

 

Power4Change – sztuka osiągania celów – Marek Kamiński

 

„Metoda biegun to autorskie rozwiązanie Marka Kamińskiego.”

O Marku Kamińskim słyszał chyba każdy.

Warto.

Warto też posłuchać co ma do powiedzenia, a mówi także za pomocą swoich książek. I mamy Power4Change w twardej okładce, minimalistycznej okładce, Wydawnictwo Sensus przychodzi z propozycją kolejnej książki o tematyce podróżniczej. Nie mogłam się  oprzeć. I byłam tej książki bardzo ciekawa. To nie jest gruba książka, ale środek ma zacny.

Cel.

“Cel, pal, wal w dal” – nawet w książce o Kubusiu Puchatku wiedzą co piszą i co miał na myśli Marek Kamiński 😉 

Dobrze jest mieć cel, by wiedzieć gdzie iść. Bo nasze życie to droga i kierunek jakiś wybrać trzeba. Gdy jest cel to już jest bardzo dobrze. Tylko że od startu do mety jest zazwyczaj spory dystans i wiele może się wydarzyć. Po drodze… Warto o tym wiedzieć i warto się przygotować, tak jak do każdej podróży.

Nowa książka Marka Kamińskiego jest książką motywującą. Autor motywuje. Dzięki swoim bogatym doświadczeniom i przemyśleniom tworzy obraz, który może nam pomóc. Zrozumieć. Marek Kamiński ma czym się dzielić, zdobył biegun, a teraz podpowiada nam jak zdobywać swoje bieguny

 

„Biegun to inaczej konkretny, jasno zdefiniowany cel, a sama metoda pozwala przejść drogę, do poznania samego siebie, by móc go zrealizować.”

Każda podróż zaczyna się w nas…

W książce znajdziemy opisy sposobów na osiągnięcie celów. Co ciekawe i fajne autor robi to na swoim przykładzie wyprawy na biegun. Będzie mowa o trzech fundamentach, które pozwoliły i przyczyniły się do poznawania samego siebie. Podpowiada jak pracować nad sobą, by zdobyć to o czym się marzy. Marzenia to motor napędowy. Jednak same marzenia nie wystarczą, zawsze jest potrzeba do tego praca, przede wszystkim nad sobą samym.

„Wskazówki zawarte w tej książce mogą zmienić Twoje życie na lepsze. Ich wdrożenie wymaga jednak odwagi.”

 

Nie wystarczy postawić sobie cel. Trzeba jeszcze odwagi, by iść w jego kierunku.

W książce znajdziemy kilka kluczy, które wspierają w rozwoju osobistym i zachęcają do dobrego życia. Będą też ćwiczenia, przybliżające do celu. Bez ćwiczeń o dobrą drogę trudno. Każdy wędrowiec znajdzie w tej książce sporą garść wiedzy. Każdy z nas jest wędrowcem, więc każdy ma szansę wynieść z opowieści Marka Kamińskiego coś, co będzie dla niego dobre, każdy odszuka coś dla siebie.

„Teraz Marek Kamiński uczy innych, jak – korzystając z Metody Biegun – osiągać to, co z pozoru wydaje się niemożliwe.”

Lubię uczyć się od ludzi, którzy doświadczyli, przeżyli, a następnie podają dalej. Doświadczenie i praktyka czynią mistrza. Wskazówki w tej książce są mistrzowskie, kto zechce, ten pozwoli im zadziałać…

 

*

Niebawem pożegnamy się z listopadem. I powitamy grudzień. A grudzień rozpocznie się adwentem, poleciłam Wam dziś dwie książki na czas adwentu, a Tu opisałam w tamtym roku książkę też na czas adwentu, gdzie ojciec Szustak przybliża nam w sposób ciekawy to, co wydaje nam się często zakryte. Bo adwent to taki czas odkrywania tego co zakryte. Pierwszego dnia pali się malutki płomyczek, ledwo widoczny, ale z każdym dniem nabiera siły i znaczenia, aż 24 grudnia ‘wybucha’ blaskiem nie z tej Ziemi… I staje się ciepło, w czasie gdy zima ma swój czas.

Pozdrawiam.

asia

 

P.s. Jestem ciekawa czy Wy też już czujecie, że zbliża się grudzień i wyjątkowy czas…? 🙂

60 komentarzy do “Metoda 5S , a później książki…

  1. Zacznę od tego, że doskonale rozumiem Twoją potrzebę zakupów prezentów wcześniej. U mnie 50% prezentów już zamówione, ale pozostałe 50%… Wciąż w powijakach. Sama też nie wiem co kupować, bo nie wiem czy z częścią rodziny zobaczę się na święta, a nie wszystko da się wysłać. Taki ten rok nietypowy.

    Metoda 5S brzmi bardzo rozsądnie, odpadam tylko i aż na 1 punkcie. Nie umiem podejmować takich decyzji. Mam z tym spory problem.

    Śnieżna siostra i Elf do zadań specjalnych! Jak ja czasami żałuję, że nie mam dzieci! 😀

    1. Dzieci nie są potrzebne do tego byśmy my (dorośli) mogli czytać książki dla dzieci… Ja często pisząc powtarzam, że książki dla dzieci są też dla dorosłych… Uwielbiam czytać takie książki A te dwie które dziś opisuję (teoretycznie dla dzieci) bardzo Ci polecam. Poczuj magię tych Świąt 🙂

  2. Zbliża się czas wyjątkowy, może nawet stan wyjątkowy… Żarcik. Niewybredny. Wiem, że lubisz😁 Japończycy to mądry naród i wypracowali swoje zasady, które warto wprowadzić w życie. Ale ja jestem konkurencyjna i mam jedną zasadę- wszystko to co pozwala nam przeżyć, jest niezbędne. Reszta to śmieci. Stosuję absolutny minimalizm, w każdej dziedzinie. Mniej sprzątania😉.
    Ściskam i życzę magicznego czasu. Śniegu, minusowej temperatury, ciepłego koca. Książek masz pod dostatkiem, więc uczta murowana❄️☃️🔥

    1. Tak, lubię… 😉 I doceniam…
      Filozofia japońska bardzo mnie interesuje, jestem często oczarowana ich prostotą myślenia i działania.
      Książki już się nie mieszczą pod dachem, nie ma szans pokazać i opisać wszystkich… Życzę dobra i jesteśmy w kontakcie 🙂

  3. Nie wpadam w żaden szał. Nie jestem katoliczką ani tradycjonalistką, więc nie szykuję się na ten dzień. 😉 Spędzę ten czas inaczej, mam nadzieję przynajmniej. Pandemia to utrudnia, ale coś wymyślę. ;P

  4. Zawsze kupuję prezenty pod choinkę dużo wcześniej. I zawsze pod kątem zainteresowań obdarowywanych.
    Ale te Święta będą nieco inne o czym wszyscy wiemy.
    I nie mamy na to żadnego wpływu.

    1. Ludzie muszą się obudzić by mieć jakiś wpływ na to co się dzieje, jeszcze niestety za mocno śpimy…
      Na szczęście Święta są w nas kto to poczuje ten da radę 🙂

  5. Okazuje się, że żyję według owych 5S, czego nie byłam nawet świadoma 🙂
    Książki o tematyce świątecznej zakupiłam do biblioteki, tylko wypożyczyć nie ma komu, ale kupiłam też dla siebie co nieco, to już tradycja:-)
    Spędzajmy ten czas inaczej, na rozpieszczaniu siebie i bliskich, na refleksjach i słuchaniu muzyki, na podziwianiu świata 🙂

    1. To tak jak z hygge o którym ostatnio pisałam, czķowiek nawet nie wie że robi coś w stylu hygge… 😉 Dobrze że są biblioteki, ja też z Jagodzianką zawsze odwiedzam…

  6. Ta metoda rzeczywiście bardzo życiowa. I rozbawił mnie przykład z koszem na bieliznę – musiałabym postawić go u siebie na środku salonu, może by wtedy zapamiętali, że ubrania się do niego wrzuca. Ja nie przepadam za tym całym szałem przedświątecznym, właściwie robię wszystko, żeby brać w nim jak najmniejszy udział. A w tym roku z tymi płynami do dezynfekcji i maseczkami i złością gotującą się w ludziach, to już nawet boję się myśleć, jaką to wszystko przybierze formę. Tak więc u mnie na razie listopadowo.

    1. Jeśli trzeba to można i na środku pokoju… 😉
      U mnie też listopadowy ale z pewnymi planami… Wszystko jest po coś i ten czas przed Świętami też, ten przysłowiowy ‘szał’ … Każdy ma wybór.

  7. Nie wyniosłam tradycji obdarowywania prezentami z domu(z reguły brakowało na to pieniędzy w budżecie), co najwyżej daję bardzo symboliczne upominki.
    Opisy książek jak zawsze bardzo ciekawe.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Można obdarować bliskich na wiele sposobów… Serce zawsze znajdzie podpowiedź i rozwiązanie. Ja najbardziej lubię wręczać książki i sama też uwielbiam je dostawać. Nie liczy się ‘co’ , liczy się jak i dlaczego… 😉 Pozdrawiam.

  8. 55 metod, powiem Ci praktykuję i pewnie bym bez tego zginęla przy moim roztrzepaniu.
    Marek Kamiński, z największą przyjemnością sięgnę po tę książkę2

  9. Piękne te świąteczne książki. Bardzo lubię sięgać po takie przed świętami. Co do prezentów to kilka już mam, ale tych najważniejszych nadal nie. I najgorsze jest to, że jeszcze nie mam na nie pomysłu.

  10. Od dłuższego czasu mam mętlik myśli, dużo się dzieje… szukam spokoju ale i liczę że Święta przyniosą ukojenie… tego potrzebuje a dzięki książkom jest to możliwe… widzę dwie perełki, które mam – czytałam ale przed Świętami to jeszcze nie to… mam nadzieję, że poczuje magięŚwiąt <3

  11. Ciekawa ta metoda 5S, przydałaby mi się;) Książki też kuszące… jak zwykle…;) Zresztą, muszę Ci się do czegoś przyznać – po Twojej opinii na Instagramie zamówiłam “Śnieżną siostrę”:) Czeka już w szafie – będzie prezentem na Mikołajki dla moich dzieci. Ilustracje ma rzeczywiście bajeczne, treści jeszcze nie poznałam, ale już nie mogę się doczekać;)

  12. Zwykle podobnie jak Ty kompletuję prezenty świąteczne wcześniej. W tym roku jednak mimo, że większość już mam to wciąż mam mały prezentowy poślizg.Też nie lubię kupowac prezentó na ostania chwilę.
    O tej metodzie nigdy nie słyszałam, ale po przeczytaniu opisu doszłam do wniosku,że zdecydowanie coś w sobie ma 🙂
    Ile fantastycznych książek, nam tu zaprezentowałaś. Zdecydowanie jest w zcym wybierac

    1. Dobrze że są książki ,to zawsze prezent się znajdzie 😉
      Ta metoda jest życiowa i w sumie logiczna… Pozdrawiam.

  13. Po 1 dzięki za polecenie książki o USA, chętnie ją przeczytam. Po 2 tak, jak Ty nie lubię, gdy klimat świąteczny wchodzi za szybko. Od niedzieli zaczyna się adwent i my powoli nastrajamy się świątecznie. Kalendarz adwentowy w tym roku kupiony z Wedla. Szukam jakiegoś fajnego pomysłu na kalendarz adwentowy DIY, ale nic nie udało mi się znaleźć…

    1. Ja jeszcze nigdy nie robiłam kalendarza adwentowego, ale Jagodzianka pewnie by sie ucieszyła, więc muszę pomyśleć. Jeszcze raz polecam książki, obie podróżnicze 🙂

  14. Lubię japońskie bo prawie zawsze jest tam prostota choć sami japończycy chyba tak nie żyją. Haiku, ogrody japońskie. Więc ta metoda też mnie zainteresowała ale po namyśle stwierdzam, że to nie dla mnie bo jestem chaotyczna, przywiązana do swoich dupereli, ciuchów, kocyków, garnków, książek, naczyń …… I nie lubię podejmować decyzji.

    1. Ja też jestem przywiązana a podejmowanie decyzji jest trudne… Dlatego jak zawsze staram się dopasować metody do siebie, a nie siebie do metod 😉 Zawsze coś można ulepszyć… Pozdrawiam.

  15. Ja też zawsze kupowałam prezenty na ostatnią minutę,ale w tym roku chcę żeby było inaczej. W Internecie mam już kilka wyszukanych rzeczy, w weekend będę zamawiać. Przepiękne zdjęcia!

  16. Metoda 5S jest rewelacyjna, tylko wszyscy domownicy (bez wyjatku) musielby jej przestrzegać 🙂 Niestety rzadko tak bywa 🙂
    Co do przygotowań- w tym roku rzeczywiście zaczęłam w listopadzie i już prawie kończę sprzatanie domu. Prezentów jeszcze nie mam, ale już wiem co kupię. A to już dużo. Tym bardziej, że u nas to tylko tradycja, więc prezenty są symboliczne i naprawdę praktyczne. Gdy dom posprzątany, wtedy spokojnie można się zająć zakupami i dekoracjami domu. Uwielbiam to… chociaż z umiarem- po skandynawsku raczej 🙂
    Pozdrawiam cieplutko…

  17. jeny niektóe książki są tak pięknie wydane, że mogę na nie patrzeć i patrzeć! 🙂 u mnie też najpierw Wszystkich Świętych potem boże narodzenie, ale dla mnie łatwiej bo 1 list mam urodizny, więc wyczekuję ich i nie uciekam aż tak do grudnia 😉 za to częśc prezentów już mam 😉 Ale to dzięki mężowi, ma urodizny 3ego więc przy okazji jego prezentu jakoś tak ogarniam i kupuję już wszystkim 🙂

  18. Ciekawa ta metoda, chyba kiedyś o niej słyszałam, ale była użyta bardziej w planowaniu różnych celów.
    Ja myślę, że prezenty będę kupować dopiero w połowie grudnia jak co roku. Mam koleżankę, która już w listopadzie zrobiła zakupy i już nawet ma wszystkie popakowane prezenty także odwrotnie niz my 🙂
    Przepięknie wyglądają te książki, są bardzo ładnie wydane.
    Ja mam nadzieję, że od 1 grudnia wejdę w świąteczny klimat bo zrobiłam sobie listę 20 świątecznych ksiązek do przeczytania więc będzie się działo 🙂

    1. Książki są uroczo wydane! Polecam. I ja startuję od 1.12 z klimatem przedświąteczno-świątecznym. To już jutro… 🙂

  19. Oh ciekawa ta metoda 5S, niby nic trudnego, nic nowego… a jednak robi się trudno, bo kto jest taki systematyczny i poukładany. To praca na całe życie. Serdeczne pozdrowienia

  20. Gdy Dzieci były małe, zawsze prezenty były na mojej głowie, tak samo kuchnia. Ślubny robił za sprzątaczkę! Prezenty dostawały tylko Dzieci, i to nie jakieś wypasione, bo czasy były siermiężne, ale najczęściej książeczki lub klocki. Nauczyłam je, że nie ważne, jak będą drogie, bo to mogą być tylko drobiazgi, ale ważne jest, czy obdarowuje się z serca. I cieszę się, że w dorosłym życiu udało im się te moje nauki nadal wcielać w życie. Utarło się, że gdy spędzaliśmy Wigilię z Dziećmi i Wnukami, prezenty dostawały tylko Wnuki i Dzieci między sobą. Teraz , gdy już jestem sama, jako prezent przynoszę piernik, ciasteczka z wiśnią i lukrem, a także klopsiki grzybowe, bez których Wigilia nie byłaby ważna!
    Serdeczności ślę!

    1. “piernik, ciasteczka z wiśnią i lukrem, a także klopsiki grzybowe” – Szczerze? Marzę o takim smacznym prezencie. Uroczo-pyszny prezent.
      Prezenty od serca są najpiękniejsze. Pozdrawiam 🙂

  21. Nie rozumiem trochę tego zdenerwowania przedświątecznego – przecież zwykle spotykamy się z rodziną, a nie zapraszamy królowej angielskiej.

    A prezenty kupiłam w tym roku w październiku 😉

    1. Moja rodzina jest dla mnie ważniejsza niż królowa angielska. Ba! Ważniejsza dla mnie niż wszystkie królowe tego świata. Może dlatego te tradycyjne, przedświąteczne ‘zdenerwowanie’… Pozdrawiam 😉

  22. Witaj 🙂 dawno mnie u Ciebie nie było az mi głupio… Czas biegnie strasznie szybko, jak dla mnie za szybko. Balam się jesieni a już grudzień mamy i zaraz święta. Uwielbiam ten miesiąc, ten czas, robienie prezentów, pieczenia ciasteczek i słuchanie kolęd… spotkan z rodziną…
    Cześć prezentów juz za mną teraz zostało kilka rozwieść, a reszta w wigilię z najbliższymi…
    To będą troszke smutne święta dla nas w tymntoku bo nke możemy do rodziców przyjechać ale dobrze ze chociaż maz ma tu siostrę to sami nie będziemy…

    1. To są inne Święta niż jeszcze rok temu… Mam nadzieję że Światło które przyjdzie 24.12 rozjaśni ten mrok… Tego życzę Tobie, sobie i Wszystkim <3

  23. Bardzo ciekawy temat, bliski naszemu sercu. Jesteśmy polsko-japońskim małżeństwem i w wielu przypadkach uczymy się nawzajem różnych pozytywnych rzeczy wywodzących się z naszych kultur. Takuya nigdy o tej metodzie nie słyszał, aczkolwiek faktycznie ją praktykował na co dzień. Nagle zyskała ona nazwę, a i dla mnie zrobiła się bardziej zrozumiała. Zmieniła dużo rzeczy w moim czasami nieuporządkowyanym punkcie widzenia:D Bardzo podoba nam się sposób w jaki to opisałaś. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *