Vedemecum przetrwania i Zielony Kapelusz. Wycieczka do lasu + przepis

Vedemecum przetrwania i Zielony Kapelusz. Wycieczka do lasu + przepis

Ostatnio ktoś zadał pytanie, jak radzić sobie z listopadem? Jeśli chodzi o mnie, jest pewna odpowiedź, która u mnie się sprawdza. Jest coś, co smakuje jak ciepły kubek herbaty, co pomaga jak ciepły szalik coś, co ogrzewa jak wełniana skarpeta, nawet wtedy, gdy lekko dziurawa… Dziurawa, bo chodzi, a nie leży zakopana w szufladzie. Nie leży i nie pachnie pomarańczami, tylko pracuje. A jej praca to chodzenie, to spacery, to droga. Moim pomysłem i antidotum na listopad jest właśnie droga. Nawet jak się nie chce. Krok za krokiem. Odważnie i pewnie. Z podniesionym czołem, ale niekoniecznie z zadartym nosem… A po co podnosić czoło w miesiącu listopadowym?

Dla liści.

Które spadają z drzew i niesione przez wiatr, wariują jak karuzela.

Poszłam do lasu, spojrzałam w górę i oniemiałam. Ostatnio pisałam o slow joggingu Tu, a teraz zobaczyłam slow piękno… Slow przyrody i potęgę listopada. Stałam w tym przedstawieniu jak sarna, która nasłuchuje, wypatruje i czeka… Stanęłam z listopadem oko w oko. I to jest mój sposób na listopad, który często płacze deszczem.

Nawet gdybym i ja uroniła łzy (co się zdarza) to widok, jaki zaproponował mi las i wiatr jesienną porą, otrze te łzy, wysuszy je i powie:

 No to patrz.

Było na co patrzeć, było za co podziękować i udało się kolejny raz docenić listopad. Kolejny raz wycieczka do lasu smakowała naturą

To jest mój sposób – iść w listopadową przyrodę. Włożyć wygodne buty, poczciwe skarpety, które zapewnią ciepło, zabrać pod jedną pachę Jagodziankę (ale nie zawsze), a pod drugą nowe książki, które zachwyciły mnie na tyle, że słów kilka o nich nadmienię. Obie pasują do leśnych klimatów. Klimatów podróżniczych…

Tam się dzieją cuda, przyroda wariuje jak karuzela, kręcona przez wiatr… Zakręcona.

„Co się działo, pojęcia nie macie, lecz możecie mi wierzyć na słowo. Wiatr koziołki z radości fikał, a dzieciaki miały uciechę…”

Kto jest większym dzieciakiem, pojęcia nie mam, czy Jagodzianka, która jadła wiatr, czy mama, która wąchała liście czy wiewiórka, która kłóciła się ze swoim marchewkowym ogonem… Pojęcia nie mam.

Listopad rozpieszcza. Słyszysz? Rozpieszcza. I nawet jeśli daje też w kość, a daje, to nadal mimo wszystko rozpieszcza, jak cała jesień, jak wszystkie miesiące. Teraz jest taki czas, gdzie często słyszę, że jesień jest be, że wielu czeka na przysłowiowe „byle do wiosny”. Nie przyśpieszaj, nie ponaglaj, nie czekaj z otwartą buzią przy oknie i nie wypatruj bazi. Sens jest teraz, nawet jeśli wydaje się, że sensu brak. Tak sobie myślę, jeśli nie zaakceptujemy tego co jest teraz (listopad), to nie przejdziemy lekcji i nie odrobimy zadania domowego, to jest czas nauki, i tak co roku. Uczę się, mimo że czasami wpadnie pała.

 

1.Vedemecum Przetrwania – Piotr Czuryłło

To mamy ogień. To mamy ognisko. I tym ogniem i ogniskiem jest ta książka. O ogniu i ognisku jest napisane w tej książce, ale to Vedemecum Przetrwania płonie najjaśniej. Światłem, które poprowadzi, ogrzeje i pomoże. Jest ogień.

Może zacznę od tego, żeby nie zapomnieć – książka jest idealna na prezent. Jest pomocna i pięknie wydana. Przejrzysta i zrozumiała, a to w czasie przetrwania i podróży jest bardzo ważne.

Książka, którą (zaryzykuję) powinien przeczytać każdy mężczyzna.

Książka którą (zaryzykuję mocniej) powinna przeczytać każda kobieta, może właśnie kobieta.

A jeśli nie powinien/nie powinna, to polecam i zachęcam, dla własnego dobra 😉

Co mi się w niej podoba?

  1. Tematyka
  2. Zdjęcia
  3. Przejrzystość i zwięzłość, mimo że tematy poruszone – wystarczająco wyczerpujące.
  4. Namacalne pomocne, porady.

Myślimy sobie często, że jest ogólnie luzik. Dach nad głową jest, w lodówce jajka zawsze są, ciepłe pantalony w szufladzie czekają, wojny nie ma, a przynajmniej nie u nas…, woda w kranie leci, pies wybiegany i wyczesany, zapas leków w pogotowiu w domowej apteczce, a pod domem grzecznie czeka nasz samochód. I chyba najważniejsze – prąd jest, więc wszystko widać, wszystko słychać i wszystko gra i blogi czytać można… Luzik

Więc możemy iść spać spokojnie.

Więc możemy iść spać spokojnie?

Niby tak, niby nie.

Wiadomo, nic co nam dane, nie jest powiedziane, że jest dane na zawsze. Więc tak ważne jest pielęgnowanie wdzięczności, ale nie o tym dzisiaj. Dzisiaj jest pokój, dzisiaj jest światło, dzisiaj jesteśmy w domu.

A co jeśli przyjdzie niespodziewane poruszenie, zawieruszenie i zawirowanie takie, że zgaśnie nie tylko światło, ale przede wszystkim może zgasnąć  nadzieja, odwaga i wiara? Zgaśnie wiedza pt. Co robić…?

 Vademecum przetrwania odpowie na wiele pytań, poprowadzi, wyjaśni i da nadzieję. Na okładce jest napisane: Jak wyjść cało z kataklizmu, katastrofy i konfliktu. A katastrofa to jest każde zdarzenie, w którym nie wiemy jak się zachować, co robić i jak przetrwać.

By przetrwać trzeba wiedzieć, kim jest preppers. Jednak by przetrwać, trzeba coś od preppersów się nauczyć. I już nawet nie chodzi o koniec świata (na co preppers jest przygotowany) tylko o poradzenie sobie w lesie, w wodzie, gdy zabraknie jedzenia i wody,  czy gdy się zgubimy, co już może być dla wielu z nas jak koniec świata…

 Kim jest preppers ?

Prepper jest osobą, która na poważnie bierze odpowiedzialność za przetrwanie własne i swojej rodziny. Samodzielność i gotowość jest główną cechą każdego prepersa. Świadomość apokalipsy-końca świata jest wyzwaniem do poświęcenia się dla rodziny, zdobywanie szerokiej wiedzy na temat przetrwania i survival. Prepers patrzy na przedmioty inaczej niż przeciętny człowiek, on wie jakie rzeczy będą mu potrzebne do przetrwania podczas apokalipsy. Pepers jest bardzo zorientowany na przetrwanie rozwija się w sztuce survivalu, gromadzi przedmioty które w chwili apokalipsy-końca świata będą w stanie go utrzymać na pewnym standardzie życia.”

I jeszcze jedno co też jest bardzo ważne, bo preppers nie przygotowuje się tylko na wielkie końce świata, ale też na te mniejsze, codzienne, które mogą spotkać każdego z nas:

„Zdarzają się przesadne opinie, że prepersi to społeczność, która kładzie nacisk na zamykanie się w we własnych domach i przygotowuje na apokalipsę jak w przepowiedniach, w rzeczywistość preppers skupia swe przygotowanie na zjawiska bardziej prawdopodobne jak np. utrata pracy głównego żywiciela rodziny, pożar domu, powódź lub inne klęski wywołane przez naturę albo człowieka. Poważny kryzys gospodarczy kraju i świata wg preppersa może być również przyczyną końca świata”

Czy preppers i survival to to samo?

Nie. Podobnie, ale to nie to samo. I te różnice, ale i podobieństwa są opisane w książce. Książka opowiada o ważnych rzeczach, ale w sposób przystępny, a ilustracje dopełniają pięknie całość. Jestem uradowana z tej książki. Porusza tematy, które interesują mnie w sposób szczególny – podróże, wyprawy i radzenie sobie w trudnych sytuacjach i sytuacjach mało komfortowych. Mam wrażenie, że w książce jest wszystko to co potrzebne. Jest w niej zgromadzona wiedza, którą każdy posiadać powinien. Jest sporo przepisów, informacji, ciekawostek i konkretnych rozwiązać, podanych na tacy. Ta książka to informacje, które nie zaszkodzą, a może pomogą. Ja wolałabym to wiedzieć, co wiem teraz po przeczytaniu książki, niż nie wiedzieć, gdy kryzys zapukałby do drzwi.

 Jakie rozdziały znajdziemy w książce? Ano na przykład:

  1. Czy warto się bać?
  2. Start od zera
  3. Bez wody nie ma życia
  4. Kuchnia przetrwania
  5. Sprzęt, który ratuje skórę
  6. Medycyna i higiena

I inne.

Mnie wyjątkowo zainteresowała kuchnia przetrwania. Znalazłam w książce nie tylko informacje o roślinach, ale też podpowiedzi co można z nimi zrobić. Wyjątkowo interesujące. Ciekawa też jest Medycyna i higiena, opowieści o medycynie ludowej:

„Medycyna przetrwania siłą rzeczy musi być oparta na minimalizmie”

To też mi się podoba w tej książce – minimalizm. Dobrze wiem jak to jest, dźwigać w podróży ciężki plecach, większy niż ja sama… Jak ważne i niezbędne jest spakowanie go w taki sposób, by odciążyć moje plecy. A tak trudne, bo na kilka-kilkanaście tygodni w tym plecaku musi znaleźć się cały dobytek i wszystko…, bo często tam, gdzie bywałam w czasie podróży nie było nic…Tylko przestrzeń i dzicz.

I proste, piękne wskazówki, które niby są za proste, ale jednak coś w nich jest:

„Zamiast bezproduktywnych dla ludzi i zwierząt tuj posadź kilka jabłonek, grusz lub innych drzew owocowych”.

 I ogniska. My dzisiaj jesteśmy w stanie rozpalić ognisko w środku zimy, gdy śnieg zalega do kolan. Własne doświadczenia nauczyły i własne porażki dały szkołę. Cierpliwość jest ważna przy tym (ale wiecie jak u mnie z cierpliwością…). Uwielbiam ogniska, bo są piękne, bo ratują…

„Nic tak nie pomaga w rozpalaniu ognia, jak płat brzozowej kory”.

Spanie w namiocie w samym środku nocnego lasu, na dziko też nie jest mi obce. Las nigdy nie śpi, nawet czarną nocą. To zawsze sprawdzian dla mnie i wyzwanie. To jednocześnie fascynujące doznanie i trudne. Bo walka nie toczy się na zewnątrz nas, tylko jeśli już, to w naszym wnętrzu…

 Gdybym miała wybrać 5 przedmiotów, które zapakuję do plecaka, a które mają mi pomóc, to powiem Wam na własnym przykładzie i doświadczeniu co by to było:

1. Taśma klejąca samoprzylepna

Mocna, gruba, wytrzymała. Można naprawić nią tak wiele. Przeciekający namiot, ubranie, a nawet zakleić poważną ranę, która zatamuje krew…

2. Sznurek

Jako pasek, jako sznurek do wysuszenia ubrań, tyle spraw jest w podróży, które trzeba związać i zawiązać… Dosłownie i w przenośni.

3Zapałki i zapalniczka.

4. Worek na śmieci…wcale nie do śmieci

5. Nóż

Nóż jest niezbędny, jest tak bardzo potrzebny, że aż strach! Zawsze w czasie wypraw z nożami mieliśmy problemy… 😉

Książka jest interesująca i wciągająca, napisana w sposób tak przyjazny, że nie trzeba się bać… 😉 I tak piękne wydana, pomysł na prezent idealny, okładka twarda, wydawnictwo Nasza Księgarnia. Chciałabym dostać taki prezent, gdybym jej jeszcze nie miała. Jestem na duże Tak , bardzo się cieszę, że trafiła w moje ręce, sporo już wiedziałam, ale tak wiele się nauczyłam. Jeden z najlepszych poradników- książek tego typu, jaki widziałam. Vademecum przetrwania…

„Ta książka poprowadzi nas krok po kroku od błogiej nieświadomości, aż do poczucia bezpieczeństwa opartego na pewności siebie”.

 

 

Mamino, kiedy idziemy do domu na ciasto…?

– Jeszcze Twoja książka i zdjęcia. Chodź, poszukamy jagódek, Jagodzianko…w książce.

 Było coś dla mamy, będzie coś dla córki. To nie koniec, nasza wycieczka do lasu trwa.

 

2. Zielony Kapelusz i jego czereda – Weronika Kurosz

Było coś dla mamy? Było. I znowu jest, też coś dla mamy. Odkąd Jagodzianka pojawiła się pod moim dachem… 😉 odkrywam piękno i mądrość książek dla dzieci. Piękno i mądrość. Tak można podsumować książki, których tak teraz wiele. Ilustracje, okładka i tematyka, to wszystko jest czarodziejskie. Czary mieszają się z prawdą. Porywają w świat magiczny nie tylko dzieci, ale też rodziców, którzy odważą się otworzyć książkę przeznaczoną dla dzieci. Dla wszystkich…

Ja się nadal uczę z tych książek.

Ja sobie często też przypominam z tych książek, co ważnym jest…

Ja daję się zaczarować i znowu być dzieckiem.

Jestem wdzięczna za tak piękny świat w książkach zaklęty.

Zielony Kapelusz i jego czereda znakomicie nadaje się na leśną wyprawę. Zwłaszcza zdanie z tyłu okładki, daje mi pewność, że wybrałam dobrze:

 

„Zapraszamy Cię na niezwykłą wycieczkę!”

 

Moja córka zobaczy pierwszy raz tę książkę właśnie w leśnych kniejach. Kucamy z Jagodzianką obok drzew i otwieramy książkę w zielonych, leśnych barwach i wszystko jest już jasne. Czujemy nosem las, widzimy oczami las, czytamy o lesie. Mamy to, znowu.

Tematem książki jest las i leśne zwierzęta. Przyroda, natura – skarby. Nie jest to jednak tylko opis i przedstawienie faktów, tak jak już w wielu książkach było. Jest opowieść, są ciekawostki, są dialogi, malownicze ilustracje, a na końcu są pytania, a jak się nie zna odpowiedzi, to na dalszym końcu są podpowiedzi. Książka małe-duże cudo. Gdy o niej piszę, uśmiecha mi się  twarz, czyli mnie zaczarowała. I znowu nauczyła.

 -Jagodzianko, czy wiesz, że:

Dzikie zwierzęta nie muszą chodzić do szkoły ani do pracy, nie wynoszą śmieci, nie zrywają się z łóżka na dźwięk budzika… Cóż za cudowne beztroskie życie! – jak piszą w książce.

Jednak po chwili stawiają nam pytanie:

Ale czy na pewno?

I aby poznać odpowiedzi, trzeba czytać, trzeba wybrać się na taką niezwykłą wycieczkę zieloną wycieczkę. Książka obiecuje, że będzie zabawnie, ale i czasami niebezpiecznie. Czyli nudy nie będzie.

Nie przeczytałyśmy jeszcze razem całej książki, bo jej się nie powinno czytać na raz. Każdy rozdział to opowieść o innym zwierzaku, któremu trzeba dać czas, którego trzeba poznać i postarać się zrozumieć. Bo przecież każde zwierzę jest inne tak jak każdy człowiek. Każdemu trzeba dać czas, bo żeby się zapoznać i oswoić, potrzeba czasu i chęci…

Dajemy sobie czas. Daję czas Jagodziance, bo ona jeszcze przecież nie wszystko rozumie, rozumie to, co powinna rozumieć, co chce rozumieć, to zrozumie, czemu da szansę… Już znalazła w książce jagody i dziki, umie rozpoznać ślady gdzie dziki ryły w lesie, znalazła w książce grzybki jadalne, takie jak przez cały październik zbierała z babcią i dziadkiem, znalazła też muchomory, które wie, że zbierać nie można. W tym roku odnalazła tak wiele podgrzybków, które dzielnie się chowały, ale ona była sprytniejsza. I hop do wiklinowego kosza. Odszukała też w książce żuka gnojaka, któremu w lesie zawsze pomaga, gdy nieborak przewróci się na plecy i nie wie gdzie góra, a gdzie dół.

Jest ktoś jeszcze w tej książeczce, tajemniczy ktoś. Na dwóch nogach w zielonym, dużym kapeluszu. Pomaga czy szkodzi? Trzeba być odważnym i wejść w dziki las i poszukać odpowiedzi. Jest ryzyko, jest zabawa. Jest zagadka…

Ja przejrzałam już całą książkę i bardzo się cieszę, że to właśnie z jej pomocą poprowadzę małą dziewczynkę przez las… Mojego Zielonego Kapturka.

Książeczka  Zielony kapelusz i jego czereda w twardej oprawie, Wydawnictwa Zysk I S-KA, autorstwa Weroniki Kurosz, która przecież już nie raz udowodniła, że piękne książki dla dzieci napisać potrafi np. Skarby leśnych braci”, „ Moje lato z szablozębnym”,Faro ze słonecznej zatoki” i inne. Warto też wspomnieć o ilustracjach, są urocze, takie trochę retro… A cała książka jest utrzymana przejrzyście i z łatwym dostępem dla czytelnika… I mimo, że to las to zgubić się nie powinniśmy na jej stronach, a to też ważne, bo nie męczy. Polecam dla małych miłośników leśnych przygód i zwierząt i znowu muszę to napisać- dobry pomysł na prezent, też dla dzieci szkolnych.

Zerknijcie jakim ładnym językiem książka jest napisana, stylem, który lubię:

„Trzeba się było bardzo uważnie przyjrzeć, żeby ją zobaczyć. Wyglądała zupełnie jak falująca trawa albo drżące na wietrze liście.  Duch leśny? Widmo puszczy? Ach nie, to rysiowa mama”

 

Jeśli komuś mało leśnych opowieści to Tu, pisałam o terapii leśnej, która działa jak lekarstwo, naturalne lekarstwo. Zapraszam.

Wracamy do domu, trochę wychłodzeni, z czerwonymi policzkami jak małe buraki i oczytani po uszy. A uszy już nam się trzęsą, bo w hyggowym domu czeka na nas domowe ciasto i herbata z dodatkiem leśnego syropu…

 

 

Na zakończenie wycieczki podaję Wam i polecam, tematycznie dobrany leśny skarb, zdrowy skarb, który każdy zrobić sobie może sam, na zdrowie.

SYROP Z PĘDÓW SOSNY

Składniki:

1 kg pędów sosny

800 g cukru (może być brązowy, a nawet ksylitol)

Przygotowanie:

Młode pędy sosny oczyścić z brązowych łusek, choć według niektórych receptur nie jest to konieczne, wystarczy tylko oczyścić z ewentualnych owadów, ale nie myć ich!

Oczyszczone pędy układać warstwami w słoju, każdą warstwę przesypać cukrem i ugnieść . Na koniec całość mocno docisnąć. Przykryć pokrywką, ale nie zakręcać do końca, można założyć gęstą gazę i obwiązać gumką.

Słój odstawić na słoneczny parapet co kilka dni można przemieszać zawartość słoja, aby cukier lepiej się rozpuścił, można też ugnieść zawartość. Słój z pędami zdjąć z parapetu, kiedy cukier się rozpuści, odstawić go w ciemne i chłodniejsze miejsce.

Kiedy pędy puszczą już sok, a syrop nabierze herbacianego koloru, można zawartość przecedzić przez gazę, dokładnie wyciskając syrop z pędów.

Pędy w syropie mogą spędzić do 4 tygodni nie ma potrzeby trzymania ich dłużej.

Gotowy syrop przelać do wyparzonych słoiczków, zakręcić. Przechowywać w chłodnym i suchym miejscu.

Dawkowanie:

Dorośli po 1 łyżce 3- 4 razy dziennie.

Dzieci po 1 łyżeczce 3 razy dziennie.

Idealny na jesienno-zimowy kaszel. Pomaga, a przy tym jest pyszny.

 

Pozdrawiam asia 

Zakończę może pytaniem jakie przytoczyłam na początku wpisu- jak Wy radzicie sobie z listopadem? I jakie refleksje Was otuliły jeśli chodzi o tematykę tych dwóch książek? 🙂

69 komentarzy do “Vedemecum przetrwania i Zielony Kapelusz. Wycieczka do lasu + przepis

  1. Kochana
    Przeczytałam Twój ciepły wpis🤗
    O urokach listopada pisałam na swoim blogu i o książkach także, zapraszam🍁🧡📖
    Twoje recenzje książkowe bardzo ciekawe, będę miała na uwadze przy kolejnym słuchaniu.
    Tak, bo ja ostatnio tylko w formie audiobooka🙆
    Pozdrawiam serdecznie na miły dzień 😊🌻🌤️🍵

    1. Dziękuję. Pewnie, że zaglądam jak tylko czas odszukam 🙂 I zawsze coś ciekawego się dowiem. Ciepłe pozdrowienia 🙂

  2. Mnóstwo refleksji wzbudził Twój post, Asiu! Takie mnóstwo, że muszę się ograniczać z długością komentarza, żeby nie zmienił się w kilkumetrowego węża!:-)
    Po pierwsze listopad. Nie gorszy ani lepszy od innych miesięcy. Wszystkie mają przecież coś wyjątkowego. Jakąś urodę, mądrość, przesłanie, nastrój, barwy, którymi można się oczarować. Listopad w lesie to piękny zapach liści. Tych suchych, wspaniale szeleszczących i tych mokrych, zaczynających butwienie.I przestrzenie leśne, które wyraźniej widać, bo liście już ich nie zasłaniają. Listopad w domu to więcej czasu na pisanie, czytanie, oglądanie, słuchanie, malowanie i …wspominanie. Tak, wspominanie, bo tą swoją opowieścią o spacerach z Jagodzianką przypomniałaś mi moje spacery z córką, sprzed wielu, wielu lat, bo teraz jest juz dorosła i mieszka daleko ode mnie. A było nam wtedy razem tak dobrze, jak Wam z malutką jest dobrze teraz. Ta wspólnota przeżywania, te zadziwienia leśne albo książkowe, magia, odkrywana wszędzie i tak mocno przeżywana…
    A o sztuce przetrwania w trudnych warunkach też chyba sporo wiem. Mieszkamy w domu pod lasem. Prostota i minimalizm towarzyszą nam na co dzień. W piecu od rana pali sie ogień, drewutnia pełna własnoręcznie pociętego drewna, spiżarka pełna moich przetworów. W razie czego, długo damy obejść się bez cywilizacji, zresztą już teraz wcale tak do niej nas nie ciągnie.
    Pozdrawiam Cie serdecznie o poranku i dziękuję za tego posta, który jest ucztą dla duszy!:-)*

    1. Hmm, no to się wzruszyłam zdaniem “A było nam wtedy razem tak dobrze, jak Wam z malutką jest dobrze teraz” – wzruszające i piękne jak to matka potrafi napisać… a przy tym proste. To ja dziękuję. Rozmarzyłam się jak opisałaś wieś i Twój dom i ogień i drewno i to ,że dacie radę jak trzeba będzie dać radę ,bez miasta i wygód z nim związanych. Uwielbiam takie klimaty- gratuluję takiego miejsca. Serdecznie pozdrawiam 🙂

      1. Tyle jest w życiu dobrych, drogocennych chwil. Składają się na zwyczajną codzienność, która przecież wcale nie jest zwyczajna, bo wszystko jest ważne i tak naprawdę niepowtarzalne. Czasem ich wagę można jeszcze wyraźniej dostrzec z perspektywy lat, kiedy człowiek zanurza się w cudne, ogrzewające serce, a jednocześnie rozrzewniające wspomnienia. Matczyne – najsłodsze, ale mnóstwo innych wplata się w ścieg naszego życia. Każda potrzebna i niezastąpiona. Póki żyjemy możemy tworzyć i odczuwać wiele dobrych chwil. Dostrzegać je i doceniać nim opadną jak liście z drzew.
        Nasz domek pod lasem w mgłę tajemniczą dzisiaj otulony. Psy radośnie biegają w ogrodzie.W piecu kuchennym już napalone. Pachnie kawą. Zaczyna się kolejny dzień.
        Pozdrawiam Cię ciepło i dobrego dnia życzę!:-)*

  3. Kiedy żyła jeszcze moja mama dużo rozmawiałyśmy. Często była smutna, bo bardzo słabo widziała, była już mniej sprawna ruchowo, co ograniczało jej aktywność w zimnych porach roku. Żeby ją pocieszyć opowiadałam jej: wiesz mamo, jeszcze tylko grudzień, minie najkrótszy dzień w roku, styczeń, luty, jakoś zlecą, a potem już wiosna itd. Teraz ten tekst powtarzam sobie w szczególnie ponure dni. Działa 😉

    1. Tak, i takie są sytuacje… Trzeba to jakoś wszystko dopasować do siebie ,próbować, szukać rozwiązań które nam pomogą, czasami to tylko słowa i aż słowa. Twój komentarz pokazał, że każdy jest inny i życie każdego jednak innym jest, niby takim samym, niby. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Na moja jesienną chandrę również najlepszy jest spacer. Mało tego, zauważyłam, że im gorszy mam nastrój, im większa plucha na dworze, tym ten spacer ma większy (pozytywny) wpływ na mnie.Najtrudniej jedna wyjść z ciepłego domu. Dobrze, że jest to małe dziecię. Nawet więc, gdy mi się nie chce, czuję przymus, by przespacerować się z niemowlakiem, bo to przecież dobre dla jego zdrowia.

    1. Najtrudniej wyjść z domu. Później jak już się idzie to człowiek zadowolony się staje. Im gorszy nastrój i im bardziej sił brak to podobno warto iść … Pozdrawiam 🙂

  5. A ja kocham listopad, tak samo jak każdy inny miesiąc w roku. Delektuję się codziennością, przyrodą, dobrymi ludźmi wokół, pięknymi emocjami. Nie muszę starać się jakoś, aby cokolwiek przetrwać. Ani znosić, ani przeczekać. To komfort, wiem. Mam go od kiedy sama jestem żaglem, sterem i okrętem. To ma znaczenie.
    Post bardzo treściwy i piękny. Pozycje książkowe interesujące, natychmiast chciałaby się po nie sięgnąć… I Twoje otoczenie piękne! Pozdrawiam, Pola 🙂

    1. ” Nie muszę starać się jakoś, aby cokolwiek przetrwać. Ani znosić, ani przeczekać” – mądre to słowa i motywujące, dziękuję. Pozdrawiam 🙂

  6. Kurcze, żyję tyle lat i jakoś nie mogę przekonać się do listopada. Najchętniej przespałabym ten miesiąc, albo przesiedziała pod kocem chociażby 🙂
    Syrop z pędów sosny kupuję, ale nie wiedziałam,że samemu można zrobić 🙂

    1. Szkoda że nie byłaś wtedy z nami w tym lesie pokazałabym Ci brązowy, szalony listopad. Jak on tańczył! Jak on wirował! I ten deszcz liści spadający na nas jak małe błogosławieństwa…
      Moja mama zawsze robi sama ten syrop myślę ,że ten sklepowy nie może się równać z tym własnej produkcji, zresztą ze wszystkim tak jest. Ciepłe pozdrowienia 🙂

  7. To jest post, który dodaje energii i motywuje, by naprawdę cieszyć się z jesieni i wyjść z domu. Jeszcze wczoraj narzekałam na zimno i na deszcz, dziś mam ochotę wybrać się do parku i wiesz co? Chyba zaraz tak zrobię. Tylko trzeba cieplutko sie ubrać ^^
    Przetrwanie, oj fakt książka potrzebna bo ludzie się zaniedbują w tej kwestii. Mając wszytko pod nosem nie chcą doskonalić umiejętności ani zdobywać wiedzy. Myślą, ze zawsze wszytko mogą sprawdzić ze smartfona w sieci. Ciekawe ile osób przetrwałby bez internetu (nawet pochwalić się nie można w relacji, że nam się udaje ;p). Apokalipsa może nas zastanie może i nie ale czy nie chciałby się kiedyś wyruszyć na wyprawę bez tych wszystkich udogodnień. Do tego potrzebne jest przygotowanie 🙂
    Książeczki dla dzieci uczą również dorosłych, tez to nie raz zauważyłam. Nie mam własnych dzieci ale zawsze korzystałam z okazji by poczytać rodzeństwu (niestety już wolą czytać samodzielnie 😉 i poważniejsze ksiazki), czy też dzieciom w przedszkolu. Poza tym potajemnie jak nikt nie widzi przy latarce pod kołdra można czytać samemu zakazane w tym wieku książki 😀

    1. “Poza tym potajemnie jak nikt nie widzi przy latarce pod kołdra można czytać samemu zakazane w tym wieku książki ” – hahaha masz rację 🙂 Dziękuję za komentarz sporo prawd w nim spotkałam. Pozdrawiam ciepło.

    1. Książki i filmy ratują nie jedną sytuację 🙂 Filmy to super pomysł na jesień i zimę i ja się im oddaję i z nimi współpracuję 😉 Pozdrawiam

  8. U mnie listopad jest jednym z najbardziej aktywnych miesięcy w roku, za sprawą licznych spotkań autorskich w szkołach i przedszkolach , dlatego lubię go właśnie za to 🙂 A poza tym – za spacery i długie wieczory, które można bardzo pięknie zagospodarować.

  9. Po raz kolejny przekonuję się, że mamy zbieżne zainteresowania. Mam w domu książkę “Shinrin-yoku sztuka i teoria kąpieli leśnych” (dr Qing Li) i nawet przez lato miałam w swoim lasku ustawiony fotel do medytacji. A preppersi – polecam kanał polskiego preppersa Adolfa Kudlińskiego, ileż on ma pomysłów! (nie wiem, czy można tu wklejać linki, więc wolę nie). Listopad na razie mnie nie dobija, ale inaczej go odbieram niż dotychczas. Na wsi zupełnie inaczej odbiera się naturę niż w mieście, tak myślę. O tej porze, żyjąc w bloku, wychodziłam do pracy o zmroku i wracałam o zmroku, poza pracą i zakupami praktycznie nosa z domu nie wyściubiałam, bo najbliższa okolica daleka była od ideału. Ot zwykłe osiedle, a zaraz za bramą huk samochodów. Dzisiaj wreszcie oddycham pełną piersią.

    1. To wspaniale że masz swoją wieś i przyrodę i że oddychasz tym 🙂 Dziękuję za ciekawe informacje w komentarzu zawarte. Fotel w lasku do medytacji , urocze. Uściski

  10. Moim remedium na listopad (a byłam kiedyś zmarzlakiem i ciągle się przeziębiałam) było wyjście mu naprzeciw. I uprzednio zakup pierwszych solidnych butów. Milowym krokiem było też rozpoczęcie przygody z bieganiem, właśnie jesienią.

    Dość często mam wrażenie, że nie ma sensu pisać o pięknie listopada, że i tak ludzie jej nienawidzą. Ale nie ustaję i co roku piszę o niej troskliwie.

    W sprawie książek – bez refleksji. Pierwsza to ciekawy temat, ale nie wypowiem się, póki jej nie poznam. Druga to nie moje klimaty.

    1. Buty jeśli chodzi o drogę są najważniejsze. Dobre buty to krok milowy… Ja też staram się pokazywać miesiące roku dla Wszystkich i dla siebie. Pierwsza książka mogłaby Cię zainteresować. Pozdrawiam

  11. Radze sobie podobnie, spacery, wycieczki za miasto, coś ciepłego i coś pysznego, robótki i książki, no i blogi, nawet najgorszy humor znika, gdy poczytam, co tam u znajomych blogerów i jakie książki polecają.
    Oglądałam kiedyś serial o tajnikach przetrwania, nigdy nie wiadomo, co przyniesie los…
    W zapasie mam wyjście do kina i zaproszenia na podwójne imieniny, już się cieszę 🙂

    1. Imieniny…to będą pyszności, które i ja uwielbiam. Kino jesienią to znakomity pomysł. Czyli radzimy sobie podobnie 😉 Pozdrawiam

  12. Masz całkowitą rację co do tego listopada. Ja akurat kocham jesień, to moja ulubiona pora roku, więc nigdy nie zadaję sobie pytań, jak przetrwać te miesiące, tylko się nimi cieszę. To najlepsza pora na spacery! I te liście, teraz już opadło ich bardzo, bardzo dużo, leżą wszędzie, pachną lasem.
    W sieci pełno jest rad, jak przetrwać jesień i zimę: spacer, herbatka, kocyk itd. Ja natomiast co roku zadaję sobie pytanie: jak przetrwać lato? I usilnie próbuję się z nim polubić, ale słabo mi to wychodzi, bo mój organizm po prostu nie toleruje wysokich temperatur, od razu brakuje mi chęci do czegokolwiek, szybko się męczę.
    Co do syropu z sosny – potwierdzam, jest pyszny!
    A, jeszcze tak mi się przypomniało – w listopadzie niestety mało ludzi zachwyca się tym, co “tu i teraz”. Duży wpływ mają na to na pewno świąteczne reklamy, które już się pojawiły i którymi jesteśmy bombardowani. Już nie liście, tylko śnieg, choinka… Według mnie o wiele za wcześnie.

    1. “To najlepsza pora na spacery” – masz rację, jest w tym coś. A ja dodam że to jedna z najlepszych chwil na ogniska. Na listopad mają wpływ dwa święta… I Boże
      Narodzenie, które tuż tuż i Wszystkich Świętych … dlatego listopad nie ma łatwo. Trzeba go zrozumieć… Pozdrawiam 🙂

  13. Nie radzę sobie z listopadem 🙂 Po prostu przeżywam go jak każdy inny miesiąc odkrywając piękno i urok listopadowych chwil.
    ‘Vademecum przetrwania’ zaciekawia chociaż… jeszcze nie szykuję się na koniec świata. W jednym jestem dobra: orientacji w przestrzeni. Jestem geografem, a ci- jak wiadomo- nigdy nie błądzą tylko eksplorują 😉
    Kocham las… I ksylitol, który już od dawna gości w mojej kuchni 🙂
    Cudownego weekendu!

    1. Ta książka jest czymś więcej niż opowieściami o końcach świata. Opisuje jak sobie radzić w różnych sytuacjach to jest super podstawowa wiedza którą dobrze jest poznać. Dobrze że napisałaś o ksylitolu bo była literówka 😉 Pozdrawiam serdecznie

  14. Dziękuję Ci, i już mam pomysł na prezent dla siebie od Mikołaja nieświętego. Bo chociaż ja w swojej chatcie na skraju dobrze wiem co to minimalizm, to miło poczytać o takich klimatach. Mam “Sztukę przetrwania” Jacka Pałkiewicza ale nie jestem zachwycona.

    1. Też mam ‘Sztukę Przetrwania’ ale te dwie książki różnią się i to bardzo. Polecam to będzie znakomity prezent , tyle ciekawych info i piękne zdjęcia. Dobrego dnia 🙂

  15. O tak, te liście, ja też się zachwycam. Po Twoim poprzednim wpisie zaczęłam biegać (pierwszego dnia miałam straszne zakwasy, ale się nie zniechęciłam ;)) Co do książki, to lubię takie preppersowo-survivalowe pozycje, np. bardzo ciekawy Domowy Survival (Krzysztof Lis, Artur Kwiatkowski). Książki, o których piszesz, świetnie nadają się na prezent (choć na tę drugą mój synek jest już za duży ;)). A wracając jeszcze do listopada, najbardziej doceniam każdy dzień, kiedy nie ma silnego wiatru, który uniemożliwia wyjście z domu 🙂

    1. Może za szybko biegałaś skoro były zakwasy? W slow joggingu brak właśnie skutków ubocznych 😉 Masz rację silny wiatr utrudnia wędrówki ,ale deszcz wcale nie… 🙂 ‘Domowy Survival (Krzysztof Lis, Artur Kwiatkowski’ – nie słyszałam, ale poczytam o tej książce. Pozdrawiam ciepło

  16. Cholera, nikt Pani nie uświadomił że zrobiła pani coś bardzo głupiego bawiąc się z dzieckiem , na poukładanych metrach drewna ?. Jak można nie mieć wyobraźni i jeszcze się tym chwalić. Należy się pani opierdziel.
    Wkurzyłam się na Panią więc nie czytałam i tylko mi utkwiło że znów chyba będzie o tym…jak to w bieliźnie za dużą kasę biega się i chudnie a w byle czym to już nic z tego. Moja interpretacja .

    1. Ale tam nie było zabawy, tam było rąbanie drwa, aż wióry leciały. Gdybym miała wybrać czy bronić i chronić Jagodziankę przed lasem, przyrodą i naturą (a tym samym przed potencjalnymi zagrożeniami) czy chronić ją przed panią/panem Kloszard to nie namyślalabym się nawet chwili… Taki sposób na ludzi który pani/pan reprezentuje jest niebezpieczny, a np. las, pustynia, dachy ,dzicz, końce świata na których bywałam, to był chyba pikuś, i przed tym bym jej nie broniła. Chronię ją przed takimi słowami , które nic o nas nie wiedzą, słowa, które z nami nie były w tym lesie i nic wiedzieć nie mogą. Mogą się tylko domyślać, a słabo im to idzie. Jagodzianka robi za mało jeszcze szalonych rzeczy. Za mocno się jeszcze o nią lękam… Ale mogę obiecać, że to się zmieni. I będziemy wchodziły na jeszcze wyższe drzewa. Gdy byłam małym dzieckiem wszystkie dachy i drzewa były moje. Byłam dzięki temu bardzo zwinna. Dziś dzieci są często jak małe, ospałe niedźwiedzie.
      W sumie dziękuję że ‘martwi’ się pan/pani o moje dziecko, ale proszę jednak zostawić to mnie i ojcu Jagodzianki. Znając mnie i ojca mej córki to czeka ją jeszcze niezła zabawa… Pozdrawiam i polecam biegać nawet w samych wałnianych reformach i najlepiej na boso ,nic więcej nie jest potrzebne. pozdrowienia

      1. Nie widziała Pani nigdy jak bale drewna zabijają człowieka tylko dlatego ,że był pewien ,że są stabilne. Wchodzenie na drzewa, obcowanie z zagrożeniem, niebezpieczeństwem to zupełnie inna bajka ale jak widzę rzecz nie w tym by zrozumieć , rzecz w tym by być przeciw. Dlaczego jednak tyle udawania ,że jest Pani nie tą o której wspominał Pan Lem ?

        1. Jeśli to panią/pana uspokoi to tak, las niesie potencjalne niebezpieczeństwo i bele też i wszystko to ,co w ciągu dnia. Dziś Jagodzianka była z ojcem na wyprawie (taki mały survival) bardzo je lubi, takiej na której poległby niejeden chłopiec mały a może i duży ,ale nie będę opisywać bo mogłoby się to okazać nie do wytrzymania dla pani/pana. Jestem dziś zmęczona… dobranoc .

  17. Zaciekawiła mnie zwłaszcza ta książka dla dzieci. Zastanawiam się, dla jakiego przedziału wiekowego jest najlepsza. Ale coś mi się wydaje, że każde z moich dzieci znalazłoby w niej coś dla siebie. Jeśli chodzi o listopad, to raczej szukam domowej przytulności. Jeśli spacery, to krótkie. Z moimi maluchami ciężko inaczej. Ale pięknie piszesz o listopadowym lesie! Jednak dla mnie póki co listopad to czas na książki, ciepły kocyk i aromatyczną herbatkę 🙂

    1. Ta książka Zielony Kapelusz jest dla dzieci w różnym wieku, z Jagodzianką będzie dłuuugo… 🙂 Kocyk i książka to teraz podstawa. Pozdrawiam ciepło

  18. A ja zawsze czekam na jesień. I na zimę! I to właśnie zimą najwięcej chodzimy po lesie. Pakujemy plecaki i w drogę! Do 15 km potrafimy się włóczyć 🙂 I też się cieszę, że mogę tak sobie spacerować, podziwiać las, oddychać leśnym powietrzem, przewietrzyć głowę (dosłownie i w przenośni) i delektować się leśną ciszą 🙂
    “Vademecum przetrwania” być może podaruję w prezencie mojemu mężowi.

    1. Ja też ją podaruję w prezencie płci męskiej 😉 To fajna książka dla faceta nie będzie się nudził. Spodobało mi się to co napisałaś- “Pakujemy plecaki i w drogę! Do 15 km potrafimy się włóczyć” – też to znam. I to mi sie też spodobało bardzo – “przewietrzyć głowę (dosłownie i w przenośni) ” dziękuję. Pozdrawiam

  19. Ogólnie nie lubię jesieni za jej smętny klimat, szarówkę i ponurą pogodę. Cieszę się, że w tym roku listopad mija z dawką słońca. Co do książek, które przedstawiłaś to wydają mi się bardzo fajne.

  20. Listopad nie jest taki zły.
    Listopad ma swój urok, czar, piękno
    To nie tylko zimno, deszcz, szaruga. chlapa i jesienna chandra
    ale i złoto, zapach suszonych liści, odgłosy lasu, parku, deszczu…
    jesienny deszcz, jesienna burza, mrok
    wieczory z kubekiem herbaty, kakao, soku
    wieczory wtulonym w kocyk z książką w ręku
    ulubione książki, filmy, animacje z dzieciństwa
    wspomnienie, nostalgia, tęsknota
    rodzina, bliscy, wspólnie spędzone chwile
    czas…

    1. Pięknie to wytłumaczyłaś i opisałaś właśnie o tym trzeba pamiętać wszystko ma swoje ciemne i jasne strony. Odgłosy lasu- tak było, tak jest 🙂 Dobrego dnia

  21. Słyszałam o tych książkach i myślę, że za jakiś czas mogłabym po nie sięgnąć. Co do listopada to ja niestety nie przepadam za tym miesiącem. Od zawsze tak mam. 😉

    1. Polecam trudno przy nich się nudzić 🙂 Tu może nie chodzi o lubienie i nielubienie tylko może bardziej o akceptację i docenienie listopada… Pozdrawiam

  22. Dzisiaj pobiegłam do lasu, przytulałam brzozy, oddychałam jesienią
    Cudnie że tak z Jagodzianką w rytmie listopadowego wiatru czytacie książki
    Pierwszą pozycję zaproponowaną przez Ciebie już odnotowałam❤️

    1. Wspaniale przeczytać o tym że przytulałaś się do drzew to musiał być piękny widok 🙂 Vademecum polecam np. na prezent dla mężczyzny gdy zabraknie pomysłów. Dobrego dnia

  23. jakoś te sągi ściętego drewna słabo mi się kojarzą z przetrwaniem… z przetrwaniem lasu, znaczy się… nie tylko lasu zresztą… to szło jakoś tak: “gdy zniknie las, nie będzie nas”…
    p.jzns :)…

    1. A mi się jednak kojarzą z przetrwaniem… Przyda się podstawowa wiedza co robić gdy zabraknie tak wiele rzeczy i przyrody którą znamy. Zdjęcia ściętych drzew – bali i zdjęcia jeszcze żywych, rosnących drzew nie są przypadkowe w tym poście. Pozdrawiam 😉

    1. Witaj. Mi się też to podoba 😉 Las i jesień to dobre połączenie, fajnie jest w to wejść… Pozdrawiam serdecznie.

  24. Bardzo bym chciała spędzać czas w listopadzie w lesie, w parku, a nawet i w górach…ale to jest niemożliwe w Norwegii ;( w tym roku to chyba ktoś żucia jakiś urok na ten kraj bo leje już drugi miesiąc…, cały czas jest ciemno, bo chmury wiszą do pasa, wieje aż cały dom się trzęsie i do tego choroba mamy, która od połowy pazdzierskna spędza nam sen z powiek… to wszystko mnie już przerosło…wracam powoli do blogowania, odwiedzam znajome strony, szukam nowych ciekawych i takich co podnoszą, robię powoli tez plan na nowy rok… to mi pozwala przetrwać…
    Książka która polecasz Vademecum Przetrwania chyba musi się znaleźć na mojej półce 😉

  25. Jeśli chodzi o spacery i wędrówki to najgorszy jest męczący wiatr już dużo lepszy jest deszcz. Ja np
    lubię iść górami gdy pada deszcz. Wtedy wydaje mi się że na szlaku jestem tylko ja i góry. Życzę Ci i Twoim bliskim spokoju i zdrowia, idzie grudzień a grudzień to magia- wytrzymaj. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  26. Spacer po lesie o tej porze to dobry sposób na zahartowanie się. Trzeba wychodzić choc czasem bardzo się nie chce wyjść z domu spod ciepłego koca. Ale z Was Bohaterki brawo 😃

    Dużo zdrowia Wam życzę.

  27. Witaj w ten szary, jesienny, ale już prawie zimowy dzień, a raczej wieczór.
    Grudzień już puka do naszych drzwi. Za oknem coraz częściej ciemniej niż jaśniej. Ale Twój sposób na te dni jest bardzo dobry. Wygodne buty i możną śmiało iść do lasu. Jak ja dawno tam nie byłam
    Pozdrawiam wieczorową porą i życzę Tobie aby dobre myśli rodzące się w głowie zawsze do Ciebie docierały…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *