Wrzesień inspiruje. Nadchodzi czas swetrów, skarpet, i jak zawsze czas książek i natury…

Wrzesień inspiruje. Nadchodzi czas swetrów, skarpet, i jak zawsze czas książek i natury…

Wrzesień jest dobry, potrzebny, piękny, ale też wymagający… Wrzesień daje wytchnienie po lecie, ale też przygotowuje do tego, co ma nadejść. Jest jak kochający rodzic – mocny, ale bez surowości. Jeszcze delikatny, ale bez słabości. Wrzesień próbuje zachować balans, szuka złotego środka i przygotowuje nas do złotej pory roku. Balans… Równowaga, którą wcale nie jest łatwo zachować, zwłaszcza gdy jedna noga jest jeszcze w wakacyjnych klimatach, a ta druga podąża już chłodniejszym szlakiem, gdzie słońca mniej, a deszcze częściej wypełniają naszą codzienność. Wrzesień jest wyrozumiały, ale do czasu… Wrzesień jest jak mądry i pomocny nauczyciel. Pory roku to moi najlepsi nauczyciele. Zawsze mogę na nich liczyć, zwłaszcza wtedy gdy podupadam, tracę siły, chęci, zawsze wtedy, gdy siły fizyczne i psychiczne zaczynają kuleć

Sierpień i wrzesień w tym roku wymagają ode mnie sporo… Sprawy osobiste nie dawały odpoczynku. Myśli wariowały. Emocje buzowały. Wzruszenie wylewało się z większą siłą niż dotychczas. Troska o innych w tych miesiącach zwaliła mnie z nóg, tak, że częściej klęczałam i oddawałam się modlitwie… Zobaczyłam wiele niedociągnięć w sobie. Szczerze? Zawaliłam nie raz. Nie zdałam egzaminu, często na swoje własne, głupie życzenie… Nie poradziłam sobie, tak jak bym chciała. I mało tego, zapomniałam na chwilę, że natura czeka, by pomóc, by wesprzeć, by wyciszyć. By zapomnieć? Nawet jeśli zapomnieć nie można… Natura jest zawsze zielonym kołem ratunkowym. Wrzesień przypomniał mi gdzie moje miejsce, gdzie jest nasze miejsce, gdy potrzebujemy pomocy, na… Na ściernisku.

Na ściernisku.

I mam nadzieję, że na tym ściernisku nigdy nie powstanie San Francisco.

Włożyłam sukienkę – atrybut lata. Zabrałam puchowy sweter – zapowiedz nadchodzącej psotnej jesieni. Poprosiłam książkę, by mi towarzyszyła i poszliśmy. Jak staliśmy. Często tak robiłam, ale ostatnio nie miałam na to sił… Niemądra ja! Jak mogłam zapomnieć, że gdy nie ma sił, to właśnie tam sił trzeba szukać, zwłaszcza wtedy i zwłaszcza tam – na polach, łąkach, w lasach, na polskiej wsi, na polskim twardym ściernisku, które uczy i przypomina. Które daje często w kość, ale to jest zdrowe dawanie…

Dawno mnie tu nie było na blogu… Nie dlatego, że nie mam o czym pisać, że brak zdjęć, brak słów… Słowa zawsze się jakieś znajdą. Zwłaszcza słowa, które rodzą się w sercu, nie w głowie. Te, które mają źródło w sercu, zawsze są w gotowości. Ufam tym słowom i odważnie daję im szansę, daję szansę sobie… Nie było mnie na puch ze słów, bo szukałam puchu, który doda sił. I znowu znalazłam w przyrodzie. Puch, który pobrudził i pokaleczył mi nogi

Jeszcze raz:

Włożyłam sukienkę.

Zabrałam sweter.

Zaprosiłam książkę.

I zdjęłam buty.

I przepadłam. Jak wspaniale jest tak przepaść… w genialną przepaść natury.

Na boso po trawie, po pokrzywach, które pożądliły moje stopy dokładnie. Zielone osy, bez skrzydeł. Na pokrzywy zawsze liczyć można. Po słomie, ściernisku, sianie, po nierównościach, które wyrównują nasze myśli… Umorusane nogi po kolana. Siano we włosach, siano w głowie… Przyjemne i potrzebne to uczucie. Przed siebie, po tej wiejskiej, polskiej ziemi. Najadłam się do syta wiejskiego klimatu. Wszyscy najedzeni. Nawet owady miały ucztę. Bąbel na bąblu na moim ciele… To nic. To nic. To dobrze.

Podniosłam garść sianowatej trawy z ziemi i ucałowałam… Ucałowałam jak Matkę.

Widzę czekoladowe konie. Widzę beżowe krowy. Otulam się swetrem koloru kawy z mlekiem. I siadam na belach słomy. Ale zanim usiądę,  muszę się wdrapać. Uwielbiam te chwile, taki czas, taką aktywność i brak aktywności. I ten widok. I ten zapach wrześniowy. Wrzesień pachnie. Jak opisać ten zapach? Jak…?

I wiatr, który przypomina o lecie, ale zaprasza już jesień.

Znowu się zakochałam.

To jest tajemnica, magiczna tajemnica. Co roku zakochiwać się w tym samym. I tak zawsze, już do końca.

Poszłam w naturę już nie raz, wrześniową porą. Ale raz poszłam też po to, by coś Wam pokazać, by o czymś opowiedzieć, coś namalować słowem, zdjęciem. Wybrałam pięć opowieści na wrzesień, które mnie urzekły, zainteresowały, zainspirowały i zauroczyły. I o nich chcę napisać dziś więcej:

 

Swetry

Wrzesień jest miesiącem, który pięknie rozpoczyna sezon swetrowy. Kiedyś podczas opisu pewnej książki przyrównałam kobiecość do swetra i nadal podtrzymuję zdanie, a więcej o tym możecie przeczytać Tu. Wrzesień też jest kobiecy. Wrzesień lubi puchowe swetry. Wrzesień zaprasza swetry do wspólnej drogi, przygody. Do twarzy wrześniowym dniom w swetrach, a jeśli to są swetry z naturalnych materiałów, to wrzesień uśmiecha się piegami, które jeszcze zostały mu po gorącym lecie.

Pamiętam. Kilka lat temu wybrałam się do miasta pozałatwiać kilka spraw. Wybrałam się… Wybrałam się w krótkim rękawku, nie biorąc niczego dodatkowego, by móc w razie czego zarzucić na ramiona. I niestety w razie czego nadeszło… Ale ja nie maiłam czym okryć chłodnego ciała. Pogoda się popsuła, zmuszając mnie do poszukiwania ratunku. Ratunek znalazłam w jednym z second hand. Weszłam, poszperałam i znalazłam stary, dłuższy, wygodny sweter. Zapłaciłam parę złotych i szczęśliwa wyszłam na podbój miasta. Ten sweter mam do dzisiaj, bardzo go lubię. Towarzyszy mi bardzo często. Na zdjęciach w nadmorskim wpisie jestem właśnie w nim, kto jest ciekawy co to za pomocne cudo zapraszam Tu 😉

Mój stary sweter miał już nie raz swoją sesję. Jestem za niego wdzięczna. Uratował mnie wtedy i nadal często ratuje mój tyłek.

Jednak dziś oddaję głos innemu puchowemu przyjacielowi… Oddaję też głos kobiecie, która stworzyła puchowe arcydzieło. Kamila jest artystką (hello.warmknit@gmail.com, Instagram- @warmknit_pl). Tworzy. Tworzy wyjątkowe swetry na drutach. Handmade. Polskie rękodzieło. Urocza manufaktura ubrań. Jestem fanką tego, co jest tworzone własnymi rękoma, tego co polskie, tego co powstaje z pasji. Jestem wdzięczna, że mogłyśmy odnaleźć się z Kamilą, bo zostałam obdarowana magią utkaną z wełny i jestem wdzięczna, że mogę o tej magii napisać. Już nie raz pisałam o ludziach, którzy tworzą rękodzieło, którzy na co dzień pracują ze swoją pasją i jeśli los pozwoli, chcę o takich ludziach pisać częściej. O tym warto pisać. To jest dobre, jak chleb. Bardzo lubię takie porównanie i używam go gdy czuję, że jest adekwatne do danego tematu, że mogę go użyć. I to jest ten moment, w którym znowu go używam. I wcale nie ryzykuję. Ja czuję

Kamila tworzy wyjątkowe, naturalne swetry na drutach. Zostałam obdarowana jednym z nich, tym który widzicie na dzisiejszych zdjęciach. Jest jak puch… O czym sama mówi autorka swetra. Zapytałam ją, czemu zawdzięczam taki piękny podarek, odpowiedziała:

– Bo mnie zainspirowałaś swoimi tekstami, które pięknie opisują emocje, a ja się cieszę, że mój sweter, który do Ciebie dotarł trochę ten „puch ze słów” przypomina.

 Dziękuję. Dziękuję za sweter, ale przede wszystkim dziękuję za to, co robisz, bo to Ty inspirujesz, upiększasz i otulasz puchową magią. Mam słabość do ludzi, którzy są uzdolnieni i którzy tworzą, może też dlatego, że mój tata tworzy wiele rzeczy własnymi rękoma i własną wyobraźnią, przede wszystkim w drewnie. Ja nie mam takich talentów, takich uzdolnień, ale doceniam to u innych i jestem wdzięczna za to, że swoją pracą (często ciężką) obdarowują świat czymś pięknym, potrzebnym, inspirującym. To trzeba doceniać. Zwłaszcza dziś, gdy świat zalewa elektronika, internet, postęp, który kładzie nacisk na szybkość, na zysk, a zapomina o prostocie, naturze i o tym, co tworzone sercem…

Więc wróćmy do natury.

Mój sweter jest wykonany z cudownej, naturalnej wełny. Jest jak mgła, jak wspomniany puch, jest jak babie lato. Jest bardzo delikatny, a jednocześnie wytrzymały. Zupełnie jak kobieta… Kobiecość i ten sweter mają ze sobą sporo wspólnego. No i materiał, z którego jest zrobiony: Alpaka i Merynos.

„Wełna merynos pochodzi od szczególnej rasy owiec, merynos australijski, która wbrew swojej nazwie jest hodowana na terenie Nowej Zelandii. Wełna merynos jest surowcem niezwykle cennym, a jej najcieńsze, a zarazem najbardziej pożądane włókna są przechowywane w sejfach.”

Z Nowej Zelandii pochodzi kilka wyjątkowych rzeczy. Mleko, miód Manuka, wspomniana wełna… Nowa Zelandia jest wyjątkowo piękna. Jest marzeniem wielu.

„Włókno alpaki jest niezwykle cienkie, zaliczane do grupy włókien specjalnych. Ma wspaniałe właściwości termoizolacyjne, grzeje dużo lepiej niż wełna owcza, a przy tym jest od niej kilkukrotnie lżejsze. Konkuruje na rynku z kaszmirem, moherem i angorą. Jest mocne i odporne na zniszczenia. Ze względu na szczególne walory, wełna alpaki uznawana jest na świecie za towar luksusowy.”

 No i wszystko jasne. Połączenia dwóch tak niezwykłych materiałów daje obraz piękny, wytrzymały i naturalny. Dla mnie to magia. Połączenie pasji i pracy człowieka z naturą daje dobre i cenne rezultaty.

Kamila też podkreśla jak ważne jest to, z czego zrobiony jest sweter:

 – Lubię naturalne wełny, bo natura jest po prostu piękna. To co naturalne wiem, że mnie nie zawiedzie i zawsze się obroni.

Jak Ona to pięknie podsumowała. Jak prosto i celnie. To jest takie podsumowanie, które prosto trafia do mojego serca. Proste i piękne tłumaczenie.

Wróćmy jednak jeszcze do początku tam, gdzie wszystko się zaczęło. Byłam ciekawa skąd u niej ta pasja, ale przede wszystkim od kogo i gdzie nauczyła się robić na drutach:

– Od dzieciństwa chciałam nauczyć się robić na drutach. Dziergała dużo moja mama i prababcia. Kiedy jeździłam do mojej babci na wakacje, ferie itp. to zawsze pytałam czy ma jakieś druty, wełnę, bo bardzo chciałam się nauczyć… A babcia trochę tego miała po swojej mamie. Także to u nas rodzinne, bo i moja mama wróciła do robienia na drutach.

To rodzinne. To ważne. To jest właśnie skarb. Prababcie, babcie, mamy, kobiece klimaty i kręgi. To jest skarb. Jeśli walczyć o jakieś skarby, to na pewno o takie.

Tradycja.

Bliskie kobiety.

Rodzina.

Pasja.

Talent.

Twórczość.

Jesteśmy połączeni z naszymi przodkami niewidzialnymi, ale odczuwalnymi wstęgami. Jesteśmy też już połączeni z naszym potomstwem i tym, co dopiero będzie… To jest wzruszające i to jest tajemnica, która czuję, że jest ważna, że jest opowieścią, podpowiedzią, jakąś mapą…

To co cenne i piękne wymaga wysiłku, pracy i czasu. Wiem, bo obserwowałam i obserwuję moich rodziców, którzy mają uzdolnienia twórcze, które wychodzą z ich wyobraźni, marzeń, pracy i wysiłku. Domyślam się, że Kamila też musi dać z siebie dużo, by wyszło dzieło, by efekt zachwycał. I tak jak myślałam, potwierdza:

– Tak. Dzierganie wymaga wysiłku, bo niestety cierpią na tym plecy. Mnie też niekiedy nadgarstki dają się we znaki, ale smaruję maścią przeciwbólową z konopii… Trochę porozciągam i działam dalej. Dzierganie też jest złodziejem czasu… Mając dwójkę małych dzieci, głowę pełną nowych pomysłów trudno jest się ze wszystkim wyrobić i to tez bywa frustrujące…

Jednak zaraz podkreśla, że warto, bo:

Twórczość pozwala mi nawiązać kontakt z osobami, które doceniają rękodzieło. Niesamowite jest uczucie, gdy robisz coś z pasji, wysyłasz to osobie, która na ten sweter czeka i otrzymujesz wiadomość, że to jest najlepszy sweter jaki ma w szafie… zawsze o takim marzyła. To jest niesamowite, że spod moich rąk może wyjść coś takiego, co uszczęśliwi innych.

Tak. Muszę Ci powiedzieć Kamilo, że poczułam się jak ktoś zupełnie wyjątkowy… 🙂 Już samo to jak pięknie zapakowany był sweter – zrobiło na mnie wrażenie. Pakunek w kobiecych, romantycznych klimatach, a przy tym wszystkim zachowany umiar i prostota. To tak samo jak z okładką książki. Najważniejszy jest środek, a jednak okładka to furtka, przez którą się przechodzi dalej, wszystko jest po coś…

Wyjęłam ostrożnie Twoje działo z pudełka, powąchałam, pogłaskałam, przytuliłam do policzka. Położyłam głowę na wełnianym obłoku. Wyjątkowe doznanie. A gdy ubrałam sweter, doznałam puchowej przyjemności i ciepła. Trudno to opisać, to trzeba poczuć. Na polach i łąkach, które przemierzałam bez butów, ten sweter był dla mnie schronieniem i ochroną. Wyjątkowo delikatny, a zarazem wyjątkowo pomocny. Już zostaliśmy przyjaciółmi, a przecież to dopiero początek. I coś Ci powiem, gdyby to nie był prezent, to nazbierałabym odpowiednią kwotę i kupiłabym taki sam u Ciebie. Może to by trochę zajęło czasu, ale jestem pewna, że by mi się udało, bo Twoja twórczość jest tego warta. I Ty. Mam szczęście do skromnych ludzi… Jesteś skromna, uzdolniona i piękna. I takie są też Twoje swetry – magią, pracą i pasją malowane. Dziękuję Ci za piękno.

 

 

Dodatkowa dusza – Wioletta Grzegorzewska

 Wrzesień. A przecież we wrześniu wszystko się zaczęło. Pamiętny wrzesień. I dzisiaj każdego roku, wrześniową porą wraca wszystko i będzie wracało, bo jak pisałam Tu ten pociąg, gdy raz ruszył jedzie nadal i cały czas i końca nie widać… Po zardzewiałych już torach, ale jedzie…

Są takie podróże, które się nie kończą.

Książka Wioletty Grzegorzewskiej Wydawnictwo Literackie to książka o tematyce wojennej, czyli odpowiedni czas, czas wrześniowy… Gdy zobaczyłam książkę w zapowiedziach wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Zresztą, ja zawsze chcę przeczytać książki w tych klimatach, w trudnych klimatach. Chcę, ale nie zawsze już mogę… Odkąd pojawiła się Jagodzianka, jest mi trudniej czytać tego typu opowieści… Jako matce jest mi trudno o tym czytać. Czytać jest mi trudno. A co dopiero by było, gdyby trzeba było to przeżyć… Tamte matki, ojcowie nie mieli wyboru, ten TRUD nie zapytał, czy może wejść, on wlazł z buciorami i nabrudził

Dodatkowa dusza opowiada właśnie o ojcu i jego synu. O relacji i miłości ojca i syna w tym całym brudzie. Ta świadomość tego jest już trudna, a co dopiero opis szczegółowy… Trzeba mieć emocje na wodzy, by iść w taką historię. Ja słabo mam na wodzy, ale idę.

„Ojciec i syn. Miłość w najcięższych czasach. Oparta na faktach poruszająca historia walki o przetrwanie.”

Tak. Widzimy w książce miłość, poświęcenie i walkę. Te trzy słowa bardzo często charakteryzują tamte brudne czasy, zwłaszcza wtedy gdy mamy do czynienia z rodzicem i dzieckiem… Ale nie tylko. Zawsze wtedy, gdy w grę wchodzą bliscy sobie ludzie.

To wszystko w tej książce jest. Ale jest coś jeszcze, co mnie zainteresowało, zaciekawiło, znalazłam to, czego szukam często w takich książkach. Klimat przedwojennej Polski, Warszawy, klimat niepowtarzalny. Ten klimat jeszcze unosił się w czasach okupacji, został poważnie przygaszony, ale jeszcze trwał. Jeszcze oddychał…

Jest to na pewno:

Specyficzny język.

Tradycja.

Obyczaje.

Sposób bycia.

A nawet myślenia…

Mnie bardzo to wciąga, zawsze jestem tego ciekawa. Mnie to fascynuje. Klimat tamtych lat i klimat dzisiejszy to dwie odległe planety. Sercem bliżej mi do tamtych klimatów, tych przedwojennych. Dlatego tak bardzo zawsze prosiłam babcie i dziadków by mi opowiadali, co pamiętają z czasów gdy byli dziećmi. Byłam spragniona tych opowieści, bo w tych opowieściach był właśnie ten klimat, o którym wspominam. Opowiadane te same historie kilka razy, bo tak chciałam, bo o to prosiłam. Noszę to wszystko w sercu i w pamięci. Wyjątkowe wspomnienia. Wyjątkowy czas, ludzie i przeżycia.

„Pół roku później, ku radości rodziców byli zaręczeni. Zgodnie z tradycją pierścionek musiał kupić przez zarobione przez siebie pieniądze, aby w ten sposób udowodnić narzeczonej, że jest odpowiednim kandydatem na męża, będącym w stanie utrzymać rodzinę.”

Tym razem w książce zaznaczyłam żółtą karteczką trzy cytaty, które zatrzymały mnie przy sobie na dłużej. Jednym z nich jest powyższy cytat. To jest właśnie ta tradycja, obyczaje, a nawet sposób myślenia

W książce znajdziemy bogato nakreślony portret Warszawy, przede wszystkim portret wojenny ogarnięty chaosem, ale także wspomnienia Stolicy przedwojennej. Wszystko to przechodzi jedno w drugie i maluje się obraz wzruszający.

I drugi cytat z książki, który jest ważnym apelem zawsze i wszędzie:

„Tam gdzie nie ma prawdziwych ludzi, ty postaraj się być człowiekiem.”

Ten cytat przypomina mi też książkę ‘To nie deszcz to ludzie’, którą opisałam Tu i której czytanie kosztowała mnie wiele emocji i łez. Egzamin z naszego człowieczeństwa zdamy nie tam, gdzie ludzie są, ale tam, gdzie ich zabraknie…

Ojciec wyskakuje z jadącego bydlęcego pociągu, zostawiając w nim żonę i wraca do Warszawy, by być przy swoim dziecku, które się ukrywa u jednej z zaprzyjaźnionych rodzin. To ich wspólna decyzja. Wraca… A wrócić nie jest łatwym zadaniem, nie w tamtych czasach. Nie w tamtym brudzie! I zaczyna się opis powrotu, ukrywania, drogi, walki, codzienności, strachu i zawsze nadziei.

I jeszcze jeden cytat/dialog, który wzruszył mnie bardzo. To prosty dialog, proste słowa, niby nic takiego, a jednak to dialog potężny:

„Sięgnął do kieszeni i podał Marcinowi papierową torebkę.

– Dziękuję, tato.

– Trzeba ci czego, synu?

Marcin spuścił oczy i zaczął szarpać serwetkę.

– Mów. Nie wstydź się.

– Buty by mi się przydały. Te stare mnie cisną.

– Następnym razem ci przyniosę.”

 

Trzeba ci czego, synu…?

…………………………………………………………………………………………………

Autorka książki tak pisze:

„Pomyślałam, że historia Juliana i Marcina musi wypłynąć na światło dzienne i domaga się opowiedzenia.”

Takich historii było więcej, o tak wielu nigdy nie usłyszymy, mimo że to były historie prawdziwego poświęcenia, bohaterstwa i miłości. To dobrze, że są podejmowane próby, by jak najwięcej przywrócić, opowiedzieć, oddać cześć, ale przede wszystkim pamięć. Ocalić od zapomnienia. W książce Dodatkowa dusza znajdziemy najwyższe wartości, które powinny być fundamentem wszystkiego i wszystkich. Znajdziemy też opis tego, co złe i nikczemne, niesprawiedliwe i podłe, ale to jest też opowieść (na szczęście) o człowieczeństwie, w czasach gdy człowiek zapomniał, albo był zmuszany, by zapomnieć: co to znaczy być prawdziwym i przyzwoitym CZŁOWIEKIEM.

„Uśnij synku, me kochanie, ukołyszę cię!

Księżyc na twoje posłanie blady blask swój śle.

Opowiem ci bajek wiele, cudnych niby raj…

Śpij, maleńki mój aniele!

Kołysko, buj-baj!”

 

 

 

Skarpetki – Many Mornings (Good Mornings)

Mam zawsze pochowanych gdzieś kilka zapasowych, nowych kartek, świec naturalnych i skarpet… Przyznaję. Kupuję te rzeczy w nadmiarze, to chyba moja słabość. Mam słabość do pięknych kartek okolicznościowych, przede wszystkim tych ręcznie robionych. Sprawia mi ogromną przyjemność móc wysyłać i wręczać bliskim kartki z życzeniami, cytatami i motywującymi przekazami. Jest tak wiele cudownych kartek, że zawsze ulegam pokusie, by mieć ich więcej niż trzeba. Tak samo jest ze świecami, zawsze z wosku sojowego lub pszczelego. Już nie raz pokazywałam na blogu i opisywałam takie świece ręcznie robione. Świece to namiastka ogniska, to domowe SPA i domowe hygge. Małym nakładem można stworzyć sobie odpowiedni klimat i po prostu poczuć się lepiej. Świece z wosku pszczelego dodatkowo mają działanie zdrowotne.

No i skarpetki.

To są moje małe/duże przyjemności. Kolekcjonowanie fajnych, miłych i wygodnych skarpetek sprawia mi frajdę. Zawsze gdzieś w komodach i szufladach mam pochowanych kilka nowych par, które skradły moje serce 🙂 Wierzę i uważam, że takie dodatki- umilacze są potrzebne każdemu, to jest po coś, i jeśli tylko można z  tym nie walczyć, to nie warto walczyć… Ja nie walczę, tylko jestem wdzięczna, że mogę, że mam  kilka wybranych i sprawdzonych umilaczy do których mam słabość, które namacalnie poprawiają mój humor. Lubię obdarowywać fajnymi i tematycznymi skarpetkami rodzinę, przyjaciół i znajomych. To jest wygodny pomysł i upominek. Takie skarpetki to jest super pomysł na prezent!

 Jeśli mowa o tematycznych i pozytywnie zwariowanych skarpetkach to Many Morings przychodzi nam z pomocą i odpala pomysłową, skarpetkową petardę!

No mnie porwali, zaciekawili i rozbawili.

„Śmieszne skarpetki od Many Mornings mają moc odczarowywania szarych poranków oraz nadawania niebanalnego charakteru nudnym stylizacjom.”

 A szarych poranków będzie teraz przybywać, bo wielkimi krokami zbliża się pani jesień, a na swoją kolej czeka biała pani zima… Więc kolorowe, zabawne i inspirujące skarpetki będą dobrym pomysłem i pomocną dłonią (stopą).

Każdy znajdzie coś dla siebie. Jest sporo wzorów, dużo kolorystyki i dużo dobrej zabawy. Skarpetki nie muszą być nudne, a może nawet nie powinny…Hmm. Skarpetki od Many Morings zaskakują czymś wyjątkowym:

Są nie do pary…

Ale tylko na pierwszy rzut oka. Bo jeśli się przyjrzeć dokładniej to zobaczymy, że wszystko z nimi ok. To są skarpetki, które coś opowiadają. Mają coś do powiedzenia i tym mnie ujęły. Prawdziwa kopalnia pomysłów i niespodzianek – takie są ich skarpetki. Jest w czym wybierać, przebierać i w co się ubierać!

Ja wybrałam ciepłe skarpetki w kolorze miodu z motywem lisa – idealne na jesienne wędrówki. Wybrałam też skarpetki o nazwie hygge – to będą moje domowe skarpetki w komplecie z ciepłym kubkiem herbaty rumiankowej. Są też skarpetki z motywem koni, zwierzęta, które fascynują. I trochę wakacyjnych, ciepłych klimatów – morskie skarpetki Ocean life i Aloha Vibes – obie pary w pięknych niebieskich kolorach idealne do jesiennych brązów.

I co ważne, skarpetki są miłe w dotyku, nie uciskają, są po prostu wygodne, czuję komfort, a to dla mnie bardzo ważne, bo zawsze najważniejsza jest dla mnie wygodna, a dopiero później wygląd. Tu wszystko idzie w parze i współgra ze sobą. I urok i wygoda. Brawo Wy.

„Ostrzegamy jednak – śmieszne skarpetki uzależniają.”

Chyba się zgodzę…  Chyba na pewno… 😉

 

 

Ojciec A. Czesław Klimuszko

 Kto nie słyszał?

Tak myślałam.

A kto się zainteresował głębiej?

I tu już może być różnie…

A szkoda… Bo… Bo warto, warto zgłębić informacje o Ojcu Klimuszko. Poznać biografię, poczytać o tym, co miał do powiedzenia , a miał sporo. Trzeba jednak zaznaczyć, że, On miał sporo do powiedzenia mądrych i prostych rzeczy, takich, które warto zapamiętać, którymi warto się kierować, bo to najczęściej były słowa pomocne i naprowadzające.

O o. Klimuszko słyszałam już dawno temu, ale dopiero teraz zabrałam się tak na poważnie za jego książki i książki mu poświęcone.

Gdy myślę o ojcu Andrzeju, to przede wszystkim dwie sprawy wysuwają się na pierwszy plan:

Ziołolecznictwo

Dar widzenia/Przepowiedni.

Gdy połączyć te dwie sprawy, to zaczyna się nam malować bardzo interesujący, intrygujący i magiczny obraz.

Człowiek niezwykle skromny, prosty, pokorny, a przy tym wszystkim tajemniczy i fascynujący. Sam fakt tego, że potrafił odczytać losy ludzkie ze zdjęcia, może zwalać z nóg i wielu zwalało. Są rzeczy na świecie, których nie rozumiemy, ale one się dzieją. To, że czegoś nie widzimy, nie znaczy, że tego nie ma. Postać wyjątkowo ciekawa i taka, której chce się zaufać.

Tak jak on ufał Bogu i naturze. Połączył to wszystko i wychodziła z jego strony wielka moc, pomoc dla bliźnich. Pomógł wielu ludziom. Wielu szukało u niego ratunku i wielu znalazło. Był zwolennikiem, fanem i miłośnikiem tego, co pochodzi z natury i naturą leczył ludzi. Miał wyjątkowy dar intuicji

”Ojciec Andrzej Czesław Klimuszko był prekursorem powrotu do przyrody, wykorzystania jej zasobów leczniczych dla dobra człowieka. Efekty leczenia ziołami przeszły wszelkie oczekiwania i na stałe weszły do arsenału współczesnej medycyny.”

 

Tak jak św. Hildegarda, tak  i o. Klimuszko przychodzą nam z pomocą, podpowiedzią, pociechą, nadzieją. Działali w Imię Boga, a ich bronią i lekarstwem była natura, którą umiłowali. Szczerze i prawdziwie, a ona im się odwdzięczała. Jestem wdzięczna za ich wiedzę, zaangażowanie i chęci niesienia pomocy. Mamy szczęście, mając taką pomoc. To zawsze wymaga od nas wysiłku, chęci, czasu i wiary, by mogło zadziałać, ale rezultaty mogą przyjść i często przychodzą. Bardzo łatwo i prosto jest iść do apteki i kupić chemiczne leki, tylko pytanie: jak długo, jak długo…?

Mogę śmiało powiedzieć, że O. Andrzej Klimuszko jest moim (ponownym) odkryciem, właśnie wrześniową porą, właśnie teraz i chciałam i Wam przypomnieć o jego ziołolecznictwie i ogólnie o jego filozofii życia. Dziś polecam Wam dwie książki, z którymi łatwo i przyjemnie można rozpocząć przygodę, drogę, która prowadzi do tego, co proste, zdrowe i naturalne:

  1. O. Andrzej Czesław Klimuszko Wróćmy do ziół leczniczych.
  2. Krzysztof Kamiński, O. Andrzej Czesław Klimuszko św. Franciszek z Elbląga

„Była to postać piękna, znana, prawdziwie chrześcijańska. Gdyby się tak zastanowić, jaka była najważniejsza cecha jego życia, to byśmy powiedzieli, że chciał służyć z miłości. Andrzej służył uśmiecham, czynem, radą i modlitwą.”

Amen.

 

 

Aparat

Zdjęcia są opowieścią. Zdjęcia czasami więcej opowiadają niż słowa. I często tak się dzieje. Zdjęcia to obraz. To magia. Lubię magię zdjęć. Uważam, że w zdjęciach jest coś ważniejszego niż to, czy są ładne… W zdjęciach chodzi o to, by zaciekawiły, tu nie chodzi o to by postać czy ogólnie zdjęcie było ładne i powabne. Tu chodzi o ciekawość. I to jest najtrudniejsze. I tego szukam w zdjęciach u innych i sama marzę o tym, by poczuć to na moich zdjęciach. Chodzi o to przysłowiowe „coś”. To nie jest sprawa łatwa. To jest sprawa trudna. Im bardziej naturalnie, spontanicznie, tym lepiej…

Ze zdjęciami jest jak z pisaniem.

To trzeba czuć.

Czy można się tego nauczyć?

A czy można się nauczyć jakiegoś konkretnego stylu pisania?

Mam poważne wątpliwości.

Można próbować uczyć się technicznych spraw i w pisaniu i w robieniu zdjęć, można szlifować i doskonalić. Po prostu pracować nad tym. Ale… ale to, co najważniejsze, czyli to „coś”, albo jest, albo tego nie ma…

Mogę się mylić. Jednak ja tak to czuję i tak to widzę.

Wielu ludzi ciekawie pisze i robi interesujące zdjęcia, mamy od kogo czerpać inspiracje, pomysły, natchnienie. I ja mam takich swoich idoli w tym temacie, którzy mnie fascynują. Bardzo, bardzo daleko mi do nich. Ale czy o to chodzi, by ich gonić? Chyba nie. Oni mają zainspirować, by to co w nas, mogło odważniej się budzić. Może oni są po to, by zachęcać? Zachęcać do poszukiwania swojej drogi. By dawać przykład? Nigdy nikogo nie podrobimy wystarczająco dobrze, więc nie warto na to tracić czasu i energii. Każdy z nas jest niepowtarzalny. Każdy z nas ma swoją opowieść, swoje życie, swoje historie, swoje marzenia, swoje możliwości, swoje słowa i  swoje zdjęcia…

Mam od kogo się uczyć i dziękuję moim nauczycielom.

Kim oni są?

Światem…

Dobry i konkretny aparat to było moje marzenie. Takie marzenie, które musiało czekać. Musi czekać, by się uzbierało… Na wszystko przychodzi czas, gdy czas jest odpowiedni i gdy odpowiednio się nazbiera… Trwało to długo. Warto czekać i zbierać jeśli w coś się wierzy, jeśli to się czuje w sobie. Odpowiedz zawsze jest w nas, tylko czasami ma słaby głos.

Trzeba umieć i chcieć wybierać. I zawsze trzeba z czegoś zrezygnować na rzecz czegoś. Nie można mieć wszystkiego… Bo i wszystko nie jest nam potrzebne. Coś co ważne dla mnie dla kogoś innego może być niczym. To zrozumiałe. To nawet potrzebne… Jednak zawsze warto podchodzić do wszystkiego z szacunkiem i próbować być tolerancyjnym, bo z tolerancją wcale nie jest, jak sami widzimy, sprawa prosta i klarowna… Szkoda. Szanować czyjąś pasję, zamiłowanie, hobby, o to tu chodzi. Takie to wszystko proste jak budowa cepa. A nadal trudne…

Przyszedł aparat. By było sporo taniej, pokonał dłuuuugą drogę i utknął na długo w Hiszpanii… Pandemia oszalała, a z nią cały świat. Najpierw lata zbierania, a później miesiące czekania by kurier dostarczył. Cierpliwość. U mnie ciągle jej za mało.. No ale już jest. Wrześniową porą zapukał do drzwi. Jestem wdzięczna.

 Teraz zdjęcia przyrody będą fajniejsze, ciekawsze, ostrzejsze. Mam taką nadzieję. Będzie to wszystko przyjemniejsze. Teraz znowu trzeba się wiele nauczyć, by z aparatu wyciągnąć wszystkie możliwości, a to nie jest takie łatwe. Zdjęcie to nie jest tylko naciśnięcie guziczka i już. Na zdjęcie składa się tak dużo, tak dużo… Aparat to wszystko umie, ale robiący zdjęcie musi się sporo nauczyć. Zdjęcia to jest dla mnie przyjemność i fajne spędzanie czasu. Lubię zdjęcia innych ludzi, lubię być na zdjęciu, lubię robić zdjęcia, lubię ten klimat. Fotograficzne opowieści. Nie trzeba robić dobrych i pięknych zdjęć, ale warto coś lubić i ja to lubię. Odszukać coś, w co lubimy pozytywnie uciec i robić to przede wszystkim dla siebie. Los znowu pozwolił… Dziękuję.

 

*

Dziękuję Wszystkim którzy tu zaglądają, nawet wtedy gdy mnie tu mniej, dziękuję za komentarze i wiadomości prywatne, dziękuję też tym którzy mnie miło zaskoczyli…

Pozdrawiam serdecznie asia :*

P.s. A czym Was zainteresował wrzesień? Czy wrzesień jest miesiącem przez Was lubianym? 🙂

83 komentarzy do “Wrzesień inspiruje. Nadchodzi czas swetrów, skarpet, i jak zawsze czas książek i natury…

  1. Lubię wrzesień, lubię kiedy czuć już jesień, ale jeszcze słońce świeci i w ciągu dnia grzeje. Poranki i wieczory chłodne. Lubię otulić się kocem, swetrem. Piękny prezent ten sweter – kocham i doceniam rzeczy handmade. Mają duszę. Kocham kolorowe skarpetki – każda inna 😊 moi faworyci to Dedoles i Soxo. Kocham czytać książki. No i kocham robić zdjęcia. Kiedy wracam z sesji zdjęciowej czuję radość, która rozpiera mi klatkę piersiową, czuję wdzięczność że mogę robić to co kocham. Dziękuję Ci za ten wpis. Mam nadzieję, że wszystko się poukładało i Tato zdrowy 😍

    1. “czuję wdzięczność że mogę robić to co kocham” – ważne i piekne jest móc robić to co się kocha, to szczęście… Warto docenić. Tak, dziękuję, u taty ok 🙂 Pozdrawiam.

  2. No już myślałam, że ta podróż się nie wydarzy…
    Wrzesień, to miesiąc „pomiędzy”. Letni, ale raczej z nijakości niż z lata. Na książki i herbatkę za wcześnie a na opalanie za późno. Nic, tylko siedzieć z winem i czekać na październik. No i te sweterki… gryzą mnie strasznie. A jak mnie coś gryzie, to wolę to z siebie zrzucić. I wyrzucić.
    To sobie połaziłam po wsi, pooddychalam świeższym niż miastowe powietrzem i z zabrudzonymi syrkami udaję się do siebie.
    Dziewczyna z miasta😉, do wzięcia rzecz jasna!

    1. Ja też już myślałam że się nie wydarzy… Ten sweter nie gryzie bo jest z… puchu…
      Czekasz na październik? Hmm tak jak rudowlosa Ania… była wdzięczna, że jest w ogóle październik 🙂
      Może i z miasta, ale z duszą polskiej, pięknej wsi… – mam nadzieję 😉

  3. Kochana
    Uwielbiam czytać Twojego bloga, bo odnajduję tutaj spokój, miłą atmosferę, subtelnie przedstawione tematy oraz cudne zdjęcia😘
    Przeprosiłam się i ja ze swetrem, który dawno temu zrobiłam na drutach. Modny, bo zieleń butelkowa.
    Nie nosze zwykle swetrów, bo zawsze mi ciepło, ale ten po latach odświeżyłam.
    Nie nosze także skarpetek, bo nie chodzę w spodniach. Mam tylko stopki. Za to lubię rajstopy, te kolorowe także.
    Do książek powoli wracam, tych papierowych. Czytam teraz “Królestwo” Jo Nesbo.
    Dużo spaceruję z Mężem, pozbierałam ostatnio i zrobiłam pyszny syrop z nawłoci.
    Pozdrawiam najserdeczniej na udane kolejne wrześniowe dni🌞💛🌻🦋😘

    1. Syrop z nawłoci- brzmi bardzo ciekawie. Fajnie mieć 1-2 ulubione swetry i otulać się nimi gdy przychodzi taka potrzeba. Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny. Pięknego września życzę! 🙂

  4. Wiesz jak uwielbiam zaglądać do Ciebie i czytać Twoje myli, słowa i emocje… Jestes niesamowita i już martwiłam się że nie ma Cie i nie ma…
    Dokładnie Cię rozumiem, jak w głowie haos to i pisanie nie idzie… człowiek zajmuje się wtedy co mu najważniejsze, a to mniej ważne moze poczekać… tez tak mialalm na przełomie marca i kwietnia, ale Wasze odwiedziny i komentarze tchneły we mnie znowu zycie…
    Pięknie wyglądasz w tym sweterku, tez takie lubie 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję ze juz jest lepiej i serduszko bije właściwym rytmem ❤

    1. Serduszko mam nadzieję wraca na dobry tor… Ty lubisz tu, a ja lubię u Ciebie – dajesz czytelnikowi to czego ja szukam – fantastyczne zdjęcia i opis podróży – dla mnie to tak wiele… Pozdrawiam i dziękuję Kochana!

  5. Zawodowo nie lubię września, prywatnie- bardzo.
    Zbyt ogólnikowo piszesz o swoich zawaleniach życiowych, więc trudno to skomentować, ale może za wiele od siebie wymagasz?
    Dobrze się stało, ze znajoma rękodzielniczka znajduje zbyt na swoje dzieła, o to dziś trudno, gdy zalewa nas towar z Chin.
    Uczymy się od siebie nawzajem, przeglądamy w innych jak w lustrze, obyśmy czerpali to, co najlepsze:-)

    1. Piszę tyle ile podpowiada mi intuicja… Wiem, nie wszystko wtedy da się komentować i może nie wszystko trzeba… Ktoś kiedyś powiedział, a ktoś mi kiedyś na blogu przypomniał: “Wymagajmy przede wszystkim od siebie, nawet jak nikt od nas nie wymaga”.
      Dlatego warto pisać i wspominać o rękodziele, to jest zresztą bardzo wdzięczny temat 🙂 Pozdrawiam wrześniowo.

  6. Rzeczywiście, dawno Ciebie tu nie było, Puchu… ale wróciłaś z jesiennymi atrybutami tak cudownymi, że dech mi zapiera. Sweter… jest bossski…. I te kolory…achhhh! Trwam w zachwycie!
    Zdjęcia cudne!
    Pozdrawiam…
    Kocham jesień i wrzesień!
    🙂

  7. Też lubię swetry, ostatnio jeden zakupiłam. To są takie rzeczy, które nosi się latami i rzeczywiście są ciepłe. Zdecydowanie przyjemna alternatywa dla bluz i kurtek. Ojca Klimuszko to znam już chyba jakieś 20 lat. Bardzo dawno temu stosowałam jego herbatkę, chyba reducenol się nazywała i była skuteczna, ale okropna w smaku. Pozdrawiam 🙂

    1. Ja o O. Klimuszko też słyszałam od bardzo dawna… Ale tego września przyszedł czas na książki o nim i czas na zgłębianie jego wiedzy/tajemnicy. Oczywiście ze swetrem na plecach 😉

  8. Ściernisko i ściernisko ale jak sądzę to pewna metafora bo zdjęcia przedstawiają wykoszoną łąkę po której da się chodzić boso w przeciwieństwie do ścierniska po którym boso raczej jedynie fakir. To tak gwoli wypracowania normy czepialskości bez której nie była bym sobą a i jak tu nie zaakcentować zazdrości ,że ktoś ma a ja nie mam. Sweter. Aparat…nie robię sobie ni innym żadnych zdjęć. Mój telefon , takich rzeczy nie musi i nikt od niego tego nie oczekuje.Chodzę i mam wszystko tylko dla siebie. Ludzie, rośliny, kwiaty, drzewa…wszystko jest moje i dla mnie bo nic nie rozprasza. Gdybym miała czas , gdybym chciała go oddać ludziom, których nie znam, poprosiła by kamieniarza by mi przeciął cegłę na plasterek (bo cała za ciężka) i z tą cegłą-plasterkiem bym poszła między ludzi ale …czy ja podobnie jak Pani tak bardzo ich kocham by zrobić dla nich tak wiele , jak Pani robi . Czy ja bym chciała i umiała poświęcić im tyle czasu będąc przekonaną ,że wezmą mnie za wariatkę chociaż sami brną w szaleństwo. Gdzie się nie odwrócę , ludzie patrzą w swoje cegły. Nie widzą wszak nic, nie dowiadują się nic , nie korzystają …patrzą, jedynie patrzą zamiast innym w oczy, innym podpowiedzieć ,że sukienkę wiatr uniósł za wysoko,że portfel z kieszeni panu wypada, że pan, …a tego już co raz mniej-coraz mniej ktoś z kimś gada. Tak wiele wkłada Pani wysiłku dla obcych. Każdym wpisem, jego dopracowaniem, dopieszczeniem… i tylko trzeba się nauczyć, nie zazdrościć a coś wykorzystać by być piękną jak Pani.

    1. To też metafora…Ale, nie do końca, bo na zdjęciach nie widać wszystkiego. Zdjęcia które są zamieszczane to może 1% wszystkich zdjęć…? Hmm. Powiada Pani, że wykoszona łąka? Więc szkoda że Pani nie wybrała się tam ze mną. Na boso! I to jest dobry moment by wspomnieć o tym, że nawet jak coś widzimy, to nie zawsze widzimy… Ale zdaję sobie sprawę, że Pani o czymś innych tym razem chciała opowiedzieć… Warto czytać między wierszami, więc się staram. “Wszystko jest moje i dla mnie bo nic nie rozprasza” – podobne zdanie ma tata Jagodzianki, na temat zdjęć i całej otoczki fotograficznej. I ja też się z tym zgadzam… Ale ja prowadząc bloga muszę (chcę) jakoś to pogodzić, dać coś… Przecież tak wiele moich spacerów, wypadów, podróży nie ujrzało na blogu światła dziennego i nie ujrzy.
      Zawsze można dać więcej… (Z siebie), daję tyle ile mogę na obecną chwilę, jeśli w ogóle zostało to zauważone i tak odebrane, że ja coś daję/oddaję, to dziękuję… Ale ten kto pisze zawsze coś daje/oddaje, Kloszard też … Pozdrawiam.

    1. Jeśli mamy za mało, to możliwe, że za mało dajemy… To taka dziwna, przewrotna prawda. Nadal się jej uczę… Szukam…

  9. Co dnia czwarta rano wśród mgieł. Najpierw niczego nie widać, tylko słychać kroki. Odzywa się potężny odgłos jakieś 100 m obok. Rykowisko ma to do siebie, że na ten odgłos zrazu odpowiada kilka innych dookoła. Nadal nic nie widać, ale czuć i słychać.
    Potem nastaje świt i patrzymy sobie w twarz. On dumny i majestatyczny, ja starannie niezauważalna.
    Tym jest dla mnie jesień.

  10. Ostatnio na leśnym spacerze spotkaliśmy lisa. Ruda kita. Nigdy z takiego bliska nie widziałam lisa… Wdzięczna jestem, że było nam dane stanąć oko w oko z dzikim mieszkańcem lasu. Tak, taka jest też jesień… dzika, piękna, ruda…

    1. …a ja spotkałam piękna wspaniałą, doskonałą, rudą lisiczkę ,w centrum miasta. Pokąsała -błotnik do naprawy, światło…ale było warto. Nie tylko las pozwala na spotkania niezwykłe.

    1. Wystarczająco odległych czasach (stylu) by móc zatęsknić, i wystarczająco bliskich, by wielu mogło jeszcze pamiętać…

      1. Myślałam ,że pamięta Pani czasy Kloszarda…próbowałam mu dorównać ale to niemożliwe. Był z innego świata. Tego świata już nie ma…czasem można znaleźć jakieś okruchy ale najczęściej zbierają je auta sprzątające ulice. To był wolny człowiek…i ta wolność w każdej chwili … Dzisiaj , tak usłyszałam, mineęo 29 lat od śmierci Davisa…zarobiłam trochę grosza na jego portrecie…zarobiłam ćwicząc rękę bo portret, ten z Tutu …chyba gdzieś jest…chyba go widziałam. Niedawno słuchałam trochę nowej muzyki…cóż może dorównać produkcjom na czystej koce, heroinie z Afganistanu bez domieszek…na dopalaczach nie da się nic stworzyć co przetrwa wieczność.

        1. Wolność, dla każdego to trochę co innego, np. ja, czuję się wolna na górskim szlaku. Nawet jeśli to jest tylko złudzenie… Nie wnikam, bo na wnikanie to trzeba mieć dużo sił… Dopalacze, już zawsze będą mi przypominać pewien wypad w góry. Była zima. Ja i kilka osób. Przed wejściem na górę chciałam się napić energetyka, który miał mi niby pomóc. Jeden z kupli zobaczył i powiedział do mnie: “Tylko słabi gracze biorą dopalacze” i może to brzmi kiczowato, ale ja wtedy nie wypiłem i już nigdy nie wypiłam dopalacza/wspomagacza. Kiczowaty tekst, który pamiętam i który coś wytłumaczył, prosto ale dobitnie. Na dopalaczach nie da się nic stworzyć – nic o co warto się starać, góra z dopalaczem to nie góra…

        1. Jak przeczytasz tekst czyli to co napisałam w tym poście który komentujesz to będziesz wiedziała skąd sweterek… Jest obszernie to wytłumaczone, opisane i zaznaczone… 😉
          P.s. Nie przypominam sobie… A to coś ważnego?

          1. Kochana.. ostatnio słabo śpię i jestem przemęczona i źle z moim skupieniem. Przepraszam. Rzeczywiście było a ja głupia jakoś przeoczyłam. to nie tak ze nie czytam 🙁 Nie myśl tak

  11. Dla mnie wrzesień w tym roku , jest dosyć trudnym miesiącem, szukanie pracy, wysyłanie CV i oczekiwanie. Czas umilają mi spotkania z przyjaciółmi i granie w siatkówke oraz wyprawy na mojej hulajnodze.
    Cudownie przelewasz swoje myśli.
    Skarpetki są bardzo urocze.
    Ja za swetrami nie przepadam, bo mam wrażenie, że mnie gryzą. Mam tylko jeden w swojej kolekcji, ale bardzo rzadko go zakładam, zdecydowanie wolę ciepłe bluzy.

    1. I dla mnie sierpień i wrzesień nie są łatwym czasem, ale mam nadzieję że jesień która już zapukała do wszystkich drzw będzie łaskawa, dla Wszystkich. Powodzenia Ci życzę 🙂

  12. Witaj prawdziwą jesienną pogodą
    Dobrze, że już jesteś.
    Przełom sierpnia i września to od lat mój ulubiony czas urlopowy.
    A Twój sweter śliczny. Już nie zliczę ile ja swetrów wydziergałam. Również z takimi “kuleczkami”
    Pozdrawiam szumem ulewy za oknem

    1. Ja nie umiem dziargać, a szkoda, podziwiam tych którzy potrafią! Ja też często na urlop wybieram właśnie wrzesień… Pozdrawiam 🙂

  13. Tegorooczny wrzesień to dla mnie nadal rehabilitacja kolan! Ślimaczy się, ale cóż robić? Takie czasy, zawieszające w przestrzeni wszystko co ważne! Pozostaje książka (aktualnie Follett), czasem rower i spacery. Krótkie ale ważne! Robótki póki co -czekają na zapał!
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Oj tak, zapał to we wszystkim się przydaje, bo jak zapału brak to słabo wszystko idzie… Zdrowia życzę i pięknej jesieni 🙂

  14. Oj tak- jesienią ciepłe swetrzyska i wesołe skarpetki, które przegonią chandrę to prawdziwy must have 😉 Obłędny tej Twój sweter i piękne zdjęcia!

  15. Przyznaję że dawno u Ciebie nie buszowałam :-))
    A tu przecież tak pięknie.
    No i pamiętam jak w dzieciństwie i młodości chodziłam boso po ściernisku. Albo rano po rosie.
    Piękno natury przed nami, bo przecież najpiękniejsze są kolory jesieni.
    A książki są dobre na wszystko.
    Serdeczności Puchu…

    1. Serdeczności Stokrotko i dziękuję. Też mam takie wspomnienia jako dziecko, ile to się wspaniałości robiło na polskiej wsi…. rozmarzyłam się 🙂

  16. Kiedyś bardzo czekałam na wrzesień. Wrzesień to już początek jesieni…. Zawsze mówiłam, że jesień to moja ulubiona pora roku, ale teraz cieszę się z każdej 🙂
    A skarpetki …. całe szczęści minął już czas, gdy darowanie innym skarpetek w prezencie było nieco wyśmiewane 🙂

    1. Masz rację teraz są tak piękne i ciekawe skarpetki że np ja bardzo z takiego prezentu bym się ucieszyła, zawsze 🙂 pozdrawiam

  17. U Ciebie Puszku Kochany kazda pora roku jest piękna magiczna. Ile razy bym tu nie weszła czuje się zaczarowana dzięki Twojemu stylowi klimatowi i nie chce mi się konczyc czytac więc z rozkoszą zaczynam od nowa. Sweterek od Kamili cudowny. Az mi się buzia cieszy. Przepiekna pasja. Ja mam czapke z alpaki z Peru, jej welna jest milusia. Ślicznie w nim wygladasz. Brawo dla utalentowanej Kamili. Tyle ciepłych słów o autorce swetra ze az milo sie czyta ten post. Jesteś przekochana ciepla i wdzięczna osobka Asiu. Ściskam mocno Ciebie i Jagodzianke. Buziaki Dziewczyny.

    1. Warto doceniać tych którzy tworzą, zwłaszcza polskie manufaktury, to co polskie jest nasze i jest nam bliskie. Cieszę się że właśnie co jakiś czas mam możliwość pokazywać, pisać o ludziach którzy tworzą z pasji. Rękodzieło jest mi bliskie. Dziękuję Kasiu za to że tu zaglądasz, jestem lekko zawstydzona…, ale i wdzięczna tym jak umiesz i chcesz dawać dobre słowo innym – to jest wielkość. Podziwiam i uczę się od takich ludzi jak Ty.

  18. Pięknie opisujesz każdą porę roku, każdy miesiąc. Dziękuję, że pomagasz docenić, dziękuję, że przypominasz o tym co najważniejsze. Też ostatnio miałam trudne chwile. Uciekłam do dużego miasta. To również pomogło ale potrzebuję natury. Ona jest najważniejsza. Znajdę chwilę dla siebie i dla niej 🙂
    Sweterek jest naprawdę cudny, nie mogę się na niego napatrzeć na tych zdjęciach. Sama tworząc maskotki doceniam rękodzieło innych, wiem ile wymaga to pracy i cierpliwości. Jednak to piękne hobby, tworzymy dla siebie i dla innych.
    Szkoda, ze w czasie mojej podróży do Warszawy nie miałam przy sobie tej książki. Jeszcze lepiej mogłabym sie wczuć w klimat. W sumie jeszcze nic straconego :). Lubie przejmujące historie ale masz racje czasem są trudne. Dla matki zapewne tym bardziej.
    Lubię też takie zabawne skarpetki ^^. Na pewno poprawiają humor w pochmurne dni 🙂

    1. Dziękuję za rozbudowany komentarz 🙂 Ja przypominając Wam o czymś, także robię to dla siebie – pisząc dla Was piszę dla siebie, by nie zapominać… Rękodzieło to dar i skarb, trzeba o tym mówić na głos. Wszyscy potrzebujemy natury i o tym też trzeba głośno mówić. Pozdrawiam ciepło.

        1. Piękna piosenka i wykonanie, dziękuję że mi o niej przypomniałeś… dziś odsłuchałam, pasuje do jesiennych klimatów. “Pokaż wolno to, co wolno widzieć tylko mnie…” 😉

  19. Ja zawsze lubiłam jesień i wrzesień. Od małego, bo urodziny mam akurat w pierwszy dzień jesieni 😀
    Uwielbiam tę zmianę powietrza. Staje się ostrzejsze, zimniejsze i rześkie.
    Co do ostatniego akapitu o zdjęciach, to teraz też uczę się robić zdjęcia. Fajne, intersujące, tak jak piszesz ciekawe.
    To moja nowa zajawka. Powodzenia życzę Tobie i sobie 😀

    1. Dziękuję. Dla mnie sierpień, wrzesień a i obecny październik to stresujące miesiące- jestem zmęczona. Życzę Ci dobra i wysyłam dobre myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *