Wakacyjna biblioteka nad brzegiem jeziora i wakacyjne plany.

Wakacyjna biblioteka nad brzegiem jeziora i wakacyjne plany.

Lato trwa. Lato jest w pełni. Lato latawce puszcza. Dla mnie to środek lata. Wakacje, które wiele chcą nam dać. Napchajmy tymi wakacjami nasze kieszenie, tak jak napycha się bordowe czereśnie po brzegi kieszeni, kraciastych sukienek… Na zdrowie. Lato zachęca do tego, by spędzać ten czas nad wodą. Góry są cudowne, ale w środku lata to woda przyciąga i woda zaprasza nad brzeg. Zamoczyć gołe stopy w rzece, morzu, jeziorze, to już tak wiele. To wiele dobra dla ciała i ducha. Połączyć i popłynąć, dosłownie i w przenośni. O to chodzi w lipcu i w sierpniu – o wodę. Jeszcze ją mamy…

Książki uwielbiam czytać przede wszystkim w domowym zaciszu, ale w związku z tym, że teraz sporo czasu spędza się na zewnątrz, wśród szumiącej wakacyjnej przyrody, to zawsze jakaś książka w torbie się znajdzie. Koc, termos, jezioro i książka – odpowiada mi takie zestawienie. Wakacyjne zestawienie. Wakacyjny mały/duży niezbędnik i już się jest gdzieś, gdzie wzrok nie sięga…

Książki znakomicie to potrafią. Zabrać nas przed siebie. I nawet jak leżymy na kocu, to trzymając książkę w ręku, jesteśmy w ruchu… A ruch to zdrowie

Zdjęłam sandały, podwinęłam spódnicę i weszłam w objęcia jeziora. Spokojnie, pomału, zapoznawczo. Kaczki plotkary na horyzoncie, małe rybki u mych stóp, ważka w kolorach tęczy, która jest alternatywą, gdy tęczy brak i szuwary – przypominają, że lato w pełni, że lato ma głos i potrzebuje naszego pozwolenia i współpracy, by móc działać na naszą korzyść.

Zgoda na to, co natura pokazuje, co przynosi, zgoda na porę roku, która teraz jest królową. Piękna królowa, mądra i potrzebna.

Woda obmywa. Woda oczyszcza. Woda orzeźwia.

Już samo przebywanie w otoczeniu wody daje to wszystko. Lubię jeziora, bo jeziora mają w sobie tajemnicę, nostalgię i ciszę. Nie mają w sobie szaleństwa morza, ale dają nam możliwość zaszaleć – wspaniałym szaleństwem jest kąpiel w chłodnej wodzie jeziora, odpoczynek na trawie, drewniane pomosty, których ja zawsze szukam. Drewniane pomosty mają dobrą energię. Proste i naturalne szaleństwo

Lato trwa, więc na lato proponuję Wam cztery książki, które mi towarzyszą w te wakacje. Jestem zadowolona z tego wyboru, z takiego towarzystwa. To są dobre książki tego lata:

 

Mowa roślin – Alice Vincent

Zielono – pomarańczowa okładka w letnich kolorach. Urocza. Optymistyczna. Energetyczna. Wydawnictwo Muza zaproponowało nam interesującą podróż do świata przyrody, roślin, do dobrego świata. Sam tytuł już mnie przywołał. Mowa roślin – przyroda mówi.  Książka gruba – to dobrze, bo o świecie roślin powinno być dużo. Ja chętnie.

Jestem w trakcie jej czytania, bo jednocześnie czytam kilka książek, ale już ją polecam i już swoje miejsce znalazła na puch ze słów.

„Opowieść o tworzeniu swojego miejsca na Ziemi, życiu blisko Natury i czerpaniu z niej mocy.”

Zdanie z okładki książki.

Nie dziwię się, bo zdanie, które obiecuje bardzo wiele… Zdanie mocy.

Bo czy tak łatwo jest stworzyć swoje miejsce na Ziemi?

Czy łatwo odszukać swoje miejsce?

Prawdziwe, osobiste i pomocne miejsce, które będzie nas wspierało. Miejsce, o które będziemy dbać, a ono będzie dbać o nas?

Szczerze?

Ja uważam, że to jedna z najtrudniejszych, a zarazem najważniejszych spraw – ziemskie zadanie, któremu człowiek próbuje sprostać. Tworzenie i odszukanie swojego miejsca.

 I druga część zdania, które usadowiło się na okładce – życie blisko natury i czerpaniu z niej mocy.

To nie jest tak trudne, ale to wyjątkowo ludzie sobie sami komplikują i twierdzą, że się nie da, że niewygodnie, że niezręcznie, a nawet może, że za prosto, więc nie warto…?

Na szczęście coraz więcej ludzi wie, że warto, że wygodnie, że zręcznie, że dobrze- bo prosto.

Książka napisana językiem spokojnym i relaksacyjnym – ja tak ją odbieram i tak ją czuję. Dlatego jest dobrą propozycją na czas wakacyjny.

 

Alice Vincent dedykuje książkę: ‘Tym, którzy dali mi ziarno i ziemię.’

 

Proste, piękne, intrygujące. Na tyle intrygujące, że z przyjemnością i ciekawością otworzyłam książkę i weszłam w świat autorki, w świat natury, która sama się o nas upomina

Natura jest otwarta. To my się zamykamy.

O ogrodnictwie znajdziemy sporo w książce ‘Mowa roślin’, o ogrodnictwie, które każdy z nas może stworzyć nawet na małym metrażu mieszkania czy balkonie – jeśli tylko będzie chciał. I powinniśmy to robić, jeśli chcemy poprawić swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Ogrodoterapia… która okazuje się wsparciem i pomocą na wiele dolegliwości. W książce znajdziemy konkretną wiedzę, przeplataną  życiem Alice, to jest opowieść, napisana ładnym językiem, ale nie jest to tylko opowieść, nie jest łatwo zaszufladkować tę książkę i to czyni ją też tak ciekawą. Autentyczność tej opowieści wciąga i trudno jest się oderwać od tego, co maluje autorka.

Ludzie porwali się w świat cyberprzestrzeni. I w cyberprzestrzeni uwili sobie ‘ciekawe’ gniazdko, zupełnie inaczej niż ptaki…

„Książka jest jak powiew świeżego powietrza w centrum miasta”.

I to powietrze chce nam coś rozjaśnić i wytłumaczyć gdzie i jak powinno się budować gniazdo… Co w tym pomaga, co temu sprzyja, co jest potrzebne, a co kompletnie zbędne. Książka jest pomocną dłonią, jest też hołdem dla natury… Bo przecież tak wiele jej zawdzięczamy, tak wiele…

Liryczna opowieść. Dla kogo? Dla wszystkich, którzy jeszcze nie do końca zatracili się w świecie komputerów, telefonów itp. A może ona jest przede wszystkim dla tych, którzy już się zatracili… Ta książka jest też dobrym pomysłem dla naszej młodzieży wychowanej na i w cyberprzestrzeni. Ja jako dziecko, a później nastolatka nie miałam dostępu do świata wirtualnego, tak jak dzisiejsze dzieci i ludzie młodzi. Ja wiem, jak smakuje trawa, jak pachnie krowi placek i co to znaczy cały dzień zbierać na polach i łąkach kwiaty i zioła, by później wygodnie usiąść na trawie w cieniu starej jabłoni zaplatając wakacyjne wianki. I nie od święta, to była codzienność. Tak, to jest dobra książka na prezent dla młodych ludzi.

Idealna książka na lato. Na teraz. Bo ważne jest teraz.

 

Offline –  Mark Boyle

I pozostajemy w podobnych klimatach jak w powyższej książce, podobnej, ale też innej… W książce Offline przyroda i natura wysuwa się na pierwszy plan, tzn. jej mądrość, potrzeba i wielkość. Wydawnictwo Kobiece przychodzi do nas z propozycją wyciągnięcia wtyczki, a dokładniej to Mark Boyle – autor książki, chce nam pokazać, że można ją wyciągnąć i że świat się nie skończy, a może właśnie wtedy się zacznie. Okładka w zielonym kolorze, minimalistyczna, bardzo mi się podoba. No i tytuł, który jest bezkonkurencyjny, kto przeczyta, ten mam nadzieję, się zgodzi. Tytuł, który jest przysłowiową czerwoną lampką, która chce nam coś zasygnalizować,  na pięknym zielonym tle okładki.

„Stać nas na więcej, niż nam się wydaje.”

Czyli o co chodzi?

Książka odpowie na to pytanie.

Stać nas na więcej… na więcej dobrego…

 

Żyjemy w świecie uzależnionym od mediów społecznościowych, pieniędzy i technologii.

 Bark Boyle postanowił odciąć się od zdobyczy technologii. Rezygnuje z tego, co dziś dla przeciętnego człowieka jest codziennością i wymogiem: Internet, zegarek, pralka, konto bankowe, telefon itp. Zostawia to wszystko za sobą i zaczyna nowy rozdział swojego życia, blisko natury i z pomocą natury. Opuszcza miasto i wybiera wieś.

Co mi się podoba w tej książce?

Wiele.

Ale przede wszystkim to, że to swego rodzaju pamiętnik, pisany interesującym językiem, otwartością, a także poczuciem humoru, przeplatający porady, które każdemu z nas mogą się przydać każdemu, kto szuka kontaktu z naturą i chce ograniczyć to co dzisiejszy sztuczny świat ma do zaoferowania.

Kuszące doświadczenie, którego autor książki się podejmuje, a swoją naturalną i prostą postawą zachęca czytelnika, by zrobił podobnie, a jeśli nie zrobił, to przynajmniej pomyślał o tym, pomyślał o dzisiejszym świecie.

Łatwo jest dziś wyjechać na wieś, z dala od miasta, bo na wsi jest teraz wszystko to, co i w mieście – telewizory, telefony, internet i prąd. Ale zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy dobrowolnie z tego zrezygnujemy… I o tym też jest ta książka. O tej wyjątkowej zabawie

„Upłynęło ponad dwa miesiące, odkąd używałem telefonu, sprawdzałem e-mail czy korzystałem z Internetu. Pisząc to zdanie, zastanawiam, się jak bardzo w ciągu dwudziestu lat zmieniło się życie i otaczający mnie świat, że takie spostrzeżenie jest w ogóle godne uwagi”

 

Jak bardzo?

Jak bardzo zmieniło się i moje życie…

I zastanawiam się w ogóle czy na lepsze… To jest sprawa do przemyślenia i zastanowienia się. Nie można wszystkiego zmienić, a może nawet nie trzeba wszystkiego, ale coś można by nie oszaleć z nadmiaru tej technologii, która miała wszystko ułatwić… Ułatwiła, ale nie wszystko…

 

„Siedząc przy świecy której miękkie światło podkreśla słoje bukowego stołu, zaczynam pisać list do znajomej w Anglii.”

 

Też pisałam listy. I pamiętam radość jaką odczuwałam gdy w skrzynce znajdowałam wiadomość w białej kopercie. Dziś już przede wszystkim wysyłam tylko kartki.

 

To jest wszystko tak proste, że pisząc  to teraz, oparłam się o fotel i złapałam się za głowę…

Powrót do korzeni…

Do tych przysłowiowych i do tych prawdziwych korzeni, które każde drzewo ma. Będąc nad jeziorem, które widzicie dziś na moich zdjęciach, przyglądałam się korzeniom drzew, które wystawały z ziemi… Są niesamowite, gdy się nad tym zastanowić i pochylić.

To jest książka na obecne czasy. I to też jest książka dla młodych ludzi, którzy wchodzą w obecny  świat.

„Brnąć po omacku przez swoje krótkie, cenne życie.”

Nic więcej nie dodam, bo ten cytat mówi bardzo dużo.

P.s. Polecam, wspaniała przygoda, którą znajdziecie w książce Offline.

 

 

Słowiańskie korzenie – Leszek Matela

Fajnie by było, gdyby każdy Polak książkę taką przeczytał. O przodkach. O Słowianach. Cieszę się bardzo, że miałam możliwość. Wydawnictwo Kos sprawiło mi dużą przyjemność. Czas spędzony z tą książką to piękny czas. Książka utwierdziła mnie w tym, o czym już słyszałam, a także dostarczyła wiadomości i wiedzy, której nie do końca byłam świadoma. Przeczytałam ją szybko, bo trudno było się od niej oderwać. A świadomość, że czytam o Słowianach, jeszcze bardziej potęgowała miłe doznania. I pojawiło się wzruszenie.

„Sięganie do naszych korzeni pomaga zrozumieć, jak nadal jesteśmy głęboko związani z dawnymi czasami.”

I może dlatego pojawiło się wzruszenie.

Leszek Matela jest autorem około 50 książek i kilkuset artykułów. Więc wie jak pisać i ma o czym pisać. Pisze interesująco. Słowiańskie korzenie to przewodnik, to opowieść i sporo wiedzy. Jest to wprowadzenie w świat naszych przodków.

Prosta i magiczna jednocześnie.

Bo tacy byli Słowianie.

W książce odnajdziemy sporo informacji i opisu przyrody. Inaczej być nie może. Słowianie byli bardzo związani z naturą, ufali jej, w jej towarzystwie spędzali swoją codzienność. Byli przesiąknięci przyrodą, która ich otaczała. Natura była dla nich fundamentem. Człowiek i przyroda tworzyli zespół. Nasi przodkowie czerpali garściami ze świata przyrodnie, nie zapominając o wielkim szacunku w jej kierunku. Byli wdzięczni i doceniali to, od czego dzisiejszy człowiek odchodzi – natura. Drzewa, zioła, woda, pory roku – to wszystko było naturalne i niezwykłe jednocześnie. Słońce, Księżyc, Kosmos – wszystko to miało swój cel i sens – Słowianie to czuli… To jest ta magia.

Książka jest wspaniała. Słowianie byli niezwykli.

Większość z nas słyszała: Światowid – i ja też słyszałam, ale dopiero po przeczytaniu książki zrozumiałam o co tak naprawdę w tym chodzi. Jestem za to wdzięczna.

 

„Patrząc na posąg Światowida ze Zbrucza uświadamiamy sobie, że jesteśmy cząstką przyrody i podlegamy jej cyklom. Stanowimy też część społeczeństwa, wspólnoty.”

 

Kim był, co oznaczał tajemniczy Światowid – wszystko to przeczytamy w książce.

Będzie też o zwyczajach, wierzeniach, posiłkach, rytuałach, miejscach mocy, muzyce, ale przede wszystkim o przyrodzie. Wszystko, co znajdziemy w książce, będzie opisywane na tle natury.

Nasi przodkowie wiedli życie proste, jednak jest w tym wszystkim wiele pociągających i ciekawych elementów. Prostota i tajemnica przeplatają się, tworząc obraz baśniowy.

Tajemnicza wiedza, która przenika do naszych czasów – XXI w. Czy jej pozwolimy, czy nie ona krąży obok nas i w nas, tylko my często w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ta wiedza i rytuały przejawiają się w naszych obyczajach, ale także w dzisiejszej mentalności.

Pochodzenie nazwy Słowianie nie jest jednoznaczne. Termin ten mógł oznaczać:

Swoi ludzie.

Swobodny.

Wolny.

Nazwa też mogła pochodzić od słowa: błoto lub jeziora.

W tym roku wyjątkowo mocno przemawia do mnie jedno drzewo – lipa. Wszędzie zwracam na nie uwagę. Tego lata lipa mnie szuka, a ja szukam lipowych klimatów. W książce też znalazłam opis tego wyjątkowego drzewa, drzewa, które bardzo cenili nasi przodkowie: To kultowe drzewo polskich Słowian. Dobre drzewo, ja to czuję. I Jan Kochanowski też to dokładnie czuł… 🙂

Z książki dowiedziałam się, że w lipy rzadko uderzają pioruny. I wiele, wiele innych ciekawostek, które pochłaniałam zachłannie, tak jak pochłania się lipowy, słodki miód.

 

„Ceniono także walory miodu lipowego, dlatego w pobliżu miejsc, gdzie rosły, ustawiano często barcie.”

Oni tak wiele już wtedy wiedzieli. Tak wiele czuli. I tę wiedzę zostawili nam. Wiele informacji się zachowało, niestety spora część została zagubiona… Warto skoncentrować się na tym, co jest, na tym, co dane nam doświadczać i z czego możemy czerpać. Jak zawsze drogowskazem jest natura.

W tamtych czasach znany był kwas chlebowy. Napój ten nie tylko znakomicie gasił pragnienie, ale także był pomocny przy wielu dolegliwościach i chronił przed niektórymi chorobami.

 

Składniki kwasu chlebowego:

* 1 kg czerstwego czarnego razowca

* 6 l wody, 20 g drożdży

* 30 g cukru

* można też dodać 50 g rodzynków

Wykonanie:

Chleb pokroić na kromki i podsuszyć w piekarniku. Suchary włożyć do rondla, zalać wrzątkiem, zostawić na 3-4 h. Przecedzić, dodać drożdże, cukier, przykryć serwetką i pozostawić na 5-6 h. Kiedy kwas zacznie się pienić, przecedzić po raz drugi i rozlać do butelek. Do każdej butelki dodać kilka rodzynków, dobrze zakorkować i pozostawić w zimnym miejscu na 2-3 dni.

Moja mama pamięta, gdy była dzieckiem, jej dziadek pracując w polu siadał na odpoczynek w cieniu drzewa i popijał taki chlebowy napój. Mama mówi, że kwas chlebowy robiła jej babcia, smak był wyjątkowy i orzeźwiający.

Rozmarzyłam się…

 

Niebezpieczna podróż –Tove Jansson

Książka dla dzieci. Tylko że to ja z niej się cieszę jak dziecko. Znowu się powtórzę, ale to jest ważne, książki dla dzieci są tak pisane by i dorosły coś zrozumiał… Książki dla dzieci są dla wszystkich. Ja przy książkach dla dzieci odpoczywam, a jednocześnie dobrze się bawię. Wydawnictwo Nasza Księgarnia jak zawsze nie zawodzi i jak zawsze umila czas Jagodziance i Asi…

A umilenie jest dla mnie podwójne, bo książka jest o Muminkach. I o Zuzie, która spragniona jest przygody. Dziewczynka bardzo by chciała, żeby coś się zmieniło, zadziało, wydarzyło, by nastąpił wybuch, tak jak wybuchają kolorowe fajerwerki.

Mówisz i masz Zuzanno…

 „Co za widowisko! – I pomyśleć sobie –

Wykrzyknęła z prawdziwym zachwytem –

Że to, co tu widzę, takie bardzo ciekawe,

Dzieje się dzięki mnie, ode mnie zależy!”

Wiele od nas zależy i w bajkach o tym wiedzą.

Podróże bywają niebezpieczne, ale przecież ogólnie życie takie jest. Wyruszając ryzykujemy, ale zostając, ryzykujemy równie mocno. Bez ryzyka nie ma podróży, nie ma przygody, nie ma tworzenia opowieści.

Książeczka w twardej oprawie, nie jest gruba, ale szata graficzna może zainteresować i przypaść do gustu (ilustracje wykonane przez autorkę). W Niebezpiecznej podróży czytelnik mały i duży odnajdzie akcję,  specyficzny klimacik, a także garść humoru. Rymowana treść dodaje uroku. Ktoś, kto tak jak ja ma sentyment do legendarnych już Muminków, odnajdzie w książce coś dla siebie, dla fanów Muminkowych klimatów to (zaryzykuję) pozycja obowiązkowa, a jeśli nie obowiązkowa to miła dla oczu, myśli i serca. Jest urok, bo świat Muminków jest uroczy. Książeczka zabiera nas w podróż do dziecięcej wyobraźni – jest jak kolorowy balonik, który płynie w nieznany świat.

Mamy fajną rocznicę powstania Muminków – 75 lat. Więc wszystko, co związane z tymi sympatycznymi postaciami warto w tym roku kolekcjonować, wyruszyć na poszukiwanie Doliny Muminków…

Usiadłyśmy z Jagodzianką na drewnianej ławce w pobliżu jeziora, pod dębowym, zielonym parasolem… Mała Dziewczynka położyła głowę na moich kolanach, a ja zaczęłam czytać Niebezpieczną podróż. Drzewa, woda, słońce, powietrze, książka i Jagodzianka – dla mnie to najlepsze wakacje, bo proste i bezpieczne. Jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa mieliśmy okazję wszyscy się przekonać gdy wybuchła pandemia… Jak ważne jest celebrowanie takich chwil i szukanie ich, a przede wszystkim dostrzeżenie tego, co najważniejsze, mimo, że proste i łatwo dostępne.

Oderwałam na chwilę wzrok od książki i spojrzałam na to, co mnie otacza– lato, dziękuję, że jesteś.

 

„W powrotnej drodze rozmyślała nad tym,

Że nigdy się nie dowie, czy wszystko,

Co się dziś działo, było snem, czy jawą

Ale to, jak wiadomo, nie ma większego znaczenia.”

  

 

*

 

Moich 20 planów (marzeń) na drugą połowę wakacji.

 Nawet jeśli nie wszystko uda się zrealizować, to wcale nie w tym rzecz… Chodzi o to by jakiś zarys, cel i marzenia mieć.

  1. Ogniska. Kiedyś spędzałam dużo więcej czasu przy ognisku, dziś trochę mniej, ale nadal nie zapominam i nadal realizuję taką formę spędzania wolnego czasu. Jagodzianka polubiła, więc wszyscy zadowoleni. W to lato mam zamiar zorganizować ognisko jeszcze kilka razy.

 

  1. Film. Zimą i jesienią oglądaliśmy zdecydowanie więcej filmów, gdy córka już poszła spać. Latem są inne zajęcia. Ale mam ochotę na kilka filmowych wieczorów. Uzbierało się zaległych filmów. Jeśli macie jakieś ciekawe tytuły, wpiszcie proszę w komentarzu.

 

  1. Camping. Wynajduję campingi nad jeziorem i uczę Jagodziankę takiej formy spędzania lata. Śpimy w aucie. Uczę córkę, że tak też można i że jest to niezła zabawa. I posmak wolności – dla mnie…

 

  1. Książki. Czyli tak jak zawsze. Wychodzą kolejne ciekawe książki, które z przyjemnością przeczytam, a następnie opiszę na blogu. Może i Was zainspirują.

 

  1. Noc bez Jagodzianki. Muszę wreszcie odwiedzić przyjaciółkę i spędzić cały dzień i noc w babskim towarzystwie. Napić się wina, zjeść bezę z owocami, plus pizza… Usiądziemy na tarasie i się zacznie… Rozmowom i śmiechom końca nie będzie. Powspominamy, ponarzekamy, poplanujemy, wszystko to zagryziemy kalorycznymi przysmakami, a później położymy się na trawie i spojrzymy na nocne niebo. To niby takie nic, a dla mnie to coś wspaniałego.

 

  1. Wybrać się na ryby, na łowienie ryb. Oczywiście najlepiej w towarzystwie taty, który się na tym zna i lubi od czasu do czasu wyskoczyć na szczupaka.. Ja bardzo lubię szczupaka, smaczny też jest dla mnie dorsz i sandacz. Z tatą na rybach będzie relaks, bo mój tata jest spokojnym i opanowanym człowiekiem. Można odpocząć, można być szczęśliwym… P.s. W książce Offline autor opisuje jak po 25 latach znów poszedł, pierwszy raz na ryby…

 

  1. Wyjście z rodzicami. Mamy taką małą, kameralną restauracyjkę na mieście. Odkryliśmy ją już jakiś czas temu. Zawsze tam chodzę tylko z rodzicami. Nigdy nie zabieramy tam nikogo. Tylko my troje. To nasz uroczy rytuał. Bardzo go sobie cenię. To jest dla mnie czas wyjątkowy. Zamawiamy tam zawsze to samo – pyszną sałatkę z chlebkami pitta. To też nasz rytuał. Dobrze odszukać coś takiego dla siebie i swoich bliskich i to wcale nie musi być knajpka… To może być każde miejsce, któremu to my nadamy moc.

 

  1.  Plac zabaw. Wybrać się z Jagodzianką na jeden z największych placów zabaw, obowiązkowo z trampoliną, która ma zasięg aż do chmur… Ona to uwielbia, a ja uwielbiam patrzeć, jak ona uwielbia

 

  1. Ciasto drożdżowe. Poprosić mamę by upiekła ciasto drożdżowe z owocami. Ciasto, które rośnie jak na… drożdżach i zawsze wysypuje się z blachy. Jest przy nim sporo roboty, więc nie często je pieczemy. Tym bardziej jest już na nie czas, póki jest tyle owoców! Ciasta drożdżowe kojarzą mi się z polską wsią i wakacjami. Pamiętam jak na kieleckiej wsi moja ciocia o świcie szła do lasu, na jagody, a później piekła najlepsze na świecie drożdżowe jagodzianki, Jagodziance by smakowały.

 

  1. Popływać łódką. Wynająć łódkę i popływać nią cały dzień. Zrobić dłuższą trasę. Trasę z przystankami w urokliwych zatoczkach i metą, którą będzie przystań, w której zjemy na obiad rybę, frytki i surówkę z kiszonej kapusty– moje wakacyjne, obowiązkowe menu.

 

  1. Morze. Na początku września wybrać się jeszcze raz przynajmniej na chwilę nad nasze morze – Bałtyk, wiadomo – wzywa. A by odpowiedzieć na morskie wezwanie już w sierpniu muszę zacząć obmyślać jak to zrobić…

 

  1. Dancing. Jest taka stara knajpka, w której mój dziadek gdy był młodym chłopakiem, wpadał czasami na obiad i piwo. Knajpka ma swoje lata i nadal istnieje. Dziadka już nie ma… a ona nadal jest. Przeczytałam, że w soboty organizują dancingi jak za starych dobrych czasów. Start o godzinie 21. Już tyle razy miałam się tam wybrać. Na randkę… 😉 Wiem, że potańcówka w wyjątkowym klimacie będzie tam pewniakiem. Przecież ja lubię tańczyć…i mam staroświecką sukienkę, która będzie nadawała się wybornie…

 

  1. Zdjęcia. Fotografować i dać się fotografować na łonie natury. Uczyć się lepiej robić zdjęcia i opanować nowy obiektyw, na który zbieraliśmy dłuższy czas, odkładaliśmy i doczekałam się…. To mi sprawia przyjemność, a lato jest bardzo wdzięcznym tłem dla zdjęć.

 

  1. Park linowy. Nigdy nie próbowałam, a chciałabym wreszcie spróbować. Odkryłam fajny park linowy w lesie nad brzegiem jeziora. Zielone korony drzew robią tam niezłą robotę! Kiedy, jak nie w wakacje?! Niestety odkrywam z wiekiem, że mam coraz większy lęk wysokości, kiedyś tego nie miałam…

 

  1. Wyprzedaż niepotrzebnych rzeczy. Zwłaszcza ubrań. Ja bardzo mało kupuję ubrań. Często kupuję też używane dla siebie, a także dla Jagodzianki. Ubranka dla dzieci są zazwyczaj w bardzo dobrym stanie. I mimo że nie kupuję często ubrań to nadal w mojej ocenie mam ich za dużo. Pora przewietrzyć komody. Mam zamiar też zrobić wyprzedaż książek, bo wiele ich się nazbierało, szkoda by leżały te, które już przeczytałam. Zrobić przestrzeń na nadchodzącą jesień, która zapuka po wakacjach.

 

  1. Góry. Zaplanować i wybrać fajne miejsce w górach. Tak by było gotowe na wrzesień, by przygotowanym i zwartym wyskoczyć na kilka dni. Góry wrześniową porą uwielbiam. Może tym razem Góry Izerskie. Mam tam parę miejsc, za którymi się stęskniłam. Chciałabym to wszystko pokazać Jagodziance. Postaram się byśmy spały w górskich schroniskach, tak jak to robiłam zawsze, zanim pojawiła się Mała Dziewczynka na świecie.

 

  1. Oczyszczenie. Przygotować się do oczyszczenia organizmu. Wybrać najlepszą metodę, która będzie odpowiednia dla mnie i moich bliskich. Najlepiej metodę naturalną. Wiadomo, wakacje to czas gdzie dużo czasu spędzamy na dworze, więc ten czas jest czasem brudnych rączek 😉 Nie zawsze dobrze umytych owoców i warzyw, zwłaszcza jak je się poza domem. Dobrze po wakacjach jest zrobić takie oczyszczenie organizmu z patogenów, zarazków i bakterii. I wzmocnić organizm przed jesienią. Wzmacnianie zaczniemy już w sierpniu. Tak, naturalnymi sposobami – witaminy, miód, zioła, olejki eteryczne itp.

 

  1. Modlitwa. Zastanawiałam się nad tym punktem. Chciałam napisać o modlitwie, ale też pojawiły się jakieś obawy w moim sercu i myślach- czy czytelnicy tego potrzebują, czy dobrze to odbiorą…? I gdy tak siedziałam i się nad tym zastanawiałam i analizowałam, to przyszła do mnie taka myśl: Jeśli przyszło do Ciebie zwątpienie, to tym bardziej napisz o modlitwie. Więc piszę. Mam zamiar bardziej przyłożyć się do modlitwy i częściej modlić się za bliskie mi osoby, za tych którzy modlitwy potrzebują. W lipcu i sierpniu, gdy spojrzy się w kalendarz widać ile Maryjnych Świąt się pojawia. Maryja też ukochała lato… To nie jest tylko postanowienie na lato, ale chciałabym właśnie teraz częściej polecać w modlitwie Bogu moich bliźnich. Nie, nie jestem ani święta, ani nie jestem aniołem, jestem zwykłym średniakiem – z wadami… Dlatego tym bardziej pokładam nadzieję w modlitwach…

 

  1. Ważne wydarzenie. Przygotować już w sierpniu Jagodziankę psychicznie i fizycznie do ważnego wydarzenia w jej życiu, nowy etap, który nie będzie na początku łatwym etapem, zwłaszcza chyba dla mnie… ale to będzie etap, który dostarczy też i wiedzy i zabawy… To nowa podróż. Oczywiście nic na siłę. Trzymajcie kciuki

P.s. Więcej na ten temat napiszę w sierpniowym wpisie.

 

  1. Karty. Karty wewnętrznego rozpoznania Wydawnictwo Kos. Bardzo mnie zainteresowały. Chciałabym jeszcze w te wakacje poświecić im więcej czasu, dobrze się z nimi zapoznać, nauczyć się ich. One wymagają czasu. W pudełeczku znajdziemy 48 kart, którego zostały opracowane przez Chucka Spełzano jako unikalny i inspirujący sposób pracy z naszym wnętrzem, są po to, by wpierać nasze decyzje, być podpowiedzią. Jest też w zestawie książeczka, która jest instrukcją i pomocą w korzystaniu z kart. Pięknie wydane, cieszą oko i myśli. Inspirują. Traktuję te karty jako ciekawostkę i pomoc w zrozumieniu emocji, jakie towarzyszą nam każdego dnia. Tak jak wspomniałam by sprawnie posługiwać się tymi kartami potrzeba czasu i otwartości. Dla mnie są to karty edukacyjne, nie patrzę na nie jako na rodzaj wróżenia, myślę, że w nich chodzi zupełnie o coś innego – o drogę do siebie, czas spędzony w swoim towarzystwie. Zatrzymanie się poukładanie tego, co wymaga poukładania… Wiele ciekawych rzeczy można dowiedzieć się z książeczki, które dają do myślenia i które przychodzą nam z pomocą. To jest pewnego rodzaju rozwój osobisty i psychologia. I to jest dobry czas na te karty – trawa, koc, jezioro, rozwój osobisty i lato. Muszę przyznać – ciekawa Wydawnicza propozycja, dziękuję.

Pięknego lata za oknem i w sercu, pozdrawiam asia

P.s.  Jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie plany na drugą połowę lata? 🙂

94 komentarzy do “Wakacyjna biblioteka nad brzegiem jeziora i wakacyjne plany.

    1. Muszę przyznać, że było uroczo nad brzegiem jeziora tego dnia gdy robiliśmy zdjęcia. I przyroda i książki uroczymi są… 🙂 Buziaki.

  1. uwielbiam kwas chlebowy. babcia robiła, ale chyba z miodem zamiast cukru. dzisiaj w sklepach się trafia,więc korzystam. jest niepodobny do niczego i to też jest zaleta – trudno pomylić z czymkolwiek.
    udanych wakacji.

  2. Teraz przy tych gorączkach woda jest po prostu konieczna. Wczoraj byliśmy popływać, niesamowita ulga.
    Jak schnę po pływaniu to wtedy czytam.

    Filmów Ci nie polecę, bo od dawna niczego nie obejrzałam. Nie ciągnie mnie do ekranu. Zrobię wyjątek jak przeczytam pewna książkę, słyszałam, że istnieje jej ekranizacja. Jestem ciekawa.

    Na ryby chodzę teraz rzadko, ale wcześniej praktykowałam złapanie świeżej kolacji niemal każdego dnia. Planuję do tego wrócić. Na wakacjach wynajmuję w tym celu łódkę.

    Wyjścia tylko z rodzicami bardzo lubię. Odkąd pamiętam wychodzimy gdzieś do knajpek albo na spacery, czasami na dłuższe wycieczki. Niezapomniane. 🙂

    Plany na sierpień? Mam listę dróg, którymi chcę przejść. 🙂

      1. U siebie dodałam do ostatniego posta jeszcze krótką relację z wędrówki po appenzellskich górach, więc zapraszam po więcej. 🙂
        Uznałam, że mam za mało materiału jak na osobny wpis. Pierwszy raz zdarzył mi się taki manewr. 😶

  3. Ale slicznie napisalas… no wzruszona jestem. Az lezka poleciala. Kontakt z natura jest bardzo wazny. Piekne masz wakacje nad ta woda… A ja sie mecze w bloku gdzie grzeje jak.. patelnia po prostu. Jedyne co mi ostatnio poprawia humor to serial Co ludzie powiedza. Wyje ze smiechu jak nigdy. To samo mam przy Allo allo. Z filmem to bedzie trudniej bo dawno nic nie ogladalam, zywcem nie wiem co jest na topie. Moge polecic Ci dwa stare ktore bardzo mnie poruszyly : KPax i Smazone zielone pomidory na podstawie ksiazki. Bardzo lubie serial Durrellowie o pewnym zoologu ktory mieszkal na Korfu z rodzina i zbieral zwierzeta. Jest to historia prawdziwa. Autorem jest ten zoolog Gerald Durrell. Serial zdobyl moje serce podobnie jak ksiazka tego pana. Na przemian smialam sie histerycznie to znow plakalam. Urocza rodzina angielska mieszkajaca w starym sypiacym sie domu na Korfu. Glowa rodziny jest mama Luiza i ktora musi sobie poradzic z czworka nastolatkow bo maz jej zmarl. Pokochalam ich serdecznie. Jesli Jagoda lubi sluchac o zwierzatkach sluchac to mozesz jej przeczytac niektore fragmenty z tej ksiazki pt. Moja rodzina i inne zwierzeta. Wspaniale przygody z nimi przezylam .
    Mowa roslin wydaje sie ciekawa. Juz notuje. Muminki tez kocham.

    Pozdrawiam Cie serdecznie i coreczke. Buziaki

    1. Ja w swoim życiu przeżyłam dwa razy wakacje z gipsem. Raz ręką, a drugi raz noga. Wiem jak to jest… jak wszyscy pływają w objęciach wody, a ja się gotuję w upale.. Życzę mimo wszystko pogody ducha. Dziękuję za tytuły i inspiracje, i za wzruszenie też dziękuję… to jest dla mnie ważne… pozdrawiam! 🙂

      1. Jesteś jedną z moich najulubieńszych blogerek Puszku. Uwielbiam tu zaglądać. I razem kochamy nasze Beskidy 🙂 uściski Kochana.

        Myślę że opowieść pana Durrella Was zachwyci, Ciebie i Jagodzianke.

  4. Życzę Ci, aby wszystkie plany i marzenia się spełniły, choćby w małym zakresie, od tego są wakacje, aby dogadzać sobie, umilać czas, dbać o zmysły i ciało, czerpać z natury.
    My darowaliśmy sobie Kretę, ale za to dbamy o kontakty towarzyskie, na które często brak czasu , a być może znowu nam je ograniczą…
    A książki? Zawsze ważne, nie tylko w wakacyjny czas!

    1. Na Krecie nie byłam, a zapewne jest tam co robić i czym się zachwycić. Ale teraz gdy się jedzie przez, wsie, pola, łąki i lasy – nasze polskie – to też jest zachwyt i wzruszenie, tak dziś miałam. Jest pięknie. Pozdrawiam 🙂

  5. Asiu, i znowu poczułam, że jesteś pokrewną duszą mimo różnicy wieku. Dobrze byłoby mieć taka wnusię ale los dal cudownych wnuków i jestem za to wdzięczna mimo niedosytu. Wszystkie tytuły przytulam i rozglądnę się w mojej bibliotece.

    1. Pokrewne dusze nie czują różnic (wieku) czują to co łączy…Nie ma granic wieku… 🙂 Pokrewne dusze – to z mojej ukochanej Ani… Dziękuję Ci.

        1. Ta książka bardzo mi się podoba. Jest to książka przy której się odpoczywa. A autor pisze ciekawym stylem 🙂 Buziaki.

  6. Właśnie siedzę sobie w ulubionej kawiarni i delektuję się Twoim wpisem. Uwielbiam czytać Twoje długie przemyślenia. Poruszyłas wiele, ciekawych wątków.
    Ogniska kochałam od dziecka i bardzo mi brakuje tych spotkań z tym pięknym żywiołem, być może dlatego tak lubię świece i przebywanie na słońcu.
    Uwielbiam smak i zapach lipy. To bardzo kobiece zioło, Słowianki dobrze o tym wiedziały.
    My planujemy wypad nad polskie morze, gdzie będziemy kierować się w stronę dzikich plaż. Chciałbym też zrobić sobie wakacyjny prezent i udać się na masaż stemplami ziołowymi, a następnie zjeść pyszną, weganską pizzę w towarzystwie Grzegorza. Planuję też kilka pikników. Miłego weekendu 😀

    1. Wyobrazilam sobie Ciebie w tej kawiarni – to uroczy obraz…
      Masaż stemplami – nigdy nie doświadczyłam… Natomiast polecam masaż Ma-uri, jest moc 🙂

  7. Wiesz, że jestem wielką fanką Twojego sposobu podróżowania. Jak będę miała duży samochód, to tez wyruszę nim w podróż.
    Modlitwa…no cóż, mi pomaga zawsze. Jak nie wiem co robić to idę do kościoła i w głowie się rozjaśnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Jak wybierzesz rodzaj oczyszczania to daj znać, bo jesień to czas na pozbycie się toksyn j innych świństw.
    A książka … ja jestem za Offline. Tak wybrałam.
    Pozdrawiam. ❤️❤️❤️

    1. Wiem, że jesteś tego fanką, a teraz zacznij to tworzyć i z fanki staniesz się twórcą takiego podróżowania- polecam, można się zmęczyć, ale też łatwo można odszukać w tym siebie… A to ważne. Offline? Tak myślałam… Buziaki <3

    1. Książka może zastąpić wiele, może być alternatywą i otrzeć przysłowiową łezkę. Powodzenia Świecie… Bo świat to też my 😉

  8. “Mowa roślin” kusi mnie już od jakiegoś czasu. Bardzo kusi… Choć jako dziecko niemalże całe lato spędzałam na łąkach, nad jeziorem, w lesie… Fajnie było 🙂

  9. Witaj już sierpniowo
    Mowa roślin – to coś, co muszę koniecznie przeczytać.
    A offline bardzo chciałabym być. Niedługo urlop, więc….
    Pozdrawiam nadzieją na spokojny tydzień

    1. Być offline – ciekawie to napisałaś, niby nic, a jednak zaintrygowało mnie… ” A offline bardzo chciałabym być” – hmm… Pozdrawiam

  10. Piękny czas, piękne myśli, piękne książki. Tą o Słowianach muszę znaleźć i przeczytać.
    Co do filmów to polecam Ci wakacyjny film “Kupiliśmy zoo”, nie tylko miłe kino ale również mądre, po za tym coś trudniejszego “Mama” X.Dolana i “X+Y” – to mądre filmy o życiu z pewnymi ograniczeniami. Jeśli lubisz filmy poetycki to może “Jasminum”, a z polskich -“Między słowami”. “Miłość” S.Fabickiego lub coś J.Komasy – “Sala samobójców”, “Hejter” czy “Boże ciało”. Jest jeszcze bardzo ciekawy film “Nerve”, a jeśli romantyczne nastroje lekkie i przyjemne choć i mądre to niezrównany “Pamiętnik”, “Dom nad jeziorem” czy “Czekolada”. No dobrze, bo o filmach to ja mogę długo, więc chyba wystarczy.

    1. Ojej dziękuję za tyle filmów, poczytam o tych których nie oglądałam 🙂 Tak, o filmach można dużo, zwłaszcza tych z lat 80-90 … bo o dzisiejszych to już średnio…
      Pozdrawiam ciepło.

      1. Wracam do Ciebie często – bo czasem lubię pospacerować po słowie, a w Twoim parku są zaciszne alejki i puch do wtulania się w niego.
        W trakcie pisania powyższego komentarza wyrzuciło mi błąd i znikł. Myślałam, że zaginął. 🙂

  11. To prawda z tą wodą. Dzieci chcą latem tylko nad wodę. Ja w góry, a one nad morze. Zupełnie inaczej miałam w dzieciństwie – ja chciałam w góry, ale nikt ze mną nie chciał jeździć, wszyscy tylko nad morze. Co do książek, to marzy mi się takie offline, ale pewnie gdyby się zdarzyło, to nie wiedziałabym, co robić. Bardzo lubię Muminki. Pozdrawiam 🙂

  12. … co napisać kiedy nikt nie czeka a jeśli nawet to się do tego nie przyzna. Wakacje, powiada Pani …smacznych wakacji, smakowitych, w smaki ,kolory ,zapachy przebogatych.
    Z mojej jabłoni spadły niemal wszystkie jabłka, papierówki . Nie zjadłam ani jednej. Mogłam podać jej ale …to już było więc , bez sensu. Wszystkie jabłka na ziemi. Hm …brązowieją. Dobrze ,że widzę…kiedyś nie zdążyłam …nie byłam na ogrodzie zbyt długo.

    1. Gdy byłam w stanie błogosławionym… siadałam pod starą jabłonką, która dawała przyjemny cień, ciszę i schronienie. Kiedy Jagodzianka pojawiła się na świecie, zabrałam ją pewnego razu by pokazać jej stare owocowe, drzewo, ale jabłonki już nie było… Takich drzew się nie ścina. A jednak…
      Papierówki były symbolem miłości i płodności… Papierówki to symbol polskiej wsi, to piękny symbol i obraz. Warto zdążyć dostrzec i pozbierać te jabłka… pozdrawiam.

      1. Był pomysł by i tę ściąć ale upadł i zgnił niczym jabłka. Były symbolem ?…to ,że ktoś o tym zapomniał zmienia symbolikę ? . Ona ładna taka. Kiedyś rosła morwa . Zrywało się z niej liście dla jedwabników. One leżały na takich wielkich półkach i jadły te liście a szum był jak w czasie wielkiego deszczu. Szum by ciągle. Z tego szumu powstał jedwab i szum się podnosił gdy wchodziła w jedwabnej sukni. Morwa umarła ale pień został i leży obok placu zabaw i dzieci będą mogły na niego siadać i kobiety w stanie błogosławionym….niedaleko papierówki….

        1. Nocne motyle…
          “Z tego szumu powstał jedwab i szum się podnosił gdy wchodziła w jedwabnej sukni” – szum sukni na szumnej scenie życia… Symbolika żyje do póki jest pamięć… O tak wielu rzeczach/sprawach nie wolno nam zapomnieć.

          1. …ile liści trzeba było zerwać by powstała jedna suknia. Podobnie jest z bawełną. Dlatego rzeczy powinny być trwałe, powinny być rozpieszczone, powinny być piękne by ten trud uszanować i ludzi i planetę i te jedwabniki uszanować. Robiły kokon i każdy kokon się rozwija by zrobić nić. Trzeba zdążyć zanim jedwabnik przegryzie kokon ….trzeba go zabić by suknia mogła zaszeleścić.
            Czy to coś strasznego ….straszny jest brak szacunku dla materii, dla wysiłku, dla ludzi…Straszni są , wydający mnóstwo pieniędzy, na banery, akcje, protesty zamiast te pieniądze zebrać, kupić pięść ziemi i posadzić drzewo, potem drugie, trzecie piąte…pokazać “niewiernym”-jak można dbać o planetę….ale to nie uchodzi….tym którzy na prawdę dbają by coś było i zaszumiało nam nad głową w czasie spaceru.

          2. “Dlatego rzeczy powinny być trwałe, powinny być rozpieszczone, powinny być piękne by ten trud uszanować” – rozpieszczone…- Bardzo mi się takie podsumowanie podoba.
            Lubię używane ubrania/rzeczy dla siebie i dla córki i często się im oddajemy… I książki używane, im też się oddajemy… Pozdrawiam.

          3. Z boku napisała Pani słowa księdza Twardowskiego a ja , usłyszałam inne jego słowa” krzyż to takie szczęście ,że wszystko inaczej”- usłyszałam w kontekście moich poszukiwań genezy cierpienia. Do tych poszukiwań sprowokowała mnie , pewna wyjątkowa kobieta o bardzo wrażliwej duszy, której kilka słów i Pani poznała…a może Pani , zdarzyło się zetknąć z wiarygodną odpowiedzią-skąd jest cierpienie. Nie pochodząc od Boga. Nie będąc karą za moje czy cudze niegodziwości, wydaje się być niewytłumaczalnym ale istniejącym zjawiskiem. Czy jest starsze niźli wielki wybuch a z nim początek wszystkiego, a może starsze niźli myśl, która była chwilę przed wielkim początkiem….

          4. Pewnie można na wiele sposobów odpowiedzieć. Ale proszę zobaczyć co znalazłam kiedyś, interesujące to słowa: “Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. Jesteś mądra Krystyno. Jesteś piekielnie mądra, ty idiotko”.
            Może cierpienie to mądrość, im większa, tym większy ból… Hmm

          5. Tak nie da się wytłumaczyć, że choruje dziecko i umiera. Że kobieta po nocy poślubnej zapada na nieuleczalną i śmiertelną chorobę. Tak nie da się wytłumaczyć, męża, sparaliżowanego , którym trzeba opiekować się do śmierci naszej lub jego. Szukam miejsca skąd wywodzi cierpienie. Czy jest dzięki ofiarowanej nam wolności “jedzenia owoców z drzewa zakazanego….”

          6. Ja pomyślałam i napisałam o innym cierpieniu i bólu, postać Kloszard o innym rodzaju.
            Kiedyś się zastanawiałam: że naszej Ziemi bliżej do piekła niż Raju. Że jeśli wierzymy w niebo, to tu nieba być nie może, życie tu musi się różnić od tego tam – rajskiego… inaczej ta podróż nie miałaby sensu. Czytałam też, że piekło to jest właśnie te życie nasze na Ziemi, i każdy przez nie przechodzi na różne sposoby i w różnych pozycjach… Nie znam odpowiedzi A im bardziej o tym myślę tym bardziej tonę.

          7. Dziękuję ,że Pani spróbowała. Czasem szukanie z kimś to o wiele więcej niźli z kimś znalezienie-bardzo dziękuję.
            Usmażę naleśników mojej kochance-może to pomoże w znalezieniu odpowiedzi ale ciekawe czy ja umiem zrobić naleśniki….w sumie czy to ważne…ważne chęci….

  13. Sporo ciekaewycj ksiazkowych pozycji. Mi ksiazki zawsze pozwalały w pewien sposób oderwać sie od tego świata i zanurzyć choć na chwile w innym świecie wykreowanym przez autora.
    Bardzo lubie czytać ksiażki na łonie natury.

    ps Zdjecia przecudne

    pozdrawiam

  14. Lubię przebywać na Twoim blogu, zawsze tutaj się wyciszam i nastrajam pozytywnie- dziękuję z 🧡😀
    Tytułów u mnie mnóstwo i książek i filmów, zatem nie będę się powtarzała- zapraszam na bloga 📚🙋‍♀️
    Wypoczywajcie, zażywajcie radości z natury i darów lata🌞🦋🌲🌳🍒🌸
    Pozdrawiam całą rodzinkę bardzo serdecznie😘

    1. Ostatnio polecałaś na swoim blogu (za co dziekuję) filmy i zanotowałam sobie dwa które mam zamiar zdobyć 😉 Wszystkiego dobrego!

  15. Bardzo inspirujące plany! Ja mam tydzień urlopu, który spędzę w głuszy więc planuję w przerwach od pięknych leśnych wycieczek odpocząć i poczytać. 😉
    “Mowa roślin” brzmi bardzo kojąco…
    Za to “Offline” wpisuje się w nurt i moich obserwacji na temat świata i tego jak wiele się zmieniło. Z jednej strony na lepsze, ale z drugiej… Sama często pracuję nad sobą by odstawiać wirtualny świat i spędzać czas z najbliższymi, w realu, zacieśniając nasze międzyludzkie więzi. 😉
    “Słowiańskie korzenie” trafiły na moją listę do przeczytania, od dawna interesuję się tą tematyką więc i ta pozycja nie może mi umknąć. 😉

  16. Ja w ramach wakacji zaczęłam się trochę więcej ruszać 😉 squash, aerobic i te sprawy. Mam nadzieję, że organizm będzie mi za to wdzięczny. Pod koniec tego mies. jadę na camping, także tutaj nasze plany dość się pokrywają 🙂

  17. No sie zgrałyśmy z tymi wpisami 🙂 u Ciebie książkowo i u mnie też… Znalezione miejsce, a raczej miasto książek między wielkimi gorami cudownymi fioradmi w Norwegii to mój nowy wpis na blogu na którym oczywiście zapraszam. Nie ma może tyle informacji co u Ciebie ale fajnie dopisac sobie takie miejsce do listy odwiedzin bedac w Norwegii 🙂
    Z twojej listy z checia bym wybrała pierwsza pozycje “Mowa roslin” maz mój interesuje się bardzo roślinami i medycyną naturalna jak wiesz i dla niego ta książka bedzie idealna lekturą 🙂

    1. Wszystkie te książki to dobra lektura dla męża 🙂 Oczywiście chętnie przeczytam Twój wpis bo już wiem że też będą piękne zdjęcia!

  18. Słowiańskie klimaty bardzo mnie interesują! Etymologia słowa “Słowianie” to też ciekawa sprawa, ja zawsze słyszałam, że to od łacińskiego “slavus” – “niewolnik”, ale teraz trochę poszperałam i rzeczywiście propozycji jest więcej! Teraz jestem w trakcie lektury “Mitologii Słowian” Gieysztora i przyznaję, że to fascynujące. Co do Światowida, to Gieysztor powołuje się na stanowisko, zgodnie z którym 4 twarze na posągu określają 4 bóstwa – kobiece z pierścieniem lub czarką, Mokosz lub Perperunę z rogiem, Peruna z mieczem oraz jakieś bóstwo anonimowe. Przy czym mamy też podział posągu na strefę niebiańską, ziemską i podziemną (prawdopodobnie Weles). A jak to widział Matela?

    1. Nie ma jednoznacznej interpretacji Światowida, z tego co czytałam to nie jest sprawa prosta. Po naszych Przodkach Słowianach nie zachowało się wiele, fakt coś tam wiemy i możemy na tym budować naszą obecną wiedzę, ale to nadal za mało. Światowid może być symbolem pór roku, ale też Kosmosu, może opowiadać o wierzeniach, może pokazywać też jak ważna jest wspólnota, ale przede wszystkim może opowiadać o przyrodzie i naturze, w którą tak bardzo wierzyli Słowianie. Światowid to opowieść… Nic nie jest pewne, ale zapewne jest niezwykłe. I chce nam coś powiedzieć…

      1. Właśnie, jak było dokładnie, możemy jedynie przypuszczać – też myślę, że to wszystko niezwykłe. Bardzo podobają mi się przywołane interpretacje, są takie… na wskroś słowiańskie 😉 Pozdrawiam!

        1. Nie chcę zdradzać wszystkieho jak opisany jest Światowid w książce “Słowiańskie korzenie” bo może ktoś zechce sam odszukać, przeczytać … 😉

  19. Nie wyobrażam sobie życia bez książek! Czytam pasjami, zwłaszcza historyczne!
    Niestety, nie stać mnie na nowości, ale nasza wiejska biblioteka jest świetnie zaopatrzona!
    A druga połowa wakacji, to rehabilitacyjne sanatorium w Kołobrzegu!
    Serdecznie Cię pozdrawiam, życząc by wszystkie Twoje plany udało się zrealizować na 100%!

    1. Biblioteki to skarb bo książki to skarb, ja nadal nie zapominam o bibliotekach… Wszystkiego dobrego życzę 🙂

  20. Kocham świat, lasy , podczas porannego biegania natrafiłam na puchacza. Modlitwa jest dla mnie medytacją podczas biegu, mam czas na tych 14 km, oddaje wtedy decyzje Bogu, bo człowiek to istota błędna. Natura daje tyle możliwości latem , że doby mi zaczyna brakować. Wsiadam na rower i pędzę nad jezioro do mojej samotni…
    Czytam, czytam, to takie cudowne że powstają dzieła o ziemi…
    Jesteśmy jej częścią

  21. Też lubię czytać na świeżym powietrzu, prawie wszędzie zabieram ze sobą książkę. Z tych, które wymieniłaś żadnej nie znam, ale chciałabym przeczytać “Offline”. Ciekawe plany na resztę wakacji, życzę Ci, aby udało się je zrealizować. 😉

  22. “Książka jest jak powiew świeżego powietrza w centrum miasta” – to prawda. Ja też najchetniej czytam w domu, ale czesto zabieram książki ze soba, aby poczytać w drodze, na łonie natury.
    Pozycja Offline mnie zaciekawiła.

    Piękny plan na spędzenie drugiej części wakacji.

  23. Zaglądam tu już po wakacjach ale to chyba nie szkodzi :). Trochę ciepła płynącego z Twojego postu się przyda, zwłaszcza że dziś już trochę powiało chłodem ;). Ciekawa jestem ile z tych planów udało Ci się zrealizować 🙂
    Pięknie piszesz o obcowaniu z naturą. To się czuje! Książki dwie pierwsze kojarzę i może kiedyś do nich zajrzę ale to trzecia o Słowianach kusi mnie najbardziej. Lubię te klimaty, fajnie by było dowiedzieć się trochę więcej.
    Muminki za to ciągle wracają do mody a to już tyle latek :). Mam współpracę z jedną firmą i szyję te słodziaki. Niestety tylko dla nich wiec nie wiem czy na blogu się pojawią 🙂

  24. Nie szkodzi! 🙂 Polecam Ci na pewniaka te książki. Z moich planów udało się zrealizować kilka a kilka nie… Nie wszystko ode mnie zależało. Los często sam decyduje… Ale to nie znaczy, że nie będą zrealizowane.
    Szyjesz takie cuda? Brawo, urocza to informacja! 🙂 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *