To, co mnie otacza, co tworzy moją domową przestrzeń.

To, co mnie otacza, co tworzy moją domową przestrzeń.

Idąc za ciosem. W ostatnim poście pisałam o tym, jak wygląda najczęściej mój poranek, a jeszcze wcześniej pisałam, jak wyglądają moje wieczorne rytuały zawsze wtedy kiedy pozwala na to czas i samopoczucie. Dziś zostańmy jeszcze w domu. Idąc za ciosem, chciałabym namalować dla Was moje otoczenie… To co mnie otacza, czym lubię się otaczać i dlaczego. Przede wszystkim lubię się otaczać tymi, których kocham, lubię i szanuję, ale dziś nie o ludziach będzie, a o przedmiotach. Przedmioty, które dostarczają mi przyjemności, które tworzą moją przestrzeń, wypełniają ją,  które są ze mną na co dzień. Czyli też są ważne, nie najważniejsze, ale mają jakąś swoją rolę i po coś tu są. I też mają głos…

Zaprosiłam je pod mój dach.

Bo czuję się w ich towarzystwie dobrze.

Nie przeszkadzają.

Są dodatkiem. Miłym dodatek. Dodatkiem, który też opowiada historię. Często jest to historia o mnie.

Przedmioty mogą przeszkadzać. Zwłaszcza gdy jest ich za dużo. Z drugiej jednak strony, to co lubię, to co mnie uszczęśliwia – tego mam więcej i pozwalam sobie na więcej, a to, co jest dla mnie średnio i mało znaczące – odpuszczam. Nie zbieram. Dwa razy do roku staram się zrobić wietrzenie kątów… Pozbyć się tego, co jest niepotrzebne, czego jest zdecydowanie za dużo. Przewietrzyć przestrzeń, w której spędzam tak dużo czasu. Przewietrzyć przestrzeń, a tak naprawdę przewietrzyć myśli i umysł. Im więcej, tym mniej – mniej nas.

Przedmioty w moim otoczeniu nie są czymś wymyślnym i nadzwyczajnym. Są znane i dostępne, u każdego można spotkać coś podobnego. A jednak… A jednak zawsze jest to coś innego mimo, że takie samo, że podobne…

Bardzo cenię i szukam przedmiotów ręcznie robionych, handmade, podobają mi się przedmioty z duszą, historią, starocie, pamiątki, kocham drewno, porcelanę i glinę. To co bawełniane, wełniane, naturalne. Staram się otaczać prostymi przedmiotami, ale zawsze ze szczyptą uroku i magii. To co podoba się mnie, nie musi podobać się innym i na odwrót. Lubię schowaną opowieść w przedmiotach. Bo przedmioty mają w sobie ukryte historie i opowieści i takich wypatruję i za takimi się obejrzę, a nawet pod nosem gwiżdżę, z zachwytu 😉

Zwracam uwagę na rodzinne pamiątki. Stare, często nadwyrężone zębem czasu. Lubię opowieści o różnych przedmiotach, które w mojej rodzinie przechodzą z pokolenia na pokolenie. Lubię też opowieści obcych ludzi o ich rodzinnych pamiątkach, najczęściej to są porywające opowieści, cenne, a bywa, że i z morałem, przekazem i złotą myślą.

Moja mam w małej, wiszącej witrynie ma ukryte stare porcelanowe filiżanki, które przypominają jej o chwilach spędzonych na polskiej wsi u swojej babci, którą bardzo kochała, a mojej prababci. To są filiżanki z tamtych lat, dawnych lat, gdy była małym dzieckiem. To jest dla niej skarb, sentymentalny, skarb pięknych wspomnień.

Szanuję takie wspomnienia, przedmioty i historię. To są opowieści dla kogoś ważne, wyjątkowe. To co nam może wydawać się bezwartościowe, dla drugiego człowieka może być ukochaną pamiątką, a bywa, że może być wszystkim… Wszystkim, w co wierzy, czemu ufa, do czego wraca z radością i przyjemnym drżeniem serca.

To co nas otacza, mówi też często coś o nas samych. Nie zawsze i nie wszystko, ale coś tam szepcze, coś tam usłyszeć można.

Rozejrzałam się po pokoju, w którym obecnie spędzam najwięcej czasu. Chciałam wyłapać 5 przedmiotów, które towarzyszą mi każdego dnia, na które patrzę i które patrzą na mnie. Pięć, które rzucą się najbardziej w oczy, czyli jest ich najwięcej. Hmmm… A nawet jeśli nie jest ich najwięcej, to i tak rzucą się w oczy, podświadomie, nieświadomie … 😉

 

1. OBRAZY, OBRAZKI, PLAKATY

Mam sentyment i uczucie do obrazów. Zawsze, gdy myślę o obrazach, gdy oglądam obrazy myślę też o moich rodzicach. Moja mama i mój tata, oboje, malują. Potrafią. Uważam, że mają talent, ale przede wszystkim mają pasję. Mają pasję w sobie i do tego, co robią. Mama maluje intuicyjnie i emocjonalnie, tata dokładnie i cierpliwie.

Ja?

Brak talentu do malowania za grosz.

Za grosz…

Jak to możliwe?

Jak to możliwe, że dwoje rodziców potrafi i to dobrze, a ich córka ni w ząb.

Jedynie w czym nadzieja i całe szczęście, że potrafię dostrzec piękno w obrazach, malunkach, plakatach. Doceniam i szukam tego piękna. Lubię się otaczać obrazami i dobrze się czuję, gdy są obok mnie. W moim domu nie ma tylko i wyłącznie obrazów, które malują rodzice (szewc bez butów chodzi) nie ograniczam się tylko do tego co oni stworzą, lubię i szukam też innych twórców, podoba mi się też inny styl malarski i inne pomysły, mimo, że zawsze i na zawsze pozostanę najwierniejszą fanką tego co maluje mama i tata, bo patrzę przede wszystkim na to sercem.

Chciałabym na blogu pokazywać twórczość ludzi, którzy mnie czymś zaciekawią, zainspirują, zatrzymają. Pokazywać ciekawych ludzi, którzy tworzą coś z pasją, od których można się czegoś nauczyć, zobaczyć inaczej. Pokazywać wyroby, przedmioty i miejsca, które mają klimat i pasję, która jest opowieścią. Więc zaczynajmy.

*

Twórczość Magdaleny Cioroch ,trafiła do mojego serca szybko i gładko. Przyjemnie. Od pewnego czasu obserwowałam, jak tworzy i co tworzy. Tworzy, bo to artystka. Jej obrazy mają w sobie to czego szukam, iskrę, którą poczułam od pierwszego wejrzenia. Iskra farbami malowana. Maluje, ale też pisze, pisze zgrabnie i lekko, jej słowa pisane też są jak obrazy, malowane:

„Wierzę, że to co tworzone, przesiąknięte jest tym, co nosi w sobie twórca.”

 Trudno się z tym nie zgodzić i zgadzam się z przyjemnością. Prosta prawda, uroczo namalowana.

I dalej:

„Mogą być to rzeczy dobre, ale również złe. Nie bez powodu w Biblii jest napisane, że Ziemia jest pełna bożej chwały- czyli tego czego pełen jest sam Bóg.”

 Pięknie.

 „W swoim życiu szukam Boga i Jego światła i wierzę, że w naturalny sposób tym emanują moje obrazy/plakaty. Są jak okna w betonowym murze, wpuszczające do środka światło, miłość, radość i  życie.”

Bardzo chciałam, by słowa Magdy znalazły się tu na blogu bo mają w sobie światło, dziewczęce zaufanie, lekkość i nadzieję. Niosą przekaz, dobry przekaz. Jasny przekaz. Taki przekaz, który otula światłem, zupełnie jak jej obrazy, plakaty jak jej twórczość. Mnie otulają spokojem i skromnością. Magda jest osobą skromną, mimo że ma wiele do zaoferowania światu – swoje obrazy, siebie, bo jak sama wspomina – twórca daje część siebie, tam gdzie tworzy, maluje… Zauroczyła mnie nie tylko swoimi pracami, ale swoją postawą, swoją osobą. Więc trudno mi było oprzeć się temu jak maluje, nie chciałam się opierać. Chciałam to poczuć, jeszcze dokładniej, jeszcze bardziej dlatego też dwie jej prace trafiły pod mój dach.

Na stronie internetowej Magdy o wdzięcznej nazwie Świetliskomożecie zapoznać się z niektórymi obrazami, które wyczarowała (więcej prac na Instagramie Magdy). Co ciekawe, ważne i warte uwagi – znajdziecie tam plakaty… Jednak niech Was nie zmyli nazwa plakat. To nie są zwykłe plakaty. One wyglądają niezwykle. Plakaty, które wyglądają jak prawdziwy obraz, farbami palowany.

 A dlaczego?

 Wszystkie plakaty drukowane są na płótnach z czystej bawełny. Dzięki temu zachowują swoją miękką strukturę, naturalnie odpijają światło i do złudzenia przypominają obrazy olejne.

Wiem, że Magdzie bardzo na tym zależało, by taki uzyskać efekt. I ja właśnie mam dwa takie plakaty, zobaczcie, wyglądają pięknie, jak obrazy. Zdjęcia nigdy nie oddadzą faktycznego piękna prac, ale przybliżą. Jestem tak, jak i autorka plakatów, bardzo zadowolona z efektów i pozytywnie zaskoczona. Można się zdziwić. Pozytywnie.

Wybrałam dwa:

 

  1. ‘Domek na Łące’

 „Kolejna łąka, tym razem zamieszkana! Wspomnienie sielskiego dzieciństwa, marzenie  zmęczonych mieszczuchów. Nieposkromione morze letnich kwiatów skąpanych w zachodzącym (a może wschodzącym?) słońcu.”

Właśnie, wschód czy zachód?

Lubię to w obrazach, wierszach, książkach, rzeźbach, lubię niewiadomą, która ‘zmusza’ odbiorcę do interpretacji, własnej interpretacji. Która pozwala na to, by odbiorca był też twórcą. Magda na to pozwala, przyczynia się do tego, że patrząc na jej obrazy, mogę uruchomić wyobraźnię i robię to z dużą przyjemnością i indywidualnym zaangażowanie.

 Przyciągają mnie domy, domki… Lubię widok domów blisko natury. Domów sielskich, przytulnych i małych. Wiejskich domków. Chyba dlatego wybrałam ten plakat/obraz. I ta łąka i to światło, które raz jest wschodem, a bywają chwile, że zachodem. Zupełnie jak w codzienności… Plakat, który jest jak obraz, sprawił mi konkretną przyjemność i sprawia każdego dnia, gdy na niego patrzę i teraz też odwracam wzrok od ekranu komputera i zerkam na domek, który bawi się w chowanego, wśród budzącej się / zasypiającej roślinności…

 

  1. ‘Plaża w Kornwalii’

„Plaża i morze w chłodnych odcieniach. Doskonałe też do eleganckich,  minimalistycznych wnętrz. Dla każdego miłośnika szarości. Oryginalny obraz malowany był ze zdjęcia kornwalijskiej artystki Kirsty Elson”.

Ten widok mnie porwał. Morski klimat, który wbił się do mojego serca, tak jak wbija się muszelka w mokry piasek… Wbił się przyjemnie. Rama i kolor tła przemawiają do mnie tak wyraźnie jak odgłos śpiewającej mewy. Wyraźny. W mojej ocenie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. I wszystko w tym zestawieniu jest wisienką na torcie. Ten obraz przemówił do mnie jako jeden z pierwszych. Jest też sporo innych prac Magdy na jej Instargamie. Na zdjęciach, które robiłam nie da się uchwycić wszystkiego tak, jak bym chciała. Sam kolor kwiatów rozwianych na plaży jest piękny, subtelny i można go dostrzec, ale na żywo, gołym okiem. I mewy, które odlatują… Wszystko tu ma sens i klimat, klimat który ma w sobie surowość, ale i romantyzm. Połączenie. Dla mnie genialne połączenie.

Wiem, że Magda się rozwija i będzie rozwijać swoją twórczość, swoją stronę internetową, ja na pewno będę śledziła i kibicowała tej skromnej i utalentowanej kobiecie. Kobiecie też ciepłej i pomysłowej, a o tym mówi nawet logo, które stworzyła, jest zabawne, nawiązuje do natury, wolności i do… światła.

Dziękuję, że mogłam namalować słowami, o tym, o czym inni opowiadają za pomocą farb.

 

2. KSIĄŻKI

Najprzyjemniejszy, najbardziej wartościowy i potrzebny banał. Książki. Rozglądam się po pokoju, tym samym, na który patrzyłam opisując obrazy. Jest ich sporo. I to one towarzyszą mi każdego dnia. Lubię na nie zerkać, nie tylko czytać, lubię gładzić dłonią po okładce. Chętnie je kupuję, jak tylko los pozwala, chętnie daję je w prezencie innym, chętnie przyjmuję podarki w postaci książek. Dobrze jest lubić książki, wtedy nie ma problemu z podarkami.

Jeśli jesteśmy przy książkach w moim pokoju, to zerka na mnie nowa książka, magiczna opowieść. Ostatnio jestem często w takich magiczno-przygodowych opowieściach. W poprzednim wpisie opisywałam książkę „Szczypta magii”, dziś podobne klimaty.

 

„Zima czarownicy”  Katharine Arden

Jest to tom 3 baśniowej trylogii Wydawnictwo Muza, w bajkowo-kolorowej okładce, która obiecuje przygodę. Poprzednie części to „Niedźwiedź i słowik” i „Dziewczyna z wieży”, jestem ciekawa czy ktoś z Was czytał którąś z tych książek?

Autorka zabiera nas w podróż do Rosji. I chyba nie ma w tym nic dziwnego, bo K. Arden przez jakiś czas mieszkała i studiowała w Moskwie, więc rosyjskie klimaty zapewne odbiły się w jej wyobraźni. Mnie książka zainteresowała z kilku powodów, jednym z nich jest też fakt, że i ja miałam możliwość przemierzać Rosję. Dlatego łatwiej mi się czytało „Zimę czarownicy”, czułam ten klimat, wspomnienia wracały…

Jest to powieść nawiązująca do rosyjskich baśni i legend.  Znajdziemy w niej tajemnice, pradawne wierzenia i magiczne historie. Taka też jest Rosja, zwłaszcza ta na syberyjskich terenach.

„Urzekająca historia odważnej Wasi, od której zależy los magicznych stworzeń i całej Rusi. Jedna dziewczyna może bardzo wiele, ale tym razem może się okazać, że nie zdoła ocalić wszystkich…”

Dorośli też potrzebują świata magii i bajek. I w książce można to znaleźć, powrócić do świata baśni. Książka ‘Zima czarownicy’ jest odskocznią od tego co codzienne, prawdziwe i namacalne. Książka dostarcza czytelnikowi rozrywkę, porywa do świata magii, ale także opowiada o tym, co ważne – o wolności i ucisku. Katharine Arden zabiera dorosłego człowieka do krainy wyobraźni, przygód i przeżyć. Będzie też o miłości… I o walce dobra ze złem. Życie

„To opowieść intymna i zarazem pełna epickiego rozmachu, główna bohaterka odbywa przerażającą i cudowną podróż, która osiąga punkt kulminacyjny w emocjonującym finalnym tomie”.

Słowo – rozmach, jest tu bardzo na miejscu, jest adekwatnym podsumowaniem i zachętą.

Podróż, w którą wybierze się Wasia, dostarczy jej wiele przygód, pozna nowe miejsca, ludzi i historie. Pozna też lepiej samą siebie, odkryje to, co w niej drzemie. Czy nie tak też jest z każdą podróżą, którą odbywamy w życiu? Czy nie tak jest z nami? Podróże uczą świata, ale przede wszystkim świata, który jest w nas. Podróże pokazują… To co bywa niewidoczne gołym okiem. Książki to podróż, życie to podróż, ‘Zima czarownicy’ to podróż. Bohaterka książki odkryje zdumiewającą prawdę o sobie i za to lubię wyprawy te w książkach i te w życiu, w podróży jest szansa na prawdę… Na wolność i na magię.

‘Zima czarownicy’ to bestseller „New York Timesa”, który pokochali też czytelnicy w Polsce, dali się zaczarować i porwać, wyruszyć w nieznane, tam gdzie sięga przede wszystkim wyobraźnia.

„Wasia usiadła.

– Przepraszam. Po prostu byłam ciekawa.

– Im więcej ktoś wie, tym szybciej się starzeje – warknęła domowicha.”

I w naszej kulturze i nasze prababki przestrzegały, by nie interesować się za wiele tym czym nie musimy, by nie być ciekawskim, by nie wtykać nosa w nie swoje sprawy, bo ciekawość to pierwszy stopień do… 😉

 

3. KUBKI

Rozglądam się kolejny raz. Dużo kubków, do których mam słabość tak jak i do świec, książek obrazów… Są. Różne. Lubię. Sprawiają mi przyjemność. Jeśli jakiś kubek w sklepie, na targu, na wycieczce zaciekawi mnie, przywoła, nie przejdę obojętnie. Lubię też dawać kubki w prezencie. Dla mnie kubki to też ozdoba. Za szklaną witryną wyglądają uroczo. Kolorowo. Przywołują wspomnienia, każdy z nich ma w sobie jakąś historię, opowieść. Każdy jest do czegoś innego. Jeden do porannej kawy, drugi do popołudniowej, ten do herbaty na śniadanie, a tamten do mięty w ciągu dnia, kolejny do ‘złotego mleka’ o którym pisałam Tu, a ten do słodkich koktajli mocy. A jeśli jesteśmy przy kubku i przy koktajlach to mam dla Was przepis na coś pysznego. Kubek koktajlu na start.

 

Koktajl mleczny na start (Nigella):

 „To jest prawdziwy przebój tygodnia: posiłek i napój w jednym dla osób, które nie mają czasu nawet usiąść do śniadania”

Składniki:

* 1 obrany zamrożony banan pokrojony w ćwiartki

* 150 ml mleka (może być roślinne)

* 1 łyżka miodu

* 4 łyżeczki rozpuszczalnej czekolady granulowanej

* 1 łyżeczka granulowanej kawy rozpuszczalnej (albo ½ łyżeczki espresso w proszku).

 

Wykonanie:

Włóż wszystkie składniki do Bendera i zmiksuj na gładką masę. Gotowe!

Mam dwa kubki z Czech, które mają motyw jagód, przypominają mi o mojej Jagodziance, kiedyś gdy córka podrośnie, napijemy się razem z nich zielonej herbaty. A kiedyś będą należały do Jagodzianki. Lubię kubki, które mi coś przypominają, opowiadają, które też inspirują, bawią i wzruszają. Mam takie kubki. Stoją na widoku, nie chowam w kredensach na siedem spustów, tylko daję im oddychać swobodnie jednym… uchem. Jest też kubek z Wisły, który ma już pęknięcia, ale jeszcze działa. Z Wisłą mam osobiste wspomnienia, lubię Wisłę, lubię szlaki górskie, które startują właśnie z tego miasteczka. Mam też kubek od Jagodzianki z napisem: „Najlepsza mama na świecie”, najlepszy kubek… I inne kubki opowiadające o kolejnych przygodach i wyprawach.

 

 4. ŚWIECE

O świecach naturalnych często wspominam i piszę, bo lubię. I może zapytacie: ile można o świecach? 😉 Można, bo o tym jeszcze nie wspominałam, o zdrowotnych właściwościach świec z wosku pszczelego. Wiedziałam, że świece z wosku pszczelego są zdrowe, ale nie wiedziałam, że aż tak.

„Setki lat temu, większość świec wykonana była z wosku pszczelego. Jednak w ciągu ostatnich kilku stuleci, świece woskowe zostały stopniowo zastąpione przez świece łojowe (z tłuszczu zwierzęcego), a w ostatnim stuleciu przez świece parafinowe. Parafina jest wykonana z osadu wytrącającego się z ropy naftowej. Osad jest następnie bielony benzenem i zmienia się jego właściwości innymi rozpuszczalnikami chemicznymi. Podczas palenia świec parafinowych powstaje sadza i dym zawierający  toksyczne substancje rakotwórcze, łącznie z bardzo szkodliwymi związkami chemicznymi zawartymi w powszechnie stosowanych ołowianych knotach.”

Zalety świec z wosku pszczelego:

* Palą się jasnym, pełnym płomieniem.

* Świece woskowe likwidują zapach dymu z papierosów i inne intensywne zapachy.

* Świece woskowe oczyszczają powietrze.

* Dym powstały w procesie spalania świec woskowych daje delikatny miodowy aromat.

* Wpływają pozytywnie na osoby uskarżające się na choroby układu krążenia, nerwowego i oddechowego.

* Ułatwiają zasypianie i zapewniają dobry sen, dzięki czemu rano mamy więcej sił i pozytywnej energii do działania przez cały dzień.

* Doskonale jonizują powietrze, oczyszczają z pyłu i kurzu, działają antyseptycznie.

* Likwidują szkodliwe działanie telewizorów, komputerów, telefonów.

* Przyśpieszają powrót do zdrowia (psychicznego i fizycznego).

* Są naturalnym odpromiennikiem.

Itp.

Rozglądam się po pokoju. Są. Świece z wosku naturalnego. Cieszy mnie to i uspokaja. Lubię. Wyszukuję naturalnych, najczęściej ręcznie robionych, takich co nie tylko ładnie pachną, ale mają w sobie naturalne olejki eteryczne, które pomagają. Zapalanie takich świec jest dla mnie prawdziwym, prostym rytuałem. Jednak jak się okazuje to nie tylko rytuał, to też dostarczanie sobie korzyści zdrowotnych. Połączenie przyjemności z pomocą. Jeśli nie wosk pszczeli, to zawsze wosk sojowy.

 

5. KWIATY

 Nie mam tak dobrej ręki do kwiatów, jak moja mama, ale się nie poddaję. I uczę się kwiatów i od kwiatów. Dopasowuję kwiaty do siebie. I wybieram najczęściej te, które mają pozytywny wpływ na otoczenie, które pomagają. Wyglądają pięknie, ale też dostarczają pięknych właściwości. Często wybieram też kwiaty do wazonu. Lubię sama nazbierać polnego kwiecia i gałązek. Wiosną takie gałązki w dzbanuszkach to miły obowiązek. Zapraszam wiosnę w moje skromne progi. Na Wielkanoc koniecznie bukiet z gałązek ozdobiony jajeczkami i kokardkami, to taka moja Świąteczno-Wielkanocna ‘choinka’, staram się by taki bukiet był pokaźnych rozmiarów i stawiam go w honorowym, widokowym miejscu.

To miłe gdy ktoś wręcza mi bukiet kwiatów, ale nie czekam na to, sama potrafię sobie zrobić niespodziankę i kupić bukiecik ulubionych kwiatków. Zbliża się dzień kobiet, więc podaruję też kwiaty sama sobie. Jednak najbardziej magiczne i naturalne są te bukiety z polskiej łąki, kolor chabrów, jest jak drogocenny kamień, który migocze odcieniami głębin oceanów. I bazie, które w tym roku są już zimą… Miesza się wszystko tym naszym kochanym porom roku, oj miesza

Rozglądam się po pokoju i dostrzegam 5 kwiatków w doniczce, a są to:

 

Paproć

Paprocie kojarzę z moją babcią Teodozją-Melanią, pięknie i bujnie zawsze u niej rosły. Wieszała je wysoko, a ich liście, niczym włosy panny, zwisały prawie do samej ziemi. Kolor zielony był tak intensywny i hipnotyzujący, że nie mam szans opisać go dokładnie i trafnie. Dziś i moja mama ma kilka paprotek, które u niej też rosną zacnie i wzorowo.

A u mnie?

U mnie to trochę tak jak z moim malowaniem…

Jest paprotka, rośnie, ale do bujności jej daleko.

„Trzysta dwadzieścia milionów lat temu, w okresie geologicznym zwanym karbonem, ziemię pokrywały bujne lasy wielkich, drzewiastych paproci”. 

Paproć wspaniale oczyszcza i nawilża powietrze. Pochłania znaczną część unoszącego się formaldehydu. Neutralizują promieniowanie emitowane przez domowe urządzenia elektryczne, takie jak telewizor lub komputer.

 

Aloes

Jest to kwiat o właściwościach leczniczych, ale także ogranicza obecność w powietrzu formaldehydu i benzenu.

„Oprócz właściwości dekoracyjnych, aloes stosowany jest często jako roślina lecznicza. Głównym źródłem jego magicznych możliwości jest sok, który uzyskiwany jest z liści.”

Aloes w Polsce nie występuje naturalnie, ale w wielu domach można spotkać ten wyjątkowy kwiat. Znam pewną kobietę, która nie ma w domu kwiatów, tzn. ma jeden i to właśnie jest aloes, który trzyma w swojej sypialni na parapecie. Więc coś w nim musi być niezwykłego, skoro zdecydowała się na ten jeden jedyny, zwany aloesem 😉

Sok z aloesu ma wiele właściwości zdrowotnych. Staram się pić taki sok w roku z dwa razy, robiąc sobie w ten sposób kurację wzmacniająco- oczyszczająco- chroniącą.


Sok z aloesu właściwości:

* Oczyszcza organizm

* Odchudzanie.

* Dobre trawienie.

* Odtruwa.

* Zmniejsza stany zapalne.

* Działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczno i antywirusowo.

* Wzmacnia układ odpornościowy.

* Alkalizuje ciało.

* Należy do adaptogenów.

Itp.

 

Skrzydłokwiat

„Ta piękna roślina oczyszcza powietrze z różnego rodzaju lotnych związków organicznych, zwłaszcza benzenu i acetonu. Benzen może być zawarty w woskach do drewna, lakierach i farbach, natomiast aceton w różnego rodzaju środkach czystości, zmywaczach do lakierów czy nawet emitowany przez urządzenia elektroniczne.”

Niestety mój skrzydłokwiat kwitnie słabo, a szkoda, bo bardzo mi się podobają białe kwiaty, którymi czaruje ludzkie oko. Postawiłam ją niedaleko telewizora. Niedaleko paprotki, rosną sobie razem w swoim towarzystwie, jest im raźniej.

 

Dracena

 Stawiając dracenę obrzeżoną w domu, zapewnimy sobie oczyszczanie powietrza z gazów uwalnianych przez takie substancje jak ksylentrójchloroetylen i formaldehyd, które spotkamy m.in. w wielu rozpuszczalnikach, farbach oraz preparatach uszczelniających”.

To był pierwszy kwiat, który pojawił się w tym domu, w którym teraz mieszkam. Jest niewymagająca. Nic ode mnie nie chce. Prawie nic. Rozumiemy się bez słów… 😉

 

Pilea / Pieniążek

Bardzo modna ostatnio roślinka doniczkowa. Nazwę Pieniążek zawdzięcza swoim okrągłym listkom. Zaprosiłam go pod swój dach na szczęście… Ma dobrą nazwę, która wygodnie się kojarzy 😉 Ma też wdzięczną urodę. Najprościej mówiąc – podoba mi się, ma w sobie urok i delikatność. Jest minimalistyczny. Niech rośnie.

*

To co nas otacza, ma na nas wpływ.  Kiedyś o tym pisałam dużo dokładniej Tu, jak miejsca, przedmioty i dom mogą działać  na człowieka, na jego samopoczucie, a bywa, że też zdrowie. Ja wierzę, że wszystko jest ze sobą powiązane, wszystko też jest energią, nawet zdarzenia i słowa, może nawet przede wszystkim zdarzenia i emocje.

Obrazy, kwiaty, świece, książki i kubki dostarczają mi przyjemności, takiej prostej, zwyczajnej, codziennej. Doceniam, że są, cieszy mnie to, nie są przymusem, są wyborem. Jeśli są, to dobrze, jeśli by ich nie było, to też nic strasznego by się nie stało. Są dodatkiem, który umila dom, mieszkanie, pokój. Umilacze. Ja szukam przyjemności w tym, co jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Uczę się przyjemności na prostocie i tym, co jest dla mnie dostępne. Gdy będę umiała cieszyć się z tego, co mam, doceniać to i celebrować, wtedy będę bardziej otwarta i przygotowana na to co dalej, co jeszcze nieznane, a też piękne. Wszystko zaczyna się na naszym podwórku…

Nauczyciele:

Kwiat, obraz, płomień świecy, herbata w kubku i książka.

Od nich się uczę. Wdzięczność. Jakie to szczęście móc zapalić pachnącą świecę w swoich czterech ścianach, usiąść, ogrzać dłonie na ciepłym kubku i podnieść wzrok znad książki i zatrzymać go na obrazie, który inspiruje i pomaga marzyć…

Jakie to szczęście!

Pozdrawiam asia

A czym Wy lubicie się otaczać, co sprawia Wam przyjemność, prostą, ale też ważną ? 🙂 

 

 

 

78 komentarzy do “To, co mnie otacza, co tworzy moją domową przestrzeń.

  1. Ojej ale mnie zaczarowałaś tym wpisem. Zapragnęłam mieć taki obraz – mój wymarzony, ulubiony, ukochany. Zapragnęłam poszukać “mojego” kubka”.. Mam sporo świec, kominek wodny, jeden, drugi. Kocham książki, w końcu mam swoją własną szafkę tylko dla nich. Uwielbiam zapalić świece, przygasić światło, zaparzyć herbatę, zamilknąć, czytać… Dziękuję Ci za ten wpis.

    1. Dobrze jest poszukać czegoś co będzie przeznaczone dla nas co nas ‘zawoła’ warto szukać, ale nie na siłę 🙂 Pozdrawiam!

  2. Lubię otaczać się przedmiotami funkcjonalnymi, zaś nie lubię “durnostojek”, toteż nie zbieram pamiątek. Jedyną ozdobą pozostają rośliny.

    Na ścianach wiszą obrazy, ale one bardzo szybko zmieniają właściciela i wędrują gdzieś dalej. Zostaje wtedy pusty gwóźdź i wtedy mam motywację, by namalować kolejny obraz.

    Kubki rozumiem. 😉 Chyba każdy ma słabość do kubków. 😀 Świece regularnie spalam, bardzo lubię otaczać się ogniem.

    Nie lubię kwiatów ciętych. Śmierć w wazonie.

    Mam paproć, ale nie rośnie najlepiej.
    Mam kilka rozsadów Aloe vera. Robię z nich soki.
    Skrzydłokwiat mi padł, nie wiem dlaczego. Zauważyłam, że w Szwajcarii zupełnie inne rośliny się trzymają. Teraz mogę uprawiać te, które zawsze zdychały mi w Polsce. I np. dracena mi odżyła jak przywiozłam ją tutaj do siebie.

    Jak nic się nie zmieni, to dzisiaj jedziemy do dużego sklepu ogrodniczego. Zobaczymy z czym przyjadę. :)) Zamarzył mi się ostatnio grudnik.

    1. Z tego co czytałam to Ty masz rękę do kwiatów, ja średnio, ale się nie poddaję 😉 Co do kwiatów w wazonie to tak trochę jak z choinką… Nie lubię sztucznej choinki, dlatego wybieram w doniczce a następnie ją wkopujemy gdzieś na wolności… Lepsze to niż nic. Udanych zakupów!

      1. Przyjechałam z tego sklepu z małą bromelią. ^_^ Kiedyś miałam większą i bardzo szybko mi padła. Wtedy po prostu zabrakło mi wiedzy o jej specyficznych warunkach. Teraz powinno się udać. ^_^

  3. Właśnie szukam obrazu do nowego salonu, szukam cierpliwie, nie spieszę się. Ostatnio zresztą stawiam na minimalizm i kolory. Twoje obrazy bardzo mi się podobają, pięknie oprawione.
    Wszystko o czym napisałaś jest ważne, ważne też są zegary i zdjęcia oraz lampy:-)

    1. Masz rację, szukać należy cierpliwie. Nie wspomniałam o lampach i zdjęciach w ramce a jest i tego sporo 😉 Nie da się napisać wszystkiego… W jednym pokoju w tym który opisałam mam 3 lampki stojące plus duża sufitowa 😉 Lubię światło małych lampek.

  4. Kubki, kubaski to moja miłość, z każdej podróży małej czy dużej przywożę jeden i pijąc z niego wspominam wyprawę i okoliczności nabycia. Mam tez obrazy i każdy z nich ma swoją historię, po jeden z nich jechałam z przygodami 450 km. No i za dużo książek, bo od lat kupuję po wypłacie przynajmniej jedną, najczęściej skusi mnie tytuł lub okładka i stąd sporo nietrafionych które rozdaję lub daję w darze.

    1. Po fajny kubek warto jechać i na koniec świata 😉 Książki to piękna podróż, ale też zawsze jakieś ryzyko, jak w życiu.

  5. A ja jestem “klamociarą” , Kocham antyki i starocie. Ale bardzo dbam o to aby dom nie był zagracony i aby dekoracji nie było zbyt dużo. Każdy przedmiot dobieram bardzo starannie i zestawiam z innymi również bardzo przemyślanie. Kocham też kwiaty, książki i świece. W domu jest sporo grafik, obrazów i starych fotografii.
    A co do historii rzeczy, uwielbiam zgłębiać ich tajemnice lub tworzyć je. I tu przypomniał mi się jeden ze starych postów na ten temat. Jeśli masz życzenie, przeczytaj 🙂
    https://wokolciebie.blogspot.com/2018/08/pani-szafa.html

    1. Przeczytałam. Szafy… Szafy im starsze tym lepsze 😉 Ile one dzwigają historii ,więcej niż pomieszczą ubrań… p.s. Też lubię stare fotografie-
      magnetyzujące…

  6. Wyczarowałaś piękne otoczenie. Jestem zachwycona twoim wnętrzem. Bardzo lubię kwiaty doniczkowe. Ta pilea bardzo ładny kwiat, oryginalny. Spodobał mi się również obraz tej pani. Te rzeczy mają duszę, nawet te kubki. Sprawiłaś, że poczułam się jak u siebie.

    1. O to chodziło byście poczuli się dobrze u mnie…, cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie 🙂 Dobrego dnia!

  7. Pięknymi przedmiotami się otaczasz. A to ważne. Może nie dla każdego, dla mnie tak. Ja też lubię otaczać się książkami i kwiatami. Dom bez jednych i drugich zdecydowanie traci na przytulności. Lubię też ładne obrazki na ścianach. I tu kolejna sprawa, która nas łączy – mój tata też maluje i mamy w mieszkaniu sporo jego prac:) Ładne kubki też lubię. Jedyne, czego mi brakuje z Twojego zestawienia to świece. Jakoś o nich zapominam. Ale coś czuję, że w końcu to się zmieni;)

    1. Więc wiesz co to znaczy obraz namalowany przez rodzica – wyjątkowe doznanie 🙂 Polecam Ci świecę, nawet jedną, ale naturalną, dobrze jest przed snem zerkać na płomień, a np wosk pszczeli ma zdrowotne właściwości o czym pisałam.

  8. Lubię kubki, mam ich sporo, a największy jest tylko mój. Fotografie w pozłacanych ramach wiszą nad schodami. Progenitura określa to jako “ściana płaczu”, ale ja lubię rano, gdy schodzę do kuchni przywitać się że wszystkimi: dziadkiem, babcia mi, rodzicami, dziećmi i Wnukam. Mam kilka starych obrazów ktore kiedyś dostałam za dobrą opiekę, a gdy przeprowadziłam sie do mbd, pewna blogierka namalowała mi kopię Adele – Klimta.
    Do kwiatów specjalnie ręki nie mam, ale parę mi nadal udaje się pielegnować:grudnik, kalanchoe, pieniażek i hoje.
    Bardzo dużo czytam, ale w ostatnich latach tylko z biblioteki, na szczęście dobrze zaopatrzonej również w nowości.
    Świec prawie wcale nie używam, bo nie cierpiał ich Ślubny, ale myślę, że pomysł z woskowymi jest ciekawy i pewnie się skuszę!

    1. Podobają mi się zdjęcia w ramkach które wiszą nad schodami, myślę że to dobre miejsce na zdjęcia, portrety… Skuś się na świecę z wosku pszczelego, na zdrowie 🙂

  9. Wszystko przepiękne – aż miło poczytać i popatrzeć. Z moich skrzydłokwiatów jestem bardzo dumna, rosną jak szalone – paprotki niestety nie udaje mi się wyhodować.

  10. Zaczarowałaś mnie tym wpisem. Ja jestem straszną minimalistką, ale właściwie lubię to co ty: książki, kwiaty, obrazy i świece, ale właściwie w moim mieszkaniu królują książki. Kiedyś miałam piękne kwiaty, niestety po szkodnikach tarcznikach, musiałam wszystkie wyrzucić i teraz te nowe jakoś nie chcą rosnąć.

    1. Ja też jestem bardziej za minimalizmem niż nadmiarem. A najlepszy to złoty środek… Trzeba się pilnować co łatwe nie jest 😉

  11. Nie jestem fanką przestrzeni, w której jest dużo przedmiotów i dekoracji, ale u Ciebie widzę, że każda z nich jest dla Ciebie ważna i do każdej przywiązujesz dużą wagę. I takie podejście jest podobne do mojego 😉

  12. Przede wszystkim kwiaty, do których niestety nie mam ręki… Książki i świece koniecznie bezzapachowe. I zwierzę. Kot na kolanach. Śpiący i mruczący. Jeszcze go nie ma ale będzie. Na razie wystarcza mi ten, którego mam w głowie 😉

  13. Twój dom musi być pięknym miejscem 🙂 Aż zapragnęłam wpaść do Ciebie na herbatę! Ja u siebie w mieszkaniu stawiam na minimalizm, ale nie przeszkadza mi jeśli u kogoś jest tego więcej i rozmieszczone z głową 🙂

    1. Piękny…to pojęcie względne. Ważny by był piękny dla tego kto w nim mieszka … piękno ma wiele barw, kształtów i definicji. Z przyjemnością napiłabym się z Tobą herbaty 🙂

  14. Ale pięknie ujęłaś to, że ” Zaprosiłam je pod mój dach.Bo czuję się w ich towarzystwie dobrze.”. Trudno byłoby nam żyć bez przedmiotów. Obecnie w świecie jest ich nadmiar dlatego warto robic selekcje.
    Tez nie wyobrażam sobie domu bez książek. Mam takze słabość do so- stworzyłam im półki i te, które upolowałam w trakcie podróży znajduja na niej miejsce. Tez bardzo lubię Świece. Ich zapach, światło.

    pozdrawiam

    1. Selekcje…właśnie wczoraj zrobiłam selekcje, wiele ubrań wyprowadzi się ode mnie 😉 Dwa razy w roku to minimum takiego wietrzenia przestrzeni. Pozdrawiam.

      1. Ja selekcję wiosenną zrobiłam w sobotę i podobnie jak u Ciebie kilka ubrań czeka wyprowadzka. Oj to prawda, warto robić takie wietrzenie przestrzeni 🙂

        cieplutko pozdrawiam

  15. Jakie piękne zdjęcia, a obrazy są naprawdę śliczne! Lubię otaczać się przedmiotami miłymi dla oka i tymi, które mają dla mnie jakieś znaczenie. Też mam dużo książek, kubków i świec. I lubię mieć je wokół siebie, chociaż na książki i kubki powoli brakuje miejsca. 😀

    1. Tak obrazy mnie zauroczyły i cieszę się że są u mnie i że będą towarzyszyć mi i moim bliskim, są pozytywne… 🙂 Dziękuję.

  16. Jestem minimalistką, nie lubię ciasnoty w pomieszczeniach. Kubki często przywożę ze swoich podróży, ustawione piętrowo zapełniają jedną z wiszących szafek. Lubię dużo zieleni, ale zawsze po sezonie zimowym część kwiatków doniczkowych marnieje.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Mimo, że lubię wiele przedmiotów to też zwracam uwagę by nie robiło się ciasno, by była przestrzeń która pozwala oddychać, jakoś trzeba to godzić 😉

  17. “ręcznie robionych, handmade, podobają mi się przedmioty z duszą, historią, starocie, pamiątki, kocham drewno, ” SIOSTRO <3 😀

    Twój dom musi być piękny.. pełen ciepła nie tylko artstycznego ale i rodzinnego… taki dom który widze na najpiękniejszych zdjeciach, dom w którym chce się przebywać….. pokazałaś skrawek piękna Twojego azylu, Twojej oazy… piękna ona jest <3

    1. Każdy z nas ma swój azyl, zwłaszcza Ci którzy prowadzą bloga… Uchyliłam trochę tych drzwi. Każdy z nas kto prowadzi blogi wychodzi na scenę i robi przedstawienie mniejsze, większe…, i azyl jest potrzebny gdy schodzi się ze sceny…A czy jest piękny? Hmm już wspominałam piękno to pojęcie względne to sprawa gustu 🙂 Bardzo Ci dziękuję, Siostro 😉

  18. Co do przepychu i minimalizmu…. wolę minimalizm… tak jak napisała Podróżniczka kiedy jest za dużo człowiek dusi się… jest za wiele i wtedy nie widać piękna bo te “wiele” je przytłaczka… z kolei pojęcie “wiele” to na pewno dla każdego co innego, ma inne znaczenie 😉

    U Ciebie zachowany jest porządek, umiar… każdy przedmiot, takżda rzecz ma swoje miejsce, swoje znaczenie, swoją historię…. dodaje piękna i głębi 🙂

    Książki w domu muszą być… chociaż kilka takich które mają dla domowników znaczenie… Dom bez książek? Dziwnie jakoś tak… 😉

  19. Piękne obrazy :). Ja lubię wnętrza w delikatnych np. kremowych barwach, z ciekawymi dodatkami. Stawiam raczej na ciepło niż skrajną elegancję. Zawsze jest u mnie pełno puchatych poduszek i zielonych roślinek :).

  20. Dla mnie otaczanie się pięknymi rzeczami ma również duże znaczenie. U mnie te rzeczy działają tak, że już samo patrzenie na nie sprawia mi przyjemność:)
    Lubię, gdy w domu jest porządek, wszystko ma swoje miejsce, ale nie jestem miłośniczką minimalizmu, bo takie ascetyczne wnętrza są dla mnie smutne i nie ma w nich życia.
    Ja też kocham kwiaty i kupuję je sobie bez okazji, gdy najdzie mnie ochota. Mam wtedy od razu lepszy nastrój. Uwielbiam świeczki sojowe. Też słyszałam wiele dobrego o tych w z wosku pszczelego i jeszcze bardziej mnie zachęciłaś:) Bardzo lubię przebywać też w otoczeniu kryształów, kamieni, roślin. Muszę mięć równiez wokół siebie kolory i piękne zapachy, dlatego ostatnio jestem zakochana w olejkach eterycznych. A gdy piszę ten komentarz, pali się u mnie japońskie kadzidełko;)

    1. Ja szukam złotego środka między minimalizmem a przepychem… 😉 Jednak jestem zwolenniczką jakości a nie ilości – tak mi się wydaje… 😉 Japońskie kadzidło? hmm jestem ciekawa bardzo tego zapachu…

  21. Mam takie samo podejście do otaczających nas przedmiotów 🙂 Piękne są te Twoje kubeczki! Ja dostałam od mojej babci dwie małe porcelanowe filiżanki z motywami ludowymi, które kochałam w dzieciństwie i nadal kocham <3

  22. Przedmioty, którymi się otaczamy dużo o nas mówią. Wyrażają nasz charakter (lub jego brak). W moim domu pod tym względem nigdy nie było minimalizmu, aczkolwiek nie zagracam mieszkania rzeczami, które nie mają dla mnie żadnej wartości. I tak zdecydowanie panuje u mnie … eklektyzm 🙂

  23. Piękny, subtelny post:)
    Lubię u Ciebie bywać:)
    Lubię otaczać się dobrymi, przyjaznymi osobami, kocham ludzi, rośliny, zapachy, smaki:)
    Z wiekiem cenię sobie spokój, bezpieczeństwo i spokojne poranki:)
    Dobra książka na przywitanie i zakończenie udanego dnia:)
    Muzyka, aby ukoić zmysły:)
    Spotkania rodzinne, jakże cenne i potrzebne:)
    Wnusio Grześ, to wielka radość i szczęście:)
    Dziękuję serdecznie za miłe komentarze na moim blogu, ciepłe słowa, pozdrowienia i życzenia zdrowia 🌷💖
    Tobie także życzę przyjemnego całego nowego tygodnia, buziaczki ślę:)

    1. Spokój ,to jest bardzo ważne, są chwile że najważniejszy, życzę tego Tobie, czytelnikom i sobie samej 🙂

  24. W Twoich postach zazwyczaj jest tyle ciekawych tematów, że trudno mi wybrać ten, do którego mam się odnieść w komentarzu, a przecież nie chcę tu pisać wypracowania 😀 Dzisiaj wybieram książki. Zauważyłam, że książki, które proponujesz i mi wpadają w oko, bo lubię magiczne klimaty, czuję się w tak wykreowanym świecie po prostu idealnie. Bo kiedy czytamy, wchodzimy w świat wykreowany przez autora, świat czasami tak ciekawy, że żal kończyć książkę. Z tego powodu często wybieram cykle książek, wtedy mam tego czasu więcej 🙂 Sprawdziłam, że “Zima czarownicy” to również książka z cyklu. Trylogia zimowej nocy. Oczywiście jest w moich planach!

    1. Tak, tak jak napisałam “Zima czarownicy” to trylogia, jest to trzecia ostatnia część… Magiczna 😉 Dziękuję Ci i dobrego tygodnia życzę!

  25. Tak… Nie lubimy dokonywać wyborów. Mamy zbyt miękkie serce, ale powinniśmy. Widzę to wyraźniej z wiekiem… Tak mało potrzeba do szczęścia i tak dużo zarazem! Usiłuję wyzbyć się nawyków, aby dostrzec zielony horyzont… Pozostanę przy tym kolorze i ślę pozdrowienia do Twojego pięknego świata!

    1. Nie lubimy, ale trzeba… Każdego dnia stajemy przed wyborami, czasami udaje się nam przeczekać, wyprowadzić w pole wybór… ale on wraca wcześniej lub później. I ja posyłam pozdrowienia do Twojego wyjątkowego świata… 🙂

  26. U mnie w domu rządzą obrazy, przywożone jako pamiątki z różnych miejsc, zdjęcia w ramkach i książki 🙂
    Kwiatków mieć nie mogę, bo zjedzą koty.
    Za kurzołapami nie przepadam, bo tylko to czyścić trzeba 🙂 a ja nigdy nie mam na to czasu 🙂

  27. Cudowne są te rzeczy 😉 a ja bardzo lubię piękną przestrzeń i lubię w takiej przebywać 😉 ostatnio otaczam się głównie kwiatami, ciętymi i o dziwo doniczkowymi też, dodatkowo masa zdjęć i góry 😉 w sumie mamy wszytsko powiązane z górami prawie ;D no i pamiątki, to jest coś, co musi być zawsze gdzieś tam obok mnie 😉

  28. …pani dzisiejszy opis, czytałam co dwudziesty wyraz, niczym okna domów mijanych w drodze , nie wiedzieć dokąd, dlaczego, …tyle ,że w oknach nikt nie wklejał gazety …ludzie żyli normalnie- to ja ich widziałam a oni mnie wszak nie. Zmusza mnie Pani do pytania:” dlaczego nie można po polsku”…usłyszałam że w chinach produkują wszystko z angielskimi napisami…ale dlaczego przed drzwiami mam napis welkome- mam rozumieć ,że za drzwiami mieszka ktoś kto się wstydzi mieć -dzień dobry-Szczęść Boże- kiedyś poznałam kobietę, która w pewnym momencie zaczęła mi opowiadać o sobie, że lubi pomagać, spotykać się , rozmawiać…ale ja nie lubię- odpowiedziałam i nigdy więcej się nie spotkałyśmy. Pewnie już umarła bo miała sporo lat. Przecież nie okłamię Pani ,że jestem zachwycona, że zainspirowana,że …. po co okłamywać obcych, bez znaczenia dla mnie ludzi…

    1. Szłam po klatce schodowej w bloku mieszkalnym. 15 mieszkań. I tylko na jednych drzwiach C+M+B 2020. A przecież to znaczy błogosławieństwo… To tak a propos drzwi, o których pani wspomina.

  29. Cudowne rzeczy i dom od razu robi się przytulniejszy. Ja bardzo lubię storczyki i kiedys mi sie marzy caly parapet w tych kwiatach, narazie mam 4 ale może w marcu skusze się na niebieskiego storczyka jak gdzies spotkam.
    Wspanialy post.

    1. Oczywiście ja nie mam ręki do storczyków…ale zawsze podziwiam te kwiaty w innych domach. Są bajkowe 🙂

  30. Przepiękny wpis, potrafisz oczarować czytelnika 🙂 Bardzo ważne jest to, czym otaczamy się na co dzień. Ja uwielbiam kwiaty, różnego rodzaju, dopiero je poznaję więc nie zawsze udaje mi się je dobrze wyhodować 🙂
    Pozdrawiam ciepło ♡

    1. Tak to ważne czym i kim się otaczamy 😉 Moja hodowla kwiatów też idzie średnio, ale się nie poddaję i zawsze jakieś kwiaty mam 🙂 Dziękuję ,pozdrawiam.

  31. Jestem minimalistką, nadmiar przedmiotów mnie przytłacza. Nie lubię dużo mieć. Jednak tak, są takie rzeczy, którymi przyjemnie się jest otaczać. Podpisuję się rękami i nogami przy książkach. To chyba jedyne rzeczy, których będzie bardzo ciężko mi się pozbyć ale niektórym muszę dać nowe życie. Wiem, że do nich nie wrócę a ktoś inny je pokocha. Książek mam bardzo dużo i już się nigdzie nie mieszą a nowe będą przybywać :). Zima czarownicy już mnie kusi ogromnie.
    Pamiątek też trochę mam. Lubię się otaczać zdjęciami bliskich osób, miłych wspomnień. Spojrzę na nie i czuję ciepło w sercu 🙂
    Świeczki też tak jak ty uwielbiam, różne najróżniejsze.
    Rękodzieło to wiesz. Sama dużo tworzę więc i otaczam się wszystkim co zrobię i co wykona mój mąż. To drugie jeszcze bardziej mi się podoba 🙂
    Miałam jeszcze figurki ale trochę odpuściłam. Jednak za dużo przestrzeni zabierały, zostawiłam tylko najulubieńsze aniołów i kotów 🙂

    1. “Jednak tak, są takie rzeczy, którymi przyjemnie się jest otaczać” – i o takich rzeczach jest ten wpis, o przedmiotach do których ma się słabość i wiele się im wybacza… 😉

  32. ciekawe.
    pamiętam kamienie, które ze mną mieszkają i kawałki drewna (niektóre mają już swoje imiona).
    pamiętam szyszki i kiedy nie ma wokół mnie tych nikomu prócz mnie niepotrzebnych rzeczy czuję się jak w hotelu, a nie w domu. Wolałbym pozbyć się fotela i TV niż bukowego korzenia, który czyściłem dwa tygodnie, żeby mógł zamieszkać ze mną i nie brudzić.

    1. Hmm… Bywa że i fotel dla kogoś jest tak ważny jak dla Ciebie ten kawałek drewna, wszystko zależy… Drewno w które włożyłeś swoją pracę i czas zyskało jeszcze większą wartość i sens, w co wierzysz -to żyje… pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *