Moje poranne rytuały, by dobrze wystartować + przepisy. Dzień dobry.

Moje poranne rytuały, by dobrze wystartować + przepisy. Dzień dobry.

Dobry dzień. Na wsi kochałam ten moment o świcie, gdy świt budził z pomocą koguta. Wyskakiwałam z łóżka, ze świata pierzyn i puchu i biegłam w świat, który miał tak wiele do zaoferowania. A piżama zamiast zostań w łóżku, biegła ze mną (na mnie) i bawiła się równie dobrze, jak jej właścicielka – ja. Wieś sprzyjała temu. Wieś o świcie zapraszała tak nachalnie, że nie było czasu na lenistwo i przedłużanie porannych rytuałów. Wieś i dziecko to było cudowne połączenie. Duet, który nie miał sobie równych. Pamiętam. Jestem wdzięczna, że mogę pamiętać, bo dziś coraz częściej pozostaje już tylko pamięć, o prawdziwej polskiej wsi. I o porankach, które niosły ze sobą obietnicę. Wszystko startowało z pianiem kogutów i wszystko zatrzymywało się dopiero, jak zmrok przykrywał szczelnie pola, łąki i drewniane płoty. Startowałam, gdy kogut śpiewał (mimo że z bliska boję się kogutów), zatrzymywałam się, gdy zmrok opadł na moje poszarpane włosy, włosy poszarpane wsią. Wspaniale poszarpane

Wtedy porannych rozrywek mi nie brakowało.

Dziś muszę zapewnić sobie poranne rozrywki-rytuały sama i pomóc im zaistnieć.

Jakiś czas temu pisałam Tu o moich wieczornych rytuałach, bo dobry dzień zaczyna się już wieczorem. By dzień mógł przyjaźnie wystartować, warto zadbać o to, by wieczór i noc była też przyjazna. Jeśli tylko możemy, jeśli mamy na to wpływ to celebrujmy także noc, nawet wtedy gdy śpimy… 😉 Więc zanim zaczniecie czytać o moich porannych rytuałach, które towarzyszą mi praktycznie każdego dnia, zajrzyjcie do wpisu o wieczornych rytuałach. Wtedy zaczniemy pobudkę.

Ja nie potrzebuję obecnie budzika, moim budzikiem jest Jagodzianka. Czasami Jagodziance coś się pomiesza, popląta, zapląta, przypląta i budzi wszystkich w nocy, budzi nawet księżyc, który w pełni chrapie

Jednak gdybym musiała teraz oddawać się i poddawać dźwiękom porannego zegara wybrałabym najbardziej subtelną, przyjemną i cichą muzykę, tak by mnie budziła delikatnie, jak dotyk puchu. To jest ważne, by nie zrywać się i nie wyrywać z objęć snu, szarpanina nie jest dobrym pomysłem na rozpoczęcie dnia.

To jak zaczniemy dzień, często jest wyznacznikiem tego, jak będzie wyglądało nasze południe i nasz wieczór. Poranek jest zaproszeniem całego dnia do naszego życia, jest przywitaniem. I zawsze jest zaufaniem, nie ma dnia i życia bez zaufania, musimy ufać, by iść. Każdy poranek jest też odwagą, wschodzące słońce każdego dnia odważnie rozciąga promienie, by zaczynać od nowa z nadzieją, zaufaniem. Każdy z nas jest takim małym/dużym słońcem, które codziennie otwiera oczy, przeciąga się jak kot i wyskakuje w świat – odważnie. Życie to odwaga. Oczywistość? Wyjątkowa oczywistość…

Zobaczcie jak ja najczęściej zaczynam dzień i co u mnie się sprawdza. Jak ja sobie pomagam, by sprawnie wystartować. Zapewne wielu z Was zaczyna podobnie, a może jednak kogoś zainspirują moje sposoby? Pobudka.

‘Poranek to przedsmak tajemnicy dnia’

 

1. OTWIERAM OCZY.

I, i każdy widzi to samo i każdy widzi co innego. Każdy słyszy podobnie i każdy słyszy inaczej. Mówią, że jaka Wigilia i Sylwester taki cały rok. Jakie myśli po przebudzeniu taki pewnie cały dzień… Energia poranna jest silna, odpoczęła w nocy podczas snu i teraz ma siłę, by zacząć. Można siłę tej energii wykorzystać, by sobie pomóc, a można też jej siłę skierować tak, że zaszkodzimy nie tylko światu, który nas otacza, ale przede wszystkim sobie…

Nie oszukujmy się, nie zawsze jesteśmy w stanie kierować energią tak, by było słodko, lekko i powabnie. Bywa różnie. Bo każdy dzień jest różny, niby podobny do poprzedniego, a już zupełnie inny. Nie wolno też walczyć na siłę z emocjami, emocjami nie zawsze lekkimi. Trzeba wyczuć, kiedy mogę podjąć wysiłek, by sprowadzić siebie na jaśniejszy tor, a kiedy dać tym szarym myślom i samopoczuciu zaistnieć. Obserwacja i akceptacja. Każde emocje są po coś. Muszą mieć ujście. Gdy czuję się do d*** to na siłę, za wszelką cenę nie będę gwiazdorzyła i udawała, że wszystko gra i śpiewa. I znowu ten złoty środek, tak zawsze cenny…

„Im więcej dobrej energii wygenerujesz o poranku, tym lepiej wejdziesz w nowy dzień”.

Gdy otwieram oczy widzę Jagodziankę. To już jest dla mnie dużo, a może wszystko. Gdy otwieram uszy słyszę Jagodziankę:

Mamino, ty kupasku…dzień dobry.

Nawet słowo kupas brzmi słodko z jej ust. Gdy słyszę dzień dobry i zaczepne słowo, wiem, że dzień się zaczął i znowu los daje nam szansę. I daje mi dużo.

Przytulanie.
Całowanie.
Droczenie się.
Stękanie (Jagodzianki).
I zaczynamy.

Gdy tylko pamiętam, jest modlitwa i błogosławieństwo. Powinnam jeszcze częściej pamiętać.

„Boże dziękuję Ci za szczęśliwą noc, za to, że znowu obudziłem się do życia”.

„Na cały dzień dzisiejszy niech mi błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty. Amen.”

 

2. PŁUKANIE UST OLEJEM.

Pewnie wielu z Was już słyszało o tej metodzie, innych może zaskoczę. Na internecie możecie znaleźć wiele informacji na ten temat. Od pewnego czasu i ja poddaję się tej metodzie na oczyszczenie nie tylko jamy ustnej, ale jak się okazuje całego organizmu

Początki nie były łatwe, jednak zalety tej metody oczyszczenia są tak duże, że zacisnęłam zęby i pomału dzień za dniem uczyłam się, systematycznie. Ssanie oleju powinno się wykonywać 10-20 min. Im dłużej, tym lepiej. Jednak ja ani nie mam tyle czasu, ani aż tak dużo cierpliwości i najprościej mówiąc – nie daję rady fizycznie tyle wytrzymać. Dlatego dostosowałam ssanie oleju do swoich możliwości.

5-6 minut każdego dnia.

Tyle daję radę i tego się trzymam. Może ktoś pomyśli, że 5 min to mało, a ja uważam i czuję, że to już jest wystarczające, by robić coś dobrego dla swojego ciała i organizmu. Jedyne co ważne to wspomniana systematyczność.

Każdego dnia przed umyciem zębów, przed wypiciem wody i przed jedzeniem, biorę płaską łyżeczkę oleju i płuczę usta przez 5 min. Wybrałam olej kokosowy, bo najlepiej odpowiada mi jego smak i zapach.

Następnie wypluwam do ubikacji, kosza (nigdy do zlewu!) i dopiero teraz myję zęby, pastą bez fluoru, o której więcej pisałam Tu.

„Terapia olejem powinna być przeprowadzona rano, na pusty żołądek jednakże, jeśli rano nie masz czasu lub po prostu wyleciało Ci to z głowy, możesz przeprowadzić zabieg o każdej porze dnia pamiętając jedynie, aby mieć pusty żołądek, czyli ok 4 godziny po ostatnim posiłku. Ślina i olej emulgują w twoich ustach, dlatego to, co wyplujesz powinno mieć biały kolor. Jeśli wypluwany płyn jest przezroczysty widocznie za mało energii zostało włożone w proces płukania. Zawartość jamy ustnej należy wypluć najlepiej do kosza, (aby nie zatykać rur). Należy pamiętać, że wypluwany olej może zawierać w sobie różne bakterie, dlatego najlepiej wypluć go w często opróżniane miejsce. Olej może zatkać rury w zlewie.”

Płukanie ust olejem to terapia, terapia zdrowotna.

W czym może pomóc ssanie oleju:

* Bóle głowy
* Zapalenie zatok
* Zapalenie oskrzeli
* Bóle gardła
* Katar
*Bóle zębów
* Krwawienie dziąseł
* Próchnica
* Zapalenie migdałków
* Przewlekłe choroby krwi
* Artroza
* Egzema
* Trądzik
* Choroby grzybicze
* Łuszczyca
* Choroby żołądkowe
* Choroby jelit
* Dolegliwości serca
* Problemy nerkowe
* Choroby kobiece
* Choroby płuc
* Dolegliwości wątrobowe
* Choroby układu nerwowego
I inne…

„Autor metody ssania oleju dr. Karach zapewnia, że udało mu się wyleczyć przewlekłą chorobę krwi, nękającą go od ponad 15 lat”.

Po 5-6 minutach ssania oleju, myję zęby.

 

3. BLASK ŚWIEC, TAKŻE O PORANKU.

Nie tylko zapalam świece wieczorami i zimową porą. Robię to, wtedy gdy poczuję taką potrzebę. Używam tylko świec naturalnych. Z naturalnego wosku sojowego lub pszczelego. I z naturalnymi olejkami. Blask i zapach, który pomaga jest dla mnie namacalną przyjemnością. Mam słabość do naturalnych świec, lubię mieć kilka i nie szczędzę sobie tej prostej/luksusowej przyjemności – dostarczają mi światło, zapach i poczucie, że robię coś co mi sprzyja, nie trują otoczenia, głaskają zmysły

Są takie poranki, poranki jesienno- kapryśne, są takie poranki zimowo-zimne, w których wybieram świece o zapachu, który pobudza, dodaje energii i szczęścia… Tak szczęścia, dla mnie to szczęście móc zapalić świecę, tak by rozjaśnić mrok budzącego się dopiero dnia. I poczuć zapach, który nie szkodzi, a pomaga. Aromaterapia można zdziałać cuda, a jeśli nie cuda, to dokłada swoją cegiełkę tak, byśmy mogli poczuć się lepiej, by zaradzić, by wesprzeć.

O świecach na blogu, będzie i jest – nie pierwszy i mam nadzieję nie ostatni raz. To taki mój cukierek, którego lubię 😉 Jakiś czas temu wspominałam Wam o świecach z Miodowej Mydlarni, dziś znalazłam coś co znakomicie sprawdza się w dzień, zapachy, które zostały stworzone, by umilić start. Dlaczego to takie ważne, by dobierać zapach odpowiedni do pory dnia, ale i do naszego samopoczucia? Bo są świece, które zostały zaprojektowane, tak by  nas wyciszyć, uspokoić i przygotować do snu. Zapachy, które mają nas zatrzymać. A o poranku potrzebuję coś, co da mi lekkiego kopa, coś optymistycznego i zachęcającego.

I znakomicie sprawdza się obecnie u mnie świeca o zapachu Energia od MoKa. W ofercie MoKa jest wiele propozycji, które mogą pomóc i które kuszą nie tylko pomysłowymi zapachami, nazwą, ale i opakowaniem. Lubię ładne przedmioty. Lubię ładne i proste przedmioty i taka jest MoKa 🙂 Estetyka i prostota, która wspiera poranny start. Oczarowały mnie.
Więc gdy idę przygotować sobie i Jagodziance poranne picie, zapalam bardzo często święcę o przyjaznym, rześkim zapachu. Jest jednak zawsze jeden warunek – zapach nie może być nachalny i duszący i na to zwracam zawsze uwagę zanim świeca trafi pod mój dach. Więc o poranku zapach energii i świeżości od MoKa, a później inny zaskakujący zapach i nazwa świecy, ale to za chwilę 😉

 

4. SZKLANKA WODY.

Szklanka wody najlepiej z cytryną, octem jabłkowym lub miodem. Proste jak but. Proste jak but, a czy już wszyscy tak robią? Ja najczęściej piję ciepłą wodę z dodatkiem soku z cytryny. Tak zaczynam. Właściwości wody z cytryną są duże i obiecujące. Po nocy ciało i organizm człowieka są znacząco odwodnione. Jedna szklanka to i tak za mało by uzupełnić płyny w organizmie. Ale przynajmniej niech to będzie ta jedna szklanka… Picie rano wody z cytryną przyczynia się do poprawy naszego zdrowia i lepszego samopoczucia, dodatkowo smak takiej wody jest dla mnie przyjemnością. Bardzo lubię. Kto woli słodsze smaki, niech wieczorem do wody doda łyżeczkę miodu, a rano doleje ciepłą wodę i na zdrowie! Ja nie wyobrażam sobie nie wypić na czczo szklanki/szklanek ciepłej wody. Ja piję szklankę wody z sokiem z cytryny, a Jagodzianka pije razem ze mną kubek ciepłej wody. Obowiązkowo w kubku z leniwcem w kolorze pobudzającej zieleni. Pijemy razem.

Aha, zapomniałam!

Pije z nami też myszka i zajączek pluszowy więc codziennie niosę 4 kubki wody! To nie żart.

Woda z cytryną na czczo to zastrzyk energii!

Już nie będę wymyślała, że najlepiej cytryna eko… 😉 Tak tylko wspomnę… 😉

Właściwości wody z sokiem z cytryny:

* Nawadnia organizm.
* Detoks dla organizmu.
* Poprawa odporności.
* Spala kalorie.
* Wspomaga trawienie.
* Pobudza metabolizm.
* Chroni przed infekcjami.
* Uzupełnia elektrolity.
I inne…

„Zarówno woda, jak i cytryna charakteryzują się właściwościami oczyszczającymi organizm. Woda z cytryną rano wspomoże usuwanie toksyn nagromadzonych przez noc oraz wspomoże pracę przewodu pokarmowego. Dzięki zawartości elektrolitów pobudzi organizm do działania. Oba składniki pozwalają także zachować zasadowe pH płynów wewnątrzustrojowych, ponieważ posiadają właściwości odkwaszające. Mimo że cytryna jest kwaśna, ma działanie odmienne.”

 

5. PORANNY PRYSZNIC.

Jeśli jest tylko na to czas, to warto wprowadzić ten zwykły- niezwykły poranny rytuał, o którym wspominałam też Tu, o którym wspominają Szeptuchy i zachęcają, by o świcie obmyć nie tylko twarz wodą, ale i ciało. Najlepiej wodą naprzemienną… Ciepła, zimna, ciepła, zimna itd. Wiem, nie jest łatwo

„Każdy dzień warto rozpocząć od wzięcia orzeźwiającego i budzącego do życia prysznica. Ten prosty rytuał daje zastrzyk pozytywnej energii oraz oczyszcza nieprzyjemną aurę otoczenia. Jak wiadomo skupiska energii w naszym ciele usytuowane wzdłuż kręgosłupa aż do korony głowy, w trakcie snu są otwarte. Przez to może w naszym otoczeniu zrodzić się negatywna energia, którą poranny prysznic likwiduje w okamgnieniu. Wyobraź sobie, że woda to światło.”

Woda jest prostym luksusem. Czysta woda obmywa… Nie tylko ciało, ale i myśli. Pozwala zmyć to, co niepotrzebne. Dodaje energii. O ile wieczorami lubię kąpiel z solą, o której wspominałam Wam w moich wieczornych rytuałach, o tyle rano jeśli już to prysznic, raczej w chłodnej wodzie z dodatkiem naturalnego mydła, lub naturalnego żelu o zapachu pobudzenia i energii.

Poranny prysznic może być znakomitą formą relaksu, ale też poprawy zdrowia i wyglądu naszej skóry. ( Jeśli znajdziemy czas…).

„Zimne prysznice przyczyniają się do poprawy ogólnego zdrowia, począwszy od polepszenia się zdrowia fizycznego do odczucia większego poziomu koncentracji i energii. Jak żałośnie to nie brzmi, zimny prysznic może być odpowiedzią na Twoje zdrowotne problemy, a najlepsze w tym jest to, że nie ma po nim żadnych skutków ubocznych”.

Co dostaniemy w zamian za zgodę na poranny chłodny (żeby nie napisać zimny) prysznic:

* Poprawa nastroju.
* Pomoc w utracie wagi…
* Zdrowsza skóra.
* Odprężenie mięśni.
* Lepsza odporność.
* Zwiększenie energii.
I inne…

 

6. ŚNIADANIE (DO ŁÓŻKA).

Nie zawsze jest czas i chęci na śniadanie do łóżka, ale jeśli jest czas, to czemu nie… 😉 Ze mną jest tak:

Nie wyjdę z domu bez śniadania,
Nie wyjdę z domu bez kawy.
Nie wypiję kawy, zanim nie zjem śniadania.

O kawie nie będę się rozpisywała tym razem, bo kto mnie czyta ten wie, że jest dla mnie bardzo ważna i że to jest mój jednej z najlepszych i najmilszych rytuałów w ciągu dnia. Celebruję ten moment. Wieczorem już nie mogę się doczekać na poranną kawę. Dla mnie picie kawy, zrobionej przeze mnie jest magią. Możliwie, że brzmi to szalenie, ale to jest moje domowe hyyge proste i niezwykłe zarazem. Bardzo mnie to cieszy, że mam takie magiczne chwile…  Że je zauważam.

Pamiętam, gdy byłam dzieckiem i miałam to szczęście często budzić się na wsi, w wiejskim domu, na wiejskiej, polskiej wsi to śniadania były proste. Wystarczył dobry, świeży chleb, masło świeże i swojskie, jajka od szczęśliwych kur i herbata lub mleko w wiejskim kubku bez ucha…

Dzisiaj też czasami robię sobie zwykłe, proste śniadanie i udaję, że smakuje jak te z dawnych lat. Nie ma już tego. Jednak się nie poddaję i szukam dobrego smaku. Gdy ‘przyjdą’ rano świeże, pachnące bułeczki to więcej już nie trzeba… No ok., jeszcze masło i kubek ciepłego napoju. A żeby było weselej, raźniej i przyjemniej zapalam świecę o zapachu:

‘Śniadanie do łóżka’.

Zabawny i zaskakujący zapach. Jednak muszę przyznać, że przypomina zapach śniadania. Subtelny. Pachnie i rogalikami i masłem i kawą… Lubię czasami taką zabawę zapachem, formą i zaskoczeniem… Wprowadza coś nowego. I znowu świeca od MoKa, która wywołuje uśmiech na mej twarzy. I słowa też mają moc, a nazwa tej świecy poprawia humor, ma tę moc, że poprawia 🙂 Zwykłe/niezwykłe śniadanie smakuje inaczej…

Jeśli mam ochotę na bardziej ‘skomplikowane’ śniadanie to, wybieram często:

OWSIANKA Z MASŁEM ORZECHOWYM:

* Płatki owsiane
* Woda/Mleko
* szczypta soli himalajskiej
* ½ łyżeczki oleju kokosowego lub masła klarowanego (oba mega zdrowe)
* Dobre masło orzechowe bez zbędnych dodatków.
* Rodzynki.
* Wiórki kokosowe.
* Banan.
* Łyżeczka domowej konfitury (smak wg uznania).

Spróbujcie tego połączenia, dla mnie to niebo w gębie!

 

MEKSYKAŃSKA JAJECZNICA (Nigella)

„To nie tylko najlepszy sposób na rozpoczęcie dnia, ale też świetny na zakończenie. Zresztą zawsze znajdzie się dobry powód, żeby zjeść taką jajecznicę. Nie trzeba szukać wymówek.”

Składniki:

* 2 łyżki oleju.
* 2 miękkie kukurydziane tortille
* 1 pomidor obrany i pokrojony
* 1 dymka posiekana
* 1 mała zielona papryka chili
* 4 jajka roztrzepane.
* sól morska lub himalajska.

Wykonanie:

1. Rozgrzej olej na patelni. Pokrój tortille na małe kawałki i wrzuć na rozgrzany olej. Podsmaż. Przełóż do miski.
2. Włóż na patelnię pokrojone pomidory, posiekaną dymkę i paprykę i chwilę podsmaż.
3. Dodaj podsmażoną tortille, jajka i sól.
4. Podsmaż tak jak lubisz.

Gotowe. Smacznego. (Kolejne niebo w gębie).

 

7. KSIĄŻKA.

Gdybym czytanie zostawiła tylko na wieczór, nie miałabym szans przeczytać tyle, ile bym chciała. I tak nie mam szans… Przy moim łóżku leży kilka książek, po które mogę sięgnąć nawet rano. Czasami jest tak, że razem z Jagodzianką czytamy przed wstaniem z łóżka kilka stron. Ona ‘czyta’ na głos swoją książkę, a ja czytam swoją (po cichu). Wieczorem przed snem to ja jej czytam na głos książeczki, codziennie, bez tego nie ma spania. Ale rano, jeśli mamy chęci i czas każda czyta sobie i swoje skarby.

Rano to nie jest czas na trudne książki. Rano lubię coś lekkiego, coś nieskomplikowanego i coś, co zaczaruje i mnie i mój dzień.

Gdy Jagodzianki nie było na jeszcze na świecie, miałam możliwość czytanie kiedy tylko dusza zapragnie, dziś, muszę dokonywać wyboru i wyszarpywać w ciągu dnia możliwość poczytania, zanim córka nie uśnie. Gdy zabrakło tej swobody i swawoli doceniłam jeszcze bardziej słowa pisane magicznie zamknięte w książkach.

 

‘Szczypta magii’ Michelle Harisson

Obecnie jestem w trakcie czytania książki nie tylko dla małych dziewczynek, ale chyba przede wszystkim dla tych większych, takich jak ja 😉 Baśń, bajka, opowieść magiczna. Idealna by w ciągu dnia i o poranku przeczytać kilka stron, poczarować trochę…

Jestem miłośniczką książek na faktach, ale jeśli książka mnie zaciekawi, czytam też te fikcyjne. Nie mówię nie. Ba. Tak naprawdę często mówię tak… Może nie tak często jak książkom na faktach, ale jednak mówię…

Książka porywa tajemnicą, przygodą, niewiadomą i magią. Trzy siostry… Więc to książka o kobietach, kobiece klimaty mieszają się z magią, z tajemnicą, a przecież kobieta to tajemnica… Książka Szczypta magii Wydawnictwo Literackie, przenosi nas w świat magii i baśni, czegoś czego na co dzień nie doświadczamy, a może doświadczamy, tylko każdy z nas na ten temat milczy… 😉

Trzy siostry więzione przez klątwę.
Trzy magiczne przedmioty, które mogą odmienić ich los.
Czy to wystarczy, by złamać przepowiednię?

Książka trzyma w napięciu, zabiera nas w podróż ku przygodzie okraszonej szczyptą magii. To znakomita książka by, dać się porwać i zabawić. Mnie książka przenosi w inny świat, a często tego szukam w książkach. Książka, która jest drogą, i zabiera czytelnika ze sobą w nieznane. I o to chodzi

„Nie zamierzała na niego patrzeć, zamiast tego skupiona na siostrach – nie wykluczała bowiem, że widzi je po raz ostatni. Zbyt późno zdała sobie sprawę, że spędziła ostatnie lata na marzeniu o rzeczach wielkich, nieświadoma, że nie ma nic ważniejszego od rodziny. Od kochania i bycia kochaną. Bo i jaki jest pożytek z najwspanialszych przygód, jeśli z nikim nie można się nimi dzielić? – Odnajdę was- powiedziała, cofając się niezdarnie…”.

Porywająca ‘bajka’, zaskakująca, dla dziewczyn, które czują wiatr przygody we włosach, a jeśli chwilowo nie czują to książka pomoże poczuć. Odskocznia od biografii, poradników i literatury faktu. Bardzo miła odskocznia, polecam Wam – małe i duże dziewczyny!

 

*

„Tutaj nie ma reguły ani jednej, poprawnej metody. Każdy robi to trochę inaczej”

Tak, nie ma. Tak, każdy robi to trochę inaczej.

Każdy z nas zna siebie najlepiej, nawet jeśli chwilowo twierdzi, że sam siebie nie rozumie… Dopasuj metody, pomoce i rytuały do siebie, nie siebie do rytuałów. Posprawdzaj, poszukaj, pokombinuj, powąchaj, dotknij i posłuchaj… Coś znajdziesz, coś dla siebie, coś co sprawi, że będzie łatwiej i lepiej. Coś co będzie twoim osobistym rytuałem, nawet jeśli inni też tak robią, nawet jeśli inni tak nie robią. Rób tak, jak ty to czujesz, nawet jeśli inni czują inaczej. Modyfikuj, ulepszaj, upraszczaj, dodawaj, odejmuj, pomnażaj…

A jeśli nadejdzie taki dzień, że ani olej, ani woda, ani śniadanie nie wchodzą w grę, to nie graj w tę grę. Zagraj w grę, którą podpowiada Ci intuicja, myśli, ale też ciało. Nawet jeśli kosztem nieumytych zębów… I takie chwile są i taka jest możliwość i to się przytrafia. ‘Ty tu rządzisz, Ty tu rozdajesz karty…’ 😉

Pozdrawiam, poranna asia :*

A Wasze dzienne/codzienne rytuały? Są? Jeśli tak to podzielcie się co u Was się sprawdza, by lepiej zacząć dzień? 🙂

78 komentarzy do “Moje poranne rytuały, by dobrze wystartować + przepisy. Dzień dobry.

  1. Bardzo wcześnie wstaję, i już na mnie czeka kubek z wodą i sokiem z cytryny. Rano tylko zimna woda i szorstka łapawica sprawiają, że energia mnie rozpiera. Potem śniadanie, oczywiście w łóżku, na przemian owsianka z owocami lub twarożek z pomidorkami i bazylią; w niedzielę jajecznica bez “nic”. A potem książka, prawie do południa, po którym dopiero zaczynam coś robić, chociaż nie mam nic specjalnego do roboty. Na emeryturze trzeba nieźle “główkować’ aby sobie zająć cały, długi dzień!
    Jak najwięcej przyjemnych poranków życzę!

    1. Nieźle główkować? Hahah fajnie to brzmi, ale też jest w tym sporo prawdy… 😉 I Tobie życzę udanych poranków i spokojnych nocy!

  2. Mam identycznie z wyjątkiem dwóch rzeczy: śniadania w łóżku nie jadam ( wyjątek, gdy jestem chora, ale to bardzo rzadko na szczęście) i nie stosuję płukania ust olejem ( jeszcze:) )
    Reszta, tak samo- także z całym dobrodziejstwem wsi 🙂

    1. Śniadanie w łóżku to tak dla urozmaicenia… i czasami i symbolicznie 😉 Dobrodziejstwo wsi… rozmarzyłam się 🙂

  3. Mój poranny rytuał to po pierwsze zdążyć wstać przed dziećmi i, przeciągając się powoli, obudzić we własnym tempie. To dla mnie bardzo ważne, żeby o poranku znaleźć tę chwilę dla siebie, zanim zacznę myśleć o dziecięcych potrzebach. Potem chwila dla Pana Boga, takie moje poranne spotkanie z Nim, wsłuchanie się w Jego Słowo… A potem już budzą się dzieci, więc wszystko nabiera przyspieszenia…;) PS. Namówiłaś mnie na świece:) Muszę koniecznie skosztować tej magii, o której piszesz:)

    1. Też lubię mieć chwilę dla siebie, przed wszystkimi i przed wszystkim… nie zawsze się uda, ale staram się pijać kawę w spokoju i celebrować takie chwile zwykłe. Słowo Boże to jest moc… 🙂

  4. Podziwiam realizację pięknie zaplanowanych dni w dodatku z Jagodzianką 😉 Woda z cytryną jest u mnie na porządku dziennym już od dawna i staram się aby cytryny były eko. W łóżku jadam tylko w czasie choroby. Co się tyczy świec to zapalam takową tylko na Wigilię, bo nie przepadam za ich zapachem. Musiałbym rozejrzeć się za naturalnymi świecami 😉 Książki czytam najczęściej wieczorem w łóżku. Moim złym przyzwyczajeniem jest picie kawy przed śniadaniem. Obecne życie, w którym mam mnóstwo czasu nie starcza mi go na zaplanowane działania. Wszystko robię wolniej, bez pośpiechu. Czasem do południa chodzę w nocnej koszuli. Życzę dobrego piątku i udanego weekendu 🙂

    1. Ja też nie lubię nachalnych zapachów świec dlatego wybieram subtelne kompozycje zapachowe, naturalne olejki w nich zawarte pomagają a nie szkodzą 😉

  5. O! Jest przepis na owsiankę:-) Brzmi pysznie! I akurat mam swojskie masło orzechowe w lodówce:-) Ale zanim ją zjem… Otwieram oczy (ok. godz. 5-tej) i czuję jak świat pulsuje, a ja poddaję się jego rytmowi… Wypijam szklankę ciepłej wody z sokiem z połówki cytryny i łyżeczką świeżo startego imbiru- koniecznie. Potem szybki chłodny prysznic i długie szorowanie zębów pastą, którą robię sama. Wyjście na fitness, który nakręca mnie na cały dzień. I bez którego nie wyobrażam sobie dnia… Po powrocie dłuższy prysznic i śniadanie. Absolutnie nie w łóżku! Bo to kojarzy mi się z chorobą. Potem…praca:-) Dalsza część rytuałów po powrocie do domu.
    O płukaniu ust olejem wiele słyszałam i czytałam ale jakoś nie mogę zdecydować się na stosowanie…:-(
    Pozdrawiam!

    1. Twój przepis na owsiankę też zacny 😉 Paste do zębów robisz sama? super. Ja nie przepadam za imbirem więc go unikam, natomiast do ciepłych ziół dodaję cynamon. Ja też nie jem śniadań w łóżku często raczej od święta, to miłe urozmaicenie.

      1. ‘Moja’ owsianka nabrała właśnie dodatkowej mocy 😉
        Chętnie służę recepturą jeśli i Ty chcesz zrobić swojską pastę do zębów:-)
        Kiedyś, z pewnych względów spędziłam w łóżku prawie 4 lata. Dzisiaj mam awersję do tego mebla i spędzany w nim czas ograniczam do absolutnego minimum. Szkoda, że nie potrafię spać na stojąco…;-)

  6. Śniadanie do łózka – nie!
    Woda na czczo tak, dobrze robi.
    Zamiast świec wietrzenie mieszkania, wolę świeże powietrze, świece w sumie rzadko…
    Po śniadaniu kawa i prasówka, jakieś drobne czynności w domu i wokół siebie i obowiązkowo długi spacer, dzień bez wybiegania jest dniem straconym, bez względu na pogodę:-)

    1. Blask naturalnych świec to miły dodatek, a świeże powietrze to konieczność, oczywista konieczność 😉 pozdrawiam.

  7. Każde poranne rytuały, które mamy są naszą mocą, naszym szczęściem. Niezależnie od tego jakie – są dobre.
    U mnie to wygląda tak:
    Jak dzwoni budzik, to kładę sobie pod głowę wyższą poduszkę, aby moje ciało miało szansę przyzwyczaić się do nieleżącej płasko pozycji. Jeśli jest ciemno na zewnątrz to zapalam cotton ballsy – są delikatne i ich światło mnie nie razi.
    W tym czasie jak sobie tak leżą przychodzą wszystkie koty. Bardzo często śpią ze mną, wtedy po prostu przysuwają się bliżej. Jeśli spały gdzie indziej, to ładują się na kocyk. Przytulam, głaszczę, witam – dobrze rozpoczynam dzień. Od mruczenia, lizania po rękach i cichutkich miaukach.
    Potem jest czas na prysznic. Co kilka dni peeling z kawy – robiony własnoręcznie, pachnący, głęboko nawilżający. Mój ulubiony.
    Potem pielęgnacia. Twarzy, rąk, czas dla siebie – krótki, ale przyjemny.
    Dalej przychodzi czas na jedzenie i kawę. Najpierw karmię koty, bo one są wiecznie głodne.
    Potem leki i przygotowywanie śniadanie, w między czasie budzenie reszty rodziny.
    I kawa.
    Zapach! Dźwięk ziaren mielonych w młynku. Zalewanie, patrzenie jak pięknie bąbluje i jeszcze mocniej pachnie. Dźwięk kapiących kropelek kawy.
    Parzenie kawy to rytuał.
    A potem jemy i pijemy razem.
    Jak mam dzień wolny, to potem nastaje czas dla kwiatów. Oglądanie listków, rozmawianie z nimi. Kwiaty, to takie dobre dusze. Jak czują się u nas dobrze, to pięknie rosną.
    Odkąd jestem blisko z naturą, czuję że jestem blisko ze sobą.

    1. “Każde poranne rytuały, które mamy są naszą mocą” – dobrze to napisałaś, nasza osobista moc. Zwierzęta wprowadzają w życie człowieka wiele miłości, budzenie się w ich towarzystwie to terapia i proste piękno! Tak opisałaś parzenie kawy że aż mnie zaczarowałaś… 😉

  8. Ja mieszczuch jestem, więc bywałam obudzona nie przez koguta, ale tramwaj, który wjeżdżał na skrzyżowanie torów o 4 nad ranem.
    Natura witała mnie zawsze ładnym wschodem słońca, który oglądałam z 9 piętra mojego wieżowca. Horyzont był stamtąd bardzo daleki i bardzo to sobie ceniłam. Dziś za nim tęsknię, za przestrzeniami nizin.

    Na wakacjach budziło mnie rżenie koni kiedy jeździłam na agroturystykę albo wiewiórki zrzucające szyszki na dach mojego domku, kiedy wybierałam samotny nocleg w środku lasu.
    Wtedy wychodziłam na pomost obserwować mgły nad jeziorem. Lustrzana, gładziutka powierzchnia zdawała się mówić “chodź na spacer po wodzie”. Ta mgły przybliżały się do mnie jak nocne mary. Było romantycznie i niezwykle zjawiskowo o świcie.

    Dlaczego olej nie do zlewu?

    1. Mgły nad jeziorem to jest wspaniale tajemniczy obraz, też lubię, mam takie miejsca na Mazurach gdzie jest prosta magia 🙂
      Czemu nie do zlewu? Znajdziesz wiele dokładnego info w internecie czemu nie do zlewu, a i w kilku zdaniach w moim wpisie jest o tym napisane czemu tak, a nie inaczej. Pozdrawiam.

  9. Matko już mi się tu podoba!
    podziwiam za płukanie ust olejem, wiaodmo, że kwestia przyzywczajenia, ale ja nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić ;oo szoook!
    a świece i czytanie porankami to jest coś co chyba musze zacząć robić 😉

  10. Całkiem przyjemne te rytuały, jednak wiem, że niektóre by u mnie nie przeszły. Nie wyobrażam sobie np. śniadania w łóżku(nawet jak jestem w szpitalu to czuję się wtedy mało komfortowo), ani płukania ust olejem(wiem, że bym zwymiotowała). Trudno mi też wyobrazić sobie czytania książek z samego rana(co prawda zazwyczaj w tygodniu wstaję ok. 4:30, ale nawet wtedy trudno mi by było wygospodarować na czytanie choćby 10 minut). Ale resztę jak najbardziej mogę przyjąć(zwłaszcza tą jajecznicę)

    1. O 4.30 to i ja bym nie czytała… Śniadanie do łóżka to ciekawa zmiana, a nie norma 😉 No i nazwa świecy mnie do tego zainspirowała…

  11. Piękne zdjęcia, wyjątkowo nastrojowy poranek!
    Ależ bym chciała mieć tę świecę-Śniadanie do łóżka! Tak musi pachnieć poranna radość 🙂
    U mnie rano musi być joga, zielona herbata i ulubiona muzyka od razu po wstaniu 🙂

    1. Ja z muzyką rano uważam, tzn. muszę mieć względny spokój, uwielbiam muzykę ale nie z samego rana, muszę dojść do siebie 😉 Świeca ‘śniadanie do łóżka’ naprawdę pachnie porannym śniadaniem 🙂

  12. Piękne rytuały. Dobroczynnego wpływu ssania oleju – doświadczyły moje zatoki. Po półrocznej kuracji kilka late temu, zapomniałam co to znaczy ból zatok, który uprzykrzał mi długie lata mojego życia. U nas woda z miodem i cytryną, potem śniadanie i mąż już czeka z kawą , bo śniadanie je dużo wcześniej ode mnie, ale kawę pijemy razem. To jest dla mnie najpiękniejszy poranny rytuał 😉

    1. A widzisz, więc ssanie oleju sprawdza się, u każdego inaczej ale jednak. Picie kawy razem z mężem to musi być miły rytuał, jest… 🙂

  13. Asiu, podziwiam! Ja to wszystko wiem, że szklanka wody z octem, że płukanie olejem, że świece naturalne ale prawie nic nie robię, czasem sporadycznie pół szklanki wody do popicia porannej tabletki. Na codzień barłożę się w łóżku prawie do południa i cieszę się , że mogę. Otwieram okno, przeciągam się, poczytam kapkę, okrywam się kołderką i dodrzemuję. Więc śniadanie u mnie około południa, solidne i często na gorąco

    1. Śniadania na gorąco to jest dobry i zdrowy pomysł. Kochana Ty wiesz co dla Ciebie dobre i rób jak Tobie wygodnie. “i cieszę się , że mogę”- i ja się cieszę ,że możesz tak by Cię to cieszyło 🙂

    1. Więc poczytaj o metodzie z olejem będziesz zaskoczona może spróbujesz… No i bierz przykład z babci, wie co dobre 🙂

  14. Poranne zorze… to chodzenie po porannej rosie boso…Wszelkie nawyki ułatwiają, ale dobrze, żeby były przemyślane. Woda tylko z pod prysznica. Rano kawka! Szybciutko do pracy – rytuał, który determinuje wszystkie inne…

    1. Jeśli boso to tylko w przyrodę 🙂 Praca…praca ach to ty… i w tym też jest prawda , stety/niestety… 😉

  15. Piękne te Twoje poranne rytuały.
    Jestem sową , a zatem rano stram się spać ile tylko wlezie- jednak praca nie zawsze na to pozwala. Mój poranny rytuał to z pewnościa śniadanie- bez niego ani rusz, lubię tez poranne prysznice oraz czytanie książki ( podczas jedzenia- wiem ,ze sie nie powinno, ale jak tak lubię to od dzieciństwa robić, że aż trudno to wykorzenić.
    Gdy mam więcej czasu lubię zrobic sobie maseczkę 🙂

    pozdrawiam

    1. Czytanie przy jedzeniu…hmm jeśli to Ci sprawia przyjemność to czemu nie? Raczej tak 😉 Maseczke jeśli już to ja wieczorami, rano olej mnie pochłania… 😉

  16. Nie słyszałam jeszcze o płukaniu ust olejem, może i ja spróbuję tej metody. Szklankę wody też planuję pić codziennie, ale niestety nie zawsze się to udaje. Fajnie, że wplatasz w posty również przepisy, chętnie z nich skorzystam. 😉

    1. Poczytaj o tej metodzie dużo dobrego o niej piszą. A szklanka wody to musi być! 😉 na zdrowie! Fajnie że dostrzegasz przepisy, pozdrawiam.

  17. Uwielbiam budzić się i tak po prostu cieszyć się dniem. Czytam i czasami myślę sobie – matko to już południe, a ja nadal czytam
    Woda z cytryną to najlepsze co mamy od natury
    Uwielbiam poranki
    Ale nie lubię owsianki

    1. Kiedyś też nie przepadałam za owsianką, teraz z tej ‘zwykłej’ owsianki staram się robić coś niezwykłego 😉 Masz rację woda plus cytryna to już bardzo dużo, a woda to dla ludzi, zwierząt i roślin – wszystko.

  18. Uwielbiam dni kiedy mam wolne, wtedy mogę celebrować poranki z kawką w ręku. Robię jedne z moich ulubionych śniadań mistrzów 😀 Najlepszy w tym wszystkim jest brak pośpiechu 😉
    Dzieciństwo na wsi wspominam tak samo jak Ty. U mnie śniadaniem była często bułka w mleku z cukrem. Prosta a takie dobre 😀

  19. Pięknie witasz dzień. U mnie obowiązkowo dwa poranne kubki mocnej kawy, słuchanie angielskiego lub niemieckiego. A potem 40 minut gimnastyki. Dużo dobrego słyszałam o wodzie z cytryną. Tak się zastanawiam po jakim czasie od wypicia wody z cytryną można zacząć przygotowywać kawę? Jeżeli wiesz, napisz proszę, bo ja bez kawy nie jestem w stanie wejść w dzień 🙂

    1. To intensywny u Ciebie ten poranek – i dla ciała i dla umysłu 🙂 Około 20 min po wodzie z cytryną można jeść i pić i przyjmować leki jeśli ktoś musi…

  20. Bardzo ciekawy zestaw obowiązkowy porannego przebudzenia. Nigdy nie mialam czasu na nic o poranku. Muszę zdecydowanie zmienić swoje przyzwyczajenia. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    1. Coś zapewne dla siebie znajdziesz coś co będzie Ci pomocą a nie kulą u nogi… Słuchaj swojego ciała i serca, jestem dobrej myśli 🙂

  21. Zgadzam się całkowicie z Tobą, że jaki poranek taki cały dzień. Prawie zawsze się to u mnie sprawdza. Fakt bywają przypadki, które wszystko odmienią w połowie dnia ale to nagłe dobre lub złe zdarzenia. Jeśli jednak chodzi o nasze ogólne samopoczucie to najlepiej jeśli pozytywnie nastroimy się od rana. Z tym, że nic na siłę też sie zgodzę. Czasem nawet poranne smutki bywają potrzebne a własne emocje trzeba zaakceptować. Dziś też zaczęłam dzień z książką. Zwykle czytam wieczorem ale taką miałam ochotę. Nie mam typowych rytuałów. Trochę bardziej słucham siebie tego czego potrzebuję. Może jedynym rytuałem jest właśnie kawa, którą piję w łóżku. Mąż wstaje wcześniej i zawsze mi ją przynosi. A poza tym czasem wstaję ożywiona i mało co faktycznie w tej piżamie nie wyskoczę na dwór pobiegać, a czasem przeciągam siedzenie w łóżku, że nawet pracę tam sobie przynoszę 🙂 Co do płukania ust olejkiem, z tego co wiem to na te wszystkie choroby to raczej nie pomaga, przynajmniej nic nie jest potwierdzone ale na ząbki może pomóc i na pewno nie jest szkodliwe. Za to woda to bardzo dobry rytuał. Ciężko mi go jednak wdrożyć. Wiem, że stanowczo zbyt mało piję. Pozdrowienia dla Ciebie i Jagodzianki :*

    1. “rytuałem jest właśnie kawa, którą piję w łóżku. Mąż wstaje wcześniej i zawsze mi ją przynosi” – bardzo mi się podoba taki pomysł zwyczajny/niezwyczajny i z uczuciem… Co do oleju, do oleju ‘przyklejają’ się zarazki i bakterie które nagromadziły się w buzi podczas snu im więcej ich się usunie tym lepiej dla organizmu, im mniej ich dostanie się do organizmu tym nasz organizm będzie miał więcej sił na walkę z tym co nam szkodzi, więc w tym coś musi być 😉 Dziękuję i też pozdrawiamy :*

  22. Jesteś moją idolka to juz wiesz 🙂 uwielbiam Twoje informacje i dziś znalazłam kolejną o której nie słyszałam wcześniej, a która do mnie dotarła w sekundzie 🙂 mam olej kokosowy i będę z nim walczyć… Zdrowie moje i mojej rodziny najważniejsze 🙂 wodę też pije i raz z cytryna a raz z octem jabłkowym, lubię zakwasić się trochę 🙂

    1. Fajnie że coś Cię zainteresowało poczytaj jeszcze o tym więcaj bo ja zawsze szkicuję jakieś info bo wiem że w necie jeśli ktoś będzie zainteresowany na poważnie to odszuka sobie konkrety. A ja jestem fanką Twoich podróży i zdjęć – bajka! 🙂

      1. Mój maż jest fajnem zdrowej żywności i zdrowego trybu życia i po Twoim wpisie od razu mu powiedziałam o tym oleju i od dziś trenujemy 🙂 ciężko idzie ale będę konsekwentna 🙂

  23. Kiedyś nie trzeba było budzika bo był kogut, a teraz kogut co poniektórym przeszkadza i to na wsi. To znaczy przyjezdnym z miasta. Co z tymi ludźmi się dzieje? Nie pojmuje normalnie. Ja uwielbiam pjanie koguta do dziś i nie wyobrażam sobie wsi bez niego. Piękne te twoje rytuały Puszku.

    Pozdrawiam najserdeczniej Ciebie i Twoją Rodzinkę. Buziaki dla Jagodzianki 😃😃😃😃

    1. Byłam jakiś czas temu na wsi gdzie jeszcze są krowy, kobieta opowiadała mi że nowobogackim którzy się tam osiedlają też bardzo przeszkadzają te krowy… Nie wiem co się dzieje z tymi ludzmi, nie wiem. Pozdrawiamy i my serdecznie 🙂

  24. Świetna sprawa i cudowne porady. U mnie poranek jest różny. Raz nie mam ochoty wstawać, a raz wstaję radośnie przed budzikiem. Raz poranek mnie męczy i nie mam na nic siły ani ochoty, a raz nucę robiąc śniadanie i zabieram się do pracy 😀
    Pozdrawiam ciepło ♡

  25. Ja z kolei, prawie zaraz po przebudzeniu, wychodzę do ogródka będąc jeszcze w piżamie. Poranne świeże powietrze bardzo orzeźwia i budzi, wietrzę też dom. Też miałam okres płukania ust olejem, niestety nie wyszło, gdyż akurat kiedy ja płukałam wszyscy “na gwałt” czegoś ode mnie chcieli 😀 Miałam dość i odpuściłam, chociaż teraz sobie myślę, że u mnie wieczorne płukanie mogłoby wyjść, ale chyba zaleca się właśnie poranne…

    1. Czyli tak jak Zosia z Pana Tadeusza…romantyczny zwyczaj i lekki jak poranne powietrze 🙂
      P.s. Można też płukać usta wieczorem!

  26. Witaj początkiem marca
    Poranne rytuały… Dobry sposób na zaczynanie dnia, ale tylko wtedy, gdy nie muszę wstawać o 5 rano go pracy:)))
    Pozdrawiam wspomnieniem pierwszego w tej zimy, chwilowego śniegu.

    1. O tak rytuały trzeba dopasować do nas i naszych możliwości 😉 Pierwszy marzec to dla mnie zapowiedz wiosny… pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *