Krótkie wyprawy. Z kawą w drodze. Slow go… Niemieckie klimaty.

Krótkie wyprawy. Z kawą w drodze. Slow go… Niemieckie klimaty.

Cel wyprawy nie jest tak ważny, jak droga. Przynajmniej dla mnie. To wszystko co po drodze, jest celem. W podróżny tej małej i tej dużej nie ma jednego celu. Jest tego więcej. Dlatego wyprawa, wycieczka, podróż, wypad, włóczęga mogą być tak bogatym doświadczeniem. Bogatym niematerialnie. Bogatym duchowo. Wycieczka może być jak za milion dolców, nawet wtedy, gdy w kieszeni tylko parę groszy. Jeden dzień w drodze lub miesiące w drodze, mają ten sam sens, cel i smak.

I ja pokochałam takie wypady.

Są częścią mojej układanki.

To nic takiego – może tak pomyślisz.

A dla mnie to tak wiele.

Ostatnio pisałam o domowym hygge i slow kawie w domowym zaciszu, którą w takim wydaniu uwielbiam. Jest jednak jeszcze jedna kawa w zupełnie innym wydaniu. Kawa, która mnie woła. I ja idę, jadę, biegnę za tym zapachem. Za obietnicą.

Kawa w drodze. W drodze slow. Kawa w drodze slow.

Zanim na świecie pojawiła się Jagodzianka, takie wypady i takie kawy to była norma. Jak chleb powszedni. Oddychałam tym na co dzień, oddychałam tym i w czasie snu. Tak wybrałam i tak miałam. Los pozwolił wybrać. Dziś takie wypady nie są tak częste, jak kiedyś. Jest to namiastka tego, co robiliśmy przed… przed małą dziewczynką, która gdy wyskoczyła z mego wnętrza od razu krzyknęła:

Stać!

I stanęliśmy. Bo stanąć trzeba było. Przynajmniej na początku.

 – Jagodzianko, stoję obok Ciebie, ramię w ramię i poczekam, bo już niebawem ruszymy razem. A teraz patrz i słuchaj, jak to się robi. Jak ubiera się buty, jak do plecaka wkłada się tylko parę potrzebnych rzeczy i termos z kawą. Kawą w drodze slow…

 Miejsc jest bardzo dużo. Nie trzeba wyjeżdżać za granicę. Można, ale nie trzeba. W Polsce jest wszystko, co pomoże odkrywać, zwiedzać, poznawać, zachwycać się i smakować. Polski krajobraz sprzyja drodze slow. Polskie lasy, pola, góry, dróżki i wsie sprzyjają piciu kawy (herbaty). Jest wszystko. I ja polską włóczęgę sobie chwalę, cenię i jestem za nią bardzo wdzięczna. Jednak tym razem wybraliśmy się do Niemiec do przygranicznych wsi i miasteczek. Niedaleko Polski. Czasu nie mieliśmy zbyt wiele. Bo wybraliśmy się bez Jagodzianki. I było nam to potrzebne. Gdy się zaczęło (wycieczka), to wrócił znajomy zapach wolności i swobody. I przysłowiowy wiatr we włosach. Bo wiatr we włosach jest w nas. To my dajemy mu szansę lub nie. To my go tak nazywamy albo nie nazywamy wcale.

Jeśli nudzi Cię ‘zwykła’ wycieczka, to nie czytaj dalej.

Jednak taka myśl pojawiła się teraz w mojej głowie:

– Czy to, co zwykłe nie jest niezwykłe? Czy zwykła wycieczka nie chce nam czegoś powiedzieć? Hmm…

 

*

Poranek był mroźny, ale krajobraz nie był przykryty puchowym śniegiem. Słońce świeciło wystarczająco dobrze. Ciepłe promienie słońca i mroźne powietrze tańczyły razem, tworząc zachęcający obraz i mapę, która miała nas poprowadzić tak jak kiedyś. Pogoda spisała się na piątkę. Więc i my chcieliśmy się spisać dobrze, nie zawieść tej pogody. Nie zawieść siebie

Auto napoiliśmy paliwem. Ubraliśmy się ciepło, kilka pogniecionych banknotów wcisnęliśmy do kieszeni spodni. Przygotowałam termos z kawą. Tak jak kiedyś. Tak jak lubię. Aaaa i jeszcze dwa kubki – wróciłam się szybko do domu. I w drogę. Drogę prostą. Drogę slow. Pomału, bez pośpiechu, bez celu, bez spiny bez… Jagodzianki 😉

Jest jedna z najważniejszych zasad takiej naszej drogi. Zatrzymujemy się wszędzie tam, gdzie poczujemy, że chcemy się zatrzymać. Zatrzymać nie tylko auto czy nogi. Zatrzymać się. Myśli, wzrok, ruch, oddech – oddech uspokoić. Delektować się miejscem, które nas zawołało i namówiło na zatrzymanie. Dać temu miejscu możliwość głosu. Słucham intuicji w takich sytuacjach w czasie drogi. Ona mi mówi, gdzie jest pozytywne miejsce. Moja intuicja podróżnicza jest już wystarczająco wyćwiczona. Ufam jej. Zwłaszcza gdy trzeba było w czasie wyprawy nocami szukać miejsca do spania, do rozłożenia namiotu.

Teraz wypatruję miejsca na kawę. Wypatrujemy. Jednak to do mnie należy ostateczna decyzja czy tu, czy nie tu 😉 Lubię pić kawę w swoim domu, ale bardzo też lubię pić kawę w drodze, na łonie natury. Jest tyle miejsc w czasie drogi gdzie kawa smakować może nieziemsko, ile jest gwiazd…

W samochodzie zdejmuję buty, puszczamy piosenki, które sprawiają nam przyjemność i rozmawiamy. O czym? O podróżach… O podróżniczych marzeniach, o podróżach innych ludzi, o podróżniczych blogach, o podróżniczych książkach o tym, co inspiruje nas do tego, by rozmawiać i marzyć. W czasie drogi często rozmawiamy o wyprawach naszych i nie naszych. Rozmawiamy, ale też patrzymy na to, co widzimy. W drodze rozmowa to dodatek, nie główne danie. Rozmowa w podróży to przystawka, a nie uroczysty tort. Tortem jest podróż.

 

ZA CO LUBIĘ KRÓTKIE WYPADY (1-2 DNIOWE):

1.  Kawa…

Jest trawa pokryta zimnym szronem, są ławki pokryte białym szronem. Są kawałki drewna pokryte styczniowym szronem. Jest strumień, który płynie – nagi.

Są dłonie przykryte ciepłymi rękawiczkami. I pierwsza kawa poza domem w domowym kubku i w Nowym Roku. Jest wszystko.

Słyszysz? Woda śpiewa.

– Widzisz? Woda tańczy.

– Czujesz? Kawa stygnie!

Lubię możliwość wypicia kawy tam, gdzie wzrok poniesie, tam gdzie wzrok pozwoli. Każdą porą roku. Każdą. Pamiętam kawy, gdy deszcz tupał uparcie, a my na przystanku autobusowym na jakiejś polskiej wsi, schowani i zadowoleni. Pamiętam nasze kawy, gdy śnieg sięgał wysoko, do nieba… Pamiętam brzegi rzek wiosenną porą i kawę w dłoni. Lasy i góry i termos. Tak było i niech tak będzie.

Już pisałam, że żadna kawa nie smakuje mi tak jak ta moja. Przyroda, natura i moja kawa, która w takich okolicznościach ma posmak wolności. Ja to czuję, ja to wyczuwam, lubię ten smak. Kawa poza domem jest pyszną odmianą.

Kawa łączy…

 

2. Szybki relaks…

Szybki, ale w rytmach slow. Wypady jednodniowe nie są skomplikowane. A mogą dać dużo. Pozwalają złapać oddech. Nie są też dalekie, bo w jeden, dwa dni zaszaleć w odległościach nie można. Wycieczka, która ma rozpocząć się jednego dnia i tego samego się zakończyć, jest ogólnie dostępna i to jest fajne. Pociągają mnie dalekie podróże, ale wiem, że te bliskie są potrzebne i dają naprawdę dużo, jeśli im zaufamy, damy szansę i dostrzeżemy ich potencjał.

Regenerują.

Wyciszają, nadszarpnięte myśli.

Pozwalają się odbić od tego, co codzienne i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.

Są prysznicem dla umysłu.

Rutyna zostaje zachwiana. Zostaje przechytrzona.

Wracam z takich wypraw z nową energią i na nowo mogę zabrać się za codzienny galimatias. Który też jest po coś i też za niego dziękuję.

 

3. Wsie…

Szukam polskiej wsi, ale nie tylko polskiej. Tam odpoczywam. Szukam pozostałości dawnej wsi, gdzie wieś żyła, a nie udawała, że żyje. Tam jest większa prawda… Tam można odszukać większą prostotę. Naturalny dźwięk, zapach i widok, który jest nagrodą, dla tych, którzy dobrze się przyjrzą. Ja pamiętam jeszcze prawdziwe wiejskie, polskie klimaty. Nie ma już tego. Są pozostałości. Mgła, którą jeszcze widać, ale uchwycić już jest trudno.

Gdy zobaczymy krowy na pastwiskach, zatrzymujemy się. Gdy zobaczymy owce i kozy też stajemy. Gdy zobaczymy szczęśliwe kury też często przystajemy. Gdy widzę kota na drewnianym płocie i dym z komina, który ucieka z poczciwej chałupy – hamuję.

Piszę teraz o tak prostych sprawach, że aż sama się nad tym zastanawiam. A jednak te sprawy, obrazy i rzeczy mają coś ważnego w sobie, skoro o nich piszę. Wyskakują litery z moich myśli, serca i układają się w opowieść, naturalną piosenkę. Piosenkę, którą lubię słuchać. Dobrze jest móc słuchać tego, w czym się pokłada nadzieję.

Lubię stare domy. Lubię w ich towarzystwie odpocząć, napić się kawy, pomyśleć i nabrać powietrza, głęboko na dno brzucha. Często takie domy są już opuszczone. A jednak coś mówią… I stodoły… Jak ja lubię drewniane stodoły! Wyczuwam tam pozytywną energię. Opieram plecy o stare deski i już. I już.

 

4. Stare miasteczka i kamienice…

Podziwiam stare kamienice i stare rynki. Podnoszę wzrok do góry, a moim oczom ukazuje się piękna architektura, której już się nie praktykuje. Jeszcze są. Jeszcze są kamienice, które zachwycają wyglądem i historią. One też coś mówią, tak jak wiejskie stodoły. Bardzo dużo mam zdjęć, na których zapisuję obraz starych miast i miasteczek. Małe rynki otulone małymi kamienicami. Urocze. Lubię odwiedzać takie miejsca i na ławce w towarzystwie starych kamienic wypić kawę. I też tak robię. Nowoczesne, nowe miasta, domy, ulice, budynki i sklepy – męczą. Wysysają energię. Człowiek nawet nie wie, kiedy to się dokonuje. A dokonuje się. Dlatego jak tylko mogę, uciekam i szukam starych miejsc, gdzie czuć ducha dawnych lat.

Stare kościoły są dla mnie schronieniem. Szukam przydrożnych świątyń, które sennie, ale dzielnie nadal trwają. Puste, stare kościoły są dla mnie jak SPA. SPA dla duszy. Autentycznie w nich odpoczywam. Wyciszam to, co niepotrzebnie krzyczy…

Ja tego potrzebuję i to mi sprawia namacalną przyjemność. Wsie i małe, stare rynki – można to połączyć w wyprawie 1-2 dniowej. Łączymy. Klimat dawnych lat jest czymś, co dobrze na mnie działa, trudno to wytłumaczyć…

 

5. Kasa…

 Nie trzeba wiele by wyruszyć. My bardzo dużo zwiedziliśmy na rowerze lub na piechotę. Samochód i motor są ciekawym dodatkiem, ale nie są priorytetem i niezastąpioną formą podróży. Zanim urodziła się Jagodzianka, rower towarzyszył mi prawie codziennie. Nigdy nie miałam takiej formy jak wtedy gdy rower był tuż, tuż. Podróżując rowerem, widzi się dokładniej. Widzi się rzeczy, których jadąc samochodem, nie ma się szans zauważyć. Doceniłam rower. Roweru nauczył mnie TJ (Tata Jagodzianki), pokazał mi co to w ogóle znaczy podróż rowerem. Pokazał mi filozofię podróży na rowerze. Jest tak prosta, że aż niezwykła. Wspaniała.

Ogniska nie są kosztowne. Kawa w termosie też jest tańsza niż ta w kawiarniach. Kanapki zrobione w domu też nie nadszarpną budżetu. Można zrobić sobie skarbonkę, słoik i wrzucać drobne na paliwo, aż coś się uzbiera, wtedy można pojechać dalej.

Gdzie sypiamy?

W samochodzie.

W namiocie.

W hostelach, gdzie w jednym pokoju śpi kilka osób.

W chałupach.

W schroniskach.

A jak los pozwala to w agroturystykach, które bardzo lubię 🙂

W Polsce i na Świecie stosujemy podobne zasady. Polska jest piękna, a świat wcale nie jest taki duży. Ludzie są wszędzie, przyroda jeszcze też. Można to wszystko ogarnąć.

 

6. Zdjęcia…

Gdy wyjdzie się z domu jest większa możliwość na zdjęcia. I za to też lubię wyprawy i wyjścia. Robienie zdjęć dostarcza mi wiele przyjemności. Robienie zdjęć resetuje głowę. Robienie zdjęć pozwala na większe bycie tu i teraz. Zdjęcia to jedna z naszych pasji. I tu nie chodzi o to, by robić dobre zdjęcia. Tu chodzi o robienie zdjęć. Sama czynność jest dla nas relaksem. Chętnie temu się oddajemy. Robienie zdjęć przyrody jest jak medytacja. Patrzenie w ciszy na przyrodę jest jak modlitwa. Zdjęcia są tajemnicą. Oglądając zdjęcia myślisz, że widzisz wszystko. Mylisz się, widzisz tylko małą część. Jednak już tylko mała część może być czymś intrygującym. Lubię zanurzać się w zdjęciach. Pływać w ich tajemnicy. Myśleć, że wiem wiele, nie wiedząc prawie nic.

 

7. Wolność…

Co to jest wolność? Jak smakuje? Jak wygląda? Co mówi? I jak mówi?

Ilu nas, to definicji może być tak wiele. Nawet najkrótsza wyprawa daje mi posmak wolności. Słowo wolność jest tajemnicą. Ma wiele barw i dźwięków. Nie wiem, czy to jest prawda, czy ja sobie tak wmawiam, ale podróże te małe i duże pozwalają mi wierzyć w wolność. To jest dla mnie wolność – droga. Nie można być prawdziwie wolnym, a nawet jeśli można to jest to nie lada wyzwanie. Dla mnie za trudne. Lubię łapać promienie wolności, wszystkich nie dam rady, ale jeden, dwa, trzy…

Gdy siedzę w namiocie, gdy wpatruję się w ogień z ogniska, gdy piję kawę na polanie w wyprawowym kubku, gdy mam brudne ręce i twarz, bo w podróży nie zawsze jest prysznic, a wody jeziora nie zawsze są wystarczająco ciepłe, wtedy nawiedza mnie słowo – wolność.

Gdy mam tylko jeden dzień, a chcę wyruszyć i napić się kawy pod starą stodołą i odpocząć na ławce na starym rynku wtedy nawiedza mnie słowo- wolność.

Nawet jeśli jest to naciągane, to nazywać tak to będę nadal, bo to daje mi kopa. Pozytywnego kopa. Warto szukać swojego osobistego, pozytywnego kopa. Każdy ma innego kopa, bo różnimy się, jak deski, z których zbudowana jest stodoła. Każda deska taka sama, a każda zupełnie inna.

Deski są podobne, a jednak różnią się od siebie. Wszystkie deski razem stworzyły coś wartościowego i pięknego- dużą, drewnianą stodołę.

 

*

Gdy zapada zmrok wracamy. Lekko zmęczeni, bo każdy wypad lekko męczy, ale zdrowo i pozytywnie. Góry męczą najbardziej, ale też najbardziej dają zdrowego kopa i wyciszenia – ja tak mam. Nie zawsze jednak jest czas, chęć i możliwość na góry. Nie zawsze trzeba spektakularnych szlaków, by móc zasmakować wolności, odpoczynku i zaczarować codzienność. Kolor nieba, które przygotowuje się do snu, zawsze może zachwycić i mnie zachwyca. Mgły, które unoszą się nad łąkami, są welonem ziemi. I widzę to wszystko, bo chcę widzieć…

Mnie takie krótkie, zwykłe, powolne wycieczki są potrzebne. Takie krótkie wyprawy przygotowują też do tych dłuższych i dalszych, są zapowiedzią… I wierzę, że blog puch ze słów, też przyjmie je chętnie. Odpoczęłam, pisząc dzisiejszy wpis, bo pisząc, ciałem byłam tu, ale duchem byłam tam– w drodze.

Co dziś Ci się podobało?- pyta on.

Podobało mi się: dziś. – odpowiada ona.

 

Pozdrawiam asia :*

P.s. Jagodzianka wita nas i mówi, że jadła konia z kopytami (tzn. kopytka).

Czy lubicie takie zwykłe 1-2 dniowe wypady? Jeśli tak ,to jestem ciekawa, co Wam dają? Bo co dają mi ,już wiecie 😉

 

78 komentarzy do “Krótkie wyprawy. Z kawą w drodze. Slow go… Niemieckie klimaty.

  1. Takie krótkie wyprawy też mają swoje wielkie plusy! I nie trzeba worka pieniędzy żeby było super. Kawa musiała smakować wybornie. Fajnie że wybraliście się raz bez małej. Czasem miło zrobić sobie taką randkę we dwoje. Zdjęcia Ci piękne wyszły. Śliczne miejsce. Te kamieniczki przeurocze. Dziękuję za piękny post Puszku. Trzymaj się cieplutko. Jak zwykle miło było poczytać twój post.

    Jeszcze raz wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    1. Było dobrze. Dobrze było. Polecam takie zwykłe wypady. Nawet samemu, bycie w drodze sam na sam ze sobą też jest ważne i potrzebne 🙂 Bardzo Ci dziękuję i ściskam mocno!

  2. Nie zawsze prowadziliśmy osiadły tryb życia…Włąściwie to podpisuję się pod każdą wyprawą , nawet do pobliskiego lasu…Tak naprawdę, to żyjemy w drodze z drogą i ludźmi. Los rzuca nam mapę naszych małych i milowych kroków…Napisałaś tekst z uczuciem! Czuję aromat kawy, który się unosi…

  3. Ostatnio coraz rzadziej decydujemy się na takie wyjazdy, bo mojego męża niestety nudzą, on z tych, co to potrzebują petardy, żeby drgnąć, okazać zainteresowanie. Jak już wyjazd to z wielkim hukiem i “ful wypas”. Na szczęście, udaje mi się go naciągać na różne trasy rowerowe, gdzie staram się jak mogę zarazić go pasją do małych rzeczy i na rowerach to jakoś wychodzi. Co do starych miast i kamienic w pełni podzielam Twoje uczucia. W każdym mieście szukam jego starej części i tylko tam czuję się świetnie. Jeśli miałabym mieszkać w mieście, to właśnie w takiej okolicy najchętniej 🙂

    1. Warto też samemu organiziwać sobie wyjścia, wypady i włóczęgi to jest zupełnie inna droga, bardzo osobista. Pozdrawiam 🙂

  4. Asiu, czytając ten post czułam, jakbyś wyjmowała każde słowo z moich myśli, moich odczuć, z mojego serca…
    Kocham to samo, delektuję się niezwykłymi miejscami, obiektami, miastami, wsiami .. Ważne jest jedno- muszą być stare, mieć klimat i historię! Ileż to daje radości, wow! Pozdrawiam, Pola

  5. W sumie to lubię zarówno te krótkie, maksymalnie trzy dniowe wypady, jak i dłuższe. Generalnie dla mnie jest ważne to, aby ten czas jak najlepiej spożytkować. Czasami jestem w mieście pełnym ludzi, innym razem w leśnym zaciszu. Ale za każdym razem chcę chłonąć wszystko dookoła najbardziej jak tylko potrafię.
    Pozdrawiam

    1. I o to w tym chodzi. Czuć to co się robi, czuć to co się dokonuje czy to morze czy to góry 🙂 Pozdrawiam.

  6. Jak spoglądam wstecz kilka dekad, mogę powiedzieć jedno :nie było nam dane to, co teraz jest zwykłą codziennością. Juz nie mówię o zamkniętych granicach, bo takie przecież do pewnego momentu były, ale o możliwościach i horyznontach, które sa teraz na wyciągnięcie ręki. Tylko chcieć!
    Dopiero na emeryturze zaczęłam podróżowanie, na dłużej, na krócej, ale teraz niestety, zdrowotne przypadłości ograniczyły mnie bardzo. Jesli w końcu będę mogła ot, tak, na pstryk pojechać gdzieś, na dzień, dwa, nie będę się wahać!
    Pozdrawiam ciepło!

    1. Masz racje, kiedyś podróże były utrudnione. Jednak tak jak napisałam, Polska ma wszystko co potrzebne jest do tego by poczuć wolność i smak podróży! Jestem za to wdzięczna 🙂 Pozdrawiam

  7. Miłość do podróżowania zaszczepił we mnie ojciec wsadzając mnie kilkuletnią w pociąg i wywożąc do swojej rodziny na Śląsk. Najwidoczniej ten jeden raz wystarczył, żeby potem już przez całe życie dążyć tylko do tego, żeby gdzieś jechać i nie cel, ale właśnie sama podróż jest najprzyjemniejsza. Każdy nowy rok rozpoczynam myślami o wyjazdach, każdą podróż kończę planując już następną, nieważne czym, jak daleko, byle w drodze. Rodzina patrzy na to krzywo, swego czasu nawet czepiali się moich samotnych wypraw do lasu i tylko jak jakąś mantrę słyszałam “I ty znowu idziesz do tego lasu…”

    1. Ja też gdy jestem w podróży pod jej koniec myślę już o następnym wypadzie, to takie uzależnienie 🙂 A las…a las to zawsze podróż. Pozdrawiam

    1. Takie wycieczki nie wymażą problemów ale pozwolą na nie zerknąć z innej perspektywy, a to już dużo 🙂 Pozdrawiam

  8. Jak zobaczyłam te pierwsze zdjęcia z termosem to od razu przypomniał mi się wypad do pobliskiego lasu jaki zorganizowałam sobie z moją przyjaciółką. Siedziałyśmy na zwalonym drzewie, piłyśmy herbatkę z termosu, jadłyśmy ciasto. Wokół nas cisza, szum drzew. Takie chwile są piękne. Oczywiście uwieczniłam je na zdjęciach 🙂

  9. Takie zwykłe wypady też mogą stać się niezwykłe. Aż nabrałam ochoty na taką małą podróż, na zobaczenie kilku miejsc. Dawno nie zwiedzałam ciekawych miejsc.
    PS Zdjęcia piękne! Też mam taki kubek do kawy (ten z niebieskim wzorem). 😉

  10. A mnie przypomniał się wypad z psiapsiółką, gdy śnieżną, styczniową porą wzięłam koszyk, w nim butelkę wina i dwie lampki i pojechałyśmy do pałacowego, łańcuckiego parku przy zamku. A tam na ławce zasypanej śniegiem, z widokiem na pałac, popijałyśmy schłodzonym winem nasze szczere rozmowy. Siermiężne winko w pałacowych klimatach.

  11. Dla mnie droga sama w sobie jest celem. Oj… ile ja się nawalczyłam z mężem, który zawsze musiał dobiec do celu jak najszybciej. Do tej pory czasem to mu się załącza. Dlatego wolę wędrować sama. Ale uczy się, to widać.
    Z kawą w drodze też mam przez niego kłopoty. Ja lubię sobie w pewnym momencie zboczyć ze szlaku, usiąść w jakimś epickim punkcie i patrzeć się w dal i popijać. Długo popijać najlepszą kawę z termosu, która nagle otrzymuje pięć gwiazdek walorów za okoliczności. Ale mąż wtedy siedzie obok i się nudzi, bo kawy nie pija. ;]

    Wiem, że dziecko każe się zatrzymać tylko na kilka lat w domu, a potem można wrócić do intensywnego życia, ale z uwagi na to, że ja nawet miesiąca nie potrafię wytrzymać, siedząc w domu, to podejrzewam, że potomek stałby się szybko kulą u nogi. Pragnąć brać odpowiedzialność za uczucia, które rodzą się w innych z mojego powodu, nie chcę aby potomek był przeze mnie nieszczęśliwy. A mogłoby tak być. Nie lubię gdybać, dlatego nie chcę rozmyślać, że wszystko by się zmieniło, oszalałabym na jego punkcie i również ja bym się zmieniła i wcale nie brakowałoby mi dzikości i podróży.
    Taką wybrałam drogę.

    O tak, zdecydowanie Polska oferuje nam bardzo dużo pięknych terenów. Sama jeszcze nie zwiedziłam nawet połowy. Brakuje mi poznawania własnego kraju.

    Wsi nie lubię, ale stare miasteczka i kamienice, owszem. 🙂

    1-2 dniowe wypady nie wymagają brania urlopu w pracy, dlatego często uskuteczniałam takie “rajdy”. To sprawiało, że często w ciągu roku czułam się jak na wakacjach. To porządny strzał energii na resztę dni.

    1. Uśmiechnełam się jak przeczytałam Twoje zdanie: kula u nogi… 😉
      Hmm Jagodzianka jest moją najtrudniejszą, najbardziej wymagającą i najbardziej niebezpieczną podróżą… Kocham ją.
      P.s. Celna uwaga – nie trzeba brać urlopu na krótkie wypady! Pozdrawiam

  12. Mam podobnie – celem bywa droga i to, co się w niej wydarzy, krajobraz za oknem, napotkani ludzie itd.
    Gdy na świecie pojawił się nasz syn nie ustaliśmy w drodze, czekaliśmy tylko, by był na tyle duży, by móc go zabrać, tym bardziej, ze nie mieliśmy auta, były za to pociąg, tramwaj, autobus, rower.
    Wyprawa nie musi być daleka ani droga, by mogła stać się przygodą…

    1. Ja też czekam jak córka będzie już gotowa i wierzę że ruszymy z kopyta 😉 Obecnie organizujemy wypady, ale to jest początek… Dziękuję za komentarz pozdrawiam

    1. Ja uwielbiam właśnie wypady w środku tygodnia, one smakują inaczej ja wtedy czuję większą wolność 🙂 Pozdrawiam

  13. Super, że umiesz się cieszyć z takich prostych rzeczy, że droga sama w sobie jest dla Ciebie celem… Jest w tym coś szalonego i urokliwego 🙂 Aż mnie natchnęłaś do tego, żeby usiąść i zaplanować nasze wyjazdy. Bo u nas bez planu nic się nie uda. Za dużo nas już na spontaniczność, a na wyjazd bez dzieci nie mamy szans. Ale z dziećmi i z planem też jest dobrze, i z takich wyjazdów też się cieszę 🙂. A spontaniczność zawsze może nam się przytrafić w drodze 😉

  14. “Wycieczka może być jak za milion dolców, nawet wtedy, gdy w kieszeni tylko parę groszy. Jeden dzień w drodze lub miesiące w drodze, mają ten sam sens, cel i smak.” DOKŁADNIe człowiek myśli ze wspaniała wycieczka to ta daleko, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo za ile a przecież piękno jest tuz pod naszym nosem, przed nami i obok nas, tylko my tego czesto nie dostrzegamy. Szukamy daleko zamiast patrzec co jest obok nas i z nami…. zamiast zobaczyć i poczuć z kim jesteśmy, kto jest obok nas… bo wspaniała wycieczka jest też w miłym towarzystwie 😉

    1. Gdy nie nauczymy się być sami ze sobą to towarzystwo innych też nie będzie wystarczająco dobre… Samotne wyprawy i te z drugim człowiekiem zawsze uczą, ale to też jest zawsze inna bajka 🙂 Interesująca bajka. Pozdrawiam serdecznie.

  15. „Patrzenie w ciszy na przyrodę jest jak modlitwa”- piękne zdanie. Ale ja w ogóle za każdym razem jak czytam Twoje posty, to się rozpływam, robi się tak błogo …
    A czy ja lubię jednodniowe wypady? Uwielbiam! I taką podróż kocham już od pierwszej sekundy jak tylko wsiadam do samochodu. I zachwycam się wszystkim, nawet deszczem 😘😘😘

    1. Zachwycasz się nawet deszczem – to pięknie bo deszcz jest piękny… Czasami bywa niewygodny, ale ma w sobie piękno. Cieszy mnie to że słowa moje są dla Ciebie puchowe… 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

  16. Uwielbiam podróże. Małe i duże. Dalekie i bliskie. I to wszystko co ze sobą niosą- poznawanie nowych miejsc, ludzi, potraw, zwyczajów, architektury itp. Lubię być w drodze i wszystko co ze sobą niesie. I kawę lubię 🙂

  17. My z mężem mamy tradycję wyjazdów świątecznych w nieznane z zupą w termosie. To jest niezapomniany smak – ciepłej zupy – na ławeczce w miejscu, do którego trafimy 🙂

  18. Uwielbiam podróże oraz takie krótkie wyprawy. Sa niesamowitym kopem energetyczno – psychicznym. Pozwalaja człowiekowi się zregenerować, zobaczyć coś nowego od codzienności, ktora nas otacza. Dla mnie tez liczy sie przede wszystkim droga, a nie cel podróży sam w sobie. Cel może sie zmienić a droga nieustannie moze zaskoczyc i przynieść coś nowego 🙂

  19. Zaczęłam iść z Panią i natychmiast… na początku :” hygge”, wyrżnęłam i rozwaliłam sobie wargę. To przypadek, ok .Idźmy dalej … osobiste wyznania. Nie jestem ciekawa wyznań ludzi. Nigdy mnie nie interesowało dlaczego to ,dlaczego tamto. Sekcja na potrzebę chwili lub niedowartościowania. Tak mi się myśli . Moje myśli ,moje prawo. Potem czytam dalej. Odstaję. Cholernie odstaję . Nie pasuję .
    Wycieczki, biorę dla siebie. Przetrawiam. Fermentuję . Powstaje strawność albo niestrawność ale ,żeby ją tak podawać jak obnażone ciało do używania. Jak klocki lego i dołączona instrukcja ale przecież klocki bez instrukcji mają sens. Dzieci w przedszkolu dostały klocki z samby .Drewno takie na prycze do saun bo nie nagrzewa się ale i jest lekkie. Dzieci dostały z takiego drewna klocki. Nic do siebie nie pasuje.Nic nie jest równoległe, prostopadłe, pomocne. Dzieci odpuszczają. Nie dają rady bo jak ustawić wieżę gdy ta się przewraca bo nie pasuje jak …być powinno ?… Najwięcej bawi się nimi wyjątkowy dzieciak. Odstający zainteresowaniami i postrzeganiem. Jednym pasują gotowe wzory do zastosowania ale to takie nieartystyczne, takie banalne. Ludzie nie powinni zakwitać….? Z siebie, sami…

    1. To tak jak pisałam o zdjęciach- wydaje się że widać na nich wszystko, a tam nie widać prawie nic… Tekst jest jak zdjęcie… 5 min z 24 h. Gdy kwiat ma zakwitać to nic go nie powstrzyma nawet biały ciężki śnieg, a gdy nie przyszedł jeszcze jego czas ,to nie zakwitnie nawet gdyby wylać na niego setki słonecznych nitek. Rozkwit nie przychodzi z zewnątrz przychodzi od środka. Pozdrawiam

  20. Bardzo lubię odkrywać polskie okolice, jest tyle pięknych miejsc, które czekają na takie odkrycie. Ale właściwie lubię każdą podróż, chłonę wtedy wszystko dookoła i cieszę się tym czasem. Na taką podróż wybieram raczej miejsca spokojne, bo tłumy okropnie mnie męczą. A kawa na wyjeździe wypita na świeżym powietrzu smakuje wybornie! Czasem trzeba się oderwać od codziennej rutyny, zmienić klimat, porobić coś nowego, chociaż na chwilę. To jest potrzebne i staram się wdrażać to w życie, kiedy mam okazję. Podoba mi się Wasza podróż, widzę dobre emocje i czuję zapach pysznej kawy :*

    1. To człowiek tworzy dobre lub złe emocje, podróż może pomóc wydobyć te lepsze, ale wszystko zależy od nas… Też jestem fanką polskich tajemnic ukrytych w przyrodzie, hostorii i miejscach 🙂 Udanego weekendu!

  21. Uwielbiam i uprawiam, bo nie mogę i nie lubię dżwigać ciężkich plecaków, waliz i innych ciężkich 🙂 Uwielbiam gdy po przyjeździe robię “przegląd miasta”, zapamiętuję gdzie co jest. Następnego dnia już jest mi bliższe. Rzadko odwiedzamy naszych sąsiadów. Gnamy byle dalej, a tuż obok mamy prawdziwe skarby. Dla mnie od pewnego czasu największym odkryciem są miejsca do których mogę dojechać autobusem lub tramwajem. To jest dopiero zaskoczenie! Polecam wszystkim. Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    1. “największym odkryciem są miejsca do których mogę dojechać autobusem lub tramwajem” – warta uwagi myśl 🙂 Dziękuje i pozdrawiam.

  22. Podobnie jak Ty, tak często jak mogę wybieram się na jedno, bądź kilkudniowe wycieczki.
    W termosie u mnie głównie herbata, ale kawę też chętnie wypiję 🙂
    I podobnie jak Ty uwielbiam małe miasteczka z niewielkimi ryneczkami. Ma to swój urok.

  23. To jest takie cudne co piszesz, w tym wszystkim chodzi właśnie o docenienie i cieszenie się z niewielkich rzeczy, a to jest podstawą wszystkiego. Cieszenie się chwilą, małą wycieczką. Nawet wypad i połażenie po pobliskim lesie, z koszyczkiem z kawą, jabłkiem i kanapką, która smakuje jak ekskluzywny obiad. To wszystko, to jest umiejętność cieszenia się , po prostu, bez gonienia za rzeczami wielkimi. Z ogromną, ogromną, przyjemnością przeczytałam Twój post i powłóczyłam się po pięknych miejscach. Dziękuję <3
    Pozdrawiam ciepło, Agness:)

    1. ‘z koszyczkiem z kawą, jabłkiem i kanapką, która smakuje jak ekskluzywny obiad’ – znam takie obiady i bardzo je lubię jestem za nie wdzięczna, a Tobie za komentarz 🙂 Pozdraeiam ciepło.

  24. Tak! Uwielbiamy takie krótkie wyskoki. Szczególnie we dwoje. Takie momenty są bardzo potrzebne. Kawa na powietrzu smakuje dużo lepiej. Bez planu, spontanicznie, nocując gdzie akurat jest opcja – w aucie, pokojach gościnnych itp.
    Dla takich chwil warto żyć 🙂

  25. Długie i krótkie podróże w tej najważniejszej – życiowej.
    Każdego dnia podróżuję stopami po mieście – ulice, domy, ludzi mijam, zanurzam się w parki lub rzekę… lubię.
    Czasem podglądam innych jak chodzą, spacerują, śpieszą się lub zawieszają w punkcie. Czasem schodzę z utartych ścieżek i szukam miejsc samotni… czasem się gubię, by coś odnaleźć.
    Kawa na szlaku to dodatkowy kolor – podnosi smak wędrówki o chwile delektowania się krajobrazem zamkniętym w kubku.
    Niezwykłość zwykłych rzeczy trzeba umieć dostrzec – Ty to potrafisz i sposób w jaki dzielisz się takimi spostrzeżeniami też lubię. 🙂

    1. Tak drogi są różne, wyprawy też takie, że każda inna… Każda bogata w swej naturalnej prostocie, i Twoje słowa też takie są jak droga… Pozdrawiam i dziękuję.

  26. Moja książka “Mój kraj nad Wisłą” /nie pamiętam czy ją masz/ składa się tylko z takich wypraw.
    I to jest moja odpowiedż na pytanie, które nam zadałaś na końcu tekstu.
    Pozdrawiam Cię serdecznie Puchu i gratuluję Ci talentu.
    Bo już chyba pisałam, że masz talent???

  27. Witaj przedwiośniem za oknem
    Tak…. Pogoda za oknem niezwykła, jak na tę porę roku. A w moim ogrodzie kwitną kwiaty
    Dlatego taka wyprawa jak najbardziej by się przydała. Ja w Twoim tekście zamieniłabym jedno słowo. Zamiast “kawa” napisałabym “herbata”. Może to dziwne, ale kawy nie piję w ogóle.
    Pozdrawiam jednak nadzieją na odrobinę zimy

    1. Kawa lub herbata jak kto lubi 🙂 Jeszcze nie czas na przedwiośnie ale w tym roku niestety pogoda zwariowała… Pozdrawiam serdecznie.

  28. Podróże pozwalają mi odetchnąć i nabrać dystansu, a do tego uwielbiam wspomnienia…żyje nimi każdego dnia… i nie ma znaczenia czy to jest długa podróż, czy krótka… ważne że odbyta razem…
    Myśle że fajnie by się nam razem spacerowało 🙂 kawa i spacer to coś co lubimy 🙂

    1. odetchnąć – to dobre słowo i podsumowanie. Oglądając wasze wyprawy to widzę się tam z Wami, myślę że byłoby genialnie 😉 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *