Joanna wchodzi do lasu

  Joanna wchodzi do lasu

Czerwcowy las jest tak nabuzowany zielenią i ogólnie przyrodą, że tylko czekać jak wszystko wybuchnie i uniesie się zieloną smugą ku górze, tam gdzie niebieski sufit świata skrywa swoje tajemnice i ogrom piękna. Niepojęty. Fascynujący.

Zieleń i błękit tworzą duet, który ma tak wiele do zaoferowania, że człowiek czasami sobie nie radzi z tak bogatym doznaniem natury i można oszaleć od tych dwóch kolorów, które otulają, porywają i odurzają.

Są takie lasy, są takie ścieżki i jest taki brak ścieżek, które rozkochały mnie w sobie i o których zapomnieć nie sposób. Lubię tam wracać i lubię je odkrywać na nowo, za każdym razem poznawać od innej strony, spojrzeć na nie inaczej niż ostatnio, poczuć tak jak nigdy wcześniej. Lubię wracać do tego co znam, co oswoiłam w jakimś stopniu, bo nigdy lasu i przyrody nie da się zrozumieć do końca i nigdy ostatecznie. Las zadziwia zawsze trochę inaczej. Znam i nie znam miejsca, do których wracam.

Mam takie leśne szlaki, które wyjątkowo mnie przywołują. Znam na pamięć drogę, która wiedzie między wysokimi i opanowanymi drzewami. Znam i… znowu nie znam.

O każdej porze roku ten sam las jest innym lasem.

W każdym kolejnym miesiącu ten sam las jest innym lasem.

Każdego dnia ten sam las jest już innym lasem.

 

I noce.

A noce w lesie to już całkiem inna bajka.

I każdej nocy to jest nowa bajka..

Las żyje, a kto chce żyć lepiej, powinien żyć, jeśli nie w lesie to blisko lasu, a jeśli nie blisko lasu to spędzać w nim sporo czasu… Pamiętać, że las jest (jeszcze), że czeka. Las to lekarstwo, które wymaga systematyczności i czasu, ale to jest dobre lekarstwo, bo to, co pochodzi z natury jest zawsze lepsze, niż to, co majstruje człowiek. Las uczy cierpliwości i tej cierpliwości wymaga od nas, jeśli chcemy coś zyskać i dostać. Jest o co zabiegać. To jest niekończąca się książka, pachnąca lasem i lasem pisana. Leśna encyklopedia życia.

Już tyle książek, wpisów i dowodów powstało na temat dobroczynnych, terapeutycznych i leczniczych właściwości lasu, a ludzie nadal temu nie ufają, nie wierzą. A ludziom się nie chce… zaufać, uwierzyć. A nawet jak zaufają i uwierzą to tylko na chwil parę.

I ja się muszę pilnować, by o tym nie zapominać, by ufać i zawsze poszukiwać tej wyjątkowej leśnej encyklopedii życia. Systematyczność jest kluczem w tej zielonej opowieści. Otwartość jest kolejnym kluczem i chęć drogi tej, która liczy kroki i tej drogi, która wije się w każdym z nas.

Przyznaję, nie zawsze się chce iść, ale gdy się już wyruszy do leśnego labiryntu to wyjść trudno, nie dlatego, że się zgubiło drogę, tylko dlatego, że się drogę odnalazło.

 

Joanna wchodzi do lasu…

Z trzema magicznymi książkami, z pajdą ciasta inspirowanego filozofią Świętej Hildegardy, z Jagodzianką, która już wypatruje jagód… Z marzeniami w głowie, ale przede wszystkim z marzeniami w sercu, z intencjami, bo w dobrym miejscu intencje mają większą szansę na rozbieg, ku mecie

Joanna wchodzi do lasu i zabiera ze sobą proste rzeczy, sprawy i bliskie osoby. Nic więcej w lesie nie potrzeba, tam dostaniemy więcej… Ufam i chcę wierzyć, że las po cichu, spokojnie i w tajemniczy sposób daje to, czego w danym momencie potrzebujemy. Las jest po to, by dać dom wielu zwierzętom, ale też po to, by wspierać ludzi w sposób subtelny, a jednocześnie namacalny, im więcej naszej obecności w nim, tym więcej leśnej, zdrowotnej subtelności będzie w nas. Taką mam nadzieję… To dom zwierząt, to też nasz dom

Zabrałam ze sobą trzy książki. Ich tematyka, klimat i przekaz bardzo dobrze odnajdą się w leśnym świecie. Tam je widziałam w wyobraźni i tam je zabrałam, a może to one zabrały mnie w podróż bajkową, a jednocześnie bardzo życiową. Bajka i codzienność przeplata się w tych książkach. Bo baśń można odszukać w naszej codzienności, a nasze życie skrywa baśnie, które mają czegoś uczyć i w piękny sposób prowadzić. W jednej z tych książek jest krótkie, proste zdanie, które tak naprawdę pasuje do każdej z tych książek, które pasuje do tego, by zdefiniować życie, by spojrzeć na życie właśnie tak:

 

„Twoje życie to wielki rytuał.”

 

Od początku do końca…

Mnie zatrzymało to zdanie, do mnie przemówiło i co to dużo pisać – spodobało mi się. Twoje życie to wielki rytuał… czyli życie to coś więcej niż codzienność, albo inaczej- życie to wyjątkowa codzienność, codzienność zbudowana z mniejszych i większych rytuałów. To zdanie daje naszej codzienności moc, wspiera naszą codzienność, która często wydaje nam się nijaka.

Gdy tak siedzę i rozkminiam nad tym zdaniem, to coraz bardziej widzę siłę tego zdania, ale i prawdę. Zdanie, które pokazuje, że życie to wielka sprawa (gdyby ktoś zapomniał…).

Autorką trzech książek, o których za chwilę wspomnę, jest Dora Rosłońska i od lata zgłębia prawdy i metody szamanizmu, które sprytnie, ale też naturalnie wykorzystuje w codziennym życiu, uczy się tego nadal i uczy innych tej wyjątkowej przygody, przygody, która swoje korzenie ma w przyrodzie, naturze, w świecie zwierząt. I właśnie ten świat przyrody w książkach Dory Rosłońskiej zainteresował mnie, ułatwił mi sprawę i porwał, tak jak porywa mnie las, a ja porywam Was do mojego lasu i do mojej opowieści o trzech niezwykłych książkach. Niech las i słowa pisane poprowadzą:

 

 

‘Przebudzenie lisicy’Dora Rosłońska

 

„Podróż do siebie, do Kobiety w Tobie, to podróż przez las.”

 

A kto zna lepiej las niż zwierzęta?

I właśnie zwierzęta przychodzą w tej książce z pomocą czytelnikowi. Zwierzęta pomagają nam też w naszym codziennym życiu. A Zwierzęta Mocy przychodzą z pomocą do naszego wnętrza tam, gdzie serce, uczucia i dusza.

„Zza drzew wychodzą zwierzęta mocy, które prowadzą Cię do poznania Siebie.”

Ta książka jest jak mapa, która może pomóc zrozumieć kobiecie to, jaka jest, co czuje, czemu tak czuje, co może zmienić i czemu jeszcze tego nie zmienia.

W lasach mapy się przydają, a życie przypomina las, więc w życiu mapy też są przydatne. I takimi mapami są różne sytuacje, których doświadczamy, ludzie, których spotykamy, modlitwa, muzyka, słowa i książki. Przebudzenie lisicy jest jedną z takich książek, która z pomocą przyrody, a konkretnie zwierząt pokazuje, naprowadza, pomaga stawiać sobie pytania, bo wcale nie tak łatwo zadać sobie pomocne pytanie, które ma gdzieś doprowadzić, popchnąć w odpowiednim kierunku, tak jak popycha pachnący leśnym runem wiatr. Wiatr, który dmucha zachęcająco w żagle/plecy.

Połączenie opisu zwierząt z opisem zachowań kobiecych, myśli kobiecych i kobiecego życia uważam za interesujące i mogące wnieść coś pozytywnego i kluczowego. To może być klucz, jeśli nie do wszystkich naszych wewnętrznych drzwi to na pewno do wielu. To wszystko zależy jak leży… To zawsze jest sprawa indywidualna i osobista, na to składa się sporo spraw, doświadczeń i naszej natury, bo naturę każdy z nas ma inną. Więc Zwierzęta mocy inaczej mogą przyjść i dać o sobie znać. Jeden poczuje to dogłębnie, drugi tylko powierzchownie. Praca z przyrodą, naturą, wszystkimi istotami żywymi może pogłębiać tę więź i proces. Nawet jeśli na początku to będzie delikatne jak źdźbło trawy, w późniejszym czasie może być już odczuwalne jak twarda kora drzewa. A drzewa mają moc potężną…

Autorka książki kładzie nacisk na kobiece klimaty z pomocą Zwierząt Mocy. Na przykład, znajdziemy w Przebudzeniu lisicy opis Pająka, Czarnej pantery, Wiewiórki itp.

W każdym zwierzęciu możemy odszukać swoje odbicie. Jeśli nie całe, to zawsze cząstkę, cząstkę, która jest ważna i niesie przekaz, lekcję, coś pokazuje. Obraz danego zwierzęcia pokazuje mocne strony kobiety, ale też to nad czym trzeba popracować. Niesie zachętę, ale tez przestrzega. Zwierzęta Mocy są po to, by wspierać, są mapą, jak las… Mogą być kompasem, ale trzeba się otworzyć na ich moc, na ich opowieść, bo one coś opowiadają i malują…

W opisie Czarnej Pantery znalazłam zdanie, które sobie zaznaczyłam. Wiele zdań zaznaczyłam, wiele zapamiętałam, inne zostawiłam dla innych, wzięłam takie, które były dla mnie przeznaczone, bo jak już wiecie, uważam, że każdy w książkach, czy opowieści znajdzie coś, co miało go odszukać w danym momencie:

„Zdradzę ci pewną tajemnicę. W pojedynkę jesteś silna, owszem. Jednak tworząc krąg z innymi kobietami, oparty na zaufaniu i współodpowiedzialności za kobiecą energię na Ziemi, doświadczasz przeogromnej wiedzy, akceptacji i mądrości Przodkiń, która płynie przez nas – kobiety.”

 

Zdanie dla mnie wyjątkowe.

I nie dlatego, że o tym wcześniej nie wiedziałam, nie słyszałam, nie wierzyłam.

Słyszałam, wiedziałam, a nawet wierzyłam.

Jednak to teraz, a nie wcześniej uderzyła mnie ta prawda. Zdanie, które dało mi wsparcie w chwili, w której miało dać.

W tym zdaniu (prawdzie) jest taka moc, siła, ciepło i wsparcie, którego wiele kobiet potrzebuje. Lubię i bardzo cenię bycie sam na sam ze sobą, szukam pozytywnej samotności, która jest dla mnie bezpieczna, wspierająca i która mnie przykrywa puchowym kocem.

Jednak jestem kobietą.

A kobiety, czy tego chcą, czy nie, czy w to wierzą, czy nie, tworzą grupę, plemię, krąg połączony niewidzialną energią, tego co było, co jest i co będzie. To nie jest łatwa energia, ale energia potrzebna i niezastąpiona. Tu nie ma podróbki. To jest energia oryginał. Ona daje siłę, nawet jeśli czegoś wymaga i uczy (często na błędach). Krąg nie zawsze wygodny, ale to jest krąg jak fundament, a jednocześnie krąg jak dach. Dom.

Każda z nas w tej książce odszuka zdania, które ją szukają. Zwróci uwagę na coś, innego niż ja, a ja zobaczę coś, co inna jeszcze nie widzi. Któraś z kobiet usłyszy coś w tej książce, czego ja może jeszcze nie muszę słyszeć… I to jest fajne w takich książkach. Takie książki dopasowują się do czytelniczki i do tego, czego ona szuka i potrzebuje. Zwierzęta Mocy czekają byśmy je dostrzegły, zaakceptowały, byśmy dały się poprowadzić.

Ja ufam drzewom, roślinom, wodzie – naturze i o tym jest też ta książka. Ufam też swojej kobiecości, bo po coś ją dostałam i uczę się z moją kobiecością współpracować, być jej sercem tak jak ona jest moim sercem – i to znowu proces, który warto zgłębiać, pielęgnować, poznawać coraz bardziej – i o tym jest też ta książka.

Połączenie przyrody ze światem kobiet – to dobre i naturalne połączenie:

 

„Dotknij kory drzewa i poczuj cudowną, boską energię w sobie. Swój potencjał, kreatywność, miłość i piękno. O tym jest ta książka. To mapa, która poprowadzi Cię do Ciebie. Przypomnij sobie kim jesteś.”

 

 

‘Kto spełnia marzenia w lesie’ – Dora Rosłońska

I mamy kolejną książkę Dory Rosłońskiej inspirowaną lasem, naturą i światem zwierząt. Opowieść, którą tworzy kilka mniejszych opowieści. Każda z tych mniejszych opowieści jest niepowtarzalna i odrębna, a jednak sporo je łączy, na tyle sporo, że mogła powstać książka, która zebrała kilka historii w całość. I znowu zwierzęta odgrywają tu znaczącą rolę.

Bohaterami tej książki są zwierzęta…

Bohaterami tej książki są ludzie…

Bo świat zwierząt i ludzi w tej książce się przenika i przeplata. Ja tak to czułam, czytając tę książkę. Dora Rosłońska z pomocą np. Lisa, Jeża, Zająca chce nam coś powiedzieć, coś co jest o nas – ludziach…

Książeczka gabarytowo mała, natomiast treść i przekaz wystarczający, by czytelnik mógł poczuć się zadowolony, by mógł coś odszukać. I znowu tak jak w poprzedniej książce każdy z nas znajdzie tu coś dla siebie, coś, co w prosty i naturalny sposób mówi o sprawach życiowych, codziennych i często kłopotliwych.

Książka zauroczyła mnie ilustracjami i prostotą, w której jak wiadomo siła.

Jest w niej opowieść o Jeżu, która wyjątkowo przypadła mi do gustu i serca. Opowieść nosi tytuł Być sobą mimo wszystko, i padają tam słowa, które Jeż wypowiada do innych zwierząt:

„Zaprosiłem was tutaj, by podzielić się moją pasją. Jeśli ktoś tego nie szanuje, droga wola. To jestem ja i nie zmienię się dla was, bo wtedy zdradziłbym siebie. Jeśli ktoś jest mnie ciekaw z dobroci serca, niech zostanie. Innym dziękuję za przybycie.”

Czemu Jeż wypowiada takie słowa i co się wydarzyło, że zdecydował się je wypowiedzieć? Tego dowiecie się już z książki ;).

W książce pojawia się też tajemnicze, magiczne drzewo, które ma coś do zaoferowania dla mieszkańców lasu. Przybyło na Ziemię, by spełnić swoje marzenie, ale przy okazji ma też propozycję/prezent dla zaskoczonych leśnych istot, które zgromadziły się na polanie, by podziwiać ten niezwykły spektakl – niezapowiedziane odwiedziny. Drzewo zamiast listków ma migoczące gwiazdki, a jak wiadomo, gwiazdki mają moc…

„Ludzie często patrzą w niebo i czekają na spadającą gwiazdę, by powiedzieć swoje marzenie. Wierzą, że wtedy się spełni. Moje gwiazdy same wybierają właścicieli. Kto otrzyma ode mnie gwiazdę, zyska siłę i odwagę, aby spełnić swoje marzenia.”

 

Więc kto spełnia marzenia?

Tego też dowiecie się z książki…

Zdradzę tylko tyle, że magia i siła jest bliżej niż myślimy…

Dzięki książce wracamy do natury i czegoś się uczymy – odpoczywając przy słowach, które maluje autorka książki.

 

„Ważne prawdy pokazane w prosty sposób dzieciom i ich rodzicom.”

 

Dzieci odkryją w książkę magię przeznaczoną dla nich.

A dorośli, jeśli tylko zechcą odszukają w książce magię dla siebie.

Morały, które pojawiają się przy opisie historii poszczególnych zwierząt, są cały czas aktualne, moim zdaniem nie ma przedziału wieku, który by mówił dla kogo jest ta książka.

Zaryzykuję:

Książka może być dla każdego.

Zwierzęta, które zapraszają nas do wspólnej podróży, przygody i drogi są jak lustro w którym możemy się przejrzeć. A jeśli nie lustro, tylko bardziej naturalnie to:

Są jak leśna, deszczowa kałuża, przy której możemy zrobić sobie odpoczynek i zobaczyć odbicie, odbicie różnych sytuacji, przeżyć i doświadczeń, które często znamy z naszej człowieczej codzienności…

Ja widzę tę książkę w lesie w czasie np. górskiej wędrówki i czytaną w trakcie postoju pod drewnianym schroniskiem. Widzę ją też czytaną w domu, gdy granatowa nocka puka do okna, a dziecko spragnione bajki wtula się w nasze ramiona. Widzę też tę książkę w okresie Świąt Bożego Narodzenia – gwiazdki, zimowa sceneria i marzenia, które się spełniają.

 

 

‘Emma wchodzi do lasu’ – Dora Rosłońska

I mamy trzecią książkę. Trzy książki jak trzy piękne leśne drzewa, które szumią, szepczą opowieść z przekazem, prostym przekazem, ja tak lubię.

Joanna wchodzi do lasu… z książką Emma wchodzi do lasu.

Jestem w trakcie czytania tej książki, ale już dziś chcę i mogę coś o niej napisać. Chciałam ją przedstawić razem z poprzednimi książkami, które Wam opisałam, bo to moim zdaniem pewnego rodzaju komplet. Połączenie. Te trzy książki to podróż autorki i podróż, w którą nas zabiera. Etapy. Przejścia. By zrozumieć i poznać świat Doroty Rosłońskiej warto sięgnąć po te trzy pozycje książkowe.

 „Emma wchodzi do lasu to książka wielowymiarowa”.

 No właśnie i o to chodzi, by można było odkryć w jednej opowieści też kilka innych historii. Jedno drzewo skrywa na swojej koronie wiele opowieści – liści. I tak jest z niektórymi książkami – wielowymiarowość. I czytając taką książkę to my – czytelnicy, decydujemy świadomie i podświadomie co odkryjemy, co zauważymy i co poczujemy, że jest dla nas. Uwielbiam tak to właśnie czuć.

„W tej książce zawierają się lekarstwa na osłabione instynkty zabieganych rodziców i wskazówki jak rozbudzić je u dzieci. Książka pulsuje rytmami natury.”

 Jak to się stało, że ja która jako dziecko biegałam całymi dniami po lasach, łąkach, pastwiskach, tańczyłam z naturą, zajmowałam się zwierzętami, też tymi całkiem dużymi i małymi kosmatymi, tyle swobody w tym wszystkim i znam to od podszewki, dziś już nie umiem dać tego wszystkiego mojej córce mimo, że się staram i coś tam robię w tym kierunku?

I często w tym wszystkim byłam sama, ale nie samotna!

W którymś momencie w czasach, w których żyjemy to się skończyło. Wyparowało. Ale jak i dlaczego? Kiedy był ten moment? Kiedy utraciliśmy (zwłaszcza nasze dzieci) tę naturalną wolność, odwagę i obcowanie z przyrodą?

Mimo że ja miałam szansę doświadczyć tego wszystkiego nie umiem dać tego Jagodziance tak jak bym w głębi serca chciała. Boję się o nią, nie ufam tak światu zewnętrznemu, nie wyobrażam sobie, by pozwalać jej na to, na co mi pozwalano. I obserwuję to praktycznie u wszystkich… Co się stało? I o co w tym wszystkim chodzi…?

Nie wiem.

Książka Emma wchodzi do lasu, może być odpowiedzią, a jeśli nie odpowiedzią to podpowiedzią. Właśnie po to ją czytam, by bardziej zaufać zewnętrznemu światu.

Książka jest przepełniona magią. Magią natury. Magią, która chce wejść do naszej codzienności, wspierać naszą codzienność właśnie dzięki magicznej prostocie przyrody. Ostatnio na blogu pisałam o Wewnętrznym dziecku, ta książka pomaga dotrzeć do tego dziecka. Właśnie takie książki sprzyjają podróży w głąb siebie do tego dziecka, którym kiedyś byliśmy, byliśmy i nadal jesteśmy tylko, że już inaczej…

Akcja toczy się w lesie, a las to dobra sceneria do tego, by zacząć podróż nie tylko tą zewnętrzną, ale też wewnętrzną. Dwie podróże, które mają jeden cel – poznawanie prawdy o nas samych. To jest najważniejsza prawda bo poznając siebie dopiero możemy zdrowo poznawać świat. Gdy zaprzestaniemy poznawanie swojego wnętrza (prawdy o nas) i rzucimy się w świat  to będziemy jak ryba, która rzuciła się na brzeg. Nie, nie odczujemy tego od razu, to będzie przychodziło z czasem – brak wygody i dyskomfort, który zacznie nam przeszkadzać, ale też będzie wymuszał w którymś momencie zastanowienie się:

Co jest grane, że nie gra!?

Emma w swoim baśniowym, magicznym świecie coś dla nas przygotowała, coś co może pomóc, a na pewno nie zaszkodzić.

W książce czytam:

 

„Wolna wola to jedno z najpotężniejszych narzędzi, jakie mamy do dyspozycji. Niestety, często o tym zapominamy lub jej nie doceniamy. Oddajemy swoją wolą wolę innym, by ktoś nas pokochał lub po prostu nie zrobił krzywdy. Stajemy się wtedy niewolnikami.”

 

By ktoś nas polubił.

By ktoś zaakceptował to, co piszemy i jak piszemy.

By ktoś zadecydował czy to, co robimy i piszemy jest potrzebne czy może raczej nie dzisiaj.

By ktoś miał prawo decydowania co jest prawdą, a co nie.

A przecież każdy ma swoją prawdę, o której my nie mamy pojęcia, każdy doszedł do swojej prawdy w sposób nam nieznany. Trudno oceniać prawdy innych i czy w ogóle tak się da?

Zastanawiam się na głos…

Sama zadaję sobie te pytania, by je przepracować, by się nad nimi pochylić, gdy znajdę czas 😉

Joanna z pomocą Emmy jest w lesie, nawet jeśli w danym momencie fizycznie nie jest to, jest myślą, gdy składa litery, które układają się w zdania – namalowane przez Dorotę Rosłońską.

 

*

Termos często towarzyszy mi podczas wycieczki, włóczęgi czy wyprawy. Termos z ciepłą kawą, herbatą to coś więcej niż tylko napój, to rytuał, to fajny dodatek do drogi, którą się pokonuje. To jest przyjemność dla ciała, ale i dla ducha. I wyprawowe kubki. Nazbierało się już ich trochę, jest w czym wybierać przed zapakowaniem plecaka. Jeśli nie biorę termosu, to zabieram małą turystyczną kuchenkę gazową i do tego obowiązkowo kubek, który nadaje się do tego, by postawić go bezpośrednio na ogniu. I to jest kolejna przyjemność, kolejny rytuał i kolejna prosta rzecz, która dla mnie jest rzeczą królewską.

A, że lubię jeść, zwłaszcza w drodze, na piknikach i w podróżach to zawsze coś przygotowuję co łatwo, ale i smacznie sprawdzi się podczas eskapady. Nie ma nic przyjemniejszego jak podczas postoju usiąść pod drzewem, wyjąć termos, jedzenie i być i cieszyć się nie tylko drogą, ale właśnie tymi postojami, przystankami, zatrzymaniem. Jedno bez drugiego jest niekompletne. Droga i zatrzymanie muszą tworzyć parę, by dobrze im się szło i dobrze odpoczywało…

Na zdjęciach widzicie proste ciasto inspirowane filozofią Św. Hildegardy. Przepis zaczerpnięty z jednej z książek opowiadającej o życiu, odżywianiu jakie proponuje Mniszka.

Ciasto zainteresowało mnie swoją prostotą.

Nie pamiętam, żeby podczas pieczenia, któreś ciasto pachniało tak jak ta babka orkiszowa.

Nie mogłam się nadziwić, zapach unosił się w całym domu i otulał – dobrocią, tak to czułam, zapach dobroci…

Ciasto inspirowane klimatami Świętej musi być dobre 🙂

Polecam Wam proste, szybkie ciasto, idealne na wyprawy, a przy tym tak smaczne i pachnące. Ja na naszej wycieczce posmarowałam dodatkowo masłem i dżemem, ale bez dodatków smakuje równie wyśmienicie.

Jeśli nie mamy kiełbasy w plecaku na ognisko to bardzo często mamy ciasto i tym razem jest to:

 

Babka orkiszowa

Utrzeć 150g masła, 250g nierafinowanego cukru trzcinowego oraz 4 żółtka. Dodać jeden cukier waniliowy, 1 proszek do pieczenia i 1/8 l mleka.

Całość złączyć z 400g mąki orkiszowej oraz pianą z 4 białek.

Przełożyć masę do natłuszczonej foremki i oprószonej mąką. Piec przez około godzinę w 160 stopniach C. Jeszcze ciepłą wyłożyć i oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

 

*

Gdy jesteśmy cały czas w drodze, gdy się nie zatrzymujemy, to nie jest też dobrze. Bycie w drodze jest konieczne i ja doceniam bycie w drodze. Ale bez postoju, zatrzymania, bez przysłowiowego pikniku, możemy coś stracić. Zatrzymuję się, by spojrzeć gdzie jestem, gdzie doszłam i co jest obok. Niech nogi odpoczną, niech myśli odpoczną… A obok widzę Jagodziankę, dostrzegam piękno i mam na nie czas. Nabieram sił i chęci przed dalszą drogą. Szlak i miejsce postojowe są mapą. Tak, postój też jest mapą… I książki, dziękuję, że trzy powyższe książki odnalazły mnie i poprowadziły w miejsca, gdzie jagody tworzą fioletowy, leśny ocean.

Pozdrawiam Joanna

Jestem ciekawa czy jesteście zainteresowani magicznymi, leśnymi opowieściami schowanymi w książkach, które dziś przedstawiłam? 🙂

59 komentarzy do “  Joanna wchodzi do lasu

  1. Kiedy przyjeżdżam do Polski, ile tylko mogę wolnego czasu spędzić w lesie – spędzam go tam z wielką radością o każdej porze roku i pogodzie. Rodzime lasy są zupełnie inne niż Szwajcarskie. Przyciągają mnie.
    Las żyje, las daje natchnienie, napełnia spokojem, napędza krew najzdrowszą prędkością. Las jest najlepszą receptą na bardzo wiele bolączek.

  2. Niesamowita leśna opowieść! Czytałam zafascynowana i z ogromną przyjemnością dałam się porwać w tę podróż. Tym mocnej serduszko zabiło, że należę do leśnych ludzi odkąd pamiętam. Wspaniały wpis, który wzbogacił mój dzień o mnóstwo pięknych myśli. Serdecznie pozdrawiam!

    1. Witaj Leśny Człowieku 🙂 Bardzo się cieszę że wybrałaś się ze mną w podróż lasem malowaną. Pozdrawiam.

  3. Piękne zdjęcia, cudowny, ciekawy wpis. Inspirujące propozycje książek. Do mnie najbardziej przemówiła “Przebudzenie lisicy”. I już wcześniej ten tytuł obił mi się o uszy. Tematyka świadomej kobiecości ostatnio wciąga mnie coraz mocniej wiec czuję że to coś dla mnie.

    1. Tematykę kobiecości mamy zapisaną w sobie, jednak różne pomocne mapy są mile widziane np. książki. Do mnie chyba przede wszystkim przemówiła: “Kto spełnia marzenia…” Pozdrawiam ciepło!

  4. dobrze poskakać w lesie. a kanapkę zjeść, albo napić się czegoś ciepłego, to jeszcze lepiej.
    mieć z kim, to już kompletna rozpusta. radość widać na zdjęciach. to dobrze.

    1. Tak ,to jest rozpusta ,ale rozpusta zdrowa i potrzebna, na wyciągnięcie ręki. Szczęście to nie jest ciąg, to są chwile, dla nich warto trwać i iść w las… 🙂

  5. Urzekły mnie te wszystkie Wasze wspólne chwile, które razem celebrujecie budjąc więź, tworząc wspomnienia… Mama i córka – Przyjaciołki <3

  6. Jako osoba znajdująca się na „pustyni życia” zatrzymałam się ( dosłownie i w przenośni )przy zdaniu, że warto czasem się zatrzymać, aby nogi odpoczęły i myśli. Zatrzymać się i dostrzec piękno. Las jest piękny, warto wejść w głąb i wyjść przesiąkniętym zapachem tętniącego życia.
    Piękny tekst❤️

    1. Pustynia też zakwitnie… Cieszę się że zdanie które wybrałaś zatrzymało Cię i mogłaś odpocząć w drodze <3

  7. U Ciebie zawsze coś pięknego i nowego. Autorki nie znałam, ale chętnie poznam. Ostatnio prześladuje mnie ” Biegnąca z wilkami” i myślę, że nadszedł czas, aby ją nabyć i przeczytać. Znając już trochę Twoje klimaty, mogę polecić książki Anny Niemczynow, w której autentycznie zakochuję się z każdą przeczytaną książką jej autorstwa. Absolutnie mój świat… Las mam w zasięgu ręki – i tam jestem szczęśliwa w pełni, czekam tylko , żeby w końcu deszcze przestały padać, bo trudno teraz się w nim poruszać. Pozdrawiam ciepło

    1. O Biegnącej z wilkami już tyle słyszałam i już sporo internetowych znajomych ma tę książkę, a ja cały czas się nad nią zastanawiam… Bardzo dziękuję za polecenie Anny Niemczynow, z przyjemnością poczytam o jej twórczości więcej! Serdeczne pozdrowienia.

  8. Zjechałam z chatty i właśnie się zastanawiam co wziąć do głośnego czytania na tegoroczną prawie SLOTową wyprawę. I już mam podpowiedź. Będą tam kobiety i kobietki, las i woda, tańce z flagami i fitnetiks, czas i ochota – Dora R. chyba się nada idealnie.

    1. Jeśli będą kobiety to Dora R. się nada 😉 Bo ta pisarka jest kobietą i pisze przede wszystkim dla kobiet, wraca do natury i zachęca! Dobrych wakacyjnych dni Kochana.

  9. Kochana
    Uwielbiam las i długie po nim spacerki 🌲🌳
    A wczoraj był w nim z Wnusiem 💙👶
    Obserwował słodko wszystko wokół 🤗
    Serdeczności zostawiam na miły dzień 🏵️☕🙋🌞

  10. Będę nudna lub mało oryginalna, ale zawsze czytam Twoje felietony, bo to już nie są tylko posty z wielkim zaciekawieniem.
    Każdy felieton to perełka recenzencka, gdzie refleksje na temat książek przeplatają sie z refleksjami na temat życia.
    Gdyby wszystko zebrać w całość, powstałaby bardzo kobieca i mądra książka.

  11. Jak zwykle pełno u Ciebie inspiracji – książkowych, kulinarnych i nie tylko… Ja też muszę sobie ciągle przypominać o bogactwie, które kryje w sobie las… Pozdrawiam ciepło – prawie już wakacyjnie i oczywiście leśnie, bo u mnie las na wyciągnięcie ręki…;)

  12. Las to mi kiedyś uratował życie 😉 Wielka siła z nich bije. Jest nawet taka terapia, która polega na przytulaniu się do drzew. To też coś dla mnie. Nie sięgnęłam jeszcze nigdy do książki o takiej tematyce, może kiedyś to nadrobię. Pozdrawiam, miłego dnia 🙂

    1. Polecam Ci książkę “Kąpiele leśne” kiedyś ją opisywałam. Moja mam zawsze mi mawiała bym przytulała się do brzozy… Coś w tym jest 😉

  13. Jesteśmy częścią natury a więc i lasu. Jeśli umiemy poczuć się jednością z lasem, wówczas odnajdujemy siebie i jakiś taki prosty, ale najcenniejszy rodzaj szczęścia…

  14. Las, to moje drugie ja!
    Od zawsze mieszkałam przy lesie, nawet wtedy, gdy się przeprowadzaliśmy . Mój Tato z Borów Tucholskich pochodzi, i te Bory są moim najpiękniejszym miejscem do życia, do szukania dróg, do ucieczki przed skutkami, do pocieszenia się życiem po prostu!

  15. Wspaniale, że mozecie spacerować w takich pieknych miejscach i jeszcze zachwycać się książkami i odpływać w magiczny świat wyobraźni 🙂
    Cudowne zdjęcia, miło na Was popatrzeć.

  16. Lubię przejść się czasem do lasu, taki spacer leśnymi ścieżkami jest naprawdę przyjemny. O tych książkach nie słyszałam, a widzę, że każda mogłaby mi się spodobać. 😉

  17. Bardzo lubię las. Wycieczki rowerowe, trasy “kijkowe” zawsze albo zahaczają albo wiodą przez las. Las, ahhh… daje tyle dobrego! Dla mnie las to feeria odgłosów natury- ptasia muzyka, szum liści drzew, kołysania się traw, ale i zapach, inna wilgotność. I dary lasu… Cudowności…

    1. Kto przeczytał ten był ze mną w tym lesie, ten jest w tym lesie nadal, bo mam nadzieję że słowa pisane w nas zostają… Dziękuję 🙂

  18. Śliczne książeczki Puszku. Chętnie przygarnęłabym wszystkie. Opowieści o lesie, ludziach i zwierzętach są wspaniałe. Super recenzja. Niedługo jadę do przyjaciółki do Lubuskiego, a tam lasów pełno, jezior też. Będę się sycić tą obecnością lasu. Jeszcze wcześniej planuje wycieczkę na Maciejową w Gorce. Tym razem z Jula. Jeśli będzie nocleg to super, jeśli nie trzeba będzie wracać tego samego dnia. Wolałabym żeby był nocleg w tej bacówce. Dawno nie byłam na Maciejowej.

    1. Dla mnie Gorce i okolice to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc Polski – uwielbiam i czuję się tam dobrze. Mam nadzieję że uda się Wam mieć nocleg w bacówce, ja gdy tylko się da sypiam w drewnianych schroniskach – to jest dobrze spędzony czas, zawsze 🙂

  19. w sumie to zaciekawióło mnie parę pozycji 😉 tak pięknie je opisałaś i połączyłaś z motywem lasu że wow 😉 uwielbiam las, ale i się go boję ;D głównie dlatego, że kompletnie się w nim gubię i rpzerażają mnie pająki 😀
    ale nie powiem, wyjście do lasu w czasie kwarantanny było dla mnie taką psychiczną odskocznią i ulgą, że wow!

    1. Ja w czasie kwarantanny byłam w lesie wzruszona wyjątkowo mocno i wdzięczna że przyroda trwa. Pozdrawiam 🙂

  20. Kocham las 🙂 Mieszkam w Górach Stołowych, więc lasów Ci u nas dostatek 😀 Najbardziej lubię chodzić po lesie jesienią, kiedy jest wysyp grzybów a słońce tak nie piecze i można się ubrać w bluzę lub sweterek. Las jest piękny, tylko te kleszcze psują atmosferę. Wiem, że to część leśnej fauny, ale mimo wszystko wolę trzymać się od niej z daleka 😀
    Pozdrawiam ciepło ♡

    1. Góry Stołowe… – piękne, malownicze klimaty! Kleszcze, i ja już wiele razy miałam z nimi do czynienia, ale się nie poddaję, przyroda jest przyciągająca 🙂

  21. Witaj drugą połową roku
    Już dzisiaj wyruszyłabym na taką wędrówkę po lesie. A do drzewa przytulę się już dzisiaj
    Pozdrawiam zapachem lipca

  22. Już słyszę, ze te książki przemawiają do mnie, wołają i kuszą swą leśną tajemniczością. Kocham las i kocham czytać, nie wiem co bardziej <3, chyba czytać w lesie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *