Tam, gdzie mewa zawraca- koniec świata, wiatrem malowany.

Tam, gdzie mewa zawraca- koniec świata, wiatrem malowany.

Bieszczady mają swoje końce świata. Kuszące końce… Są też końce świata na drugim krańcu Polski, daleko, daleko od Bieszczad. Nie wiem, czy te dwa końce wiedzą coś o sobie nawzajem, czy się znają? Ja je znam. Stanęłam na tych końcach. Spojrzałam przed siebie, otuliłam obraz wzrokiem, pięknie, aż końca nie widać! 

To są dwa zupełnie inne końce świata. Dwie różne krawędzie. Gdybym miała wybrać jeden z nich, nie byłoby to takie łatwe. Bo ich odrębność jest pociągająca i dająca wiele możliwość… Na każdym z tych końców są inne możliwości, inne cele i inne drogi. Łączy je jedno – smak wolności…

I wiatr.

W Bieszczadach wiatr uderza o drzewa, drewniane chałupy i zmęczony kładzie się na zboczach gór.

Wiatr na drugim krańcu Polski uderza o łodzie, murowane chałupy i zmęczony kładzie się na tajemniczej wodzie.

Swój koniec świata ma też Europa. Cabo da Roca – dziki i surowy przylądek stanowiący najdalej wysunięty na zachód punkt stałego lądu Europy. Tam, gdy stałam na stromych skałach, wpatrując się w przestrzeń i czując wiatr we włosach, miałam w sercu te samo uczucie co w Bieszczadach i w Nowym Warpnie -, że końce świata są potrzebne, by poczuć coś nowego, coś co pachnie wolnością. Koniec znaczy początek.

Wróćmy jednak jeszcze dziś do domu do Polski…

Tam gdzie mewa zawraca.

Tam gdzie mewa zawraca, usiadło nad wodą Nowe Warpno. Siadam obok. I słucham. Wody, bryzy, starych opowieści, a jest o czym słuchać, jest w czym się zasłuchać.

Sierpień łaskawy jest i sprzyja wycieczkom, namawia by coś lub kogoś odwiedzić, by wyruszyć, by zapukać. Otworzą, bo kto puka, temu otwierają…

A jeśli już coś  mam odwiedzić, to zapewne wybiorę koniec świata…

Nowe Warpno to malownicze miasteczko otoczone z trzech stron wodami Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Nowowarpieńskiego, z czwartej lasami. Jedno z najdalej na zachód wysuniętych miejsc w Polsce. Jak pięknie wygląda jego położenie najlepiej widać z lotu ptaka, warto odszukać takie zdjęcie w internecie.

By dostać się do Nowego Warpna, trzeba pokonać lasy i lasy i lasy… Ale spokojnie, między lasami wije się wygodna droga, która zawsze wydaje się pusta. I to jest piękne. Po drodze mijamy Trzebież kolejne rybackie miasteczko, któremu też nie brakuje uroku i historii. I dalej przez lasy. Spotykamy kilka wiosek, zanim wjedziemy do najdalej na zachód wysuniętego miasteczka Polski. Czuć od razu, że miejsce jest intrygujące i takie inne…

„Nowe Warpno trwało trochę na uboczu, rozpięte między niebem, wodą i puszczą, zanurzone w historię, a jednak trochę poza czasem”.

Poza czasem…

Pragnę zanurkować w poza czasem…

Zatrzymujemy się w tych lasach, które są bramą do Nowego Warpna. Kuszą. I co robię? Nie, grzybów jeszcze nie było. Po prostu jestem, patrzę, opieram się o drzewa, spaceruję, oddycham. Jak lekko oddycha się w lesie. Nigdzie się nie śpieszmy. Nowe Warpno nigdzie się nie wybiera, bo jest na końcu świata…

Zdjęcia, jabłko, cisza. Zieleń, nad którą króluje błękit.

I w drogę.

Senne miasteczko wita. Zaprasza i częstuje. Nie tylko widokami, zapachem i historią, ale też obiadem. Obiad nad wodą gdzie już tak blisko do morza. Więc ryba. Wybieramy mały, zapyziały bar tuż nad brzegiem. Siadam pod starym drzewem, obserwuję fale rozbijające się o brzeg. Wącham wiatr. Bryza, która otula te rejony, jest wyjątkowa. Bardzo ją lubię. Ten zapach jest namacalny i niepowtarzalny. Jedzenie na świeżym powietrzu w takiej scenerii będzie prawdziwą ucztą, przede wszystkim ucztą wdzięczności. Że los znowu okazał się łaskawy.

Mam ze sobą książkę. Niepozorną. Niedużą. Bogatą w treść. ‘Tam, gdzie mewa zawraca’, Barbara Sowińska-Adamczyk, spisała swoją historię na tych terenach. Opowiada o życiu na końcu świata. Pisze przede wszystkim o Podgrodziu, które leżakuje tuż przy Nowym Warpnie. Pisze o terenach wodą pachnących. Sporo ciekawych rzeczy dowiedziałam się z tej książeczki. Bardzo ciekawych i zaskakujących. Wiele się potwierdziło, o czym już wiedziałam. To taki mały przewodnik, który jest jak dobry gawędziarz. Anegdota za anegdotą.

Szukamy miejsca do kąpieli. Bo pogoda dopisuje. Ciała domagają się orzeźwienia. Znajdujemy. Kto poszuka znajdzie tu odosobnione zatoczki, jeśli nie lubi plaż w centrum miasteczka. My wolimy te ciche miejsca, gdzie śpiewają szuwary. Gdzie pod nogami znajdujemy muszelki, które zaskakują różnorodnością  kształtem.

W małym sklepiku kupujemy duże opakowanie lodów śmietankowych. Siadamy na ławce na starówce, w cieniu kolorowych kamienic, i patrzymy na ten rybacki świat, z dużym zabytkowym kościołem w tle. Każdy ma swoją łyżeczkę, która nurkuje raz za razem w śmietankowym marzeniu… Wspólne marzenie i łyżeczki…

A gdy ciało znowu ogrzeje się w promieniach złotych nitek, wskakujemy do cichego i chłodnego Domu, gdzie cisza jest modlitwą…

Zachody słońca w Nowym Warpnie zapierają dech. Są wyjątkowo udane i przyjemne dla wszystkich zmysłów. Przenosimy się nad brzeg wód, które skrywają tak wiele tajemnic… Patrzymy na pomarańczowo-czerwone słońce, które tonie coraz głębiej i głębiej w chłodnych wodach Zalewu. Zaczarowało. Myślimy… nie, w takich chwilach nie myślimy.

 

Garść ciekawostek i informacji ze świata Nowego Warpna

* Nowe Warpno od weków przechodziło z rąk do rąk

* Ratusz z XVII w.

* Kościół Wniebowzięcia NMP, XV w.

* Zabytkowy kościółek św. Huberta

* Pałac w Karsznie – rezydencja z XIX w. Neorenesansowy pałac zbudowany pod koniec XIX wieku, położony nad brzegiem Jeziora Nowowarpieńskiego, na skraju Puszczy Wkrzańskiej. Z okien pałacu rozciąga się widok na jezioro i półwysep Nowowarpieński oraz wyspę Riether Werder

* Podgrodzie- część Nowego Warpna. Pierwsza w Polsce „Republika Dziecięca” a trzecia na świecie. Już nie istnieje…

„Proszę o przyjęcie mnie do Podgrodzia, o którym tyle słyszałem, w którym wciąż świeci słońce, w którym dzieci radują się i spędzają szczęśliwe dni” – pisał w 1953 r. z jednej z podolsztyńskich wsi Staszek do Bolesława Bieruta”.

* Przystań – Nowoczesna Marina

* Wieża Widokowa

* Promenada i bulwar

* Od 1912 r. Przyjeżdżał do Nowego Warpna znany malarz Hans Hartig. Nowe Warpno było jego wielką miłością. A potem przyszła wojna…

Kiedyś, gdy jeszcze zimy były zimami, gdy dźwigały odważnie na swoich barkach śnieg, mróz i zamiecie wody okalające Nowe Warpno zamarzały tak solidnie i pewnie, że ludzie mogli przechodzić z brzegu na brzeg. I bez problemu dostać się na niemieckie ziemie. Było coś jeszcze – mgły. Które były tak gęste, że można było kroić je nożem. Piękne i niebezpieczne. Jak syreny. Które najpierw fascynują, a potem wciągają w głębinę, często bezpowrotnie. Gdy śmiałek szedł po zamarzniętej tafli wody, nie musiał obawiać się Syren, było coś bardziej groźnego. Mgła… Która nie miała litości.

Dziś woda nie zamarza, dziś są mniejsze mgły. Pozostały magiczne zachody słońca. I taki zachód słońca pożegnał i nas.

W drogę.

Każdy ma swoje przyrodniczo-podróżnicze końce świata, podobne i zupełnie indywidualne. Osobiste. Takie, do których pasuje lub nie pasuje zupełnie, a jednak coś go tam ciągnie. Chyba każdy ma w pamięci taki koniec świata, do którego wraca lub w którym był jeden raz i wracać może już tylko w pamięci. Ja mam takie końce świata. Gdzie świat się zatrzymał. Przykładem też takiego świata jest działka, o której pisałam Tu. Jest wachlarz możliwości. Gdy damy im szansę, gdy jest nam z tym po drodze…

Pozdrawiam asia :*

Macie swoje ‘końce świata’ ? Miejsca, które leniwie leżakują i czekają… 🙂

66 komentarzy do “Tam, gdzie mewa zawraca- koniec świata, wiatrem malowany.

  1. Przepięknie napisałaś o swoim zauroczeniu , aż chce się pojechać i zobaczyć na własne oczy, poczuć na własnej skórze…
    Jeden koniec świata znalazłam kiedyś w miejscowości Kluki nad morzem i między dwoma jeziorami, drugi na szlakach wokół Babiej Góry, wyjątkowo mało tam ludzi, a widoki piękne…

    1. Hej. Rejony Babiej Góry bardzo mi się podobają. Nie dziwię się że tam znalazłaś jeden z końców świata. Beskidy to jeszcze miejsca gdzie można nie spotkać nikogo. Oczywiście nie mówię o Szczyrku i Wiśle.. Pozdrawiam 🙂

  2. TAk pięknie i poetycko piszesz….. piszesz cudownie o swoim zauroczeniu i o tym wszystkim… aż człowiek zaczyna marzyć, wyobrażać sobie, że tam jest i chce zobaczyć to miejsce…
    Być może każdy z nas ma taki swój własny koniec świata

    1. Witaj. Dziękuję. Ja wierzę że każdy ma natki koniec świata…nawet tylko w marzeniach. A jak wiadomo, marzenia mają moc. Pozdrawiam 🙂

      1. Ja kocham polskie góry – byłam raz w Pieninach, raz w Zakoponym…. pokochałam Pieniny. Od dziecka marzę o górach. Może to mój koniec świata? 😉

  3. Drzewiej było niemal zagłębiem alkoholowo papierosowym gdy to na promach można było owe używki taniej kupić ale to chyba wszędzie na końcu świata jest, i jest konieczne. Pani obraz zamyślenie we mnie wywołał i pytanie, dlaczego jednak Bieszczady i to chyba dlatego ,że tam mniej ludzi, dużo mniej ludzi niźli na morzu. wydaje się niemożliwe ale …na Bałtyku czasem taki tłok ,że ni cholery samotności nie znajdziesz a wolność w tłumie gdy z każdej strony czyjś łokieć… duszno.

    1. Witam. Tak to prawda, kiedyś promy były tu jednym z głównych tematów. Dziś jest już spokój i bryza… W tygodniu w Nowym Warpnie i jego okolicach jest cisza i nawet senność, bardzo przyjemna, znajdzie się tu miejsce i łokci brak i duchoty brak… Nad samym morzem też znam jeszcze takie miejsca. Bieszczady robią się coraz bardziej zatłoczone i czasami mam wrażenie, że to Beskid Niski jest bardziej dziki… Ale, zaprzeczyć nie można -Bieszczady to klasyk. Pozdrawiam 🙂

      1. W jednym z domów stoi moje dzieło. Piętnaście metrów i woda. Jacht. Towarzystwo .Przypomniała mi pani ,że mam zaproszenie by posiedzieć, porozmawiać, napić się wódki, może bimbru, zjeść rybę. Mam zaproszenie ale czy skorzystam…może powinnam, bo niedawno już niemal wybrałam się do kogoś z kim bardzo chciałam porozmawiać a zamiast spotkania dostałam wiadomość ,że potrzebowali trębacza w niebie… Jadąc tam, trzeba polubić ,rowerzystów…tak pamiętam,ze było ich mnóstwo na drogach w lesie ale kiedy to było, może już jadą bokiem… zabawne jest być samej w gęstym tłumie ale przyznam ,że owa zabawność, zawsze zmienia mi się w przerażenie. Bieszczady to klasyk, powiada pani… też kilka domów znajomych ale czy ludzie w nich pamiętają…pamiętam wioskę w której robiono bębny, niedaleko Lublina. Sauna pod plandeką z nie wiadomo czego… a po latach…już nic…piękny dom jednego z pierwszych i groby pozostałych rozrzucone po świecie. Bieszczady , to Bieszczady…chyba źle dopisywać coś do tej surowości, którą można znaleźć.

        1. Namalowała pani obraz, który na odległość jednoznacznym nazwać nie można… Może tylko Bieszczady znają tajemnicę…Surowe Bieszczady… Dobrego dnia

  4. Cudnie opisane, aż dech zapiera😀
    Moim końcem świata, który kiedyś odwiedziłam jest malownicza wieś o szlachetnej nazwie Brzóza Królewska. Leży na Podkarpaciu🤗
    Pisałam o niej na pierwszym z blogów na Onecie jeszcze.
    Miałam w planach powrót do tematu ciekawych miejsc, które mnie urzekły.
    Pozdrawiam najserdeczniej na kolejne miłe dni🌻
    Zapraszam na bloga, podobno trudno do mnie trafić:
    Spacerem-przez-zycie.blogspot.com

    1. Hej. Brzóza Królewska – już sprawdziłam, bardzo przyjemne miejsce. I o to chodzi, o takie końce świata… 🙂 Dziękuję Ci i serdeczność posyłam.

  5. Cudowne miejsce, takie spokojne i przyjazne 🙂
    Moje krańce świata – mam jeden, moje marzenie na starość. Pagórki i kręte drogi, woń morza i cisza fal. Szkocja. Kiedyś tam wrócę, kiedyś na zawsze.

    1. Hej. Szkocja…I już się rozmarzyłam. Szkocja wzywa i mnie i mnie woła szum wrzosowisk, cichość fal i tajemniczość tamtych legend i baśni, które żyją… Pozdrawiam 🙂

  6. Moje krańce świata to Kraków i moja chatta skraja. Tu historia, wspomnienia, gwar i szum a tam tu i teraz, cisza, wiatr, las i łąki

    1. Witam. Ładnie napisane. Kraków to jest potęga i historii i miejsca i chyba wszystkiego…I okolic, które ten nasz Kraków otulają. Pozdrawiam 🙂

    1. Hej. I ja chyba zacznę tworzyć listę takich miejsc, to może okazać się długa lista 😉 Dziękuję i miłego dnia.

  7. W bardzie piękny sposób to opowiedziałaś. Jestem zdania, że każdy powinien mieć gdzieś swój koniec świata. Ja ostatnio śmieję się, że szukam ich nie w tą stronę co trzeba, bo albo głęboko w dół, albo wysoko w górę. 😉

    1. Witam. Każdy ma swój koniec świata. I u każdego jest to coś innego i to jest ta mądrość końców świata … Nie ma granic… Tylko my jesteśmy swoją prawdziwą granicą. Pozdrawiam 🙂

  8. Piękne miejsce, na nas teraz nad morzem będą czekały Dąbki, które odkryliśmy niedawno. A tak w ogóle, to naszym miejscem są Duszniki zdrój :)Pozdrawiam serdecznie.

    1. Witaj. Dąbki są piękne, to wyjątkowo urocze plaże i okolica, bardzo mi się tam podoba. O Dusznikach słuchałam sporo, ale to takie osobiste wspomnienia… Dobrej nocki 🙂

  9. Nie byłam nigdy w Bieszczadach, na Cabo Roca również nie, ale tak mi się marzy zobaczyć inny koniec – Cabo Fisterra, może kiedyś będę miałam okazję…

    Masz ciekawy styl pisania, bardzo poetycki, trochę marzycielski, pełen emocji… Rzadko kiedy spotykam w sieci wypowiedzi w takim stylu… Super, że się tak wyróżniasz 🙂

  10. Witaj. Cabo Fisterra – jest moc, nie byłam, ale z tego co wiem to wspaniałe miejsce.
    Dziękuję Ci za tak budujące słowa 🙂 Pozdrawiam

  11. Sama nie wiem, gdzie jest mój koniec świata, chyba jeszcze do niego nie dotarłam. Kiedyś myślałam, że nad Bałtykiem patrząc w horyzont, że pewnie nigdy dalej nie dotrę. Życie pokazało jednak, że tak na prawdę świat nie ma granic, trzeba tylko chęci, żeby nas pociągnął. Myślę, że kiedyś znajdę swój kraniec świata 🙂

    1. Hej. Dobrze napisane. Krańce świata czekają i są tak różnorodne, że nie trzeba się obawiać, że ich zabraknie 😉 Miłego dnia.

  12. Pierwsze co przyszło mi do głowy w trakcie czytania Twojej notki to… współrzędne geograficzne Cabo da Roca hahaha!
    Mam swoje… krańce świata. Jeden nawet bardzo blisko.
    Piękne zdjęcia, Nowe Warpno ma swój urok:-)
    Pozdrawiam cieplutko.

    1. Hej. Te bliskie końce świata są bardzo ważne, kto nie umie się cieszyć tymi tuż tuż… nie będzie umiał cieszyć się też tymi dalekimi końcami świata 😉 Pozdrawiam

    1. Witam. To prawda aż ‘strach’ pomyśleć… ile tego jest, ale już jeden ‘koniec świata’ to ważna sprawa 🙂 Dobrego dnia

  13. Cudowne miejsca, świat jest piekny i można go odkrywać i zachwycac się różnymi miejscami. Niesamowite opisy.
    Moim małym ‘końcem świata’ jest Saltcoasts nadmorskie miasteczko, ostanio bardzo mi się tam spodobało. Pewnie jeszcze inne miejsca też by się znalazły.

    1. Hej. Saltcoasts nie znam, ale sprawdziłam i to może być fajny ‘koniec świata’ 🙂 Zachwycać się można też tymi bliskimi miejscami czekają by je odkrywać i dawać im szansę. Dobrego dnia

  14. Końce świata, w których można natknąć się na rozrzucone pod stopami ślady myśli. Mam. Kadzielnia ze Skałką Geologów w Kielcach i Przełęcz Iwaniacka w Tatrach. Ostatnio zaś Hel.
    Piękno zadumy i poczucia, że dalej nie ma konieczności wykraczania poza horyzont, bo jest się tu, gdzie każdy koniec jest początkiem.

      1. Te miejsca są mi szczególnie bliskie – kocham Góry (choć niektórzy powiedzą pagórki) Świętokrzyskie, krainę mojego dzieciństwa, i klecht różnego rodzaju ze szlaku z Rajem, Piekiełkiem i Czyśćcem oraz naturalnie sabatem czarownic na Łysicy. 🙂 Kadzielnia to miejsce zupełnie wyjątkowe choć w centrum niemal miasta. Tatry to moja miłość ogromna, a Hel – niesamowite otwarcie na przestrzeń na wyciągnięcie dłoni.
        Każdy ma świątynie dumania i świata końce – może w moje kiedyś zawitasz.

        1. Świętokrzyska kraina ma wiele do zaoferowania. Umie zaczarować. Cenię świętokrzyskie wsie. Mój dziadek pochodził z takiej wsi. Dobrego wieczoru 🙂

  15. Poetycko, pieknie z ogromnym pokładem uczuc piszesz o tych końcach świata dzieląc się fotografiami, które wywołuja u mnie tęsknotę za moimi końcami swiaty i tym rodzajem wolności

    1. Hej. Dziękuję, zdjęcia są też opowieścią ja lubię takie opowieści zdjęciami malowane 🙂 Życzę byś mogła wrócić do swoich miejsc za którymi tęsknisz… wtedy kiedy przyjdzie czas. Pozdrawiam

  16. Na Cabo da Roca byłem (przede mną byli tam kibice Legii o czym świadczyły stosowne napisy), w Bieszczadach też, ale w Nowym Warpnie chyba nie. Pięknie pokazałaś je na zdjęciach…
    Dla mnie końcem świata jest Beskid Niski, ale i w centralnej Polsce też końce świata można odnaleźć…

    1. Witaj. Bieszczady znane, Cabo da Roca też wychodzi na to… a Nowe Warpno ciche, spokojne, skromne i może tam jest prawdziwy koniec świata? hmmm 😉 Beskid Niski podziwiam – to jest marzenie w każdym znaczeniu… Dobranoc

  17. Witaj końcówką września
    Góry, czy morze. Trudny wybór. Do gór mam bliżej i tam zazwyczaj jeżdżę. Morze jest daleko, ale coraz bardziej zaczynam za nim tęsknić, więc może morze niedługo.
    Bardzo lubię to Twoje pisanie
    Dzisiaj ponieważ jest to początek czasu Aniołów chciałabym napisać:
    WIERZ W ANIOŁY!
    One są blisko.
    Choć ty o tym nie wiesz.
    Niewidzialne,niezauważone,
    czasami nawet niedocenione.
    Cierpliwie czekają by rozłożyć skrzydła,
    założyć aureolę.
    By ci pomóc, kiedy tego potrzebujesz,
    a kiedy zwątpisz,
    przywrócić ci nadzieję.
    Niech Anioł skrzydłem progi Twego domu otoczy
    Pozdrawiam nadzieją na ciepły październik

  18. Witaj. Pięknie o Aniołach piszesz i dobrze że przypominasz – ciepło na sercu się zrobiło i puchowo. Każdy ma swojego anioła i niech tak zostanie. Dobrego dnia i dobrej jesieni 🙂

  19. My z mężem podchodzimy z dwóch różnych północnych zakątków Polski, ale swój rodzinny azyl założyliśmy na innym krańcu, w Pieninach… I chociaż daleko jest od rodziny to czujemy, że tu jest nasze miejsce i tu jest nasze własne gniazdko.

    1. Witam. Pieniny to też piękno mam wspomnienia z tamtych rejonów … To ważne by móc odszukać swoje krainy… Życzę każdemu i sobie 🙂 pozdrawiam

  20. Miło mi , że ktoś przeczytał moje anegdoty ” Tam , gdzie mewa zawraca” i na forum oznajmił , że czegoś ciekawego z nich się dowiedział, wręcz potraktował jako przewodnik.
    A’ propos Bieszczad, to w 1977 roku mieliśmy wybrać się tam z Mężem na motorowerach marki Komar. Ale stało się tak, że w tymże roku urodziłam pierwsze dziecko i odłożyliśmy wyjazd w Bieszczady. Dopiero w 2018 roku z Synem, Synową i wnukami ( w dwa samochody) wybraliśmy się nad Solinę i okolice. Syn i Synowa zafundował nam tą zaległą wyprawę…
    wycieczkę… Napisałam wiersz na pamiątkę tej podróży, który zamieściłam w tomiku: Jak wilga ( wyd. 2018r.)

  21. C.d. Zaległa wyprawa w Bieszczady zaowocowała takim oto wierszykiem. “Urok Bieszczad”
    Latem są Bieszczady modne…
    Połoniny takie cudne,
    cień i chłód dają doliny,
    wiatr się wzmaga od Soliny.

    Za to zimą- mrozy, śniegi,
    zasypane kręte drogi.
    Chciałem przezimować w głuszy.
    Nie wytrzymam leśnej ciszy!
    Nie uświadczysz ludzkiej stopy,
    tylko drobny, wilcze tropy.

    Oj, Bieszczady ! Oj, Bieszczady!
    Muszę uciec – nie dam rady.
    Sierpień 2018 r.

    1. Witam. Dziękuję za wiersz i odwiedziny 🙂 Niesamowite historie pisze życie, a ludzie ich doświadczają, nawet na ‘końcach świata’… Życzę wszystkiego dobrego pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *