Rdzenni mieszkańcy Ameryki – oddajmy im głos…‘Nigdzie indziej’ T. Orange.

Rdzenni mieszkańcy Ameryki – oddajmy im głos…‘Nigdzie indziej’ T. Orange.

Ameryka – tyle symboli, skojarzeń, marzeń i amerykańskich snów… Siadam na drewnianym podeście, biorę łyk zimnej coli i otwieram książkę, która ma mnie przenieść na kontynent amerykański. Do domu coca-coli, Statuy Wolności i mustangów – tych dzikich i tych mechanicznych… Mustang pochodzi od hiszpańskiego słowa mesteno, co oznacza: bez właściciela.

Ameryka ma właścicieli. I miała właścicieli…

Gdy myślę o Ameryce, to myśli zaczynają się zapełniać bardzo szybko, nie trzeba czekać nudząc się, czy w ogól coś do głowy wpadnie. Wpadnie i to dużo. Bo Ameryka jest duża, w każdym znaczeniu tego słowa.

Ameryka jest jak galaktyka. Różnorodność wysypuje się z niej w każdym kierunku świata. I to jest ciekawe, ale bywa i problematyczne. Wojciech Cejrowski mawia, że Ameryka jest dla zuchwałych. I to jest szybkie i dobre podsumowanie. Podoba mi się. W tym jednym zdaniu jest tak wiele… I to mogłoby być też zakończenie.

Jednak to nie koniec, bo głos dziś pragnę oddać komuś innemu.

Właścicielom.

Tym pierwszym.

Rdzennym mieszkańcom Ameryki.

Serial Dr Quinn, wspominam z sentymentem i z łezką w oku. Pamiętam, jak był puszczany w telewizji około godziny 18 w niedzielę. I to dla mnie był miły wieczór. Serial przenosił mnie w zupełnie inny świat.  Już wtedy podobał mi się ten świat. Już wtedy go szukałam i już wtedy wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach. Klimat, jaki został stworzony w filmie bardzo mi odpowiadał. Pociągał. Przyciągał. Porywał. 3 x P. Chodziłam wtedy do szkoły i perspektywa tego, że jutro nadejdzie poniedziałek, jeszcze bardziej trzymała mnie w objęciach miasteczka na dzikim zachodzie. Trzymałam się bardzo mocno westernu, który zapewniał mi uroczą rozrywkę. I naukę…

Oglądając Dr Quinn, można było liznąć trochę historii. Historii bardzo ciekawej, ale też niełatwej. Jest to historia dzikiego zachodu, Ameryki, białych i Indian.

Indianie.

Wikipedia pisze tak: „Najliczniejsza  z trzech, obok Eskimosów i Aleutów i jednocześnie najbardziej zróżnicowana grupa ludności tubylczej (rdzennej) zamieszkująca oba kontynenty amerykańskie, obejmująca zarówno dawniej jak i dziś setki ludów, plemion i grup o bardzo różnym charakterze i stopniu rozwoju”.

Więc mamy jakieś suche, sztywne i zimne fakty.

Zupełne przeciwieństwo do tego, jak świat Indian wyglądał.

Żywy, magiczny, wielowymiarowy i intrygujący. Duchowy.

Wiemy, co stało się z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. A jeśli nie wiemy, to może pomóc nam książka „Nigdzie indziej” Tommy Orange, Wydawnictwa Zysk. Zachwycający debiut. Światowy bestseller. Autor książki jest członkiem plemion Czejenów i Arapahów z Oklahomy. Pisze o rdzennym Amerykaninie, który osiadł w wielkim mieście. Pisze w sposób odważny i bezkompromisowy. Udzielając czytelnikowi informacji i dostarczając emocji.

Czyli robi się ciekawie.

Nigdzie indziej – spada na nas jak grom z jasnego nieba. Donośny głos literatury XXI wieku nareszcie wybrzmiał z całą mocą”

Potomkowie rdzennych mieszkańców Ameryki żyją nadal. Pytanie tylko jak żyją? I książka między innymi odpowiada na to pytanie. Odpowiada też na kilka innych pytań, które każdy z nas być może sobie zadaje, lub zada sobie, podczas czytania książki… Ja mam więcej pytań niż miałam, czyli książka zadziałała dobrze, zmusiła do przemyśleń i refleksji. Pokazała coś, co jest ważne, a często było spychane na margines i ktoś udawał, że sprawy i problemu nie ma.

Sprawa jest i to całkiem poważna.

Bo? Bo Indianie „stanęli na drodze ekonomicznego rozwoju świata”. I coś trzeba było z tym zrobić… Nie ważne za jaką cenę i jakimi sposobami…

Książka zaczyna się mocno. Mocno i bez owijania w bawełnę. Może tak miało być, że złapie czytelnika za łeb, przytrzyma, dobitnie powie to, co ważne i prawdziwe… Tak by czytelnik, był świadom, by nie był zaskoczony i oszukany… Tak jak oszukani zostali Indianie?

Gdy ja myślę o Indianach, mam przed oczami obraz magiczny i tajemniczy. Obraz naturalny i nieznany. I nie chodzi tu o to, że ten obraz jest idyllą, ale na pewno jest czymś, co trudno zamknąć w ryzach, w schematach i w sztywnych…kowbojskich butach. Wszystko ma jaśniejsze i ciemniejsze strony. Ich świat też taki był, ale czy to biały człowiek miał osądzić i zadecydować…?

Z książki dowiemy się jak dzisiaj wygląda życie, tych w których płynie jeszcze krew dawnych i tajemniczych przodków – Indian. Jest to opowieść trudna, ale potrzebna. Opowieść o pięknie i rozpaczy. Opowieść o tożsamości i regeneracji. Warto też zauważyć, że poruszane w książce tematy, problemy mogą się odnosić do każdego, są neutralne i ludzkie… Jakkolwiek to brzmi.

„Rana, jaką nam zadano, kiedy pojawili się tutaj biali ludzie i odebrali nam wszystko, to co nam odebrali, nigdy się nie zagoiła. W taką nieleczoną ranę zwykle wdaje się zakażenie”.

Powyższy cytat jest dla mnie swego rodzaju ‘reklamą’ książki, jest krótką recenzją. Jest początkiem i końcem.  Jest opowieścią, w którą T. Orange nas zabiera pragnąc rozliczyć się z przeszłością, teraźniejszością, zahaczając o przyszłość… Mam wrażenie, że autor bierze swoją książkę w ręce, unosi ją wysoko nad głową, po czym silnym uderzeniem ‘odkłada’ ją na stół, mówiąc:a teraz czytaj.’ Więc, przeczytałam, przeczytałam…

I dobrze zrobiłam.

Na zakończenie delikatniej, bardziej duchowo i magicznie.

5 rzeczy, z którymi kojarzy mi się świat Indian.

  1. IMIONA

Indianie pomysły na imiona najczęściej czerpali z natury i przyrody. Nadawali także imiona określające cechy osoby je noszonej. Były też sytuacje, że jakieś  zdarzenie wpływało na nadanie imienia. Nie można było sobie samemu wybrać imienia czy je zmienić, zawsze było nadawane podczas ceremonii. W dawnych czasach Indianin mógł nosić wiele imion w ciągu swojego życia. W poszczególnych okresach życia można było uzyskać nowe imię. Były to piękne imiona, tajemnicze, ciekawe i duchowe. W XIX w., w Stanach Zjednoczonych starano się „ucywilizować” Indian i nadać im „normalne” imiona…

Jakiś czas temu zastanawiałam się, jakie ja bym chciała mieć indiańskie imię i przyznam Wam się (tylko się nie śmiejcie), że kotłowało mi się w myślach coś od słowa księżyc … może Srebrny Księżyc?…hmmm… No ale w świecie Indian nie miałabym na to wpływu, imię wybierało plemię. Są też na internecie ‘zabawy’ które mają za zadanie dopasować takie indiańskie imię, odpowiada się na kilkanaście pytań i wyświetla się imię…

Dziki Kot, Złota Iskra – tak mi wyszło, tak obliczył komputer 😉

Moją Jagodziankę nie potrzebuję poddawać takim ‘zabawą’ bo ja doskonale wiem, jak ona miałaby na imię, żyjąc w świecie tipi i tańcząc taniec deszczu…

Dzika Jagoda.

 

  1. ŁAPACZ SNÓW

Zrobiłam w swoim życiu już kilka takich łapaczy i przymierzam się do stworzenia nowego, myślę, że kiedyś pokażę zdjęcia mojej artystycznej pracy… 😉

„Amulet niektórych plemion Indian z Ameryki Pół. Zbudowany jest z sieci wplecionej w okrąg. Amulet przyozdobiony jest zwykle piórami, paciorkami i innymi ozdobami, którym Indianie przypisywali określone właściwości magiczne. Łapacze snów zwykle wieszane były nad posłaniem lub przy wejściu do domostwa indiańskiego. Według wierzeń niektórych plemion (m.in. Kri, Odżibwejowie) sny nawiedzające śpiących w domu musiały przejść przez amulet. Gęsta sieć miała przepuszczać jedynie dobre sny, a zatrzymywać nocne koszmary, które ginęły wraz z pierwszymi promieniami słońca. Taki sen miał łapać się w sieć i spływać po piórach.”

Mi się podoba taka ozdoba, a tworzenie jej relaksuje mnie, wycisza i jest lekcją kreatywności. Można być sam na sam ze sobą. Oddychać chwilą i tworzyć. Współpracować z wyobraźnią. Dobieranie kolorowych wstążek i ozdób jest dla mnie wspaniałą zabawą i osobliwym spędzaniem czasu. Jest w tym… wstążka, magiczna i tajemnicza…

 

  1. PRZYRODA I NATURA

„Ziemia jest żywym ciałem z duchem i mocą, które zawiera plemienną genealogię. Jest konieczne, aby ludzie pozostawali w miejscach, w których zawsze byli, jako strażnicy, jako nierozdzielna część miejsca i przestrzeni. Plemię nie chce umniejszyć swej ziemi… ponieważ umniejszamy samych siebie, kiedy pozwalamy by zabierano i niszczono naszą ziemię”

My jesteśmy Ziemią. Ziemia jest w nas. Tak jak pisałam TU o lesie. Las jest w nas. My jesteśmy lasem. Indianie to wiedzieli. Wierzyli w to i temu składali pokłon – przyrodzie. Współpracowali z naturą. Żyli nią i z nią. Pokładali wiele w rękach Matki Ziemi. Całowali te ręce i z tych rąk jedli.  Dla większości rdzennych Amerykanów wiara w przyrodę jest czymś naturalnym. Jest częścią wszystkiego. Wszystko zaczyna się w naturze i tam się kończy…

”Według Indian, w okresie wiosny Ziemia była “brzemienna” i należało ją traktować ze szczególną troską i szacunkiem, tak jak brzemienną kobietę.”

To jest poezja…

Ziemia nie może i nie jest sprawą indywidualną. Przynależność, współpraca i współistnienie… Pięknie to brzmi – szkoda, że często tylko brzmi.

„Zabiłem jelenia
Zgniotłem konika polnego
I rośliny którymi się żywił
Zraniłem serce
Starego drzewa rosnącego strzeliście
Zabrałem rybę z wody
I ptaka z nieba
W moim życiu potrzebowałem śmierci
Ażeby podtrzymać swoje życie
Kiedy umrę będę musiał dać życie
Tym co mnie karmili
Ziemia otrzyma me ciało
I podaruje je roślinom
I gąsienicom
Ptakom
Kojotom
Każdemu w odpowiednim czasie aby
Koło Życia nie zostało przerwane.”

Anonimowy poeta indiański.

 

  1. NAMIOT I OGNISKO

Bardzo lubię i szukam takich chwil i takich możliwości. I mimo, że dzisiejsze namioty różnią się od tradycyjnych tipi, a pewnie nawet już ognisko pachnie inaczej, to warto, warto próbować. Mi to pomaga i ja próbuję. O moich próbach poszukiwania zapachu ognia pisałam TU.

Ogień w świecie Indian odgrywał ważną rolę. Był centralnym punktem wioski, ale nie tylko wioski. Dawał ciepło, światło i przetrwanie. Był symbolem wspólnoty, rytuałów i wierzeń. Ognisko było miejscem spotkań, tych na których głos ludzi wędrował wysoka ku gwiazdom i tych cichych posiedzeń, gdzie mówiła tylko cisza, a myśli tańczyły z Przodkami… 

Namiot daje możliwość bliskości z Ziemią. A Ziemia to potężna energia. Dlatego jest tak bardzo polecane chodzenie na boso. Łączenie się z niewidzialną mocą, która ma wpływ na każde stworzenie, na tak wiele…

Namiot jest dla mnie symbolem wolności i możliwości. Jest prosty. To jest minimalizm, który ułatwia dostrzegania tego co nas otacza. Zapoznanie się z tym, co na zewnątrz, jednocześnie ułatwia drogę do swojego wnętrza. Jest prosto…

 

  1. PRZYSŁOWIA INDIAŃSKIE

Są wspaniałe. Przechodzą mnie ciarki, tak przyjemne, że chcę jeszcze i jeszcze… Tak by dotykały duszy. 

„Weź tylko to, czego potrzebujesz, i opuść ziemię, jak ją zastałeś.”

„Przed posiłkiem zawsze znajdź czas, aby podziękować żywności.”

„Wszyscy umarli są równi.”

„Już teraz masz wszystko, co niezbędne, aby stać się wielkim.” 

„Będziemy pamiętani wiecznie przez tropy, jakie po sobie zostawiamy.”

 „Każdy człowiek jest swoim własnym sędzią.”

„Nie pozwól, by dzień wczorajszy zmarnował zbyt wiele dzisiejszego.”

 

I obecnie moje ulubione, takie o którym nie potrafię zapomnieć i nie chcę:

„Każde zwierzę wie więcej niż ty”.

 

To wszystko to początek – liźnięty… Przecież świat Indian to kosmos.

Dzisiaj mam takie patynie, ‘zabawę’ – jak czujesz, jakie Ty nosiłbyś imię w świecie Indian? 😉 P.s. Polecam Wam książkę, bo ważne tematy polecać warto…

32 komentarzy do “Rdzenni mieszkańcy Ameryki – oddajmy im głos…‘Nigdzie indziej’ T. Orange.

  1. Lubie i cenie książki, które dostarczają nie tylko strawy duchowej, ale i wiedzy. Widać też, że pięknie i starannie wydana, znakomita na upominek.
    O Ameryce napisano wiele, ale chyba nigdy dość 🙂

    1. Hej. Właśnie, nigdy dość…;) To prawda, książka jest ładnie wydana, podobnie jak ‘To nie deszcz, to ludzie’. Obie wizualnie mnie zaskoczyły, bardzo pozytywnie. Pozdrawiam

    1. Witam. Im więcej wiem, tym przekonuję się, że tak mało wiem… Więc myślę że może zaskoczyć, czasami tylko jednym zdaniem… Czasami jedno zdanie znaczy więcej niż tysiące zdań… Dobrego dnia 🙂

  2. Też lubiłam serial Dr Quinn 🙂 A później chyba wszystkie odcinki programów Cejrowskiego o życiu Indian. I jego książki. Fascynujący świat, którego już nie ma… A moje indiańskie imię to może… Srebrny Motyl? Tak na szybko wymyślone 🙂

    1. Hej. ‘Dla Rdzennych Amerykanów, owad ten oznacza radość. Dla nich, karmiący się kwiatami motyl dodatkowo przysługuje się naturze i rozprzestrzenia piękno świata.’ Spokojnego dnia 🙂

  3. Kochana
    Mnóstwo ciekawostek i wspaniałą recenzja książki 🤗
    Warto ją przeczytać 😀
    Pozdrawiam najserdeczniej🌻🦋☀️☕

    1. Hej. Jakiś czas temu TVP wyświetlało ten serial ,leciał rano. Byłam szczerze uszczęśliwiona, ten film zawsze mnie w jakimś sensie relaksował… Oglądałam znowu, z Jagodzianką i na ile Jagodzianka pozwoliła… 😉 Pozdrawiam

  4. Indianie lubili imiona z podpiętym przymiotnikiem. ciekawe, czy udałoby się być po prostu okiem – nie jakimś, nie z czymś, tylko tak krótko i treściwie.

  5. Indianie… najważniejsze moje skojarzenie to ich życie w harmonii z Naturą, której nigdy nie traktowali jak rzecz, jak własność…
    a najbardziej chyba kręcą mnie Komancze, dawni “wikingowie prerii”… jakiś czas temu zaczytywałem się do upojenia w książce “Imperium Księżyca w pełni” /by S.C.Gwynne/ opisującej historię tego fascynującego narodu…
    p.jzns 🙂

  6. Witaj. Książki nie czytałam, dzięki za przypomnienie, polecenie. Komancze, znakomici jeźdźcy i genialni wojownicy i nikt tak jak oni nie pokochał koni – tak czytałam… O Indianach można jeszcze kilka takich postów napisać, i kto wie… 😉 Dobranoc

  7. Z wielką chęcią sięgnę po książkę 🙂 lubię taka tematykę. jak wspominałaś o słynnym serialu aż mi się przypomniała moja młodość i wspólne niedziele z rodzicami przy wyczekiwanym serialu 🙂
    dziękuję 🙂

  8. I ja oglądałam ‘Dr Quinn’. I zachwycałam się ‘Tańczącym z Wilkami’. A ostatnio wzruszyłam się przy ‘Kobieta idzie przodem’. Indianie, Aborygeni… Smutny i okrutny los zgotował im biały człowiek. Po książkę sięgnę. Czuję, że powinnam. I chcę. Imię? Mogłabym być… Nakrapianym Liściem:-)
    Serdeczności!

  9. Witam. Filmu nie oglądałam o którym wspominasz. Ale już poszukałam o czym jest – biała kobieta i starszy Indianin oboje szukający wolności… Czyli coś co mnie może zaciekawić 😉 Dziękuję . Albo -Wirujący Liść lub Wiosenny Liść…? 😉 pozdrawiam

  10. Szczerze mówiąc to niewiele się wie o tym co się działo z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. Ciekawa książka. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

  11. Nie słyszałam o tej książce. Pewnie dlatego, że tematyka nie w moim klimacie ale podoba mi się sposób w jaki przedstawiłaś recenzje tej książki i ją samą. Zdjęcia ciekawe i jako dla miłośnika fotografii mogę powiedzieć, że przykuwają uwagę 🙂 pozdrawiam

    1. Witam. Dziękuję za tak miłe słowa. Mam nadzieję że kolejne książki które poddam opisowi będą bardziej w Twoim guście, zapraszam 🙂
      P.s zdjęcia dają mi wiele radości.

  12. Witaj
    Jestem, wróciłam z moich wysp szczęśliwych i wydaje mi się, moje wakacje minęły jak jedna chwila, nawet nie zauważyłam kiedy. Trudno jednak tak od razu wtopić się z powrotem w codzienność. Nadal przed oczyma mam piękne widoki, a głowa jest pełna wspomnień. Było tak pięknie…
    Teraz jeszcze wzięłabym do ręki książkę o Ameryce, Indianach. Ba naprawdę mnie zainteresowałaś. Mi też w pierwszej kolejności do głowy przyszedł Księżyc, potem zaraz Koń, Kot i Sowa. Z ciekawości zrobiłam ten test (dwa razy na rożnych portalach) i wyszła mi Wierna Sowa i Wirujący Wiatr.
    Pozdrawiam stateczną dojrzałością wrześniowego lata i zapachem kiszonych ogórków, za którymi tęskniłam na urlopie

  13. Witaj. Właśnie kupiłam dziś kiszone ogórki więc Twój komentarz pasuje idealnie na dzień dzisiejszy 😉 Fajnie że było pięknie, fajnie że wróciłaś. Ciepłe pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *