Piękna Chorwacja – Szlakiem dziur od kul

Piękna Chorwacja – Szlakiem dziur od kul

Ostatnio na jednym z blogów znalazłam informację, że właścicielka owego bloga za noclegi w drodze (i na miejscu) do Chorwacji zapłaciła tylko 2,5 tyś zł.  Podkreślając – tylko.

Spróbuję pobić ten imponująco niski rekord.

Łatwo nie będzie…

Zainspirowało mnie to, by nakreślić lekki wpis o mojej pierwszej podróży do Chorwacji. Ten wpis jest dla mnie osobistym wspomnieniem i refleksją…

Główne place, wąskie zapyziałe uliczki, podwórka, urokliwe kamienice i schody do nieba, to wszystko razem tworzy pyszny architektoniczny tort, a wisienką na torcie są spotykani ludzie i… koty.

Chorwacja jest  pięknym krajem, bazą wypoczynku dla ludzi z całej Europy, a także dla wielu Polaków. Śródziemnomorski kurort, do którego jedzie się wypocząć, wynająć pokój lub cały dom, opalić blade ciała na kolor karmelowy, popływać w szmaragdowym Adriatyku, pospacerować uliczkami  starego Dubrownika.

I …wrócić do domu.

Zasada jest zazwyczaj następująca: dotrzeć jak najszybciej autostradą do Chorwacji, najlepiej w nocy by pasażerowie samochodu mogli spać (by nie przeszkadzać w spaniu kierowcy). I potem taką samą drogą, trzymając się powyższej zasady, powrót do Polski.

Dla mnie za mało i przewidująco.

O Chorwacji słyszałam dużo, chciałam  tam pojechać, ale inaczej, na opak i wolno. Nasza droga do Chorwacji trwała 3 dni w jedną stronę.

Czytałam o trudnej wojnie na Bałkanach, o dziurach w murach domów, które widać do dzisiaj, o Sarajewie, którego wojenna historia zasmuca. Czytałam też o minach

Przed wyjazdem znajoma, która często odwiedza Chorwację pyta mnie zaniepokojona:

– A macie klimatyzację w samochodzie?!

– My nie mamy dachu – odpowiedziałam.

Zapakowaliśmy do samochodu kilka butli z wodą, słoiki z jedzeniem, puszki z tuńczykiem, dżem, chleb, oraz zestaw ABC do nurkowania i w drogę.

Jedziemy powoli, nigdzie się nie śpieszymy. Cieszę się bujną przyrodą, która towarzyszy nam całą drogę, oglądam ją jak film, klatka po klatce.

Czechy, a my jedziemy dalej. Pierwszy nocleg na Słowacji, która kusi polami zbóż, łąkami kolorowego kwiecia, ciepłym powietrzem. Skręcamy w polną drogę, jest już ciemno, nie widzimy wiele, wiemy tylko, że znaleźliśmy się pośród pól, na piaszczystej drodze. W blasku księżyca rozkładamy namiot. Usypia mnie koncert świerszczy. Rankiem niespodzianka, wybraliśmy piękne miejsce do spania. Pola, łąki i my.

Pierwsze węgierskie śniadanie jemy na przykościelnej ławce. Wyciągamy gazową kuchenkę. Delektujemy się naszą wolnością. Wzrok ludzi przechodzących obok nas mówi mi wszystko: jestem w tym danym momencie wolna. Jestem tu i teraz.

Węgry zachwycają mnie żółtymi słoneczkami, zwanymi słonecznikami. Zatrzymujemy auto, a ja mogę biegać między tymi kwiatami, większymi ode mnie, ładując akumulatory na dalszą drogę.

Kolejny cel i przystanek to jezioro Balaton. Jest  bardzo gorąco, temperatura powietrza wzrasta coraz bardziej. Kolor jeziora zachwycił mnie kolorem biało-niebieskim. Temperatura wody jest atrakcyjnie odpowiednia, nie zimna, kojąca, rozluźniająca. W oddali  widzimy białą, wysoką ławkę, zamontowaną w dnie jeziora, by tam się dostać trzeba płynąć, dno pod stopami kończy się znacznie wcześniej. Widok jak z tropikalnej wyspy. Dopływamy, wspinamy się, siedzimy i czujemy się bosko. Skoki z ławki do biało-niebieskiej wody niezapomniane. Czułam się jak dziecko, któremu wolno więcej niż dzieciom.

Dla odmiany, na granicach łatwo nie mamy. Zatrzymują tylko nas do konkretnej kontroli.

Nakazują zjechać i czekać, a potem się nami zajmują. Zastanawiałam się czemu nas? Bo jedziemy w czapeczkach z daszkiem, bo wyglądamy młodo…? 😉 Bo bez dachu, bo skoro do Chorwacji, to czemu zadupiami jedziemy? Bo Towarzysz ma głowę ogoloną prawie do zera i jedzie bez koszulki? Pojąć nie mogę …

Padają  z ich ust tradycyjne pytanie:

– Gdzie? Po co? Na co?

Później zaczyna się trzepanie. Nas, samochodu, naszych rzeczy osobistych. Mamy wysiąść z samochodu. Otworzyć bagażnik. Wyciągają moją apteczkę podróżną z lekami.

– Co to jest? – pan wyjmuje i pokazuje mi po kolei leki.

Po angielsku, po polsku, na migi staram się tłumaczyć:

– To na brzuch, to na głowę, to na rozwolnienie.

Na następnej granicy powtórka z rozrywki. Teraz jest jeszcze ciekawiej. Zawsze w podróżach wozimy ze sobą nóż  turystyczny do wszystkiego, do otwierania puszek, krojenia chleba, ostrzenia patyków na ognisko. Leży w bocznych drzwiach samochodu. Następuje poruszenie. Panowie wchodzą do samochodu i sprawdzają wszystko, moją saszetkę, odwijają nawet moje zasmarkane chusteczki higieniczne. Otwierają popielniczkę. Pytają, czy palimy papierosy, i bez owijania w bawełnę pytają wprost o narkotyki. Zaprzeczamy, zgodnie z prawdą. Zabierają mojego Towarzysza na osobistą rewizję.

Ten sam nóż przysporzył nam problemów także w Chinach, tam też tłumaczyliśmy, że on jest potrzebny do przygotowania jedzenia.

Droga powrotna do Polski wygląda tak samo… Każdego szkoda.

Jedziemy dalej, sypiamy przy drogach. Zakotwiczając namiot tam, gdzie poczujemy zmęczenie. Po ciemku…

Bośnia i Hercegowina. I widzę już to, co chciałam zobaczyć. Prawie każdy dom jest podziurawiony jak sito. Ślady od pocisków zdobią domy w tej części Europy, są częścią tego krajobrazu. Zamyślam się, widok nie jest przyjemny. Zastanawiam się czemu nie zalepią tych dziur, przecież te poranione domy przypominają o wojnie, tak jak poranione serca ich mieszkańców. Pewnie są jakieś powody… Niektóre domy dostały potężną serię z  karabinów, inne mają tylko kilka dziur. Musiało być tu ostro, boleśnie, a w niektórych momentach piekielnie.

Jedziemy wśród gór Dynarskich. Widoki zapierają dech w piersi. Przejeżdżamy przez tunele wykute w skałach, towarzyszą nam potoki górskie. Chciałoby się zanurzyć w tych górach, w tych bocznych dróżkach, ale to nie jest bezpieczne.

Po II wojnie światowej to Polska była najbardziej zaminowanym krajem na świecie. Dzisiaj te niechlubne pierwsze miejsca na świeci ( w przeliczeniu na metr kwadratowy) zajmują Bośnia i Hercegowina, Irak, Laos, Kambodża, AngolaDzisiaj miny przeciwpiechotne zagrażają najbardziej cywilom, a w szczególności dzieciom, kontakt z miną, która wybucha kończy się najczęściej amputacją kończyn, a nawet śmiercią. W mojej podróży do Chorwacji i z powrotem widziałam przy drodze znaki ostrzegające przed minami.

Sarajewo – stolica Bośni i Hercegowiny. Mnie miasto zachwyciło. Żydowskie synagogi, Cerkwie prawosławne, Meczety islamskie, oraz katolickie kościoły, wszystko obok siebie, sąsiaduje ze sobą od wieków. Podziurawione wieżowce, przypominają mi szybko o niedalekiej wojnie. Bośniaccy Serbowie oblegali miasto przez trzy lata. Sarajewo było nieustannie ostrzeliwane z okolicznych gór, blokada miasta, odcięła ludziom kontakt ze światem. Zginęło tysiące ludzi, ślady ostrzałów są widoczne na każdym kroku w tym pięknym mieście. Wzgórza położone bezpośrednio wokół miasta są wciąż zaminowane…

Miasto ma swój urok, i ma także bolesną przeszłość, dla tego uroku warto tu przybyć, dla tych dziur w murach także, ku przestrodze. Sarajewo wywiera duże wrażenie na przybyszach, ma w sobie przysłowiowe to „ coś”.

Jedziemy dalej, wiatr we włosach, ciepłe powietrze muska nam twarze, nic nam więcej nie potrzeba. Następny cel: Dubrownik. Moim oczom ukazuje się znany z telewizji, gazet, pocztówek widok, stare miasto Dubrownika, które wyraźnie wchodzi do wód Adriatyku. Charakterystyczne pomarańczowe dachy domów i wyspa Lokum, której legenda przestrzega przed zostaniem na niej po zmroku, to wszystko tworzy piękny, poruszający widok. Spacery wąskimi uliczkami Starego miasta są niezapomniane, klimat niepowtarzalny. Główne place, i małe zapyziałe uliczki, podwórka, urokliwe kamienice, to wszystko razem tworzy pyszny architektoniczny tort. Wisienką na torcie są  ludzie i…koty.

Do Dubrownika przybywają znani, bogaci ludzie, są też artyści, wakacyjni turyści i tacy jak my, spragnieni przygody. Dubrownik znajduje się na liście zabytków światowego dziedzictwa kultury UNESCO, nic dodać, nic ująć.

Dubrownik nas zainspirował, zauroczył i poczęstował specyficznym klimatem.

Jednak my szukamy intymności, wyciszenia, szukamy też dziur od kul…

Odnajdujemy takie miejsce. Kompleks kilku, dużych hoteli, zrujnowanych przez wojnę. Opuszczone, ograbione, noszące ślady od pocisków i moździerzy. Stoją w ładnym miejscu, na uboczu, bezpośrednio nad morzem. Kiedyś to był luksusowy kompleks hoteli, dzisiaj przerażający, a zarazem intrygujący widok. Wchodzimy do środka, zwiedzamy, delikatnie stawiamy kroki, kiedyś było tu kolorowe życie, dzisiaj kolorowa jest tylko moja sukienka.

Na jednym ze wzgórz królującym nad Dubrownikiem stoi duży krzyż, wspinamy się tam samochodem, widok przyjemnie paraliżuje. Rozkładamy namiot na jedną noc. Cały Dubrownik mam pod stopami…

Zanurzamy się w turkusach Adriatyku, woda jest zimna, ale jej przejrzystość jest imponująca. Zasolenie wody jest tak duże, że mam problemy z nurkowaniem. Pod wodą ławice kolorowych ryb, ośmiornice, małe dziwne zwierzątka, na dnie i na skałach jeżowce z ostrymi igłami i my buszujący w wodnym świecie. Na dnie Adriatyku można odnaleźć przedmioty z dawnych lat, jesteśmy tego przykładem…

Sypiamy nad brzegiem morza, daleko w tle opuszczone, zniszczone hotele. Słucham szumu wody, na nocnym niebie oglądam gwiazdy i światełka samolotów. Gdzieś w oddali światła miasta, usypiają mnie do snu.

Każdy dzień wygląda tak samo, każda czarna noc podobna, a jednak, gdy budzę się wiem, że czeka mnie przygoda dnia, a gdy oczy zmęczone od słonej wody pomału oddają się w objęcia Morfeusza wiem, że sny będą nową wyprawą…

W drodze powrotnej towarzyszą nam piękne widoki gór i przyrody, a także charakterystyczne chorwackie i bośniackie domostwa zranione od kul. Warto zbaczać z utartych dróg.

I, mimo, że Chorwacja zaznała wiele wojennej krzywdy i bólu, żegna nas ciepłym chorwackim przysłowiem:

„Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech”.

Koszt noclegów: 0zł.

P.s. Każdy lubi co innego, każdy lubi inaczej, każdy szuka czegoś innego. I szacun dla tego.  Ja lubię tak i szukam tego. To jest jeden z wielu przykładów wyprawy i jak zawsze to tylko wstęp 😉 Do zobaczenia na szlaku…

Pozdrawiam asia

Piszecie się na takie wyprawy? A może jest to dla Was jeden z koszmarów podróżniczych? 😉

46 komentarzy do “Piękna Chorwacja – Szlakiem dziur od kul

  1. Wiesz co? Nie lubię kabrioletów. 😛 My mamy przeszklony cały dach, który możemy złożyć i mamy wielką dziurę. Kilka razy próbowałam się tym delektować. Obecnie szyba jest nieotwierana, a od wewnątrz umocowany gruby karton żeby nie przepuszczał słońca. I klima nabita. ;D
    Masakra z tymi kontrolami. Ale znikąd się nie wzięły, jest potrzeba, więc to robią.
    Może te dziury po kulach są dla pamięci… nie domowników, ale jako przypomnienie dla odwiedzających, że kiedyś by tu nie mogli sobie od tak pozwiedzać. Że ta ziemia zroszona jest krwią.
    Jak patrzę na te góry, aż chce się na szlak. Szkoda, że jest… jak jest.
    Tak, masz rację, te miasta mają specyficzny urok.
    Marzy mi się lawirowanie po takich pustostanach. Ku wenie twórczej. Mam na myśli wreszcie sesję industrial z prawdziwego zdarzenia. Może nawet z modelką steampunk.
    Brawo za perfekcyjny kosztorys! 😀

    1. Hej 🙂 Wiesz co? Ja też nie lubię. Ja kocham. Ten konkretny. I nie dlatego że ma na imię kabriolet.
      Nigdy nas nie zawiódł, doprowadził nas tam gdzie teoretycznie taki samochód nie powinien dać rady dojechać. Był zawsze naszym towarzyszem w dalekich i bliskich wyprawach. Był schronieniem i zabawą. Mam z nim tyle przeżyć, wspomnień, wzruszeń…których nie da się opisać. I opisywać nie chcę. Był już wtedy stary i za to kochałam go jeszcze bardziej. Jest jednym z symboli wolności- dla mnie.
      Wiesz co? nie lubię nowych, współczesnych aut, bo brakuje im przysłowiowych jaj.
      Pozdrawiam i dziękuję 😉

      1. Mówi się, że stare samochody mają dusze i coś w tym jest. Podobają mi się amerykańskie wozy, stare i brzmiące jak auto z jajami. 😉 Takim wyruszyć w świat, to poezja. Byle nie kabrioletem. 😛 ;D ;D

        1. Heh, więc niech każdy wyrusza czym lubi, my lubimy też na nogach i chyba przede wszystkim. O gustach się nie dyskutuje… 😉

  2. Nie miałam okazji odwiedzić ani Chorwacji, ani Bośni i Hercegowiny. Czytałam wiele relacji z podróży do tych miejsc i wszyscy piszą jedynie co cudownych widokach, zabawie, wspaniałych plażach itd. Nikt nie wspomina o smutnych powojennych obrazkach. Może ludzie omijają te miejsca nie chcąc myśleć o nieszczęściu innych. Patrząc na zamieszczone przez Ciebie zdjęcia, myślę, że trudno byłoby mi się tam zrelaksować. Nie potrafiłabym w takich miejscach zapomnieć o ludzkiej krzywdzie i kolejnej bezsensownej wojnie, która miejsce miała nie tak dawno…

    1. Hej. Więc w moim wpisie znalazłaś i piękne widoki i trudną historię. Przeplatają się. Polska zaznała też wiele bólu i jakoś ‘musimy’ wypoczywać tu każdego dnia. Świat to piękno i ból. Słońce i noc… itd. itp. Pozdrawiam 🙂

    1. Dzień dobry. Podróż była długa, a wpis to wstęp… Dziękuję że wybrałaś się w drogę z nami, tu na blogu 🙂 Pozdrawiam

  3. Przeczytałam z zapartym tchem, powinnaś pisać książki podróżnicze.
    Podziwiam za odwagę i samozaparcie, takie przygody to niemal podróż życia…
    Ostatnio na Słowacji tez zatrzymała nas policja, nawet kazali dmuchać w balonik…ale opinię o Polakach mają kiepską.

    1. Witaj. Dziękuję wystarczy dać się ‘porwać’ reszta dzieje się już sama. A no widzisz i o dmuchaniu w balonik zapomniałam… dobrze, że przypominasz 😉 Pozdrawiam

  4. Pamiętam. Też pamiętam takie podróże. Wyjątkowo, razu pewnego ja wylądowałam na skarpie obok jakiegoś muru. Ciemno było ale mimo wszystko udało się rozbić namiot. Był też pies. Bokser. Duży taki. Obudziły nas głosy i coś zionęło. Pod nami smok wawelski i wycieczka zainteresowana nami . Hm… Dobrze jest znaleźć czego się szuka a jeśli nawet nie, to dobrze jest szukać.

    1. Witam. Przypomniała mi się bajko-legenda Kwiat paproci- “Krowę wszakże pragną znaleźć, a że znalazł jest wspaniale. Jaka płynie stąd nauka? Warto wiedzieć, czego szukasz”. Pozdrawiam 😉

    1. Hej. Stokrotko dziękuję, ale to nie mi należą się brawa tylko podróży, drodze, że okazała się zacna i ciekawa, a my to dodatek. Miłego dnia 🙂

  5. Też przemierzyłam kiedyś Chorwację z namiotem. Zjeździliśmy prawie cały kraj. To były czasy! I też lubię poznawać historię miejsc, w których jestem. Nie zawsze jest ona łatwa, ale ważniejsze, że jest prawdziwa.

    1. Hej. Miło mi to czytać, że też zaznałaś takich chwil i takiej wyprawy 🙂 Chyba każde miejsce na świecie ma swoje piękno, ale i prawdę, która jest różna… Pozdrawiam

    1. Cześć. Więc wszystko przed Tobą, życzę dobrych dróg i ciekawego celu. Polecam Chorwację tylko trochę na opak 😉 Pozdrawiam

  6. W Chorwacji jestem zakochana. Byłam tam trzy razy i za każdym razem w inny sposób i z innymi ludźmi. Najbardziej urzekła mnie tam cisza, spokój i życzliwość ludzi, no i cykady. Natomiast największe miasta jak Dubrownik czy Split są piękne, ale dla mnie tam za tłoczno. Właśnie wróciłam z Bośni i Hercegowiny, jeszcze tego nie przetrawiłam 🙂

    1. Witaj. W Chorwacji można się zakochać. W każdym miejscu szukam wyciszenia, zatok i braku tłumu by usłyszeć świat i siebie. By odpocząć. Cieszę się że odbyłaś ciekawą podróż szczęśliwie. Pozdrawiam 🙂

    1. Hej. Byłam i tu i tu i jeszcze wolę Chorwację 🙂 Kto szuka ten znajdzie ustronne miejsce, ustronne chwile i czas… W wakacje zawsze trudniej dlatego lipiec i sierpień dobrze spędzać na miejscu – ja najczęściej tak robię. Pozdrawiam

  7. Na pewno cudownie się z Tobą podróżuje – bez stresu, bez napięć, i jeszcze wśród słów Twych pięknych i spojrzeń, które widzą więcej. Twój Towarzysz jest szczęściarzem.

    1. Witaj. W podróży jak w życiu zwłaszcza w tej, która trwa dłużej – stresu i napięć nie da się wyeliminować całkowicie. Myślę jednak, że z każdą kolejną wyprawą, wyjazdem, podróżą człowiek już zna siebie i wie jak dopasować się do drogi by było więcej uśmiechów niż pochmurnego nieba…
      Szczęściarz? Hehe coś w tym musi być… 😉 Buziaki.

  8. Cudowna podróż, malowniczo opisana i pięknie zilustrowana.
    Pewnie, że piszę się na takie wyprawy ale… nie kabrioletem. Od jazdy nim dostałabym permanentnej migreny, a wtedy radość z podróży minęłaby bezpowrotnie.
    Chorwacja wciąż u mnie na liście ‘do odwiedzenia’ czeka na właściwy czas. Bardzo możliwe, że Twoja notka go przyśpieszy☺
    Wspaniałego weekendu☺

  9. Hej. Mam nadzieję, że jeśli zdecydujesz się kiedyś na Chorwację to odnajdziesz tam to co ja – spokój, zatoczki i czas tylko dla siebie, A w tle niebieską wodę, niebieskie niebo i niebieskie migdały… 😉 Kabriolety mają dachy, które znakomicie sobie radzą i funkcjonują jak w normalnym aucie, więc nie zawsze dach jest opuszczony. Zależy od nastroju i chwil 😉 Miłych lipcowych dni życzę.

  10. Jestem zachwycona Twoja opowieścią, coś wspaniałego 🙂 my mamy ochotę w przyszłym roku na taka wyprawę po Bałkanach i cieszę się że tak wszystko ciekawie odpisałaś 🙂 zbieram już informacje i miejsca z Twojej listy też dodam do swojej 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Hej. Czułam, że do twarzy mi w namiocie, bo w kapeluszach to tak średnio… Ważne odszukać w życiu coś co będzie dodawać uroku, nie tylko naszej twarzy, ale sercu i marzeniom… Pozdrawiam 😉

    1. Hej. Kiedyś droga, dojazd do celu był dla mnie męczący. Teraz to część przygody. Gdy tylko zamykam za sobą drzwi domu zaczyna się podróż – polecam. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

  11. Asiu, rozczuliłam się już na początku i mocniej zabiło mi serce, bo Chorwację kocham nim całym, choć byłam w niej tylko raz. I znów ją widzę! I nie trzeba zbyt wiele, by cieszyć się podobnie, tak jak wtedy, gdy na żywo się jej dotykało.

    Patrząc na Waszą wyprawę tak sobie myślę, że nie ma nic piękniejszego (trochę względnie pięknego) od wyprawy samochodem. Moja pierwsza podróż do Chorwacji również odbyła się w ten sposób i była to jedna ze wszystkich wypraw, które najlepiej zapamiętałam. Czuje się wtedy każdy kamień, każdy przyziemny widok. I przede wszystkim jest czas, by patrzeć na coś więcej.

    Ona ma w sobie coś wyjątkowego i nie przypadkowo wspomniałam wcześniej o kamieniu, bo właśnie taka kamienista jest. A przy tym przytulna.

    I widzisz, przez Ciebie zatęskniłam! Ale z drugiej strony szczęście mnie ogarnia. Niech okazje do takich podróży nigdy Wam się nie kończą.

    Całuję,
    Inka

    1. Hej. Kamienista i przytulna – dobre porównanie, muszę się zgodzić 😉 Podróż samochodem jest wygodna i daje wiele możliwości z których my chętnie korzystamy. Wspomnienia…oby były ciepłe jak chorwackie słońce. Miłego dnia 🙂

  12. My również jadąc gdzieś na wakacje często zbaczamy z drogi. A żeby zobaczyć coś, odpocząć, znaleźć chwilę na obiad. Też gotujemy w plenerze, często śpimy w aucie (to lepsze niż namiot).

    Nigdy nie mieliśmy takiej kontroli granicznej. Nawet jadąc do Szwajcarii czy UK jedyne o co nas zapytali, to czy mamy coś do zadeklarowania. Czy wwozimy mięsa albo papierosy. 10 minut i jedziemy dalej.

    Smutna historia Bośni i Hercegowiny. Nie jestem przekonana, czy odwiedzanie Sarajewa byłoby na moje nerwy.
    Może kiedyś.

    Chorwacja natomiast jest w moich planach. Może nawet za rok. Jeszcze nie wiem, nie sprecyzowałam. Kto wie? Wyjdzie spontanicznie – jak zazwyczaj 🙂

    1. Hej. Warto zbaczać ze szlaku wtedy jest szansa na więcej. Więcej widoków i przygód 😉 I spotkanie siebie… Polecam Chorwację ale nie tą komercyjną tylko bardziej dziką, taka jest tam jeszcze. Pozdrawiam

  13. Witaj kolejną letnią końcówką tygodnia
    Jak zawsze dziękuję, że pamiętasz o mnie w swojej wakacyjnej codzienności. Od razu robi się cieplej na sercu, zwłaszcza, że letnie poranki są już coraz chłodniejsze. Ja jednak i tak zaraz idę do mojego ogrodu powędrować po zroszonej trawie.
    A jak Ty spędzasz ten poranek? W domu, czy w drodze? Już jestem ciekawa kolejnej Twojej wędrówki, bo Chorwacja z Twoich zdjęć zachęca do podróży, Ale żebyzaraz pod namiot?
    Wraz ze wschodzącym słońcem pozdrawiam nadzieją na udany dzień

    1. Hej. Jestem w drodze i oddycham górami. Pod namiot bo to jest zupełnie inny wymiar wyprawy… Jeszcze trochę dziki. Pozdrawiam 🙂

  14. Witam i dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Wspaniała wyprawa! Nie byłam w Chorwacji, tak więc pozwolę sobie “podróżować” po niej czytając Twoje wpisy 🙂 Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Witaj. Zapraszam i zachęcam do odwiedzenia Chorwacji jest dobrze, jest bardzo dobrze 😉 Pozdrawiam i dziękuję

  15. Bardzo fajna relacja z wyprawy. Ja kiedyś lata temu odbyła taka wyprawę jeszcze do Jugosławii. Wtedy to było przeżycie. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    1. Witam. Jugosławia – tak czuję, że to była przygoda! 😉 Myślę, że takie przygody można sobie jeszcze wygospodarować i odszukać. W trakcie takich wypraw odnajduje się zawsze kawałek siebie, ten prawdziwy… Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *