Moje dziecko mnie uczy. 5 rzeczy, które wbija mi do głowy córka.

Moje dziecko mnie uczy. 5 rzeczy, które wbija mi do głowy córka.

Przyznaję, nie miałam parcia na macierzyństwo. Biorąc pod uwagę to jak jeszcze niedawno kobiety, szybko zostawały matkami, ja zostałam późno. Wcześniej nie byłam na to gotowa, wcześniej nie chciałam być na to gotowa. Odkładałam tę decyzję, podejmując ją świadomie. Zaważyły też na tym moje podróże i wyprawy, mniejsze i te większe. Teraz opowiadam o nich córce, pokazuję zdjęcia i mówię jej, że kolej na nią 😉 Nie żałuję. Wszystko ma swój czas i miejsce.

Hmmm…

Jest jedna rzecz, której żałuję:

Gdybym wcześniej mogła urodzić Jagodziankę, znałybyśmy się dłużej…

Nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko oddycha i wszystko wstrzymuje oddech. Oczy się zamykają, by znów się otworzyć. Każdy ma swoją drogę, która prowadzi do celu… Tylko że każda z tych dróg jest tak cholernie różna. Tolerancja.

Gdy zaszłam w ciążę mój świat, który znałam i który wybrałam, zmienił się i to bardzo. W trybie natychmiastowym trzeba było zrezygnować z przyzwyczajeń, wygody i pasji. A jeśli nie zrezygnować to odłożyć na potem. Góry, rowery, motor, wyprawy, włóczęgi, książki itp. odłożyłam z nutką żalu, ale pokorą na półkę i przykryłam puchową zasłoną, by się nie zakurzyły.

Dzieci są różne, bo ludzie są różni, a dzieci to ludzie tylko, że mali. Niektóre dzieci są, łatwiejsze w obsłudze, a jak są śpiochami i ładnie jedzą, to można z nimi wejść na Mont Blanc (napiszę kiedyś więcej o tym szczycie) i zejść równie sprawnie jak się weszło. Moja córka nie ułatwiała sprawy. Spała tak mało, że trudno to zrozumieć, z jedzeniem też szału nie było i trzeba było się nią cały czas zajmować, nosić na rękach i tak samo usypiać, co było trudniejsze niż wspinaczka górska. Taki model. Mój i kto by pomyślał, że nie oddam 😉

Zajęło sporo czasu, zanim to zrozumiałam, pojęłam i przyjęłam do wiadomości. Nic nie dzieje się bez przyczyn. Jagodzianka przyszła mnie czegoś nauczyć. Obróciła mój świat do góry nogami i powiedziała:

A teraz się ucz.

 

  1. CIERPLIWOŚĆ

Pierwszy i bardzo ważny dla mnie punkt. Walczę z tym od zawsze. Jestem niecierpliwa. I to bardzo. Tak, pracowałam nad tym, pilnowałam się i prosiłam samą siebie, bym zwolniła i poczekała. Czekałam, a potem biegłam dwa razy szybciej. Wszystko na już i teraz. Jagoda wzięła sprawy w swoje ręce. Dostałam model, który jest podobny do mnie. Nie lubi czekać – wyobraźcie sobie, że położne w szpitalu, powiedziały to o mojej córce, gdy miała zaledwie parę dni. Więc gdy pod jednym dachem znalazły się dwie niecierpliwe, to jedna musiała spuścić z tonu. I zgadnijcie, kto to był?

Każdego szkoda 😉

Wiedziałam, że muszę przystopować, by dać lepszy przykład tej Małej dziewczynce. A Mała dziewczyna, wystawia moją cierpliwość na dużą próbę. Na początku każdej nocy i każdego dnia, dzisiaj przede wszystkim każdego dnia. Uczy mnie tego bym zwolniła, bym oddychała i wyluzowała. Sto pytań do. Pomysły dziwne i wyjątkowe. Zanim coś zrobi, robi dodatkowo kilka innych czynności. A ja proszę, a później czekam i czekam. Cierpliwość. Dopiero małe dziecko, pokazało mi co to znaczy mieć cierpliwość i jak jest ważna i potrzebna by wszystko mogło funkcjonować na odpowiednim poziomie. Jak cierpliwość wpływa na wszystko. Chwila mojej nieuwagi, podniesiony ton i zniechęcenie wpływa zaraz na całą machinę, która ciągnie i wiezie ten nasz mały świat. Nerwy, łzy i wyrzuty sumienia -Po co to, lepiej zachować cierpliwość… której uczę się cały czas, i się nie poddaję. Mam znakomitego, najlepszego, indywidualnego, słodkiego nauczyciela.

 

  1. MIŁOŚĆ

Banalne. A najważniejsze i ponadczasowe. Klasyk. Miłość jest uniwersalna i można jej doświadczyć od wielu osób, obdarzyć innych miłością. Jednak jest taka jedna miłość, trudna do opisania, bo wielkie rzeczy trudno opisać, zawsze zabraknie czasu i odpowiednich narzędzi. Czysta jest ta miłość, bo bezinteresowna. Trudna jest to miłość, bo twarda, jak skała. Ta miłość jest krucha, bo bardzo wrażliwa. Wymagająca, bo niezwykła. Osobista, bo wyszła ze mnie… Znajoma, a ciągle do odkrycia. Ta miłość to lekcja i przerwa zarazem. Jest jak tęcza, barw ma wiele. Miłość, która smakuje jak cztery poru roku, a ja jestem ich fanką. Czy trzeba więcej pisać o miłości? Tak już wiele zostało powiedziane, napisane… Miłość lepiej czuć niż o niej rozprawiać. Miłość między matką a dzieckiem… To trudna miłość, ale warta tak wiele. Tak wiele…

 

  1. NIEŁAD

Mam problem, bo lubię jak to co odłożę na miejsce, będzie tam, gdy będę potrzebowała tego znowu. Gdy byłam dzieckiem, nikt nie przestawiał mi zabawek, ubrań i przedmiotów, więc wiedziałam doskonale gdzie co mam i z zamkniętymi oczami umiałam to odszukać. Dziś Jagodzianka uczy mnie, że może być inaczej, że może powstać nieład i trzeba umieć i chcieć się w tym odnaleźć. I tu się kłania znowu cierpliwość i tolerancja. Uczy mnie też tego, że to nie jest tak, że  rano posprzątam i już nic robić nie trzeba… Trzeba, czasami raz – to za mało. Uczy mnie tego, że porozrzucane zabawki w cztery strony świata to…nie koniec świata. Uczy mnie także tego, że są ważniejsze sprawy niż porządek: uśmiech, śmiech i dobra zabawa. Zawsze, gdy coś leżało nie na swoim miejscu, nie potrafiłam się skupić, dziś córka przestawia wiele rzeczy, a gdy chciałabym poukładać je na miejsce, mogę się spodziewać, że usłyszę znajome zdanie:

„ Mamo, mamo hamuj”.

 Dopiero za sprawą tej małej, osobliwej dziewczynki uczę się odpuszczać, przymykać oko na nieład, który panuje, gdy dziecko się bawi, szaleje i śmieje ponad horyzont. Są ważniejsze sprawy- dzieciństwo.

 

  1. KOCHAJ ŻYCIE

Każdy kocha życie na swój sposób, bardziej lub mniej. I mimo, że życie nie jest łatwe, ma w sobie to „coś”, co sprawia, że zakochujemy się w nim i pragniemy z nim być… Ja też przed narodzinami Jagodzianki kochałam życie, na swój, indywidualny sposób. Gdy przyszła na świat moja dziewczynka, trzeba było pokochać te, życie jeszcze bardziej, – teraz za dwie osoby. Kocham życie bardziej, bo w tym życiu jest ona… Chciałabym być tu jak najdłużej by móc ją oglądać, dotykać, słuchać, wąchać (dzieci pachną niepowtarzalnie) i widzieć. Widzieć jak rośnie i wzrasta ku słońcu, jak cały świat. Uczy mnie swoją obecnością kochać życie bardziej. Mam cele, ale ona jest celem przewodnim. Dla niej warto walczyć, trwać i być na ziemi. Jagodzianka całą sobą mówi mi:

– Kochaj życie i doceniaj.

 

  1. ŁAP CHWILE ULOTNE JAK ULOTKA

Czyli… Trochę powtórka z rozrywki jak punkt 4, ale nie do końca. Wszystko przemija, nic nie trwa wiecznie, nic nie jest na zawsze. Jagodzianka nie została mi dana na wyłączność. Jagodzianka należy do świata, a ja mam jej świat pokazać, by później mogła odkrywać go już sama i decydować o swoim świecie. Może i pięknie to brzmi, ale dla matki niesie ze sobą refleksje i zadumę, z łezką w tle… Patrząc na małe rączki córki, które mieszczą się w mojej dłoni wiem, że to piękny obraz, ale wiem też, że ten obraz nie jest trwały, że trzeba go złapać i dobrze zapamiętać. Trzeba się nim upić. Upić na zdrowie. Jagodzianka uświadamia mi każdego dnia, że w życiu piękne są chwile i trzeba je celebrować.

Bywa, że się złoszczę, niecierpliwię (cierpliwości nadal się uczę, patrz punkt 1) i irytuję, wtedy szybko przypominam sobie, że chwile są ulotne jak ulotka, te gorsze i te piękne… Dzisiaj, gdy Jagodzianka płacze z byle powodu (ona ma ważny powód) , mam dosyć, ale przecież już niedługo będę tęskniła za tym, jak była dzieckiem, za tym jak kryje się w moich ramionach i pozwala wycierać kapiący z jej oczu groch – łzy. Czy jak będzie dorosłą kobietą też pozwoli mi to robić? Nie wiem… Dziś pozwala, dziś jestem potrzebna i dziś muszę to doceniać i łapać te łzy, te chwile.

Dziś każdy swój uśmiech dzieli ze mną. Swoje tajemnice, odkrycia i podboje świata. Czy kiedyś też tak będzie? Nie wiem… Dziś pozwala, dziś jesteśmy partnerami, przyjaciółmi i odkrywcami, ramię w ramię. Muszę to doceniać i łapać ten uśmiech i chwile.

Są też chwile, gdy jestem sama. Mogę napić się w spokoju kawy, nikt nie ciągnie mnie za nogawkę i nie każe kłaść się na podłodze i udawać, że śpię. Nikt nie woła: – mamo pić, mamo jeść, mamo kupka, mamo bajka, mamo poczytaj mi… Jestem sama i doceniam też te chwile. Kiedyś, gdy córki nie było na świecie, tych chwil było tak dużo, że zlewały się ze sobą i traciły na sile. Większość z nich przelewała się, a ja ich nie smakowałam tak, jak powinnam. Nie zauważałam ich odrębności. Dziś, gdy mam mało chwil dla siebie, gdy muszę je wygospodarować i zawalczyć o nie 😉 doceniam je bardziej i dokładniej im się przyglądam. Rozkładam je na czynniki pierwsze… Obecność córki w moim życiu uświadomiła mi, jak ważne jest bycie sam na sam ze sobą. Jak jest to potrzebne i miłe dla wszystkich moich zmysłów. Dziś takie chwile wyciskam jak cytryna. Córka mnie nauczyła tego, by dokładniej przyjrzeć się chwilom ulotnym jak ulotka…

Nie miałam parcia na macierzyństwo. Dziś jestem wdzięczna losowi, że mam córkę, że mam dziecko. Kocham podróże, w podróży wiem, że żyję, że jestem tuż, tuż za wolnością…  Obecnie odbywam najtrudniejszą podróż – bycie mamą. Niebezpieczną podróż, a jednocześnie najbardziej słodką i intrygującą ze wszystkich. Dzięki córce odbywam podróż też do dzieciństwa, bo przy niej można tak się bawić, jak by się miało znowu 3 latka.

Jagodzianko wszystkiego dobrego bądź sobą, kochaną osobą.

Wszystkim dzieciom wszystkiego dobrego.

 

“Kiedy byłaś tak malutka,

że chcąc złapać mnie za rękę,

wyciągałaś swoje tak bardzo,

jakbyś chciała sięgnąć szczytu góry,

myślałam sobie: Kiedy wreszcie

siądziesz naprzeciw mnie i będziemy

mogły porozmawiać jak matka z córką.

Teraz siedzisz, mówisz mądre rzeczy,

a ja, patrząc ci w oczy, myślę sobie,

że chciałabym móc znów zmieścić

całą Ciebie w moich ramionach”.

Łapmy chwile…

Całuję asia :*

Jeśli macie dzieci, wiem, że nauczyliście je bardzo dużo, ale czego Wy uczycie się od dzieci? 🙂

 

26 komentarzy do “Moje dziecko mnie uczy. 5 rzeczy, które wbija mi do głowy córka.

  1. Dzieci pamiętają jeszcze , po co i w jakim celu zjawiły się na tej planecie 😀 Zanim jeszcze świat i dorośli zasypie i zaświeci im tę pamięć, dlatego chłoń kochana te niesamowite lekcje – bo to cenny dar od samego Stwórcy . 😘 pozdrawiam ciepło

    1. Witaj. “Dzieci pamiętają jeszcze , po co i w jakim celu zjawiły się na tej planecie” – bardzo mi się podoba i to prawda… dzieci są też jak biała czysta karta, może i o tym warto pamiętać i resetować czasami swoje karty, które są już bardzo kolorowe, czasami za bardzo. miłej niedzieli 🙂

  2. Także późno zostałam mamą, tak się złożyło i chyba mój syn nauczył mnie podobnych rzeczy.
    Właściwie nadal uczę się od dorosłego już dziecka:
    otwartości, odwagi w próbowaniu nowego, spontaniczności, luzu w podejściu do wielu spraw…podoba mi sie taka nauka:-)
    Pięknie i mądrze napisałaś:-)

    1. Hej. Poruszyłaś w swoim komentarzu ważną sprawę A mianowicie: ‘właściwie nadal uczę się od dorosłego już dziecka’ – Po pierwsze dla matki dziecko jest zawsze dzieckiem nie ważne czy ma 5 lat czy 55. Po drugie rodzic od swojego dziecka może się uczyć zawsze, od początku do końca… Dziękuję Ci bardzo pozdrawiam 🙂

  3. Cześć kochana! 🙂 Przeczytałam Twój tekst ostatni na blogu i zgadzam się z nim w 100 %…my z mężem bardzo długo czekaliśmy na naszą córeczkę. To nasza dziewczynka z chmur zamieszkała z nami jak miała 14 mies a ja 36 lat.Za kilka mies.będzie miała 5 latek i jest największym skarbem, szczęściem jakie otrzymaliśmy od życia..Ta krucha dziewczynka zmieniła nasze życie na lepsze, czas z Nią spędzony jest najcudowniejszym w naszym życiu. Jesteśmy szczęściarzami mając taką perełeczkę w domu! Uczymy się od Niej codziennie..nasza córeczka! 😊🙂 Spokojnej niedzieli! 🤗

    1. Witaj szczęśliwa mamo. Bardzo się cieszę że masz radość w sercu i zadowolenie, spełnienie… Oj tak, mała dziewczynka dużą dziewczynę może wiele nauczyć, potwierdzam. Dziękuję Ci i Pozdrawiam

  4. Przepięknie to wszystko opisałaś.
    Masz wspaniałą córeczkę i kochacie się nawzajem bardzo bardzo…
    Coś Ci powiem… trudno Ci pewnie będzie w to uwierzyć… ale całe życie dziecko będzie Cię czegoś uczyło. A Ty słuchaj i patrz i obserwuj uważnie.
    Powodzenia 🙂

    1. Dzień dobry. Dzieķuje za dobre słowa i dobrą radę, zapisuję już w pamięci i sercu. Otwieram uszy, otwieram oczy ,otwieram zmysły… pozdrawiam 🙂

  5. Nie mam dzieci- tak wybrałam i nie żałuję- więc nie czuję się kompetentna pisać cokolwiek w tym temacie. Napiszę tylko, że to przepiękna, mądra i pełna miłości notka 🙂 Niech szczęście Was nie opuszcza, kochajcie się, cieszcie się sobą i… nie ustawajcie w nauce 😉
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Witaj. Dziękuję za Twój komentarz w którym czuć empatię i zrozumienie… I który jest kompetentny 🙂 Niech nikt nie ustaje w zdobywaniu doświadczeń… pozdrawiam 🙂

  6. To prawda. Wciąż uważamy, że to my dorośli uczymy dzieci nowych umiejętności, nowych zabaw, nowych zachowan, nowych emocji. A tak naprawdę jest całkiem odwrotnie. To one wciąż uczą nas nowych rzeczy.

    1. Hej. zgadzam się z Tobą…dzieci mogą nas nauczyć tego co jest bardzo ważne – prawdy, naturalności i radości. Gdy są małe mają w sobie to “coś” co zanika z wiekiem… coś czystego… pozdrawiam 🙂

    1. Hej. Czyli mają wszystko to co często dorosłym brakuje… I jak tu się nie uczyć? To jest wyjątkowa szkoła – szkoła życia. Mali – wielcy wykładowcy 🙂 pozdrawiam

  7. Ech, pięknie to wszystko opisałaś… Utożsamiam się z tym bardzo. Niedługo zostanę mamą po raz czwarty i muszę przyznać, że każde dziecko to kolejne nowe doświadczenie, nowe emocje, nowe lekcje i nowy świat. I z każdym kolejnym dostaję od Pana Boga w gratisie coraz większą dawkę cierpliwości… Widać ciągle mam jej za mało…;)

    1. Witaj. Moja Córka jest za czterech – czasami mam takie uczucie 😉 A na całkiem poważnie to gratuluję i życzę cierpliwości i miłości bo spora to będzie grupa, oj będziesz miała kilku wspaniałych nauczycieli, już masz 🙂 pozdrawiam

    1. Witaj. Dziękuję Ci i cieszę się, że jakieś słowa, zdania w tekście uznałaś za piękne… Przesyłam morskie pozdrowienia 😉

  8. Witaj jeszcze wiosennym porankiem
    Właśnie znalazłam chwilę czasu, aby ponownie powędrować po wirtualnym świecie i odpowiedzieć na miłe słowa. W moim Ogrodzie czasem bowiem zapominam o wszystkim, ważna jest tylko ta chwila…. Podobnie jest z dziećmi. Ciesz się każdą chwilą z córeczką. Już jutro będzie bowiem inna. ale zapewne nie mniej urocza.
    Piękny, wzruszający tekst.
    Pogody w sercu i radości płynącej z pięknej, dojrzałej Pani Wiosny

    1. Hej. “Już jutro będzie bowiem inna. ale zapewne nie mniej urocza” – to prawda dziękuję za te zdanie. Patrzę na drzewo za oknem na niebieskim tle nieba otulone promieniami słońca, dziś wieczorem gdy niebo pociemnieje A słońce zacznie ziewać to i drzewo będzie już inne… pozdrawiam 🙂

  9. Śliczna ta Twoja Jagodzianka 🙂 Gratuluję!
    Nie mam dzieci, więc na temat macierzyństwa się nie wypowiem, ale wiem, że dzieci mogą nas wiele nauczyć. U mnie w rodzinie jest ich sporo i czasem podziwiam to, jak wiele szczęścia i mądrości są w stanie wprowadzić w nasze życie.

    1. Cześć. Dziękuję 🙂 Jagodzianka jest śliczna tak jak wszystkie dzieci. Wszystkie piękne, ale każde inne… 😉 Pozdrawiam

  10. A ja powiem tak – nigdy nie zrozumiem jak można zrezygnować, albo “odłożyć na potem” cokolwiek co się kocha ze względu na ciążę, a potem na dziecko. Oczywiście nie mówię o sytuacji, kiedy są jakieś komplikacje.
    Góry, rowery – tak, rozumiem, w ciąży ciężko. Po porodzie – czemu nie? Włączęgi, wyprawy i książki – kompletnie nie ogarniam. W ciąży, potem po urodzeniu córki podróżowałam, zwiedzałam, chodziłam, zajmowałam się swoim hobby – i nadal to robię!
    Przecież jesteś tą samą osobą – przed, w czasie i po ciąży. Dlaczego masz rezygnować z pasji?
    Może jestem kiepską matką, ale nigdy tego nie zrobiłam. Nie zrezygnowałam z siebie nawet na moment. Owszem, czas trzeba dzielić, inaczej planować, ale nie pozbawiać siebie tego, co kochasz.

    Niestety znam wiele osób, które tak działają, bo “ciąża i dziecko wszystko zmienia”. Czy na prawdę wszystko? Sama nie wiem…

    Nie czuję się komfortowo w tematach dziecięcych, mimo że również jestem mamą. Ale nie traktuję macierzyństwa jako podróż, tylko jak normalną (dla mnie, bo zawsze marzyłam o rodzinie) kolej rzeczy.
    Jakoś ciężko mi znaleźć wspólny język z innymi rodzicami. Zawsze mam wrażenie, że dziecko jest wystawiane na piedestale. Broń Boże to nie jest o Tobie, nie wiem jakie Ty masz ogólne podejście do macierzyństwa oraz do dzieci. Mówię tylko jakie ja mam doświadczenia z innymi rodzicami. Może zwyczajnie nie miałam szczęścia…

  11. Witaj Olu. Wspaniale Twój komentarz pokazuje to co często podkreślam – jak każdy z nas jest inny, jak ma inne doświadczenia, przeżycia i możliwości. Nie wszystko da się na blogu wytłumaczyć i nie wszystko opisać tak by było zrozumiałe od A do Z… Dlatego ważna jest wyobraźnia i tolerancja…piszącego i czytającego. Jesteś wyjątkową kobietą, matką, człowiekiem tak jak ja i tak jak inni – każdy na swój sposób – oryginalnie… Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *