Moja medytacja świadoma i ‘nieświadoma’, ta od dawna i ta od niedawna.

Moja medytacja świadoma i ‘nieświadoma’, ta od dawna i ta od niedawna.

To, że je tak nazwałam, to tylko moje osobiste spostrzeżenie, myśl i odczucie. Każdy może to rozumieć trochę inaczej, a przede wszystkim trochę inaczej przeżywać. Mnie najbliższa jest medytacja ‘nieświadoma’, stosuję ją od bardzo dawna, a nawet o tym nie wiedziałam. Wiedziało o tym moje wnętrze, ale nie rozum. Czyli działanie było intuicyjne i spontaniczne. Czyli… tak jak lubię.

‘Medytacja była praktykowana od czasów antycznych, jako część tradycji religijnych i wierzeń. Współcześnie jest często wykorzystywana do oczyszczenia umysłu.’

Zacznijmy jednak od medytacji, która jest bliska memu sercu, za którą podążam od baardzo dawna. Jest prosta i naturalna. Dziś wiem, że jest to pewien sposób życia.

MEDYTACJA NIEŚWIADOMA

Dach

Od najmłodszych lat jeździłam na wakacje do podwarszawskiej wsi, do rodziny, był tam raj na ziemi, dla mnie dziecka. Gospodarstwo było duże i rozległe. Więc gdy ruszyłam z rana na podbój świata, to zatrzymywałam się dopiero o zmroku. Było tam dużo różnych budynków, niskich i wysokich, przylegających do siebie i tych, które stały samopas. Dachy płaskie i bardziej spadziste. Byłam aktywnym dzieckiem, jeśli chodzi o zabawy i wyobraźnię. Urozmaicałam sobie powszechnie dostępną rozrywkę typu lalki, zabawa w sklep i szkołę. Wybierałam już wtedy coś co dostarcza adrenaliny, wysiłku, ale też pięknych i niedostępnych widoków. Wszystkie te dachy były moje. Ku rozpaczy mojej mamy. Dzisiaj, gdy patrzę na te budynki, wydaje mi się, że wejście na dach jest prawie niemożliwe. Prawie. Więc ja chwytałam się tego prawie i robiłam swoje.

Musiałam włożyć sporo wysiłku, by dostać się na szczyt dachu. Czujność, spryt i sprawność, ale przede wszystkim ciekawość dziecka. Łączyłam to wszystko razem i dostawałam się na górę, a potem dachami przechodziłam z jednego budynku na drugi. Siadałam zmęczona, nabuzowana adrenaliną. Widok i spokój wynagradzał trud wspinaczki. Byłam bliżej obłoków. Bliżej siebie. Uciekałam tam wysoko by odpocząć i by zobaczyć to, czego z dołu nie było widać. Siedziałam na tym dachu po turecku, wdychałam powietrze, nic nie mówiłam, byłam sama. Oglądałam pola i łąki, na których ospale spacerowały konie. Kładłam się na ciepłym dachu nafaszerowanym promieniami słońca, zamykałam oczy i byłam. Wszystko w ciszy, odpoczynku. Medytacja. Schodziłam, gdy naładowałam swoje osobiste akumulatory. Jak? Tą samą drogą albo… Obok budynków rosły wysokie drzewa, wystarczyło dobrze na nie zeskoczyć.

 Las

Mieszkałam przy samym lesie. Wydawało się, że las wchodzi przez okna do domu. Rano budziły mnie uroczo, przemądrzałe ptaki. Niektóre latem plotkowały już po godzinie 3. Las był nieodłącznym towarzyszem mojego dzieciństwa i dorastania. Był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Miałam Spaniela – suczkę. Las należał do nas. A my należałyśmy do lasu. Kilka razy dziennie w lesie. Znałyśmy wszystkie zakamarki, wiedziałyśmy ile grzybów rosło wczoraj i że dziś brakuje jednego 😉 …. Miałam ulubione polany, a na nich stare, powalone drzewa, na których robiłam przerwy, siadałam, wdychałam, patrzyłam. W ciszy. Odpoczynek. Medytacja. Zbieranie leśnych kwiatów, jagód i grzybów. W ciszy. Ja i las. Śledziłam trasę żuka gnojaka, który toczył kule większe od siebie. Czyli wszystko jest możliwe…? By spotkać zwierzęta trzeba było zachować spokój i cierpliwość. Spotykałam. Dziki, sarny, jelenie, lisy, motyle i mrówki. Las dał mi dużo możliwości. Wyciszał mnie i uspokajał. Dzisiaj wiem, że istnieje coś takiego jak terapia lasem – kąpiele leśne, polecane dla zdrowia ciała i ducha. Wtedy działałam intuicyjnie i spontaniczne.

Ogniska

O moim zamiłowaniu do rozpalania ogniska pisałam więcej tu. Ogień jest dobry, pod warunkiem, że trzymamy go w ryzach. Daje ciepło, światło, możliwość zagrzania wody i zagrzania myśli. Wpatrywanie się w ogień to…medytacja. Dużo odbyłam takich medytacji w swoim życiu, za co jestem wdzięczna. Wiosną, latem, jesienią i puchową zimą. Bez zbędnych słów, zbędnych myśli, zbędnych rzeczy. Pamiętam moje medytacje przy ogniu u wrót pustyni Gobi w Mongolii. Dom był bardzo daleko, a ten ogień był  takim bezpiecznym punktem. Ogniska są celem w wędrówce, są też często końcowym rytuałem dnia, zanim wskoczę do namiotu i oddam się pod opiekę tajemniczej nocy. Ogień ma w sobie magię. Hipnotyzuje, dlatego jest dobrym punktem zaczepienia podczas medytacji. Paląca się świeca to też ogień. I jest znakomitą metodą medytacji. Jest teraz tyle pięknych, naturalnych świec, nasączonych dobrymi olejkami eterycznymi. Warto przed snem zapalić świecę i pomedytować. Wpatrywać się w płomień i nic więcej.

Góry

Żeby wejść na górę trzeba trochę wysiłku i chęci. Trzeba zaznać tego zmęczenia, by móc doświadczyć odpoczynku na szczycie. Lubię w górach to, że są proste. Tam nie trzeba kombinować. Zasada jest prosta – iść do celu. Krok po kroku. Już w czasie wędrówki pod górę można doświadczać swego rodzaju medytacji. Gdy skupiam się na krokach, to tak jak bym skupiała się na oddechu, który w świadomej medytacji jest bardzo ważny. Świat gór jest dobrym miejscem, by doświadczać medytacji, by jej ulec świadomie i nieświadomie. Gdy docieram na szczyt i siadam zmęczona i widzę to całe piękno, które rozpościera się przed moimi oczami, wtedy robię to, co na dachach, kiedy byłam dzieckiem. Lubię to bardzo. Gdy tam tak siedzę, już nic nie muszę, tylko oddycham i patrzę w milczeniu, bo słowa często wcale nie są potrzebne. Medytacja.

Morze

Tak wielu ludzi kocha morze i możliwości, jakie daje. Ja też lubię, ale za co i kiedy pisałam dokładniej tu. Szum morza i odgłos fal uderzających o brzeg też jest hipnotyzujący. Powiew wiatru na plaży jest wyjątkowy. Cała ta sceneria sprzyja temu, by oddychać, być, patrzeć. Iść brzegiem morza bosymi stopami, przed siebie. Medytacja. Usiąść, położyć się na oceanie nieskończonej ilości kremowych ziarenek. Wiele osób wybiera nadmorską plażę na miejsce świadomej medytacji. Widok takiej osoby, medytującej jest piękny.

Jeziora, łąki, drewniane pomosty, trawniki, strumienie jest tych miejsc wiele, każdy może odszukać swoje  punkty, może już je ma, ale zapomniał… Zapomniał, bo są tak proste.

MEDYTACJA ŚWIADOMA

Niedawno zapisałam się na jednorazową, godzinną lekcję medytacji. Zaufałam kobiecie, która brała udział w warsztatach jogi na całym świecie i której pasją są podróże. Która jogę i medytację praktykuje od kilkunastu lat. Sama kiedyś uczyła się od najlepszych, dziś uczy ona, takie Asie jak ja. Wybrałam nauczycielkę intuicyjnie tą, którą podpowiadało mi serce. Powiedziała, że: podróż dzieje się w umyśle…odkrywanie dzieje się w sercu. Człowiek jej zdaniem bardziej nastawia się na podróż, a nie na odkrywanie, to błąd. Wystarczy jedna godzina nauki pod okiem specjalisty, by można było samodzielnie w domu wprowadzać się w stan medytacji świadomej, gdzie fundamentem i myślą przewodnią jest oddech. Chodziło mi przede wszystkim o to, by ktoś wytłumaczył mi podstawy. I czego się dowiedziałam?

  1. Postawa, kręgosłup wyprostowany. Siedzimy albo na podłodze (kwiat lotosu), albo na krześle, nie opierając się. Cały czas pamiętamy o prostym kręgosłupie. Podbródek nie może być za wysoko, ani za nisko. Ręce na kolanach lub udach, dłonie skierowane w dół, albo do góry. Dłonie można układać w charakterystyczny sposób, czyli mundry, ale na początku nie jest to konieczne. Stopy pewnie ustawione na podłodze. Nic nie może nas uwierać, boleć, szukamy pozycji najbardziej komfortowej taką, na jaką możemy sobie pozwolić. Na początku ciało będzie dawało różne sygnały, bo nie jest przyzwyczajone do takiej pozycji i do takiej ‘pracy’.
  2. Oczy najlepiej zamknięte, ale to nie konieczność (są dwie szkoły).
  3. No i oddech… musi być świadomy, głęboki. Staramy się poczuć go w brzuchu. Na początek nauczyła mnie prosto: gdy robię wdech nosem w myślach mówię np.: jeden, albo wdech, albo wdycham spokój. Przy wydechu przez nos w myślach mówię: dwa, wydech lub wydycham stres (to są proste przykłady i początki).
  4. Myśli. Trzeba się ich wyzbyć, ale uwaga nie na siłę. Nic w medytacji nie może być na siłę. Twoim zadaniem jest skupić się na oddechu, a nie na myślach. One będą, będą się pojawiać, a na początku przygody z medytacją będzie ich bardzo dużo. Trzeba im pozwolić odpływać jak obłokom na niebie. Obserwować je z boku i nie przywiązywać się do nich. Będziesz słyszał szczekającego psa i wiesz, że szczeka, ale nie wchodź w rozkładanie tego na czynniki pierwsze. Nie staraj się też na siłę wymazać myśli, która się pojawiła, bo otoczysz ją niepotrzebną energią, która miała iść w stronę oddechu.
  5. Czas trwania. Początek 5 min. Krótko i długo zarazem. Nie rzucaj się na głęboką wodę. Jeśli spróbujecie, zrozumiecie o co mi chodzi. Umysł będzie cię zniechęcał, będzie podpowiadał, że to bezsensu itp. Musisz, być świadomy tego i mówić sobie, że to ma sens, bo robisz coś dla siebie, a efekty przyjdą, ale z czasem.
  6. Konsekwencja. Trzeba świadomie do tego dążyć. Na początku potrzeba dyscypliny i systematyczności, później powinna przyjść większa naturalność i większa przyjemność. Początki są trudne.
  7. Wdzięczność. Na koniec medytacji warto podziękować, zwłaszcza sobie.

Wszystko wydaje się proste, ale nie jest. Wszystko wydaje się trudne, ale jest proste. Mnie zależało na podstawie i prostocie by w ogóle móc zacząć. Znam siebie, więc nie chciałam się za szybko zniechęcić 😉 Nie chciałam za wiele informacji na początek i wiele technik. Wiem, że do mnie przemawia prostota i tego się trzymałam. Nic na siłę.

Nie piszę tego wszystkiego jako specjalista, bo wiem jeszcze bardzo mało, piszę z punktu początku drogi. Nie wiem gdzie mnie ta droga zaprowadzi i jak daleko. Doświadczam. Piszę o moim osobistym doświadczeniu, dzielę się z Wami tym czego próbuję. Sama potrzebuję wskazówek, bo jest to da mnie nowe doświadczenie, więc jeśli ktoś z Was je ma, to proszę niech wpisze w komentarzu.

Medytować najlepiej jest z samego rana lub wieczorem. Ja ze względu na Jagodziankę, robię to przed snem (gdy Jagoda już padła) 5 min, głębokiego wdechu i wydechu, świadomego i odczuwalnego w moim ciele. Jeśli opanuję te 5 min, wtedy będę zwiększała czas trwania w medytacji. 5 min, od którego wszystko się zaczyna i które z czasem przyniesie ukojenie.

Korzyści z medytacji:

  • Polepsza pamięć i koncentracja uwagi.
  • Wpływ na inteligencję emocjonalną i empatię.
  • Zwiększa asertywność.
  • Pozytywny wpływ na ciśnienie krwi.
  • Pomaga w bezsenności, migrenach.
  • Leczy depresję i stany lękowe, nerwice.
  • Warto stosować ją w kryzysach życiowych.
  • Oczyszcza umysł.

Myślę, że każdemu z nas medytacja przyniesie taką pomoc, jakiej najbardziej potrzebuje. Ja próbuję, ponieważ pragnę wyciszenia i zresetowania umysłu przed snem, a także dokładniejszego dotlenienia organizmu. Oddech dla organizmu jest mega ważny i to nie jest tajemnica. Medytacja jest w pewnym sensie sprawą intymną i osobistą, to też jest ważne, ponieważ można doświadczać prawdziwego siebie. Nazywają to medytacją, ale ja to nazywam też – zatrzymaniem się na chwilę i chyba o to mi chodzi najbardziej.

Techniki medytacji są opisane w książkach i internecie, ale mi bardzo zależało na indywidualnym spotkaniu z nauczycielem. Namacalnym spotkaniu z człowiekiem, który na tym się zna i który będzie umiał mi wbić do głowy, na chłopski rozum z czym to się je, jak to jeść, a ja sama zadecyduję czy będę chciała to zjeść. Nie chcę więcej pisać, zanim sama nie doświadczę  – więcej. Jeśli moja przygoda z tą formą medytacji będzie trwała dłużej i systematycznie podzielę się z Wami moimi przeżyciami i uwagami. Bardzo bym chciała spróbować takiej medytacji na łonie natury, teraz uczę się w domu. Dzisiaj próbuję, staram się być systematyczna i uważna. Te 5 min jest wyzwaniem, ale powiem Wam w sekrecie, że coraz częściej odczuwam przyjemność i dobrowolnie idę w tę podróż, mimo że jest wymagająca, ale mam nadzieję na pozytywne efekty. To czas dla mnie i dla oddechu, który jest tak ważny, a my zapominamy, że w ogóle oddychamy.

“Medytacja jest duchową konsumpcją.”

Pozdrawiam Joanna 😉

I co myślicie o moim nowym pomyśle? 😉 

34 komentarzy do “Moja medytacja świadoma i ‘nieświadoma’, ta od dawna i ta od niedawna.

  1. Już nie jestem fanką tej metody na życie, ale kiedyś praktykowałam tą, oraz wizualizacje podczas medytacji, to zgoła wychodziło mi najlepiej, jakiś tam wyższy levela nawet miałam.
    Lecz od tego przekonania odwiodły mi pewne zdarzenia oraz nowo-nabyta wiedza odnośnie i przestałam się tym zajmować.
    Serdeczności przesyłam.

    1. Hej. masz na myśli medytację świadomą? Ja też nie jestem jej fanką (jeszcze) i nie jest to mój sposób na życie. Próbuję, smakuję, doświadczam. Sprawdzam. Jestem osobą której takie zatrzymanie 5 min może pomóc po prostu… się zatrzymać. I oddech, który jest nam najbardziej potrzebny, może warto go celebrować 5 min? Szkoda że nie napisałaś więcej o swoim doświadczeniu, jestem ciekawa. Natomiast jestem fanką medytacji ‘nieświadomej’ i jest to mój styl życia. Miłego dnia 🙂

      1. Taka nieświadoma o jakiej opowiadasz, kojarzy mi się po prostu z restartem mózgu. Zawsze gdy jestem gdzieś pośród dzikości i zazwyczaj wtedy bliżej nieba, zachodzi coś takiego. Nazywam to chwilą odrealnienia. Oderwania od ziemi, a dokładniej od przyziemnych spraw. Czas rozwiązywania problemów albo przyglądania się pewnym sprawom z dystansu. Nie ukrywam, że w to często wchodzi rozmowa z Bogiem.
        Moje dawne doświadczenia z pełną medytacją dotyczą strefy spirytystycznej. Myślałam, że jest dobrze, a nieświadomie otwierałam się na wpływy od złej strony. To może zabrzmieć dziwnie, dlatego zwykle nie opowiadam o tym nikomu. W dobie realistów takie historie brzmią jak opowieści SF z domu wariatów. Po prostu oczyszczając umysł staje się on jak gąbka i nigdy nie wiadomo na co go tak naprawdę otwieramy.

        1. Domyślam się co masz na myśli. Dlatego często piszę o tym by zachować umiar nie przesadzać, szukać złotego środka. Nie chciałabym się w nic zagłębiać, szukam prostych sposobów. Oddech jest prosty, a zapominamy… Zatrzymać się i poczuć oddech ,A nie myśli, które ‘molestują’ nas nawet jak śpimy… miłego dnia 🙂

  2. Medytacja nieświadoma jest mi znana, praktykuję podobnie i coraz częściej jest mi potrzebna. Świadomej nigdy nie próbowałam, ale na razie nie odczuwam potrzeby takowej…

    1. Dzień dobry. Właśnie, myślę że ta medytacja ‘nieświadoma ‘ jest nam najbardziej potrzebna i naturalnie zgodna z naszym ciałem i umysłem. Wszystko inne może pomóc, ale nie musi. Chciałabym to sprawdzić, zobaczymy 😉 pozdrawiam

  3. Bardzo ciekawe spojrzenie na życie. Nie zetknelam się z taką medytacja (aż nie wiem czy można się do tego przyznać). Poczytam jednak jeszcze parę razy i na pewno inaczej na to spojrzę. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    1. Witaj. Krystyno, mamy prawo nie znać czegoś, nie słyszeć o czymś, nigdy wcześniej czegoś nie widzieć…
      Mamy prawo być, mamy prawo być sobą, mamy prawo decydować co poznamy, a czego nie. Na wszystko przychodzi czas u każdego indywidualnie. Pozdrawiam 😊

  4. Pięknie napisane, ja od roku praktykuję medytację świadomą ( nie wiedziałam, że to się tak nazywa)Początki były trudne. lecz teraz po pół godzinie, jeszcze mam niedosyt. A ta świadoma – to właśnie zachwyt nad “zwyczajnym , niezwyczajnym” tym, co nam jest dane w drodze. Pozdrawiam ciepło

  5. Hej. Ważne by się zatrzymać dla siebie samej, ważne by widzieć jakiś sens ,jakieś swoje światełko, które daje moc, czasami może być to światełko uroczego, latającego świetlika 😉 pozdrawiam

    1. Jest coś lepszego niż film. Książka, zwłaszcza osobista… a od książki tylko ciekawszy jest świat… pozdrawiam 😉

  6. Nie praktykuję medytacji, ja po prostu lubię czasem się na chwilę zatrzymać. Usiąść na środku łąki, z twarzą skierowaną ku słońcu, zamknąć oczy i nie myśleć o niczym. Taki reset mózgu, który pozwala mi wrócić do życia z większym spokojem i energią do działania.

    1. Hej. Czyli praktykujesz ‘Nieświadomą’ jeśli brać pod uwagę to co opisałam i jak. Wspaniale 🙂 pozdrawiam

  7. Też medytuję nieświadomie, świadomie czasem mi się zdarzy ale nie jest to coś czego koniecznie potrzebuję. Wszystkie te miejsca góry, dachy, lasy , morze, a także widok ognia kocham jak Ty. nawet dziś musiałam na chwilę rzucić wszytko i pójść na chwilę do lasu by odnaleźć siebie i siłę do dalszej pracy. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Witaj. I dobrze zrobiłaś bo las jest dobry. Ja np. dziś siedziałam przy oknie i wpatrywałam się w burzę – deszcz i wiatr które razem tańczyły, a burza im grała…medytacja. Pozdrawiam 🙂

  8. patrzyć w ogień to czysta przyjemność. i niepotrzebna do tego żadna nazwa i definicja. czas staje się wtedy jak spuszczony ze smyczy pies – nigdy nie wiadomo kiedy wróci. i czy w ogóle.

    1. Hej. Spuszczony jak ze smyczy – lepiej nie można było podsumować… ‘medytacji’ 😉 Tak, czasami nie potrzeba filozofii…wszystko się dzieje samo. Nazwy są lub ich nie ma – jak kto woli. Pozdrawiam

  9. to co nazywasz “medytacją świadomą” ja znam pod nazwą “shikan taza”, a dokładniej, to pewną wprawkę do tej praktyki… mawia się też na to “ćwiczenie obecności”, albo jeszcze inaczej, zresztą nazwa nie jest istotna… sprowadza się to do próby czystej percepcji tego, co jest, bez tworzenia sobie zbędnych myśli, które tylko brudzą szybę, przez którą postrzegamy świat… a pozycja z prostym, pionowym kręgosłupem to tylko trick techniczny, aby trudniej było zasnąć lub odjechać w świat iluzji, które umysł nader chętnie tworzy /dlatego zresztą zalecane jest nie zamykać wtedy oczu/…
    generalnie jednak chodzi o coś innego, niż ćwiczenie dla samego ćwiczenia… myk polega na tym, by zachować taki stan umysłu cały czas, z chwili na chwilę…
    to można fajnie ująć takim stwierdzeniem: “ćwiczyć po to, by nie musieć ćwiczyć”… czyli tak naprawdę podział na medytację “nieświadomą” i “świadomą” jest pewną fikcją, gdyż obie są tym samym, fikcją która może być pomocna, ale tylko wtedy, gdy się do niej nie przywiązujemy, nie nadajemy jej żadnego znaczenia…
    p.jzns :)…

    1. Witaj. Tak jak napisałam na samym początku każdy będzie to nazywał inaczej, postrzegał inaczej i czuł inaczej. I to w sumie jest fajne. Każdy będzie w tym doświadczeniu inaczej funkcjonował i u każdego będzie to inaczej wyglądało. Chyba chodzi o to by spotkać się ze sobą i przechytrzyć myśli, ale nie na siłę bo gdy pojawi się siła zniknie ‘medytacja’. Pozdrawiam i dzięki 🙂

    1. Hej. Można spróbować i to co trudne spróbować zmienić na łatwe, kto wie może się uda. Żuk gnojak próbuje i dobrze mu się toczy… pozdrawiam 😉

    1. Hej. Ostatnio była pełnia, księżyc wyglądał jak pulchna, pomarańczowa dynia… Ciekawie i kusząco. Zerkałam zza firanki, zatrzymując się … Pozdrawiam 🙂

  10. Bardzo podobają mi się Twoje sposoby na medytację nieświadomą, sama je czasem stosuję, nieświadomie właśnie 🙂 Teraz próbuję wdrożyć się w regularną medytację bardziej świadomą, formalną. Choć joga mnie nie kręci, ale medytacja uważnościowa jak najbardziej 🙂 Dla mnie to sposób na wyciszenie i złapanie kontaktu ze swoim wnętrzem.

    1. Hej. Każdy stosuje swoje własne medytacje ‘nieświadome’, każdy inne i podobne. Przyroda jest znakomitym pomocnikiem i przewodnikiem. Szukajmy i próbujmy, A natura niech nam gra 🙂 pozdrawiam

    1. Hej. To masz najlepszych nauczycieli 😉 Jagodzianka uczy mnie cierpliwości i to od rana do wieczora, bardzo dobry z niej nauczyciel… miłego dnia

  11. Witaj powoli kończącym się majem
    Najlepsze życzenia imieninowe. Przepraszam, że dopiero dzisiaj , ale nie miałam wcześniej dostępu do sieci.
    Morze, las, góry…. tam mogłabym medytować. Ogień zawsze mnie fascynował, a po daszku kiedyś biegałam ku utrapieniu mojej mamy
    Pozdrawiam moim ulubionym zapachem akacji, którym zachwycam się teraz na każdym kroku

    1. Witaj. Dziękuję za pamięć i życzenia, to miłe 🙂 zapach akacji jest magiczny i wyjątkowy… pomału wchodzimy w świat czerwca, niech nam sprzyja. pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *