Kierunek Bieszczady, nasze drogi i nasze spontaniczne wybory.

Kierunek Bieszczady, nasze drogi i nasze spontaniczne wybory.

Spontaniczne wypady były naszą specjalnością. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi. Nigdy nie było problemu, by wsiąść w samochód, na motor, na rower czy odpalić nogi i jechać lub iść przed siebie. A nawet jak był problem, to udawaliśmy, że go nie ma. I dało się, zawsze. Chcę by było tak nadal. Kocham to! Przyhamowała mnie trochę Jagodzianka, która wyskoczyła ze mnie i powiedziała jak zawsze: „Mamo, mamo hamuj”. Cóż było robić? Zahamowałam. Jednak mam zamiar ruszyć znowu przed siebie, jest co nadrobić. Będzie dobrze, nawet z Jagodą pod pachą.

– Co robimy? – pyta ona

– Dawaj, w kierunku Bieszczad – odpowiada on.

– Kiedy?- znowu pyta ona

– Jak najszybciej – komunikuje on.

Znam te dialogi dobrze, znam je na pamięć. Rozmowa wyglądała zawsze podobnie, zmieniał się tylko kierunek i godzina wymarszu lub wyjazdu. Tak wyglądały grube lata mojego życia. Zawsze w drodze, zawsze w ruchu, zawsze goniąc wolność. Dziś moje poglądy, zamiłowanie i chęci, by dalej tak robić nie ustały. W myślach i sercu nadal to robię, nadal jestem gdzieś na szlaku. Dziś, musiałam zwolnić. Staram się kontynuować to co pokochałam, ale biorąc pod uwagę zmiany, jakie zaszły dookoła mnie. W środku niewiele się zmieniło.

– Więc co robimy Kochani?

-……..

– Dawajcie, z nami, coś Wam pokażę.

Nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by zasmakować wolności i piękna przyrody. Wszystko jest za progiem domu. Podróż zaczyna się w chwili, gdy o niej pomyślisz, gdy o niej zamarzysz. Od ciebie zależy, co zobaczysz, co usłyszysz i co poczujesz. Bądź otwarty. Zbaczaj z utartych dróg. Szukaj siebie tam, gdzie inni by nie szukali. Nie bądź wybredny. Zaufaj spontaniczności.

‘Podróżowanie nie zależy od ilości posiadanych pieniędzy, ale od ilości posiadanej odwagi’

Maj sprzyja wypadom spontanicznym. Opuszczamy dach samochodu i przed siebie. Bez większych planów, oczekiwań i bez większej kasy 😉 Ważne, że auto napiło się benzyny i może nas zaprowadzić tam gdzie oczy poniosą. Spanie, jedzenie? Wszystko będzie. No może nie tak jak większość sobie wymarzyła, ale my jesteśmy zadowoleni, to nasz wybór. To nasz czas.

Lubimy zatrzymywać się wszędzie tam, gdzie poczujemy dobrą energię, gdzie widok zachwyci. Nie jedziemy na łeb na szyję. Omijamy autostrady. Wybieramy boczne wiejskie drogi. Jak człowiek często wiele traci, będąc w podróży… A wystarczy zjechać z głównej drogi, odbić w prawo lub w lewo, by za pagórkiem odkryć miejsca z pozoru nie do odkrycia. Znam takich miejsc tysiące, a ile jeszcze nie znam?

Drewniane zaspane kościoły, wiejskie sklepiki jak z filmu Ranczo, opuszczone pałace i przyroda, która chciała się schować, a jednak mamy ją. Wszystko ukryte czeka na tych, którzy „zaryzykują”.

Oglądamy, zwiedzamy,  zatrzymujemy się  w wiejskich sklepach, których klimat ma smak wakacji. Przesiadujemy na małej, drewnianej ławce i jesteśmy szczęśliwi. Szczęśliwi. Nie ma celu, jest droga. Kto to zrozumie, złapie przynajmniej za jedną nogę – wolność.

A gdy słońce zaczyna ziewać, czas na nocleg. Gdzie? Wszędzie. Często zwlekamy do ostatniej chwili z rozbiciem namiotu i zawsze musimy za to zapłacić – rozkładamy go po ciemku. Co łatwe nie jest, ale my już mamy tyle takich sytuacji za sobą, że potrafimy zrobić to szybko nawet z zamkniętymi oczami 😉 Trzeba się było wiele nauczyć… Rozbijamy się na dziko. Tam gdzie podpowiada nam intuicja.

Noce są ciemne i ciche. Gdy to tylko możliwe rozpalamy małe ognisko. Ogień jest dobry, gdy trzyma się go w ryzach. Ogień daje nam dużo. Ciepło, światło, możliwość przygotowania jedzenia i ciepłej wody.

Słyszę szalone świerszcze, widzę psotne świetliki.

Noce bywają chłodne, zdążyłam się przyzwyczaić – tyle lat… Bywa i tak, że sypiamy w aucie.

Gdy o poranku otwieramy namiot (specyficzny odgłos rozsuwanego zamka), naszym oczom zawsze ukazuje się coś niezwykłego, ciekawego i zazwyczaj jest to zaskoczenie. Wozimy ze sobą podręczną, małą kuchenkę gazową i wodę w butelce. Rano w takich miejscach gorąca herbata smakuje jak za milion dolców. Jemy drożdżówkę z wiejskiego, zapyziałego sklepiku. I jesteśmy.

Pora się umyć. Strumieni, rzek i jezior jest na szczęście pod dostatkiem. Opanowaliśmy dobrze sztukę mycia się często w zimnej wodzie. I dalej w drogę.

Czas kupić mleko i zrobić kawę, tam gdzie, dusza zapragnie. Mamy kuchenkę, mamy kubki, mamy siebie. Mamy czas, którego często brak… Nie ważne, teraz i dziś go mamy. Uwielbiam te nasze kawy, są z nami od zawsze i dobrowolnie z nich nie zrezygnujemy. W takim wydaniu, w takich okolicznościach smakują najlepiej. Gdy pada deszcz, wiejskie przystanki autobusowe nadają się do tego doskonale. Znam to dobrze…

Odpoczynek na łąkach, leżakując i licząc watę cukrową na niebie – uzależnia i zawsze zostaje w pamięci.  Lubię wałki słomy, które usiadły sobie na polach. Siadam i ja na nie. Nic nie mówimy, medytacja, naturalna i niezaplanowana. Wypatruję krów, wypatruję sielskiego widoku, który kiedyś był normą i inaczej być nie mogło. Dziś coraz mniej koni, krów i owiec. Trzeba łapać chwilę i łapać te zwierzęta, zapisując obraz w sercu.

Obiad?

Kiełbasa i ziemniaki z ogniska lub fasolka podgrzana w rondelku na naszej niezawodnej kuchence. Czasami jadło w przydrożnym barze, niewyszukane, proste i tanie. Jeszcze tyle mamy do zobaczenia, do przejechania do odkrycia…

Odwiedzimy jezioro, wejdziemy na górę, zaszyjemy się w lesie, odpoczniemy pod starą, chałupą z bali. Dzień ma dla nas atrakcje, które wiele nie kosztują. Noc ma dla nas schronienie. Bywało tak, że zatrzymaliśmy się na noc w jakimś miejscu, jednak po wyjściu z samochodu coś mi nie dawało spokoju, coś mnie w tej mecie uwierało. Nic na siłę. Wsiadamy do auta i jedziemy dalej, szukać bardziej komfortowego miejsca, które nas przygarnie.

Lubimy też agroturystyki, które prowadzą ludzie z pasją. Odwiedzamy takie miejsca, jeśli możemy sobie na to pozwolić. Wszystko kosztuje… Jest tak wiele pięknych miejsc i domów, które oferują gościnę. Gospodarze często żyją w zgodzie z naturą, oferują dobre i zdrowe jedzenie, piękne widoki i nocleg urządzony ze smakiem i klimatem. To ich sposób na życie, ciekawy sposób. Myślę, że i ja mogłabym odnaleźć się prowadząc taki pensjonat lub agroturystykę. Jednak tam pasja sama nie wystarczy, jest też potrzebna praca i zaangażowanie. Trzeba dać dużo siebie, by móc zebrać dobre plony. Jest wielu takich ludzi, którzy dzielą się swoim życiem i pięknym miejscem, które wybrali. Podziwiam ich i gratuluję, miałam przyjemność poznać takie miejsca i tych niezwykłych gospodarzy.

Jedziemy dalej.

Dni w podróży wyglądają podobnie, a jednak każdy jest inny, oferując zawsze coś, co pozwoli człowiekowi się zatrzymać pomyśleć, pobyć, uśmiechnąć się i wzruszyć. To wszystko jest i czeka. To wszystko pozwala poczuć nam się wyjątkowo i niezwykle. To takie proste, że aż niemożliwe… Możliwe.

‘Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej’

Nie ważne jest miejsce w jakim mieszkasz w Polsce. Nie ma granic. My jesteśmy swoją granicą, najtrudniejszą. Uczyłam się takiego stylu życia. To nie są tylko niedzielne, sporadyczne wyskoki. To się stało częścią mojego życia i moim sposobem na to życie. Kiedyś tak nie było, musiałam to odszukać w sobie, odważyć się i zaryzykować, dać się porwać. Nie wiedziałam czego mi brakuje, a brakowało mi smaku wolności, który każdy z nas może sobie uszyć na własną miarę. To jest tylko przykład. Jakiś urywek z całości, która trwa i która żyje w nas. Dla jednych będzie ten opis znajomy, dla innych mało wybuchowy, a jest też grupa ludzi, dla których będzie to nowość i zaskoczenie. Byłam kiedyś  w tej ostatniej grupie, ale wyszłam z niej, bo tak zadecydowałam. Teraz nie boję się spać na dziko w namiotach, myć włosy w strumieniach, wysuszyć na stacji benzynowej lub oddać je wiatru niech dmucha. Chodzić tam gdzie tylko z pozoru jest niewygodnie. Tak staram się żyć w Polsce w trakcie włóczęgi i tak samo robię, gdy jestem na wyprawie w świecie, nie ma to znaczenia.

To wszystko to takie nic, a jednak to wszystko to takie COŚ.

Tak wiele jest tych wypadów, tych miejsc i przygód. Tak wiele brudnych rąk i buzi, tak wiele rzek, które zmywały ten trud i kurz. I czeka to wszystko nadal, a ja korzystam. Jagodzianka będzie miała pełne ręce roboty – brudne ręce i brudną beztrosko, uśmiechniętą buzię 🙂

Bywa i tak! 😉

Do następnego wypadu, pozdrawiam asia ;*

Podoba się Wam taki wypad All inclusive ?

28 komentarzy do “Kierunek Bieszczady, nasze drogi i nasze spontaniczne wybory.

  1. kiedyś przyjaciel powiedział mi, że zastać mnie w domu w weekend, to chyba musiałbym być chory. a kiedy w tygodniu opowiadałem emocje z weekendu wzdychał tylko, że też by chciał. wybierał się ze mną ze dwa lata, aż zapomniał, chociaż dalej opowiadałem. a Ty swoją opowieścią przypomniałaś mi te chwile. dziękuję.

    1. wiem o czym mówisz, znajomi i niezajomi często nalegają bym opowiadała o wyprawach. I każdy by też chciał tylko… nikt tego nie robi.
      Gdy dziś o tym pisałam pojawiło się w moich myślach tyle wspomnień ,wiele nie do opisania, pisałam dla Was, ale chyba przede wszystkim dla siebie, lubię tam wracać… pozdrawiam 🙂

  2. Pięknie to napisałaś, mogę się podpisać, jedynie na noclegi w namiocie jestem za stara, reszta może być 🙂
    To prawda, że podróż, zaczyna się przy planowaniu, a wszystko w drodze może być przygodą!

    1. Jotko udam że nie przeczytałam tej wymówki o starości czy coś w tym stylu… Natomiast bardzo się cieszę że jesteś otwarta na wyprawy i ‘niewygody’, niejedną kiełbasę byśmy z ogniska zjadły 😉

    1. Dzień dobry. Coś za coś…trzeba dokonywać wyborów. I iść…najlepiej za głosem wewnętrznym. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    1. hej. Warto wychodzić ze swoich stref komfortu 😉 Każdy powinien odbyć taką wyprawę – tak myślę. pozdrawiam

  3. Witaj nadal majowo
    Pytasz, co u mnie słychać? Dziękuję, u mnie maj, ciągle zimny maj. Ale czy melancholii śladów brak? Chyba nie. Zresztą jak przeczytałam Twoją opowieść, to zatęskniłam za taką wędrówką, ale z tym samym “ale” co Jotka :)))
    Przede wszystkim dziękuję, za piękne słowa pozostawione na moich zielonych stronkach.
    “Uroczo staroświecko… ” Tak napisałaś. (może więc to powyższe “ale” jest uzasadnione?) Naprawdę ciepło zrobiło się w sercu na duszy.
    Gdyby to mogła przeczytać moja pani od polskiego… Przecież byłam z tego przedmiotu trochę matołkiem.
    Pozdrawiam ciepło przesyłając uśmiech

    1. hej. Dla mnie słowo- staroświecko- ma więcej plusów niż minusów. a jak doda się jeszcze – uroczo staroświecko, to jest poezja 😉
      Tak, nauczyciele też się mylą, to nie wyrocznia. pozdrawiam.

  4. Ech… Dzięki Twojej opowieści wróciły wspomnienia z młodzieńczych wypraw z przyjaciółką. Autostopem. To była przygoda! Nigdy nie wiedziałyśmy, gdzie wysiądziemy:) Dziś z rodziną podróżuję już trochę inaczej. Ale taka dzika, spontaniczna włóczęga ma w sobie coś magicznego!

    1. hej. więc wiesz o czym napisałam cieszy mnie to 🙂 A autostop to materiał na kolejną opowieść. pozdrawiam.

  5. Ale mieliście super wyjazd! Bardzo się cieszę, że cała rodzinka dobrze się bawiła. Nawet nie wiesz jak bardzo zgadzam się ze stwierdzeniem iż podróżowanie nie zależy od ilości posiadanych pieniędzy, ale od ilości posiadanej odwagi! (:

    1. hej. Może nie jest przyjemnie jak ubrania mokre A buty przemoknięte ale da się, opanowaliśmy i chowanie się przed deszczem i…wędrówki w mokrych rzeczach 😉 Wszystko dla ludzi – nawet deszcz. buziaki

    1. witam. wszystko się zgadza 😉 natomiast Bieszczady to pretekst by wyruszyć ,by gonić wolność by poznawać inne powietrze…. pozdrawiam

  6. Witam:-) Kocham podróże. Te małe i duże. Polskie i… światowe. Nieważny jest cel, liczy się droga, przygoda i… nałapane kwiczoły. Bieszczady bardzo lubię. Moja połówka pochodzi z tamtych stron:-) Gratuluję tej pięknej wyprawy i pozdrawiam serdecznie!

    1. Hej. O Bieszczadach można wiele napisać, wiele pięknego. Ja napisałam o drodze i to tylko zarys… pozdrawiam 🙂

  7. Witaj pięknym majem
    Tak powinnam napisać, ale czy rzeczywiście mamy piękny i słoneczny maj? Taki zapewne byśmy chcieli. Ale przecież jest on typowy.
    Nie zmarzłaś tam w Bieszczadach?
    Życzę dużo słońca, dużo ciepła, spokoju i długich chwil z ulubioną książką, bo jak widzę czytasz….Kiedyś też dużo czytałam książek o tej tematyce, o której piszesz

    1. Cześć, Nie zmarzłam w Bieszczadach. Też życzę dobra 🙂 Kiedyś tematyka wojenna zwłaszcza książki były ze mną bardzo często i intensywnie, dzisiaj też są mi ‘bliskie’ ale jest to już bardziej wyciszone… Pozdrawiam

  8. Tak! Takie dzikie wyjazdy są super.
    Odnośnie nocowania na dziko, ostatnio ściągnęłam sobie aplikację park4night – pokazuje dzikie miejsca noclegowe. Ogólnie polecam 🙂 W wielu są zdjęcia, opisy, opinie 🙂
    Generalne właśnie tak na dziko objechaliśmy Szkocję. Noclegi w aucie (nie mamy namiotu, ale są śpiwory), obiady na polu, na plaży, w lesie – gdziekolwiek. Myliśmy się głównie na stacjach benzynowych – tam są prysznice. Albo na postojach dla tirowców. Było świetnie.
    Najbliższy kierunek Alpy – będzie tak samo 🙂

  9. Witaj. Jeśli są w aplikacjach to już nie są dla mnie dzikie miejsca 😉 zwłaszcza jak są tam opisy i zdjęcia. Szkocja to moje marzenie – właśnie przejechać całą. Spać w namiotach, tam można na dziko i bez pozwolenia. Szkocja ma w sobie klimat, który bardzo mnie pociąga i wzywa. Mam w planie ją zaatakować. Powodzenia i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *