Przedświąteczny kogel-mogel. Czyli jajka, tradycja, ozdoby i ciasto na dokładkę.

Przedświąteczny kogel-mogel. Czyli jajka, tradycja, ozdoby i ciasto na dokładkę.

Można by dzisiaj rozpocząć takimi słowami: życie jajkiem się toczy. I chyba coś w tym jest, a już na pewno dzisiaj, gdy wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. A że jajko zawsze chce być mądrzejsze od kury, to proszę bardzo – jajko na stół!

O jajku słów kilka:

  • Kolor skorupki i żółtka nie ma większego znaczenia
  • Każde jajko powinno mieć stempel, a na nim numer 0-3
  • Kura, która żyje w warunkach naturalnych, znosi około 130-200 jaj rocznie, te w hodowli nawet 350 rocznie…
  • Nr 3 oznacza chów klatkowy – czyli więzienie dla kur! (nie mogą się nawet ruszać)!
  • Nr 2 oznacza chów ściółkowy – kura też jest zamknięta, ale może swobodnie się ruszać…
  • Nr 1 oznacza chów wolnowybiegowy – kurka biega w ciągu dnia na podwórku je robaczki, a na noc wraca do klatki.
  • Nr 0 jest to chów ekologiczny – kura biega sobie wolno i wraca do domu, kiedy chce. Zimą dostaje paszę ekologiczną.
  • Świeże jajko ma do 28 dni.

“Złe jajka posiadają symbol „3”. To jaja z chowu fermowego. Kury są trzymane przez całe ich życie w ciasnych klatkach. Takie jaja mają więcej cholesterolu o 30 %, dużo wody, hormony i znikome ilości witamin, które pochodzą z z syntetycznych dodatków do pasz. Jaja z takiego chowu częściej powodują alergie, a naukowcy i lekarze odradzają ich kupowanie i podawanie dzieciom. Zapach jajek jest ostry, podobny do siarkowodoru.”

Hmmm… Od dłuższego już czasu kupuję jajka od szczęśliwych kur. Jeśli nie w sklepie, to w podmiejskich wsiach.

Pamiętam, gdy byłam dzieckiem u mojego wujostwa w podwarszawskiej wsi był raj. Były zwierzęta, były owoce i warzywa, w szklarniach kolorowe kwiaty  i zielona papryka, której smaku nigdy nie zapomnę. Dziko pod płotem rosły rubinowe maliny. Prosto od krowy mleko- białe jak kwitnąca wiśnia. Konie jadły mi z ręki dzikie jabłka, które zrywałam za stajnią pachnącą sianem. Był kot i pies w pakiecie z wiejskimi pchełkami – tak to było. Kury chodziły jak chciały i znosiły złote jajka… Ubierałam kalosze, brałam koszyk i szłam do kurnika pełna emocji i podekscytowania: O jest! Jest jajko – cieszyłam się bardzo… Były to jajka złote. Bezcenne, bo zdrowe.

Gdzie mogę, gdzie czuję, tam zmieniam małymi krokami na lepsze…

„Nie można zrobić omletu nie tłukąc jajek”

O tradycjach słów kilka:

Kto mnie choć trochę poznać zdążył wie, że podróż odgrywa w moim życiu sporą rolę. Interesuje mnie to, co słychać za granicą naszego kraju. Podróż to nie tylko przekraczanie granic państwowych, to też przekraczanie granic kulturowych, obyczajowych. Więc zobaczmy co słychać Wielkanocną porą u sąsiadów?

Hiszpania

Na świątecznym stole u Hiszpanów można spotkać dorsza z pomidorami, potrawkę z cieciorki, torrijas – czyli tosty na słodko.  A przez cały Wielki Tydzień ulicami miast i miasteczek przesuwają się procesje zakapturzonych postaci. Dźwigają oni platformy (ważą nawet kilka ton), na których umieścili figurki obrazujące Chrystusa lub Matkę Boską. Wszystko to w otoczeniu muzyki, zapachu kadzideł i blasku świec.

Szwajcaria

W Wielki Piątek przez Remont przechodzi pochód ubranych na czarno 20 kobiet… Niosą na poduszkach narzędzia Męki Pańskiej oraz chustę św. Weroniki. W Mendrisio w Wielki Piątek przy dźwiękach żałobnej muzyki odgrywana jest Droga Krzyżowa. Jest też zabawa, która uwielbiają dzieci, nazywa się zwanzgerle – dorosły musi rzucić tak monetą, by wbiła się w jajko, które trzyma dziecko – a dziecko trzyma kciuki by moneta się nie wbiła, wtedy ją zatrzymuje dla siebie 😉 Modne też jest stukanie się jajkami. 

Niemcy

W Wielki Piątek rodzice chowają w ogródkach czekoladowe jajeczka, a dzieci szukają ich, gdy brzuszki będą już najedzone po śniadaniu wielkanocnym. Znane są też dekoracje w kształcie korony, którymi ozdabia się studnie i fontanny (gałązki, kokardy, kolorowe jajka). W Poniedziałek Wielkanocny przez Bawarię przejeżdżają konne procesje, a jeźdźcy głoszą dobrą nowinę mieszkańcom.

Włochy

Colomba to włoska babka Wielkanocna, uwielbiana przez Włochów. Jej kształt przypomina gołębicę, a w środku ukryte ziarno bobu, kto znajdzie ten szczęściarz! W lany poniedziałek Włosi zabierają duże kosze pyszności i jadą na łono natury na piknik. We Florencji białe woły ciągną wóz, wypełniony fajerwerkami, zatrzymują się pod katedrą, a w jej wnętrzu biskup podpala fajerwerki, mają one wróżyć miastu szczęście. Mam tylko nadzieje, że odbywa się to już bez wołów…

Co kraj to obyczaj. Inne zwyczaje, tradycje…

A w naszej Polsce? Jak co roku święcenie kolorowej palmy, piątkowy post, święcenie koszyczka, a w poniedziałek lanie wody… 😉

Natomiast ja, też każdego roku tradycyjnie przystrajam mój dom świątecznymi akcesoriami. Nigdy za dużo.  Jest tego tylko trochę, parę sztuk, które mają być akcentem, a nie choinką 😉 Lubię bazie, gałązki, które nieśmiało się zielenią, a na nich wieszam kilka kolorowych jajeczek. Prosty, skromny wianek, który zrobiłam sama. Złoty zajączek, który tak przypadł mi do gustu, że już co roku obchodzi z nami święta. Bukszpan znalazł schronienie w błękitnym kubku. Trzy drewniane zajączki – mama i jej małe pociechy – słodkie i wzruszające dla mnie. Gliniany talerz z motywem kicków, na którym rozsiądzie się puchowe ciasto. Jajka w drucianym koszyku – prosto. Zobaczcie sami:

Jeśli ktoś z Was będzie chciał spróbować z ciast coś innego niż zawsze, a baby i mazurki się nie obrażą, to proponuję ciasto zwane bananowym chlebkiem. Jest proste, znacznie zdrowsze od tradycyjnych wypieków i smaczne. Przepis znalazłam w książce Agnieszki Maciąg i postanowiłam wypróbować. Uważam, że będzie ciekawą odskocznią od tradycji i alternatywą na Wielkanocnym stole. A co ciekawe w składzie chlebka jest skórka pomarańczowa, więc świetnie się będzie też  nadawał na Święta Bożego Narodzenia. Wspaniałe, bezproblemowe ciasto i adekwatne na każdą okoliczność 😉 Bardzo mi smakuje ten chleb, myślę, że i dzieciom przypadnie do gustu.

CHLEBEK BANANOWY Z POMARAŃCZĄ

„Jest sycący i poprawia nastrój, sprawdza się jako przekąska na wycieczkach lub w pracy. Idealny też na leniwe popołudnie na łonie natury… Z dodatkiem odrobiny masła oraz powideł domowej roboty to istna rozpusta”!

Składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • 2 dojrzałe banany
  • Skórka otarta z dobrze umytej jednej pomarańczy
  • ¾ szklanki cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 jajka od szczęśliwych kur
  • ¼ szklanki oleju z pestek winogron (lub inny)
  • 4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczy
  • Szczypta soli

Wykonanie:

Wymieszać: mąkę, cukier, cynamon, proszek, sodę i sól. W mikserze utrzeć jajka z olejem. Dodaj rozgniecione banany, skórkę pomarańczową i wszystkie składniki. Miksuj. Na koniec dodaj kandyzowaną skórkę pomarańczy. Ciasto przełóż do keksówki, posmarowanej masłem i posypaną bułką tartą. 180-190 stopni C, piecz około 60min (Ja piekłam około 50 min i uważam, że mogłam piec jeszcze krócej).

Potwierdzam, z domową konfitura, na przykład różaną, jest wyśmienity.

Jeśli na początku powiedziało się w tytule A, to na koniec trzeba powiedzieć B.

Kogel-Mogiel, kto z nas nie jadł? Kto z nas nie kręcił, aż pot z czoła kapał?  Nie tylko dobrze smakował, ale zabawy i zaangażowania było co niemiara. Kogel-Mogel był alternatywą dla słodyczy, a gdy dodało się kakao smakował jak krem czekoladowy. Dzisiaj trochę zapomniany i wydaje się niepotrzebny, ja już odwykłam, ale może jeszcze ktoś się skusi.

Kogel-Mogel prosty deser z surowych żółtek i cukru, niektórzy dodawali też pianę ubitą z białek. Tak wyczytałam na internecie: „Deser pojawił się w XVII wieku w Polsce, jego receptura jest prawdopodobnie pochodzenia żydowskiego. Stał się popularny w okresie międzywojennym i w latach PRL-u, gdy słodycze nie były łatwo dostępne. Znany też w Niemczech i Rosji. Deser bywa wzbogacony miodem, rumem, rodzynkami, kakao lub sokiem z cytryny”.

Ja nie dodawałam żadnych innych składników, tylko żółtka i cukier i kręciliśmy z moim kuzynostwem, każdy swój złoty, słodki krem bogów 😉 Prawie do białości, im dłużej tym lepiej. Cała zabawa i sztuka polegała na tym by jak najdłużej ucierać łyżeczką, a potem smak rozpływał się w ustach. Tak bywało… Bez jaj! 😉

Przesyłam dobre myśli asia

A jak Wy kochani radzicie sobie z przedświątecznym Koglem-Moglem? 😉

 

14 komentarzy do “Przedświąteczny kogel-mogel. Czyli jajka, tradycja, ozdoby i ciasto na dokładkę.

  1. Chlebek bananowy wygląda pysznie, przepis wykorzystam na pewno. Dzięki za jajeczne ciekawostki.
    Dom w tym roku przystrajam skromnie, bo wyjeżdżam do syna…

    1. Asiu chlebek robi się bardzo szybko i bez problemu. Ja już drugi dzień jem z masłem i powidłami i nic więcej mi się nie chce szamać 😉 Jak jedziesz do syna to życzę udanego pobytu!

  2. Tak kogel mogel – to jeden ze smaków mojego dzieciństwa. A co do zwyczajowych potraw, co kraj to obyczaj ,
    a nawet nie musi być kraj. Po mojej przeprowadzce do innego miasta, nauczyłam się gotować zupę chrzanową, bo tu o niczym przed świętami nie mówiono, a ja kompletnie nie miałam pojęcia, że taka zupa istnieje 🙂

    1. witaj. To prawda co region to obyczaj A czasami nawet co dom… Zupa chrzanowa – A widzisz, u mnie się nie jada, a szkoda 😉 pozdrawiam

    1. Dzień dobry 🙂 Cieszę się że znalazłaś dla siebie ciekawe informacje.
      Dym który wydobywa się z Katedry Notre Dame (Nasza Pani) przysłonił wiele…

  3. Ciekawy, radosny wpis 🙂 Kogiel-mogiel to rzeczywiście było coś! Aż mi się na wspomnienia zebrało…😉 A co do przedświątecznego kogla-mogla, to my staramy się przede wszystkim, żeby nie zapomnieć w nim o tym, co najważniejsze, nie stracić istotny tych świąt. A wtedy wszystko będzie pięknie, nawet jak ciasto się nie uda, a okien nie zdąży się umyć 😁

    1. hej. Bo w koglu-moglu chodzi o zabawę a w święta o coś więcej… 🙂 życzę i zabawy i też zadumy o której mówisz. pozdrawiam

  4. Witaj przedświątecznie
    Kogel-mogel pamiętam, Banany uwielbiam, ale ciasta niestety nie spróbuję ( muszę unikać glutenu)
    Cały czas jednak zastanawiam się, dlaczego Wielki Piątek u nas w kraju nie jest dniem wolnym. Przecież to jedno, o ile nie najważniejsze święto.
    Życzę ciepłych, pełnych nadziei świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Niech nadchodzące dni będą przeżyte w Radości, Pokoju i Życzliwości.
    Serdecznie pozdrawiam

    1. witam. Też uważam że Wielki Piątek przydałby się wolny 🙂 Mąką orkiszowa jest dobrze tolerowana przez alergików można spróbować może nie będzie źle. Dobra życzę ciepło pozdrawiam.

  5. a puchowe ciasto zostało tajemnicą?
    jak to tak?
    w koglu-moglu kręcenie było najważniejsze. ważniejsze nawet od jedzenia. a najlepiej się kręciło, kiedy się miało towarzystwo i można było porównać jak idzie i czyj lepszy.

    1. hej. Puchowe ciasto to każde ciasto… 😉 opisałam chleb bananowy – mało? 🙂 To prawda każdy chciał mieć najlepiej ukręcony kogel mogel, nawet kosztem “odpadniętej” ręki.

        1. To teraz mnie zmotywowałeś by kiedyś odszukać jakieś konkretnie Puchowe ciasto i z wyglądu i z nazwy… A tymczasem na pocieszenie chlebek bananowy- dowód że nie porzucam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *