Moje początki z czytaniem książek oraz I część biblioteczki Jagodzianki

Moje początki z czytaniem książek oraz I część biblioteczki Jagodzianki

Jestem żywym przykładem na to, że można zakochać się w książkach nawet, wtedy gdy na początku się ich nie lubiło. W moim rodzinnym domu nie było celebrowania czytania, nie przypominam sobie, by rodzice jakoś namiętnie czytali mi książki i nie przypominam sobie by sami namiętnie czytali książki. Natomiast namiętnie malowali. W moim pokoju stały tubki farb i pędzle, które dźwigały na sobie wszystkie kolory tęczy. Pamiętam zapach farb, a nie zapach książek. Mama i tata mają talent do rysowania i malowania. Ja nie. Ich dom zdobią obrazy przez nich namalowane, uważam, że są ładne. Są drogie memu sercu.

Owszem, kazano mi, bym czytała książki! Tylko że nie tędy droga. Widziałam czasami mamę z książką w ręku, zwłaszcza nocami, ale jak wspomniałam, to nie była reguła i priorytet. Książki były, ale w mojej ocenie za mało. Inna sprawa jest taka, że czytanie książek to nie obowiązek, to wybór. Każdy lubi co innego… Do końca szkoły podstawowej książki były dla mnie bardziej na Nie niż na Tak.  Męczyły mnie. Już nie wspomnę o lekturach szkolnych…

Do czasu.

Wszystko zaczęło się w pierwszej klasie szkoły średniej. Będąc na wakacjach w Warszawie, dostałam od mojego wujka kilka książek o tematyce wojennej.  Zresztą on sam jest autorem książki o czasach wojennych i o Powstaniu Warszawskim. W czasie wojny przemycał i przewoził polskie książki, które były zabronione przez okupanta, niejednokrotnie narażając życie i wielokrotnie wpadając w tarapaty, z których jednak wyszedł cało. Niestety jego brat i siostra nie mieli tyle szczęścia, zginęli w Powstaniu Warszawskim. Czemu wspominam o wujku Ryszardzie? Bo był wartościowym człowiekiem. Rozmowy z nim były zawsze ciekawe i pouczające. No i wśród książek, które mi podarował, była ta jedna, od której wszystko się zaczęło:

„Najmłodsi żołnierze walczącej Warszawy” -Andrzej Czarski

Zaczęła się moja przygoda z książkami z czytaniem, która trwa do dzisiaj i coraz bardziej przybiera na sile. Książki są nieodłączną częścią moich dni. Ale mało brakowało, a może nigdy by się tak nie stało. Magia.

Szybko zaczęłam nadrabiać zaległości książkowe i zaprzyjaźniać się z nimi. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że książka to prawdziwy przyjaciel.  Książki są luksusem. A książka Andrzeja Czarskiego jest moim amuletem, który przyniósł mi szczęście, wziął za rękę i wprowadził w świat słów pisanych – nie do opisania. Ta książka stała się początkiem prawdziwego czytania, ale też mojego zainteresowania tematyką czasów II Wojny Światowej i trwa do teraz, a wujek Ryszard czy Hanna Świda Ziemba, którą miałam przyjemność poznać, byli dla mnie namacalnym, prawdziwym i wiarygodnym łącznikiem tamtych czasów… Polecam jedną z książek H. Ziemby „Urwany lot”.

Ja od urodzenia nie miałam stałej styczności z książką, nikt mi nie pokazał magii czytania, kazano mi i wymagano bym czytała, ale …no właśnie, ale.

Moja córka odkąd się urodziła, była otaczana książkami dla dzieci. Jest też otoczona naszymi książkami, które piętrzą się jedna na drugiej tworząc wieże. Czytaliśmy jej od początku i czytamy nadal, codziennie w każdej chwili, bo ona tego chce, swoje książeczki zna prawie na pamięć. Recytuje. Domaga się towarzystwa książek.

Jej przygoda z książkami i moja, miały zupełnie inny start i początek. Dzisiaj na szczęście te drogi się spotkały i możemy iść razem szlakiem książek. Ramię w ramię. To miłe, to cudowne!

Nie tylko książki, które Wam już na blogu przedstawiłam i które jeszcze pokarzę, są dla mnie ważne, książki Jagodzianki są równie ważne. Z jej książeczek dla dzieci też się uczę, a morały z nich płynące zostają w pamięci.

Niektóre książeczki z biblioteczki Gusi:

Kicia Kocia

Prosta, zwięzła książka, która opowiada o codziennych sprawach na przykładzie Kici Koci. Książka w sposób klarowny i niewyszukany przybliża dziecku świat, który nas otacza. Opowiada o zwyczajnych sprawach, czynnościach z którymi nasze pociechy stykają się każdego dnia i nocy. Lubiana przez tak wiele dzieci.

Przesuń paluszkiem

Książki dla młodszych dzieci, które są zabawą i ciekawostką. Dziecko samo paluszkiem przesuwa elementy w książce i zmienia obraz. Te książki ciekawie wprowadzają dziecko w świat książek poprzez zabawę, co jest ważne i nie męczy.

Naciśnij mnie

Znana książka, uczy kolorów i liczenia. Jagodzianka otwiera książeczkę i po swojemu liczy wszystkie kropeczki. W książce są polecenia: co teraz trzeba zrobić, ale my jeszcze nie wszystko opanowaliśmy, uczymy się 😉

Szybki samolot

Książeczka nieduża, kolorowa, pisana tak by się rymowało, dziecko chętnie słucha. Wspaniały pomysł by oswoić dziecko przed planowaną podróżą samolotem. Książeczkę można zabrać w przestworza, dziecku będzie raźniej.

Do Ciebie Boże rączki podnoszę

Pierwsze modlitwy Maluszka, pisane w formie wiersza i rymowanki. Jagodzianka już się nauczyła i sama potrafi zmówić paciorek. Uważam, że to potrzebna książeczka by wprowadzać dziecko w świat religii i w łatwy dla niego sposób uczyć modlitw i rozmów z Bogiem.

Tupcio Chrupcio

Bardzo mi się podoba wydanie tej książki. Styl, kolorystyka i pomysł. Mimo że córka nie chodzi do przedszkola, to uczę ją, że jest coś takiego jak przedszkole i pokazuję jej z czym to się je. Przydatna, pięknie wydana książka.

Kubuś Puchatek

Klasyka wśród bajek. Jako dziecko nie przepadałam za nią, miałam inne ulubione bajki np. Muminki. Teraz gdy jestem już kawał baby, dopiero odkrywam przygody Kubusia i jego przyjaciół. I powiem Wam, że to fajne, ciekawe przygody. Zaczynam dostrzegać urok tej książki. Musiało minąć tyle lat…

Wiersze naszego dzieciństwa

Ulubiona i ukochana książka Jagodzianki. Wiersze znanych i cenionych polskich poetów i pisarzy. Czytamy ją codzienni. Każdy zna ją na pamięć i każdy ma już dosyć. Wróć! Nie każdy, córka nie!  Książka jest już nadwyrężona od ciągłego maglowania. Zresztą, gdy córka chce byśmy ją czytali mówi:

„ Mamo maglowanie!”

To pierwsza część naszej biblioteczki, za jakiś czas pokażę kolejny zbiór, może kogoś z Was zainspiruje, chociaż zapewne znacie te książki i Wasze dzieci też zmuszają Was do maglowania! 😉

Każdy z nas kroczy inną drogą, ma inny start i inne doświadczenia z książkami. My z Jagodzianką jesteśmy przykładem jak różne są to doświadczenia. Gdy myślę o czymś przyjemnym, o relaksie, o wspomnianym luksusie, to jest kilka rzeczy, które stają mi wtedy przed oczami, ale zawsze jedną z tych rzeczy jest – książka. Dziękuję losowi, że tak zadecydował.

Pozdrawiam asia

Bardzo jestem ciekawa, jakie Wy macie początki z czytaniem książek, i jaka książka jest Waszym amuletem…

8 komentarzy do “Moje początki z czytaniem książek oraz I część biblioteczki Jagodzianki

  1. Pięknie to wszystko opisałaś, to dobry pomysł na konkurs czytelniczy:-)
    U mnie w domu wszyscy czytali i mama kupowała książki, na gwiazdkę też były corocznymi prezentami.
    Pamiętam zbiór baśni O srebrnorogim jeleniu, później Skarb w Srebrnym Jeziorze…
    Bardzo ciekawe są takie historie czytelnicze:-)

    1. Szczęściara – książki na prezent, leżakujące pod choinką to dobre prezenty. ja zazwyczaj życzę sobie właśnie takich podarków 🙂 a jak nie dostanę to biorę sobie sama. Skarb w Srebrnym Jeziorze – juz sam tytuł zaciekawił i rozpala wyobraźnię 😉 ściskam

  2. Śliczne ksiązeczki ma Twoja Jagodzianka!!!

    Jeśli chodzi o mnie to czytałam całe życie i nadal czytam. Nie pamiętam żadnej specjalnej książki z dzieciństwa bo czytałam bardzo dużo. Ale jak miałam chyba 12 lat to zaczęła się moja miłość do “Małego Księcia” i trwa do dzisiaj. I nigdy się nie skończy – jestem tego pewna.

    1. dzień dobry 🙂 jest w Małym Księciu kilka kultowych już cytatów, Ale ten chyba wiedzie prym: “A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…” pozdrawiam

  3. Uwielbiam książki od dziecka, bardzo szybko nauczylam się czytać i jak moja siostra katowała telewizor, tak ja bładziłam po przestworzach Fantazji na Falkorze, uczyłam się z chłopcami na “a” w Akademii Pana Kleksa, zwiedzałam Czarny Ląd z Tomkiem, odkrywałam niesamowity dwór z panem Samochodzikiem i wchodziłam przez szafę do Narnii… kocham do dziś ksiązki, raz w roku czytam sagę Wiedźmina, Harrego Pottera, siegam po nowe i stare tytuły, kocham. 🙂 Dobrze mieć rodziców, którzy dbają o biblioteczki dzieci.

    1. Gdy byłam dzieckiem rodzice zdobyli gdzieś kasety z muzyką z Pana Kleksa, słuchałam, śpiewałam i byłam zauroczona tymi piosenkami. I co się okazało – ostatnio Jagodziance puściliśmy muzykę z Pana Kleksa, a ja pamiętałam wszystko i śpiewałam najgłośniej, ku zdziwieniu córki… książki które wymieniłaś nigdy nie przeczytałam natomiast oglądałam filmy, które też lubię 🙂 pozdrawiam

  4. Ja czytać kocham od zawsze! Choć też wcale nie byłam specjalnie do tego zachęcana. Widocznie leży to po prostu w mojej naturze:) Dzieciom też czytam namiętnie, w tym podobnie jak Ty Kicię-Kocię i Naciśnij mnie.

    1. cześć każdy ma swoją drogę swój start w każdej dziedzinie życia i tak też jest z książkami, które są namacalnymi pomocnikami i czarodziejami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *