Polskie morze za co je lubię, a kiedy omijam. Bałtyk wzywa

Polskie morze za co je lubię, a kiedy omijam. Bałtyk wzywa

Może morze? Tak, ale przede wszystkim w maju, początek czerwca i wrzesień. Lubię nasz Bałtyk, ale najbardziej we wspomnianych trzech miesiącach. Wakacje nad naszym polskim morzem w lipcu i sierpniu, to dla mnie spore nieporozumienie.

Wybieram mało znane lub „nieatrakcyjne” miejscówki nad polskim wybrzeżem. Szukam miejsc, gdzie dyskotek brak, budki z kebabami nie zasłaniają widoków natury, a koguciki i baloniki na druciku nie są podstawowym celem spacerów. Wybieram miejsca, gdzie można iść swobodnie, nie obijając się o ludzi, którzy wyruszają na podbój nadmorskich deptaków. Szukam śpiewu mew i pomruków wiatru, uciekam od śpiewów turystów po jednym głębszym i od pomruków samochodów, które nie wiedzieć czemu pchają się prawie na samą plażę…

Coraz częściej myślę o naszym morzu, bo z każdym dniem maj jest coraz bliżej. Maj… to właśnie w maju tradycyjnie co roku wyruszam na spotkanie z morską bryzą. Chwalę sobie kilkudniowe majowe wakacje (po majówce!) nad Bałtykiem w ulubionej mieścinie, gdzie brak kebabów i brak chętnych na kebaby…

Jest jeden sklepik otwarty o tej porze roku, jeden bar, jeden sklep z pamiątkami, jedna kawiarenka gdzie po spacerze możesz wstąpić na kawę lub lemoniadę, w której pływają plastry cytrusów, bawiąc się z listkami mięty. Wracam w to miejsce, bo czuję się tu dobrze. Gdy byłam kilkuletnim dzieckiem, rodzice zabrali mnie tu po raz pierwszy, dziś ja zabieram Jagodziankę. Nie trzeba zmieniać co roku miejsc, jeśli znajdzie się takie, które dziwnym magicznym sposobem ładuje nasze akumulatory, by były silne na cały rok. Są takie miejsca, gdzie atmosfera i klimat sprzyjają naszemu samopoczuciu i za którymi się tęskni. To są  dobre miejsca i warto o nie zawalczyć chociaż raz w roku.

Chętnie też odwiedzam polskie morze na samym początku września, gdy zabrzmi pierwszy szkolny dzwonek, ja obieram kierunek – Bałtyk. W tamtym roku, w pierwszych dniach września woda w morzu była tak ciepła, że człowiek w końcu wiedział co to jest prawdziwa zabawa. Niestety to nie często się zdarza, ale na początku września jest duża szansa, że woda jest nagrzana po upalnym lecie (które coraz częściej nawiedza Polskę).

Mam w tej mojej mieścinie nadmorskiej mały, skromny pensjonacik, do którego zawsze wracam i który w zupełności mi wystarcza. Pokoiki są małe, wyposażenie to podstawy i… dawne czasy. Cena jest bardzo przystępna a właściciele bezproblemowi i szanujący prywatność innych. I co najważniejsze w maju lub wrześniu jesteśmy często sami, bo albo wczasowiczów jeszcze nie ma, albo już wyjechali. Wracam tam bo są ważniejsze rzeczy niż luxus i komercja. 

Cisza, spokój w maju i  wrześniu nad morzem jest uzależniająca, ja się o tym przekonałam. Złapał mnie ten spokój i wypuścić nie chce, albo to ja trzymam go mocno i łapczywie…

Wolę góry, ale nasz Bałtyk darzę sentymentem i wracam jak tylko mogę, a chcę móc!

5 powodów dlaczego polskie morze w lipcu i sierpniu staram się omijać:

1.Tłok

To co się dzieje w wakacje nad Bałtykiem to cyrk, niestety, ale chyba w każdej sprawie. Boję się nawet to opisywać, bo może mnie to wykończyć przy próbie namalowania słowami ogromu ludzi, ogromu problemów i ogromu różnorodności, która nawiedza nadmorskie miejscowości i plaże.

2.Upał

Lubię piękną ciepłą pogodę i słońce, ale nie upały, przed którymi nie zawsze się można schować, a woda w Bałtyku nie ułatwia sprawy.

3. Zazwyczaj zimna woda

Z nieba leje się żar, a woda jak to woda w naszym morzu, ma to gdzieś i śmieje się nam w twarz, prosto w piegi, które słońce uwydatniło…

4. Ceny

Mówią, że lepiej jechać za granicę, bo wyda się tyle samo kasy, a pogoda i przyjemna temperatura wody zapewniona. Ceny nad polskim morzem w sezonie są zwariowane. Ceny wariują a my wariujemy przez ceny.

5. Brak miejsc

Brak wolnych pokoi, brak miejsca parkingowego, brak stolików, brak noclegów za rozsądną cenę, brak też miejsc za kosmiczną cenę, brak miejsca na plaży, brak cierpliwości…

 

5 Powodów dlaczego polskie morze odwiedzam najczęściej w maju i wrześniu:

1. Brak tłoku

W mojej nadmorskiej mieścinie, czasami są takie dni, że idę sama chodnikiem, sama ścieżką leśną, która prowadzi prosto do błękitu nieba i niebieskich odcieni wody. Przez las idzie ze mną śpiew ptaków, które zwariowały na punkcie majowych widoków. We wrześniu idzie ze mną śpiew ptaków, które zwariowały ze szczęścia, że tłumy wyjechały.

2. Brak upału

Przyjemna temperatura powietrza, lekki wietrzyk, wyraźniejsza bryza. Zapach wody i powietrza nie jest zdominowany upałem.

3. Cieplejsza woda na początku września

Już nie raz byłam miło zaskoczona przyjemną temperaturą Bałtyku we wrześniu. Oczywiście zdarzają się chłodniejsze początki września, ale nadal wszystko jest przyjemne.

4. Poczucie, że wygrałam na loterii

Trudno mi to opisać, ale tak się czuję. I te dziwne wrażenie, że tylko ja wpadłam na tak genialny pomysł? 😉 Oczywiście, że nie tylko ja, ale lubię się tak oszukiwać, a to co się dzieje naokoło mnie sprzyja temu.

5. Wolne miejsca i niższe ceny

Doceniam to, że jest wtedy mniej problemów, a przez to cierpliwość nie zostaje każdej godziny wystawiana na próbę. Niższe ceny pozwalają na to, by odwiedzać ukochane nadmorskie kąty i pobyć tu dłużej, jeśli los na to pozwala…

Nawet jeśli miałabym spędzić lipiec i sierpień nad naszym morzem (co się zdarzało), wybrałabym najmniejszą mieścinę, tak zwane zadupie. Nie przeszkadzałby mi brak kilkunastu restauracji, barów, kawiarni, rozrywek, które wyrastają na każdym rogu jak grzyby po deszczu. Wybrałabym niemodną metę. Jest dla mnie niezrozumiałe, czemu ludzie pchają się do największych kurortów i cisną się jak sardynki w puszcze, wchodząc sobie na głowę dosłownie i w przenośni. No chyba, że ktoś ma do takiego miejsca sentyment z nieznanych mi powodów, no wtedy to inna sprawa i nic mi do tego… Zresztą, każdy ma inne gusta, a o gustach się nie powinno dyskutować.

Zastanawiałam się co ja zrobię jak Jagodzianka pójdzie do szkoły? Szkoła wiadomo od początku września do połowy czerwca. Jeśli córka będzie chciała, to będę ją zwalniała ze szkoły już kilkanaście dni przed zakończeniem roku  szkolnego (zawsze to coś) i szybko popędzimy nad morze, by zdążyć wyjechać stamtąd przed najazdem tłumów. Tak mi się marzy… Szkoła to nie wszystko i szkoła to nie koniec świata 😉 Myślę, że czasami warto opuścić kilka dni w szkole, by zyskać dużo więcej… Jeden z moich ulubionych cytatów: „Podróże mogą mieć większą wartość niż studia uniwersyteckie”. Jeśli chodzi o szkoły to mam do tego tematu mieszane uczucia, ale teraz nie pora by rozwijać ten temat, bo dziś miał być czas na relaks z morzem w tle…

Korzystamy, póki nie ma ograniczeń. Moje ciało, myśli i serce już mi podpowiadają, że niebawem nadmorski powiew wiatru przytuli mnie na przywitanie.

Warto poszukać swoich „prywatnych” miejsc wszędzie, czy to będzie morze, góry, jeziora. Otoczyć je lojalnie myślami i swoją obecnością, celebrować możliwość pobytu, dbać o nie, pamiętać i odwiedzać je jak starych, dobrych znajomych. Polecam mniejsze zakątki, które wbrew pozorom mają dużo do zaoferowania, pomagają spotkać się człowiekowi twarzą w twarz ze sobą samym w otoczeniu tego, co piękne – przyrodą, która ma otwarte drzwi i tak wiele nam jeszcze wybacza.

Ciepło pozdrowiam asia

P.s. Wczoraj stuknęło 3 miesiące prowadzenia bloga. Dziękuję Wam…

A Wy lubicie nasze polskie morze? I co w nim cenicie lub… nie ?  😉

24 komentarzy do “Polskie morze za co je lubię, a kiedy omijam. Bałtyk wzywa

  1. Dawno już nie byłam nad morzem. Niestety moje dwie wizyty odbyły się w lipcu/sierpniu i poniekąd trochę mnie zniechęciły. Zdecydowanie bliżej mi do gór. Raz, że mam je prawie “na wyciągnięcie ręki”, a dwa – tutaj nawet w lipcu/sierpniu można znaleźć miejsca spokojne, bez tłoku i przepychu. Niemniej jednak wybrałabym się chętnie jeszcze kiedyś nad Bałtyk. Miejscem, które wspominam najmilej i które urzekło mnie najbardziej jest Wyspa Wolin.

    1. hej. góry na wyciągnięcie ręki… hmmm cudownie. Znam dosyć dobrze Wolin 🙂 miejscówka przed bramą do Bałtyku. więc życzę kolejnej wizyty nad polskim morzem ale takim jak opisałam bez tłoku 😉

  2. Nie jestem plażowa, więc nad morzem bywam różnie, nawet zimą, ale raczej nie w upalne dni…
    Zauroczyło nas kiedyś fajne miejsce – Smołdziński Las, mieszkaliśmy na uboczu wsi w wielkiej przyczepie kempingowej i bardziej zwiedzaliśmy, niż plażowaliśmy.
    Najbliżej mamy do Stegny, wpadaliśmy czasem na 1 dzień pod koniec lata…

    1. Ja też nie jestem plażowa – leżakująca, morze lubię za klimat, cenię wizualnie , Bałtyk jest wyjątkowy. pozdrawiam 🙂

  3. z morza najbardziej lubię ryby i zbieranie bursztynów. nie ciągnie mnie wcale – monotonia tej wielkości trochę ogłupia – zbyt płasko, zbyt daleko i wciąż to samo, aż błękit z błękitem się zejdą.

    1. to już dwa powody by odwiedzić czasami Bałtyk… jest coś w naszym morzu takiego niepowtarzalnego i niezastąpionego co mi pozwala chcieć raz do roku wpaść w odwiedziny na nasze wybrzeże i poszukać muszelek bo na bursztyny nie liczę 😉

  4. Uwielbiam nasze polskie morze. Jeździłam co roku, ostatnie wakacje odpuściłam. Tegoroczne raczej tez, ale za rok Bałtyk jest mój! Też wybieramy tzw. “zasypia”, o których istnieniu ludzie nie mają zielonego pojęcia 🙂

    1. więc, kto wie czy kiedyś na siebie nie wpadniemy skoro wybieramy “zasypia” 😉 nachodzi mnie raz do roku chęć powdychania jodu, który gdy spacerujemy brzegiem morza, nie pyta nas o pozwolenie tylko wpada do naszych wnętrz i ‘hula’ – na zdrowie.

  5. Ja też nie cierpię tłoku nad morzem. Więc jesli już jadę to albo przed sezonem albo we wrzesniu. Wtedy morze ma wielki urok.
    I też wolę góry :-))
    Śliczna ta dziewczynka Jagodzianka!!!
    :-))

    1. wiem o czym mówisz 🙂 wychodzi na to, że widziałyśmy ten sam urok… Jagodzianka też już się przygotowuje, mówi że będzie robić: “masu masu czary mary” – czyli, że będzie wyczarowywać kamyki i muszelki, które ukryły się w kremowo-żółtych ziarenkach piasku…

  6. najbardziej cenię w Bałtyku to, czego już właściwie w nim nie ma: fląderki… smażone lub wędzone z odrobiną cytryny…
    p.jzns :)…

    1. To dobry wybór bo flądra ma niską zdolność akumulacji związków rtęci. A cytryna do ryby, to podstawa u mnie, więc dogadalibyśmy się przy stole 😉

  7. Zajrzalam tu przypadkiem, od Gusi, i zostanę na pewno na dłużej, tak miło się Ciebie czyta. Sama zaczynam tęsknić za morzem jak tylko topnieją śniegi i przyznam szczerze, że chętnie pojechałabym w takie “zadupie”, ale muszę wziąc ze sobą psa. Zwłaszcza, ze choruteńki i stareńki kocha piasek plaży i morze…

    1. Bardzo mi miło, siadaj wygodnie. Nasze Morze ma coś takiego w sobie że…nas wzywa. przypomina o sobie, a jak pojawi się w naszych myślach to często pojawia się też tęsknota i trzeba jechać – ja tak mam. Zadupia są dobrym miejscem dla naszych zwierzaków bo jest tam mniej ludzi… pozdrawiam 🙂

  8. Piękny wpis… uwielbiam czytać słowa, w których Ktoś zachwyca się morzem :))))
    Uśmiechnęłam się czytając o tłumach w lipcu i sierpniu bo ja niestety będę ten tłum powiększała – planujemy jeździć nad morze w miarę możliwości na całe lato.
    Inna rzecz, że my nasza działeczka na tzw. zadupiu więc raczej mimo wszystko będzie pustawo na plaży, a dalej – cóż, gwarne miasteczko 🙂
    Pozdrawiam cieplutko i życzę wielu wyjazdów pełnych cudownych wspomnień (pięknie umiesz je ubierać w słowa).

  9. myślę że odnajdziesz i w lipcu i w sierpniu swoje miejsca spokojne, w których na pierwszym planie są fale morza A nie fala turystów 😉 kto szuka i chce ten znajdzie. Ty będziesz tam prawie jak stały mieszkaniec, A to co innego 🙂

  10. “Są takie miejsca, gdzie atmosfera i klimat sprzyjają naszemu samopoczuciu i za którymi się tęskni. To są dobre miejsca…”. Dokładnie opisałaś to, co ja czuję do naszego Morza. Moje dobre jedyne wspaniałe miejsce.
    Pozdrawia dziewczyna z Podkarpacia, mieszkająca w Warszawie, tęskniąca za Morzem.

    1. witaj, dobrze mieć takie miejsce czasami wystarczy jedno. można tam wracać też w myślach i się ogrzewać. lubię Podkarpacie są tam piękne miejsca! A do Warszawy mam sentyment… pozdrawiam 🙂

  11. Ja kocham polskie morze, ale mam swoją ulubioną część – Trójmiasto i półwysep Helski. Zjeździłam wiele miejscowości, ale tak pięknie jak w Juracie czy Jastarni nie jest nigdzie indziej.

    1. Dobrze mieć swoje miejsce i nazywać je najpiekniejszym. Ilu ludzi tyle miejsc… To dobrze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *