Ludowe sposoby leczenia z Szeptuchami i podlasiem w tle

Ludowe sposoby leczenia z Szeptuchami i podlasiem w tle

Na wsi można znaleźć nie tylko starego kota z przykrótkimi wąsami, bo za blisko zbliżył się do kuchennego pieca,  nie tylko rozbiegane myszy w czterech kierunkach świata i nie tylko błoto, które ma romans z zielonymi kaloszami, są tam jeszcze tajemnice, przeszłość i szepty…

Ludowe sposoby uzdrawiania i leczenia można jeszcze napotkać w każdej głębszej wsi szeptane przez ludzi i wiatr. Czają się w bieszczadzkich i kaszubskich wsiach, ale najbardziej zadomowiły się w królestwie Podlasia. Rejony Hajnówki wstrzymują teraz oddech bo wiedzą, o czym piszę…

Uzdrowicielki zwane często Szeptuchami, które mają wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie, nie są tak naprawdę czarownicami, ich wiedza i metody leczenia opierają się przede wszystkim na naturze i na doświadczeniu. To co się sprawdzało niejednokrotnie było przekazywane dalej. I tak powstawała historia leczniczych sposobów na ludzkie dolegliwości nie tylko ciała, ale i ducha. Wszystko jest ze sobą powiązane. Szeptuchy uważały, że lekarstwo jest w naturze, i próbowały odszukać przyczyny choroby, a nie leczyć tylko jej objawy.

Wiejskie uzdrowicielki swoją praktykę opierały w dużej mierze na religii zwłaszcza prawosławnej. Wszystko to nadal jest żywe na Białorusi, Litwie, Ukrainie i Rosji. Szeptuchy „pracują” w oparciu o ikony, które w tamtych rejonach świata są bardzo szanowane i poważane. Ludzie z tamtych stron wierzą bardzo w moc wizerunków świętych w postaci ikon. Z ikonami też namacalnie spotkałam się w Grecji, ale wróćmy teraz do naszego Podlasia.

Podlasie jest trochę jak inny świat (jak góry), wchodzimy tam na własną odpowiedzialność i najczęściej się nie zawodzimy, a odkrywamy coś innego niż to co znamy. Miałam przyjemność poznać ścieżki, pola, wsie, które ukryły się za ścianami podlaskich lasów. Poznałam też ludzi, mieszkających z dala od miast, kolonie, kilka domów. Przysiadywałam pod drewnianym, starym płotem, który już nieszczelnie okalał podwórka i przyglądałam się tym ludziom, często już starym jak te płoty… Ludzie, których tam spotkałam są ostrożni i nieufni więc potrzeba czasu. Mogłam godzinami przyglądać się jak z gałązek wyplatają koszyki, a gdy poznają kogoś lepiej, pozwalają podejść i do płota i do siebie…

Później są opowieści o ich świecie niełatwym, o cerkwiach o uzdrowicielkach o życiu. Słucham i obserwuję dwa konie – mama ze źrebakiem, leniwie przemierzają łąki, mama wie, że życie konia nie jest wcale też takie łatwe, a źrebak jeszcze ufa światu i zdaje mu się, że ma wszystko, bo ma mamę…

Jedna z kobiet, która mieszka na podlaskiej koloni, zaprasza mnie na mszę w cerkwi. Intuicja podpowiada mi, że jest to swego rodzaju wyróżnienie dla mnie. Jedziemy rowerami – leśnymi drogami do wsi, w cerkwi zebrało się już dużo ludzi. Każdy się zna. Każdy też, widzi, że ja nie znam się tu prawie na niczym, jestem obca… Msza trwa sporo dłużej niż nasze niedzielne nabożeństwa, pamiętam, że około 2,5 godziny. Czuję na sobie wzrok ludzi, z którymi wspólnie się modlę. Nie zapomnę nigdy, przeżyć, które towarzyszyły mi podczas pobytu w cerkwi z tymi nieznajomymi ludźmi, w wiejskiej cerkwi, tak dalekiej od mojego domu. To są miłe i wartościowe wspomnienia.

Dużo miejsc, domów na podlaskich wsiach jest już opuszczonych, zapomnianych, pozostawionych. Tam, gdzie wsie jeszcze trwają są ludzie, a jak są ludzie to są opowieści, jest szeptanie o Szeptuchach.

Wspominałam już, że z każdej religii, z każdego regionu, we wszystkim można znaleźć coś dobrego, coś co będzie nam służyło, coś co nasza intuicja nie odrzuci, a uzna, że jest bezpiecznie.  Posłuchałam, poczytałam o uzdrowicielkach o Szeptuchach o metodach ludowych i zabrałam sobie kilka metod, które proponują. Najczęściej jest to natura. I co się okazało? Nasze prababcie, babcie często postępowały podobnie, miały w wielu sprawach podobną wiedzę, bo to, co sprawdzone było przekazywane.

Wiele metod ludowych i tych, które stosowały, Szeptuchy jest nam dobrze znanych i oczywistych, poniżej przykładowo kilka z nich:

Kuracja miodowa dla lepszej witalności:

Weź kilogram miodu, 5  lasek cynamonu lub 3 łyżki sproszkowanego cynamonu, oraz dwa ząbki czosnku. Zmieszaj ze sobą wszystkie składniki i odstaw całość na dziesięć dni. Po tym czasie zastosuj następującą kurację: przez 22 dni pij jedną łyżeczkę mikstury trzy razy dziennie przed posiłkiem. Kuracja polepszy twoja witalność oraz wzmocni system odporności.

Kąpiel solna:

(osobiście bardzo ufam kąpielom w soli, w soli morskiej z dodatkiem sody czy wspomnianej już kilkakrotnie na blogu soli Epsom. Takie kąpiele mają udowodnione działanie zdrowotne i oczyszczające)

50 g soli morskiej, 50 g soli kamiennej, 50 g oliwy np. z oliwek, 5 ml olejku lawendowego lub świeżej lawendy i 5 ml oleju jajoba. Wszystkie składniki wlej do wody. Relaksuj się do 30 min.

Poranny prysznic:

Każdy dzień warto rozpocząć od wzięcia orzeźwiającego i budzącego do życia prysznica. Ten prosty rytuał daje zastrzyk pozytywnej energii oraz oczyszcza nieprzyjemną aurę otoczenia. Jak wiadomo skupiska energii w naszym ciele usytuowane wzdłuż kręgosłupa aż do korony głowy, w trakcie snu są otwarte. Przez to może w naszym otoczeniu zrodzić się negatywna energia, którą poranny prysznic likwiduje w okamgnieniu. Wyobraź sobie że woda to światło.

Nawet jak się nie wierzy w energię to i tak chyba każdy po porannym prysznicu czuje się o wiele lepiej? 😉

Ryż:

Należy do najstarszych, niezwykle pielęgnowanych roślin na świecie. Już jedno ziarenko ryżu to dawka niespożytej siły i energii. Wspomaga proces odchudzania. W połączeniu z imbirem ryż działa odtruwająco. Ugotuj ryż dodaj do niego odrobinę imbiru i niewielką ilość masła.

Raczej mowa tu o ryżu nie z torebek foliowych 😉

Kora drzew: 

Drzewa mają w sobie dużo mocy i energii życiowej. Szamani czerpią siłę i energię z kory drzew. Udowodniono, że spacery w lesie leczą, a przytulanie się do drzewa koi i dodaje sił. Można też przygotować sobie bawełniany woreczek wypełnić go korą trzech różnych drzew. Do tego procesu najlepiej przyda się brzoza, dąb i lipa.

Powstało już kilka książek o tematyce leśnej, które potwierdzają zbawienne właściwości natury zaklętej w drzewach.

Metod leczenia na bazie natury jest bardzo dużo, szukajmy, próbujmy, sprawdzajmy co dla nas jest dobre, nie przesadzajmy w żadną stronę, słuchajmy siebie. Bierzmy to, co dobre, odrzucajmy to co złe. Nie krzywdzimy, wszystko wraca jak bumerang… Nie wszystko to co proponują Szeptuchy przemawia do mnie, nie wszystko mi się podoba i nie we wszystko chcę się zagłębiać. Podoba mi się natomiast ich praca na naturalnych produktach, ziołach, modlitwie i prostocie. Szeptuchy proponują też konkretne metody na konkretne choroby i dolegliwości, jest tego tak dużo, że nie sposób tego tu opisać. Uzdrowicielki wykorzystywały często wspomnianą sól, świeże i suszone kwiaty i zioła, okadzały pomieszczenia, ludzi i zwierzęta, wierzyły w moc ikon. Ufały kolorom, kamieniom i porą roku.

Za oknem pociągu jak film przewija się obraz Syberii. Jodły, świerki i choinki dźwigają odważnie białe, zimowe czapy śniegu. Na syberyjskiej przestrzeni, która paraliżuje swym ogromem, porozrzucane drewniane domki, w których migocze małe, żółte światło. I jest to zazwyczaj światło świecy. Wdycham ten obraz oczami, myślami i całą sobą. Z dala od cywilizacji, wygód i służby zdrowia, musiały pojawić się uzdrowicielki, Szeptuchy i wiedza ludowa. Musiała przetrwać i trwać  przekazywana z pokolenia na pokolenie. W którymś z tych drewnianych, małych domków, które mijam pociągiem, siedzi być może przy drewnianym stole,  kobieta, która współpracuje z naturą, a wiatr szepcze i plotkuje…

pozdrawiam ciepło asia

Co sądzicie o metodach leczenia, wspomagania człowieka metodami prababek ? 🙂

12 komentarzy do “Ludowe sposoby leczenia z Szeptuchami i podlasiem w tle

  1. Nie tylko szeptuchy, kiedyś ludzie w ogóle żyli z porozumieniu z naturą i z byle czym do doktorów nie biegali, nasze babcie znały cały arsenał ludowych sposobów. Ale z taką prawdziwą szeptuchą chciałabym się spotkać….

    1. chyba się nie mylę ale jak ktoś już zacznie chodzić do naszych doktorów to końca nie widać… Spotkać prawdziwą Szeptuchę to prawie tak jak spotkać kwiat paproci 😉 Jeszcze są ale coraz mniej (niestety) na Podlasiu takich Prawdziwych przez duże P jest chyba około 30… Ale kto to może wiedzieć, tylko wiatr

  2. chyba w każdej kulturze są jakieś szeptuchy, a religijny szyld jest bez znaczenia, w końcu Natura jest tylko jedna… akurat te prawosławne są tego przykładem, gdyż ich wiedza to dawna wiedza z czasów słowiańskiej wiary rodzimej (plus coś tam jeszcze)…
    żeby nie było zbyt seksistowsko, tylko tak bardziej gender, to jeszcze wspomnijmy o wołchwach (czy jak tam inaczej ich teraz zwać), ale jest ich sporo mniej… dlaczego?… odpowiedź przerzuca wahadło z powrotem w seksistowski rejon: “Kobiety są po prostu LEPSZE” /Ole Nydahl, a ja PK się z nim zgadzam :)/…

    obrzędy religijne w prawosławiu faktycznie są bardzo barokowe klimatycznie w porównaniu z katolickimi i prostestanckimi… i to działa nieraz także na osoby areligijne /takie, jak ja/, które zajrzały do cerkwi z różnych powodów /naukowych, turystycznych, towarzyskich lu dla zwykłego sportu/, bo nie o religię tu chodzi, ale pewne wyczucie klimatu, wrażliwość artystyczną… nie trzeba wierzyć w żadne bozie i uprawiać religij bezboziowych, by bardzo fajnie podczas takiego obrzędu odjechać…
    to rozbudowanie formy przekłada się też na czas… podobno podczas ślubu prawosławnego bez pampersów ani rusz, zwłaszcza jeśli chodzi o parę, na której się ten obrzęd skupia…

    a wracając do szeptuch w relacji z chrześcijaństwem, to różnie to wszystko wygląda zależni od odłamu, w uproszczeniu i metaforycznie w Europie wygląda to tak, że katolicyzm szeptuchy wysyła do piekła, protestantyzm wysyła je do psychiatrów, a prawosławie po prostu je asymiluje… a przecież nie sama Europa się liczy, zajrzyjmy na ten do przykład do Ameryki Latynoskiej: santeriya, brujeriya, vodoo, etece… tam jest dopiero fajny kociołek z różnościami ras, narodów i religii… długo by o tym, a na razie:
    p.jzns :)…
    aha… i jeszcze słowo o imbirze, bo też gdzieś coś tam o nim wspomniałaś… świetny afrodyzjak… nie hardcore’owy jakiś tam bynajmniej, nie o to w nim chodzi, bo w końcu czy to o hardcore ma chodzić?… po prostu przegryzasz kawałek (w miarę) świeżego kłącza lekko uciućkanego w miodzie lub brązowym cukrze, a reszta…
    a reszta potem dzieje się już sama /dorośli (mentalnie) i wyluzowani ludzie nie muszą sobie podpowiadać detali :)/…
    poza tym cieszy oko… wkładasz kawałek kłącza do doniczki z ziemią, może być takie z hiperjmarketu, byle jakieś “oczko” miało… podlewasz, stawiasz gdzieś, gdzie w miarę ciepło i jakieś sensowne światło, po czym… co tu dużo tłumaczyć, jest fajnie, nawet nie trzeba być minimalist(k)ą estetyczną/ym, wystarczy odrobina wrażliwości na piękno prostoty…

    1. aha… stary kot z przypalonymi wąsami /a dokładnie: wibrysami/… to zaiste mocno rzadki widok, bo choć koty bywają bardzo różniste co do cech osobniczych, to głupi kot zdarza się rzadko… młodemu kotu taka wpadka z ogniem może się zdarzyć, ale starszemu?… c’mon :)…

      1. hmmm 🙂 widziałam koty na wsiach z uszkodzonymi wąsami, też znam historie że przypaliły sobie właśnie od pieca czy świeczki i ani nie wyglądały na głupie ani na młode kociaki 😉 tak też odpowiedziała mi moja prababcia gdy byłam dzieckiem gdy zapytałam czemu kot ma krótkie wąsy? “przypalił od pieca” – odpowiedziała ani nie głupia ani nie młoda kobiecina…

    2. dziękuję za tak rozbudowany komentarz z którego wylewa się dodatkowa wiedza dla czytelników 🙂 to prawda nie trzeba być wierzącym by poczuć klimat danej sytuacji…
      Kościół odrzuca wiedzę Szeptuch ponieważ ich praktyki opierają się też na wierzeniach magicznych, zabobonach itp jednak większa część tego co proponują to natura i prostota i to mnie interesuje , resztę (wspomnianą magię) odrzucam bo to uwiera moją intuicję . We wszystkich kulturach we wszystkich stronach świata są takie babki- uzdrowicielki zwane Szeptuchami , bierzmy co dobre z… rozsądkiem 😉

  3. kto żyje blisko natury i ma chęć się uczyć, to bez względu na wyznanie nauczy się. jak choćby Indianie – każdy miał podstawową wiedzę, która dla nas jest wiedzą tajemną, a szamani mieli pogłębioną znajomość świata przyrody.
    wiele stuleci ludzkość radziła sobie bez chemicznych pigułek na wszystko i na nic.

    1. Podstawowa wiedza Indian była o wiele bardziej przydatna, klarowna i prawdziwa niż wiedza uniwersytecka bladych twarzy…

      Indianie o religii mówią tak: ” Wy o Jezusie mówicie, my z nim rozmawiamy”.

      A o naturze, przyrodzie i życiu mówią prosto, uroczo i realnie: ” Czym jest życie? To światło świetlika w nocy. To oddech bawołu w okresie zimowym. To odrobinka cienia, która przemyka po trawie i zatraca się w zachodzie słońca”. Pozdrawiam ciepło 🙂

  4. Jak mawiał Hipokrates “Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a Twoje lekarstwo powinno być pożywieniem” .
    Jak czytam urodził się ok. 460 p.n.e. a zmarł ok. 377 p.n.e. , czyli przeżył ok. 83 lat ! W tych czasach tylko 11% ludzi dożywało 60-tych urodzin. Więc myślę, że o ile to możliwe, stosowanie się do “szeptuchowych” rad to dobry kierunek, tylko jeszcze wytłumacz ludziom że np. kubełek KFC jest gorszą opcją do wieczornego seansu na kanapie niż dajmy na to ryż z cynamonem i herbatą z pokrzyw…ach ciężkie czasy i wybory 😉

    1. hej. ja myślę że ludziom nie trzeba tłumaczyć tego, raczej każdy to wie 😉 skłaniam się do umiaru we wszystkim i nie przesadzanie ani w jedną ani w drugą stronę o czym pisałam w swoim pierwszym wpisie na tym blogu. ja zajadam i ryż z cynamonem i popijam pokrzywą A gdy czasami najdzie mnie ochota na “odlot”” to i kfc się pojawia… z rozsądkiem 🙂 jednak to co sie samemu przygotuje zawsze bedzie lepsze.

  5. Asiu, brat mojego dziadka był zielarzem. W pamięci utkwiła mi wiejska chata, zapach suszu i ciemne, szklane buteleczki ustawione w rządku. Niekiedy myślę że ten sam gen uaktywnił się u mnie 😉
    Wierze w moc natury, nie łącze jej z żadną religią. Tak jak piszesz…dobro do nas wraca.

    1. hej. Natury nie trzeba łączyć z religią jednak bardzo często i gęsto i w religiach odnajdujemy obrazy wzięte z natury 🙂 wszystko wraca i dobro i zło… To masz piękne wspomnienia – wiejska chata to już piękny obraz dla mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *