Drewniana kuchnia dla dzieci i nasze kuchenne rewolucje

Drewniana kuchnia dla dzieci i nasze kuchenne rewolucje

Dziś na śniadanie musiałam zjeść 6 jajek… na twardo – w dosłownym znaczeniu tego słowa- bo jak się okazało, jajka są –  z drewna… Do tego zaserwowano mi pomidora z materiału i herbatę z dodatkiem kilku kropli oleju i pieprzu w malutkich jak naparstek filiżankach. Jestem tak najedzona, że już się boję obiadu, który przygotuje Jagodzianka w swojej nowej, drewnianej kuchni, a ona jak nikt potrafi łamać przepisy!

Akcesoria do kuchni zaczęłam kolekcjonować już jak córka miała kilka miesięcy. Marzyłam, że jak podrośnie kupię jej piękną, drewnianą kuchnię do zabawy. Marzyłam też, że moje marzenie będzie też jej marzeniem. I chyba tak się stało. Zanim pojawiła się kuchnia- zabawka, Jagodzianka wykazywała zainteresowanie gotowaniem. Mieszała, przelewała, piekła i zmywała- oczywiście wszystko po swojemu – finezyjnie i z wyobraźnią 😉 Zrobiłam jej z kartonu piekarnik, w którym piekła dla mnie ciasta (z pestek dyni) i częstując mnie mówiła:

 „Mama korzystaj”  

Nie powiem, pamiętam je do dzisiaj, były to nowatorskie przepisy…

Ta kuchnia i mi sprawiła ogromną przyjemność, żeby nie napisać, że przede wszystkim mi 😉 Gdy byłam dzieckiem nie było w sklepach tak pięknych, pomysłowych rzeczy, zabawek, a jeśli nawet gdzieś były to były bardzo drogie i trudno dostępne. Wiele rzeczy robiło się samemu. Pamiętam jak tata zrobił mi drewniany domek dla lalek, bardzo się cieszyłam, pamiętam go do dzisiaj, niestety domek gdzieś przepadł. Bawiąc się w szkołę (co uwielbiałam) dziennik robiło się samemu, a zabawa w sklep była przednia, tym bardziej że miałam kasę zrobioną z małego kartoniku. Wymyślałam przeróżne zabawy, do których najczęściej samemu trzeba było dorobić i wykonać rekwizyty. Nie było wiele pięknych zabawek (takich jak dzisiaj), ale była piękna wyobraźnia. Dzisiaj dzieciom nie brakuje niczego, oprócz ( niestety) umiejętności samodzielnego wymyślania zabaw i przedmiotów, które by tą zabawę urozmaiciły i ulepszyły.

Patrząc na moją córkę, widzę różnicę, jaka jest między nami. Ja potrafiłam się bawić sama, ona już nie bardzo. Ja lubiłam bawić się sama, ona już nie bardzo. Staram się zachęcać ją do samodzielnej, kreatywnej zabawy, pokazując, że można i że nie jest to nic złego. Co nie jest takie łatwe 😉

Być może powinniśmy byli sami zrobić taką kuchnię dla Jagodzianki, pokazując jej, że można i w ten sposób uczyć ją  wyobraźni… Nie szalejemy z zabawkami, często kupujemy używane rzeczy, które są w fajnym stanie, a cena spada o połowę. Do czego zachęcam. Córka uwielbia książeczki, mamy ich bardzo dużo, oprócz nowych ,wycwaniłam się i kupuję też używane w dobrym stanie. Do czego też zachęcam.  Natomiast tej kuchni nie umiałam Jagodziance i sobie odmówić, no i jest już w pokoju, a na twarzy jest uśmiech 🙂 Kuchnia jest konkretną zabawką, wolę taki wydatek i pomysł, niż setki dupereli, które przewalają się z konta w kont i nie wiele wnoszą, bo zaraz są porzucane i leżakują zapomniane. We wszystkim trzeba postarać się  zachować złoty środek, nie przesadzać ani z kupowaniem gadżetów, ani z odcinaniem dziecka od świata zabawek, które oferują teraz sklepy.

Gdzie można tam będę dalej próbowała pokazywać mojej dziecinie, że zabawa to przede wszystkim wyobraźnia, pomysłowość i chęci. A od czasu do czasu wesprę ją (i siebie) pięknymi gotowcami ;), których coraz więcej w asortymentach sklepowych i nie ukrywajmy, wiele z nich zasługuje na to, by je przygarnąć .

Pod naszym dachem odbywają się prawdziwe kuchenne  rewolucje, a córka jest prawdziwym szefem kuchni, bezkompromisowym, i może dlatego potrawy przez nią przygotowane są niezapomnianą przygodą i wyzwaniem dla mnie.

Smacznego życia życzę :*

Jak podoba Wam się nowy nabytek Jagodzianki? I jakie Wy pamiętacie zabawki, akcesoria z Waszego dzieciństwa?

8 komentarzy do “Drewniana kuchnia dla dzieci i nasze kuchenne rewolucje

  1. Wiele w tym prawdy, dziś dzieci mają taki wybór wszystkiego i w domu i w szkole czy przedszkolu, a mimo to się nudzą…chwila samotności, pomyślenia, zasłuchania jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
    Obserwuję moich czytelników – gdy jest cicho, nic nie gra lub nie lata przed oczami to jakby oni sami nie istnieli…

        1. czego Oczy nie widzą tego sercu nie żal… ( skoro ślepa ),a motyle odważnie wachlują skrzydłami z witraży

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *