I to od nich możemy się uczyć… Dzień dziecka, dziecka dzień.

I to od nich możemy się uczyć… Dzień dziecka, dziecka dzień.

Przyszedł czerwiec i trwa. Robi swoje i jak zawsze robi dobrze. Wie, co ma robić, nawet jak nam się wydaje, że nie wie – bo za zimno, bo za gorąco, bo za mokro… On wie, kiedy ma być za mokro, a kiedy za duszno… Pory roku mają zaprogramowaną mądrość, intuicję i zmysły, które pozwalają im działać, poza naszym rozumieniem… Poza naszymi mackami

Czerwiec kojarzy mi się z  wieloma sprawami, obrazami i przeżyciami… Jednak przede wszystkim kojarzy mi się z Dniem Dziecka. Dzień Dziecka rozpoczyna czerwcowy miesiąc, miesiąc, który jedną nogą jest już w wakacyjnych klimatach – to wyjątkowy czas. Czuć unoszącą się na wietrze większą beztroskę, wolność i smak przygody. Ja to czuję… To jest miesiąc, który pasuje do dziecka dnia, do Dnia Dziecka. Pasują do siebie jak ulał.

Dziecko to beztroska.

Dziecko szuka wolności i chce ją poznawać…

Dziecko to przygoda. Świat dziecka to podróż…

1 czerwiec już sporo za nami, ale ja nadal czuję posmak tego dnia, cały czerwiec można śmiało nazwać dniami dzieci… 1 czerwiec rozlewa się na kolejne czerwcowe dni i chce nieść radość, niewinność i zabawę. I naukę. Czerwiec w połączeniu z dzieckiem chce nas czegoś nauczyć. A jeśli nie nauczyć (bo my dorośli przecież już wszystko wiemy…) to przypomnieć. Przypomina, przestrzega, bierze nas za rękę i prowadzi w świat bajek, bajek, które są życiem.

Kilka miesięcy temu, będąc u rodziców znalazłam starą gazetę, w której odkryłam artykuł poświęcony dzieciom, a dokładniej – temu czego mogą nas nauczyć nasze pociechy. Spisałam sobie 10 punktów, które chciałabym opisać, rozwinąć, opowiedzieć…

Bo…

Bo, nadszedł ich czas.

Czerwiec.

 

Kto nie ma dzieci, ten ma jedno dziecko…

Zawsze.

Wyjątkowe, osobiste, bliskie.

Więc zawsze jest kim się zatroszczyć, zaopiekować, przytulić… Pielęgnować i wspierać. Wysłuchać i wsłuchać się w jego głos… To dziecko coś szepcze… To dziecko nazywa się Wewnętrzne dziecko, każdy je ma i każdy dorosły powinien chcieć je odszukać i usłyszeć, a później przytulić dla swojego dorosłego dobra…

Warto wrócić do swojego Wewnętrznego Dziecka, by móc iść dalej. To często są trudne powroty, wymagające i niewygodne… Jednak tam najczęściej ukryta jest podpowiedź, ale i zadania do wykonania, nauka, zabawa, marzenia, smutna mina, wesoła mina… Wachlarz barw, przeżyć i uczuć.

Nikt nie może pomóc i nikt nie może zrozumieć, nikt też nie może wymyślić najlepszej zabawy dla naszego Wewnętrznego Dziecka – jak my sami, tylko my możemy się z nim połączyć i zrobić coś razem. Bo my pamiętamy wiele…

Zrobić coś, czego kiedyś nie można było zrobić, poczuć coś, czego niedane było czuć. Zaakceptować. Akceptacja i empatia. Nie tylko do świata, ale przede wszystkim do samego siebie. Wszystko zaczyna się w nas, od tego naszego Wewnętrznego Dziecka.

Gdy człowiek czuje miłość, akceptację, zrozumienie i empatię w swoim wnętrzu, do siebie, to łatwiej i naturalniej daje to dalej, podaje na zewnątrz… To jest w sumie zrozumiałe jak poczciwy, wygodny but, ale jak się okazuje w praktyce, ciągle jest z tym jakiś problem, jak z przyciasnym, obcierającym butem…

Jak zawsze, piszę też dla innych, ale jak zawsze piszę też dla siebie… By nie zapominać. Sama daję sobie coś do myślenia, nie zawsze od razu  rozumiejąc, bo to jest jak procedura, przebieg i ewolucja 😉

Wszystko płynie, wszystko nabiera kształtów i znaczenia w odpowiednim czasie, i ten czas wie więcej niż my, ten czas jest jak pory roku, ma zaprogramowaną wiedzę…

Jest już na rynku kilka książek poświęconych tematyce Wewnętrznego dziecka, myślę, że warto przestudiować takie książkowe pozycje, zawsze można coś odkryć

 

*

 

Ale teraz wróćmy do tego dziecka, które często stoi obok nas i ciągnie nas za sukienkę:

Mamino pobawimy się…?!

 

I to od nich możemy się uczyć…       

10 punktów, które dają do myślenia, które każdy zna, ale czy wcielamy je w swoją codzienność?

Różnie z tym bywa.

 

1. Umiejętność zaczynania od nowa

 Dorośli często zarzucają dzieciom brak cierpliwości… Czy słusznie? Gdy obserwuję córkę, gdy obserwuję siebie, gdy przyglądam się światu, to zaczynam dostrzegać, że to dzieci uczą nas dorosłych cierpliwości. Dzieci mają więcej cierpliwości niż my, dzieci są mistrzami cierpliwości.

Ile koślawych „b” musi napisać dziecko, by litera nabrała mocy i popłynęła w słowo „babcia” czy „bocian”?

Ile razy dziecko upada na pupę, zanim wstanie i pójdzie pewnie przed siebie?

Ile razy jeszcze Jagodzianka będzie wsadzała patyczki do ziemi, by urosły…? Wiatr kolejny raz je poprzewraca, a ona podejdzie do nich i bez skargi wsadzi je znowu i znowu… Umiejętność zaczynania od nowa. Nie poddaje się, nie traci nadziei, nie złość, jest cierpliwa… O sadzeniu patyczków do ziemi więcej pisałam Tu, to jest opowieść o czymś więcej niż patykach, które nie chcą rosnąć.

My dorośli często mówimy „do trzech razy sztuka”, gdyby dziecko tak mówiło, to nigdy nie nauczyło by się mówić, pisać, chodzić…

My dorośli boimy się zaczynać od nowa… Koniec jest dla nas końcem. A przecież koniec to początek…

I to od nich możemy się uczyć, że zaczynanie od nowa jest wpisane w nasze życie jak dzień i noc. I nie ma czegoś takiego jak „do trzech razy sztuka”, tych sztuk powinno być więcej, ich musi być więcej, by nauczyć się iść, biec, pofrunąć…

 

2. Ciekawość świata

 Dzieci są ciekawe. Taka ich natura, a jaka jest natura nasza – starych koni?

„Dorosłym ciekawość się tępi jak zbyt rzadko ostrzona siekiera”.

Ciekawość łączy się z poznawaniem nowego. Jagodzianka wsadza te patyczki do ziemi, bo jest ciekawa, co z nich wyrośnie… Nawet jeśli nie urosną, to mała dziewczyna nauczy się po drodze innych umiejętności. Zobaczy, poczuje, przyswoi…

Ciekawość świata uczy też komunikacji ze światem, który nas otacza. I, mimo że nasz świat wewnętrzny jest najważniejszy, to ten zewnętrzny jest też potrzebny – Gra warta świeczki!

 

3. Radość życia

Jagodzianka nie narzeka na pogodę, na jedzenie, na bałagan, na brak kasy…

Bierze co jest, ufa temu, co jest i z niczego potrafi zrobić coś.

Cieszy się dniem. Gdy rano otwiera oczy to zawsze widzę w nich zadowolenie i gotowość by wystartować, zaczynać od nowa i akceptować to, co się dzieje obok. Jest tu i teraz i chce z tego korzystać.

Mamino pada deszcz, ale to nic, jutro może będzie słoneczko…

 Akceptacja i zgoda. Tak jest, a nie inaczej, czyli tak miało być…

Dzieci mają kredką na czole napisane – pogoda ducha.

 

Dzieci śmieją się w ciągu dnia nawet 400 razy.

Dorośli statystycznie mniej niż 20.

 

4. Umiejętność zabawy

 Dorośli nawet jak chcą się zabawić to nie zawsze wiedzą jak to zrobić… A nawet jeśli zaczynają zabawy to te zabawy często i grubo bardziej szkodzą niż pomagają…

Gdy byłam dzieckiem moja kreatywność i wyobraźnia sięgały zenitu. Nikt i nic nie było mi potrzebne, by zacząć zabawę, by poznawać, fantazjować i duchem być gdzie indziej, mimo że ciało było tu.

Czapki z głów dla mojego rocznika, gdy byliśmy dziećmi. Później już było coraz gorzej, a teraz gdy patrzę na dzisiejsze dzieci, to… to mamy mały problem.

Ja już po Jagodziance widzę, jak bardzo się różnimy, jak moje dzieciństwo i jej dzieciństwo jest różne, jak dużo się zmieniło… Dlatego tak ważne jest, by przemycać do świata naszych dzieci to, co pamiętamy ze świata naszego dzieciństwa, to nie były łatwe i tylko kolorowe czasy, ale to były czasy gdzie wyobraźnia szalała i nabierała realnych, intrygujących kształtów.

Ona uczy mnie, ja uczę ją, uczymy się nawzajem.

Bez zabawy życie traci smak i kolor. Zabawa jest tak samo potrzebna jak praca, nauka i obowiązki. To powinno być naturalne. Nie wszyscy o tym pamiętają, nie trzeba od razu skakać na bungee, można puszczać latawce i zjeść cukrową watę, machając bosymi stopami nad roztańczonym górskim potokiem.

Zresztą, intuicja i Wewnętrzne dziecko każdego poprowadzi

 

 5. Wiara we własne siły

Nawet jeśli nasze serce zachęca nas i podpowiada, że damy radę, głowa mówi, że raczej nie… Ego zawsze znajdzie wymówki, lęki i zaleje nas pesymistycznymi myślami, które skutecznie zniechęcają, nawet tych, którzy gdyby spróbowali w 100% dali by sobie radę.

Dusza zachęca, wspiera i motywuje. Podaje pomocną dłoń, podaje serce na dłoni. Dusza subtelnie namawia do marzeń, namawia do wiary w siebie. Ego przeszkadza być sobą, poczuć siebie, zrozumieć siebie, nauczyć się siebie.

Dzieci lepiej słyszą swoje serce i duszę, nawet jeśli zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy.

Gdy zapytamy grupę dzieci, kto umie śpiewać, tańczyć i grać w piłkę zobaczymy las rąk w górze 🙂

Gdy zapytamy grupę dorosłych, kto umie tańczyć, grać w piłkę i śpiewać, jest duża szansa, że nikt nie podniesie ręki 😉

Dorośli boją się oceny i konfrontacji.

Dzieci chętnie zaryzykują, chcą spróbować, chcą zaprezentować…

 

“Ocena to tylko czyjś punkt widzenia. Nie da się dogodzić wszystkim.”

 

6. Wypatrywanie możliwości

Dzieci często wolą jak jest trudniej i bardziej skomplikowanie, to daje większy wachlarz możliwości, pomysłów i zabawy. Trudności to dla nich zabawa. Nie skupiają się na trudności, tylko szukają rozwiązania, a poszukiwania to przygoda, to podróż…

„Dzieci to przedstawiciele tysiąca opcji i setek możliwości. Wymyślają, proponują, nie istnieje dla nich niemożliwe”.

Gdy Jagodzianka widzi, że zaczynam się zniechęcać i niecierpliwić mówi:

Maminko, spokojnie damy radę…

 

Tak do mnie mówi.

Tak mówi moja mała/duża nauczycielka.

I gdy już tracę cierpliwość i nadzieję, to zdanie: Maminko, spokojnie damy radę ustawia mnie do pionu i jednocześnie wzrusza.

Proste zdanie, które ma moc. Czasami mam wrażenie, że to ona bardziej wspiera mnie… Sama jej obecność jest dla mnie siłą, mimo że często tracę siły przy opiece nad Jagodzianką. Ona pojawiła się w moim życiu po to, by mnie uczyć, mimo, że teoretycznie to ja uczę ją, a może uczymy się obie, razem i tego samego, a zupełnie czegoś innego…?

 

 7. Życie tu i teraz

Dzieci są w tym momencie.

Nie odkładają życia na potem, nie żyją tym co było wczoraj. . Nie planują, nie kalkulują, nie robią czegoś dziś myśląc jednocześnie o tym co będzie za kilka miesięcy.

Gdy ja się cieszę z jakiegoś wyjazdu, który ma nastąpić za jakiś czas, Jagodzianka się tylko uśmiecha i wraca do swoich zajęć, do swojego dnia, który jest teraz, nie drąży tematu, nie rozkminia, nie zagłębia się, nie wkręca.

Wczoraj nie istnieje.

Jutro jest niepewne.

Liczy się dziś.

My dorośli często jesteśmy jedną nogą w przeszłości, a drugą w przyszłości. I nie ma już trzeciej nogi na to, co jest teraz- na teraźniejszość.

Tracimy wiele.

Możliwość bycia tu i teraz jest bardzo uwalniające, lecz niestety trudne dla mamy i taty. Dziecko jest drogowskazem i przypomnieniem, że najważniejsze dzieje się teraz.

 

8. Asertywność

Już tak wiele o tym napisano, tak wiele się o tym mówi, przypomina, napomina, prosi, a nawet grozi…

Asertywność.

 Tajna, a jednocześnie oficjalna broń.

Dzieci są genialne w obronie swojego terytorium, zabawek, książek itp. Słuchają czego chcą, a zamykają uszy na to, czego słuchać nie chcą. Dzieci potrafią wyznaczać swoje granice w sposób naturalny.

Świat dorosłych to też granice…

Tylko że świat dorosłych pogubił się, tak jak gubią się kolorowe klocki…

Świat dorosłych to granice – niepotrzebne.

Świat dorosłych to granice – potrzebne, ale przekraczane przez… dorosłych.

„Asertywność to też udzielanie pomocy tym którzy jej nie znajdują… dlatego asertywność czasami mówi tak, choć częściej mówi nie…”

Bardzo mi się podoba powyższy cytat. Asertywność najczęściej mówi nie, ale wie też, kiedy powiedzieć tak.

 

9. Umiejętność proszenia o pomoc.

I to jest ciekawe. Dorośli oczekują pomocy, czekają na nią, szukają jej i mają nadzieję, że ktoś pomoże… Nawet jeśli na głos do tego się nie przyznają.

Właśnie.

Na głos…

Dzieci nie boją się prosić o pomoc, wiedzą, że warto poprosić o pomoc. Dzieci też wiedzą, kiedy poprosić o pomoc, a kiedy chcą spróbować same sprostać zadaniu. Dzieci nie wstydzą się poprosić o pomoc, jest to dla nich naturalne.

My dorośli, często nie prosimy z różnych powodów. Myślę, że wiele razy utrudniliśmy sobie zadanie i życie tylko dlatego, że nie było nas stać na poproszenie o pomoc…

Zawsze jest ryzyko.

Ale bardzo często jest też szansa, że otrzymamy pomoc, jeśli tylko o nią poprosimy.

Dzieci często i naturalnie ryzykują, bo bez ryzyka nie ma zabawy… 😉

 

10. Umiejętność wybaczania

Ten punkt specjalnie zostawiłam sobie na koniec. Trochę tak jakby to było podsumowanie. Więc może podświadomie ten punkt jest dla mnie ważny, wszystkie powyższe punkty są bardzo ważne i składają się na całość, a jednak to ten zostawiłam na koniec… Bo koniec to początek…

Wybaczenie jest początkiem czegoś nowego. Bez przebaczenia nie ma dobrej drogi. Nawet jeśli jakoś idziesz bez przebaczenia, to ten szlak najprawdopodobniej okaże się ślepą uliczką.

Przebaczenie światu zewnętrznemu.

Przebaczenie światu wewnętrznemu – sobie.

Dla wielu jeden z najtrudniejszych punktów. Często myślimy, że nie mamy z tym problemu i często okazuje się, że bardzo się mylimy.

Dzieci nie mają cichych dni. Dzieci wbrew pozorom potrafią bardzo dobrze rozwiązywać konflikty między sobą. Dzieci wpadają w złość, ale potrafią też wybaczyć. Dzieci szybko się godzą i nie noszą urazy.

„To ważna umiejętność, zwłaszcza dla tych dorosłych, którzy nie potrafią się pogodzić z przeszłością i ciągną ją za sobą jak worek kamieni.”

Gdy ja zawinię i dam plamę na całej linii mówię do Jagodzianki:

Przepraszam, nie chciałam, mama Cię przeprasza…

 A ona nie odpowiada nic, tylko się przytulamy. Wybacza mi z automatu, słowo przepraszam wystarcza, słowo przepraszam, jest dla niej wszystkim… Nie ciągnie, nie wymaga przysłowiowego klękania i przyrzeczeń. Naturalnie wybacza i przechodzi do porządku dziennego. Po słowie przepraszam wybacza z automatu… I widzę uśmiech.

To jest wielkość.

To jest siła.

To jest dla mnie nauka.

I znowu to jest dla mnie wzruszenie…

Dziękuję.

*

 

Miało być 10 punktów i jest, ale jest jeszcze jeden punkt. Punkt punktów. Najważniejszy, od którego wszystko powinno się zaczynać i na tym kończyć. 11 punkt.

A jeśli o dzieciach dzisiaj mowa, to książeczka dla dzieci o miłości.

 

11. Miłość

 

‘Wielka miłość’ – J. Bednarek i M. Kurczewska

Taką Jagodzianka dostała książeczkę na Dzień Dziecka (przed Dniem Dziecka) o miłości z morałem, Wydawnictwo Nasza Księgarnia w uroczo różowej, twardej okładce. Idealna na święto dziecka. I te ilustracje…!

„Dziadek i babcia Dusi bardzo się kochają. Dziewczynka jest tego pewna, bo dziadek nosi babcię na rękach (naprawdę!), a babcia piecze dziadkowi serniczki, chociaż zupełnie nie ma do tego talentu.”

I chociaż słowa są ważne i mają dużą moc, to czyny są chyba jeszcze ważniejsze. Często nie to, co mówi człowiek, ale to, co robi ma większe znaczenie i jest odpowiedzią na nasze pytania. Czyny, czyli gesty, często drobne, są dużym drogowskazem i podpowiedzią. Co z tego, że babcine serniczki nie wychodzą tak pyszne jak te w najlepszej cukierni? Babcia piecze te serniczki pomimo… Stara się, daje swój czas i coś najważniejszego – serce. Co z tego, że dziadek nie jest już tak młody i sprawny jak kiedyś? Pokonuje swoje słabości, często już fizyczne i bierze babcię na ręce, wyzwanie, które jest dopingowane przez uczucie – miłość.

Co to jest miłość?

Co to jest WIELKA MIŁOŚĆ?

W książeczce mamy szansę odszukać podpowiedź, a może i odpowiedź 😉 Wartościowa opowieść dla dzieci i jak zawsze dla dorosłych by sobie przypomnieli, jeśli niechcący zapomnieli… Autorka książki bardzo sprawnie przemyca w książce życiowe problemy, które lekko i przyjemnie są tłumaczone. Czytamy w książce o miłości między dorosłymi, starszymi już ludźmi, ale pojawia się też przedszkolne zauroczenie, którego doświadcza tytułowa bohaterka.

Co jest czym?

I z czym co się je…?

Pokazane są różne relacje i ich odcienie między dziećmi, nauka poprzez doświadczenie i obserwację. Poznawanie świata, a przez to poznawanie też siebie.

„Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie…?”

Książka Wielka miłość pomaga naszym dzieciom zrozumieć relacje między ludźmi te, które tworzą się w domu i te poza domem np. w przedszkolu. Relacje dorosły- dorosły, dziecko- dziecko. To się różni. Jest podobnie, ale jednak inaczej.

Książeczka jest radosna i zabawna, a przy tym edukacyjno-poznawcza. To ważne, pomocne i wygodne.

To nie jest pierwsza książeczka o przygodach Dusi, są też inne tomy, u nas jest to pierwsza książeczka opowiadająca historię tej sympatycznej dziewczynki, ale mam nadzieję, że nie ostatnia, bo już to widzę i czuję, że to jest seria terapeutyczna, ale podana w sposób bardzo uroczy, przystępny i puchowy

 

I to od nich możemy się uczyć…

Pozdrawiam radośnie asia

Jestem ciekawa,  który punkt zatrzymał Was najdłużej, który Was przywołał, który Was odnalazł…? 🙂

 

 

54 komentarzy do “I to od nich możemy się uczyć… Dzień dziecka, dziecka dzień.

  1. Co do cierpliwości, to różnie z tym bywa lub miałam nietypowe dziecko.
    Pozostałe punkty dotyczą w różnym stopniu dzieci w różnym wieku i w różnych czasach. Sposób wychowania i cechy osobowości też mają na to wpływ.
    Ale masz rację – dbajmy o nasze wewnętrzne dziecko i uczmy się od dzieci…

    1. Wszystko ma na wszystko wpływ…
      Na dzieci ma wpływ i na dorosłych ma wpływ. Od każdego można się czegoś nauczyć… a jak się okazuje od dzieci sporo.

  2. Żyję w przekonaniu, że stale powinniśmy być dziećmi. Dzieci nie troszczą się, dzieci ekscytują się, dzieci potrafią się bawić i same z siebie kipieć radością. Dorosłym tego brak, bo wmówili sobie, że nie wypada. A guzik prawda.
    Za to nienawidzą mnie inni dorośli, bo ośmieliłam się być szczęśliwa i radosna. Za to bojkotują mnie inni dorośli, bo obserwują mój zaciesz, słuchają mojego głośnego śmiechu (czasem ryczę) i nie rozumieją, biorą za niespełna rozumu.
    Jedyne co wypada dorosłemu to brać odpowiedzialność za swoje życie i umiejętnie postępować. Żyć w szale twórczym i cieszyć się z byle czego. To nam teraz wypada.

  3. …przez kilkanaście minut ślęczałam nad czystą kartką by napisać Pani komentarz…nie udało się ale następnie włączyłam stronę na której pokazano mi spot reklamowy pewnego kandydata na prezydenta…rodzina, radosna, szczęśliwa….a przecież to człowiek, który dzieciom narzuca wszystko co najgorsze, wszystko co krzywdzące, wszystko co ma uczynić z dzieci, niewolników…jak ze mnie , prostytutkę…więc to nie może być tak byśmy sobie dawali prawo bycia dziećmi, szczęśliwymi, radosnymi, twórczymi,ale i dzieciom naszych sąsiadów, wrogów, wszystkim dzieciom….

  4. Jak daleko odeszliśmy od naszego wewnętrznego dziecka – to tylko wie ono. Na szczęście zawsze jest czas, by sobie o nim przypomnieć. Ja ostatnio zgrałam sobie filmik, który dostałam od siostrzenicy. Półroczny maluch całym sobą przeżywa zmagania z połówką jabłka. Żaden kurs ani nauczyciel nie jest w stanie udzielić takiej lekcji “mindfulness ” – tu i teraz. Masz rację – dzieci są najlepszymi nauczycielami.

  5. Przeczytałam takie piękne przysłowie. Przytaczam z pamięci, wieć pewnie coś przekłamię. Ale brzmiało to mniej więcej tak: “Kiedy zostajesz matką zgadzasz się, aby Twoje serce na zawsze zamieszkało poza Tobą” 🙂
    Cudne i prawdziwe!

  6. dziecko nie potrzebuje żadnych powodów, żeby się śmiać i cieszyć. do płaczu potrzeba mu powodów. z dorosłymi jest chyba odwrotnie. łażą smętni i nie potrafią znaleźć uzasadnienia dla uśmiechu.

    1. “do płaczu potrzeba mu powodu” – zgadzam się, mimo że często się słyszy od ludzi, że jakieś dziecko płacze bez powodu – ono ma zawsze swoje małe/duże powody…

  7. Ładnie to wszystko napisałaś, rzeczywiście warto pielęgnować w nas samych dziecko, choćby po to, by wciąż zachwycać się chwilą.

    1. Całe życie jest się czego uczyć … każdy kto staje na naszej drodze jest naszym potencjalnym nauczycielem 🙂

  8. Pięknie piszesz o wewnętrznym dziecku i masz tu całkowitą rację. Trzeba o nie dbać, trzeba o nim pamiętać, słuchać co do nas mówi. Właśnie dopiero kiedy to zrozumiałam, moje życie zaczęło się lepiej układać :). Zrozumiałam czego naprawdę pragnę i potrzebuję.
    Też wiele rzeczy piszę na blogu dla siebie, by coś lepiej przyswoić, przypomnieć sobie, poukładać myśli. Może ktoś z tego korzysta i z Twoich wpisów ludzie korzystają. Ja też 🙂
    Chociażby z tym zaczynaniem od nowa. Tak jest dorośli tak często tracą cierpliwość, coraz trudniej nam się uczyć nowych rzeczy, a dziecko od podstaw i się nie poddaje. Tego mi właśnie teraz potrzeba, tej dziecięcej cierpliwości i wiary we własne siły :). Pięknie opisałaś wszystkie podpunkty. Tak mocno przemawiają do serca, że aż się wzruszyłam. I książeczka wydaje mi się ciekawą pozycją. W końcu o uczuciach należy rozmawiać 🙂

    1. poukładać myśli… pisanie to układanie nie tylko liter w słowa a słów w zdania, to przede wszystkim układanie myśli o których wspominasz. Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

  9. Wiesz… zawsze czytam Twoje opowieści kilka razy. Daje im we mnie pożyć słowem, myślą i zapewne czynem. Lubię wracać do niektórych Twoich opowieści, przeżyć, zastanowień. Twoja mądrość i zatrzymanie nad codziennością są niezwykłe i dziękuję, że się dzielisz tą cudowną puchową celebracją.
    Potrzebowałam w tym trudnym dla mnie czasie właśnie takiego ciepła.

    1. Jeśli mądrością można nazwać poszukiwanie… Bo ja przede wszystkim szukam, jestem w drodze, a idąc spaceruję, biegnę i upadam… Tak wiele jeszcze nie wiem i jeszcze nie czuję, i mało tego, często coś psuję. Dlatego puch ze słów to dla mnie przystanek i pokój w którym mogę napisać, a pisząc ,coś poukładać, zadać sobie samej pytania.
      Dziękuję. Wysyłam wsparcie w postaci myśli, które już lecą do Ciebie.

      1. Szukanie jest chyba nawet ważniejsze niż znalezienie , a upadki czy psucie to sztuka powstania i naprawiania. Mądrość wg mnie nie polega na głoszeniu sentencji tylko na doświadczeniu i widzeniu. Układaj jak najczęściej – jeśli tylko dzięki temu będę mogła czytać Twoje zastanowienia.
        Dziękuję – puchu nigdy za dużo. 🙂

  10. Poza Ciccino-który jako mężczyzna jest wiecznym dzieckiem- mam to jedno- wewnętrzne dziecko. Często niestety zapominam o nim i traktuję je po macoszemu… Czas to zmienić. Poświęcić mu więcej uwagi, zaopiekować się nim i otoczyć miłością.

    1. Myślę że odkrywając na nowo nasze Wewnętrzne dziecko odkrywamy też prawdziwą kobietę którą jesteśmy – bo to jest połączone.
      Tak mężczyźni chyba nie mają problemu z Wewnętrznym dzieckiem… hahah 😉

  11. Czesto zapominamy jako dorośli o tym wewnetrznym dziecku, a ono jest takim pieknym pomostem pomiedzy tym kim bylismy a kim jestesmy.
    To prawda,ze dzieci to tez tacy mali nauczyciele. Przypominaja nam czesto o tych waznych rzeczach o których jako dorosli zapominamy. To piekne,ze uczycie sie obie od siebie .

    pozdrawiam
    Kraolina

    1. Pomost – bardzo dobre słowo, które mówi o tym jak to wygląda, o tym o czym chciałam napisać… Pomost który łączy to co było z tym co jest i pewnie też w pewnym sensie z tym co będzie…
      Pozdrawiam ciepło!

  12. Witaj jeszcze wiosennie
    Staram się pielęgnować w sobie to wewnętrzne dziecko. Jednak ta dziecięce beztroska zniknęła. Pojawia się już bardzo rzadko
    Pozdrawiam ciepło i przesyłam uśmiech

    1. Dziecięca beztroska zanika i to jest też normalne, sztuka w tym by nie znikneła na zawsze, by się utrzymała na jakimś poziomie, poziomie który będzie nas wspierał i pomagał 🙂

  13. Od dzieci bardzo wiele można się nauczyć, jeśli tylko się chce. Piękne są Twoje punkty, sama nie wiem, który najprawdziwszy… Ale chyba najbardziej trafił do mnie ten o umiejętności zaczynania od nowa. Dał do myślenia… A o wewnętrznym dziecku i u mnie można ostatnio przeczytać;)

    1. Punk o zaczynaniu od nowa i mnie bardzo zaciekawił gdy o tym pisałam, jest w tym punkcie coś takiego co bardzo daje do myślenia, tak czuję 😉

  14. Drogowskaz do swego wewnętrznego dziecka znalazłam bardzo, bardzo późno! Zawsze coś lub ktoś było ważniejsze! A teraz z wielką ochotą je pielęgnuję, i bardzo mi z tym dobrze! 🥳
    Macham wesoło w ten piękny, słoneczny porane!

    1. Niektórzy nigdy nie odszukali drogi do tego dziecka, więc lepiej później niż wcale, jak to się mawia 😉 Pozdrawiam!

  15. Dzieci są chodzaca radoscia. Warto przypomniec sobie, jak to bylo, kiedy cieszylo slonce, kałuza, motyl, rosa na trawie, kawalek czekolady. Tyle pieknych malych rzeczy przechodzi nam kolo nosa, a dla tych malych ludzi maja tak wielkie znaczenie. Pieknie napisalas. Serdecznie pozdrowienia dla dzieci wiekszych i mniejszych!

    1. Tak, kawałek czekolady może uszczęśliwić dziecko tak szczerze, a dorosłego często nawet cały, dużu czekoladowy tort nie cieszy… 😉

  16. Piękne i mądre słowa. Aż mi łezki poleciały. Zgadzam się ze wszystkim, a zwłaszcza z tą zabawą. Dorosłym ciężko być spontanicznym. W tym nigdy nie prześcigniemy dzieci . To są mistrzowie spontanu, bez wątpienia. Patrzę na moją najmłodszą córkę jak się bawi i jestem oczarowana jej pomysłami.

    Pozdrawiam najserdeczniej Puszku

  17. Dzieci to dar od Boga i ja ciesze się że je mam… Strasznie ubolewam nad tym ze są już duże, a jedno nawet wyprowadziło się… Jak jadę do syna to zawsze ze łzami w oczach i tule go do siebie mimo że wyższy ode mnie połowę, ale to moje dziecko, pierworodny syn… Piękny kolejny tekst dziś u Ciebie przeczytałam na dobranoc… dziękuję bardzo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *