Hygge

Hygge

Zawsze chciałam napisać o hygge osobny post. Albo inaczej. Zawsze chciałam zatytułować tak jakiś wpis. Jednym słowem. Wiedziałam, że kiedyś do tego dojdzie. Ale, nie wiedziałam, kiedy. Jestem trochę zaskoczona, że nastąpiło to teraz. Chciałam się do tego przygotować, celebrować ten moment, bo takie jest hygge, lubi celebrację, ale w sumie, przyszło spontanicznie, bez większych przygotowań, bo takie jest też hygge, spontaniczne.

Hygge. Jedno, proste słowo. Które skrywa w sobie tysiące słów. Można o tym jednym słowie, napisać całą książkę. O znaczeniu tego słowa… Ale znaczenie tego słowa, jest nadal niejednoznaczne. Hygge jest proste, a zarazem tajemnicze. I chyba to w nim lubię najbardziej. Hygge daje wiele możliwości. A co najważniejsze, hygge można do siebie dopasować, a nie siebie do hygge. Mimo że filozofia hygge ma pewne określone pojęcia, to każdy z nas pisząc książkę o hygge mógłby popłynąć, mógłby namalować zupełnie inny obraz niż sąsiad. I to jest w hygge ta tajemnica, którą każdy z nas może odkrywać na swój sposób. Hygge ma zasady, ale przede wszystkim jest elastyczne i co fajne – tolerancyjne.

 Hygge – duńskie słowo.

Słowo, które przychodzi z pomocą i uczy komfortu. Ale przede wszystkim komfortu tego w naszej głowie i sercu. Możemy mieć komfortowy koc z alpaki, ale gdy w głowie i sercu będziemy mieć szał, szaleństwo i szloch to nawet alpaka nam nie pomoże… Możemy mieć dziurawy, stary koc, a w głowie i sercu ład i łagodność, wtedy hygge nabierze mocy. Bo hygge to słowo mocy, którym możemy sterować. Bo jak już wspominałam nie raz 😉 wszystko zaczyna się w nas… Im częściej o tym piszę, to tym bardziej w to wierzę.

Niestety hygge stało się łatwym i prostym chwytem marketingowym. Jest wszędzie. Jest wszędzie tylko często nie w nas. Prawdziwego hygge nie da się kupić. Hygge trzeba sobie wypracować. By miało sens, potrzeba do tego naszej pracy, jak z większością rzeczy, które mają być autentyczną pomocą i prawdą. Hygge jest proste, ale nie prostackie… Gdy hygge zamienia się w kiczowatość, to traci swoje cenne właściwości.

Nasze hygge powinno być dobre dla nas, wspierać nas, dbać o nas i puchowo otulać. Powinno być nasze. Nie pożyczone, zapożyczone, zgapione. Bo to, co dobre dla sąsiada, wcale nie musi być dobre dla nas. Grube, wełniane skarpety na nogach sąsiada mogą być w klimatach hygge, ale tak nie musi być u nas, bo jeśli my wolimy bose stopy na drewnianych deskach to dopasujmy hygge do siebie… Hygge to komfort, który ma być komfortem dla nas, nie dla innych. Hygge umie się dopasować jak puzzel, jeśli zaczniemy z nim współpracować, jeśli posłuchamy siebie, usłyszymy prawdziwe hygge.

Hygge namawia do prostoty, umiaru, ciepła, funkcjonalności.

We wszystkim.

W domu.

Na spacerze.

W podróży.

I w myślach.

„Źródeł  tej filozofii stylu  życia należy szukać w duńskiej historii, jak i w położeniu państwa.”

Surowy klimat Skandynawii sprzyjał temu, by poszukać czegoś puchowego, czegoś, co zrównoważy, co pozwoli na balans. I znaleźli. Hygge. Gdy za oknem zimno i ciemno w domu trzeba zapalić światło, światło w każdym znaczeniu tego słowa. Bo dom ten, w którym mieszkamy i ten w sercu powinien dawać nam siłę. Od domu zaczyna się wiele… I gdy ja myślę o hygge to zawsze w pierwszej kolejności nasuwa mi się słowo dom. Hygge jest dla mnie bardzo związane z domem i myślę, że dla Duńczyków też.

Hygge można wyprowadzić z domu. Zabrać tam gdzie idziemy. Ale mam wrażenie, że korzenie hygge są właśnie w domu. Domowe hygge.

 

 Dom

Jasne kolory, ciepłe oświetlenie i blask naturalnych świec. I zbliżamy się do hygge. Do tego stary, poczciwy koc, wygodne kapcie-papucie. Bawełna, wełna, len. Herbata, kawa, zioła. Koniecznie w ulubionym kubku, który przypomina wiele. Wspomnienia, przemyślenia, marzenia. Drewno. Natura. Wprowadzenie drewna i natury do swojego domu. Pamiątki, zdjęcia, sentymentalne przedmioty, to pomaga w hyggowaniu… Ja uwielbiam biel połączoną z naturalnym drewnem. I do tego światło świec. Świece w Danii to produkt pierwszej potrzeby. Pół żartem pół serio.

I jedzenie. Mnie dom kojarzy się z jedzeniem. I jedzenie może być przyprawione szczyptą, a nawet garścią hygge. Jedzenie to miłość. I tak do jedzenia warto podchodzić, by służyło, wspierało i dodawało energii. A jeśli jedzenie to w towarzystwie bliskich. Biesiadowanie, ale w sposób prosty i z umiarem.

„Gotowanie i rodzinne posiłki to jedne z najlepszych sposobów celebrowania domowości.”

Gdy byłam w wieku Jagodzianki, moi rodzice przygotowywali od czasu do czasu Ucztę. Tak ją nazywaliśmy – Uczta. Mama, Tata i ja. I nieduży stołek, na którym Mama układała talerzyk z jajkami na twardo z majonezem, ogórek kiszony, chleb z masłem i herbata. I zapalała świecę. I zapalała blask

 

To były najpiękniejsze uczty, na jakich bywałam.

Wyjątkowe.

Bezkonkurencyjne.

Bliskie.

Skromne, a zarazem bogate.

Bogate tym w co się wierzy i w czym pokłada się nadzieję. Wyobraźnia, która wprowadzała magię do codzienności.

Nasza Uczta.

 

To jest jedno z moich najcenniejszych wspomnień. To jest dla mnie wzruszające wspomnienie.

Byłam taka szczęśliwa, gdy Mama oznajmiała, że dziś będzie: Uczta.

Bardzo dziękuję rodzicom, za te uczty, za te hygge i za wyobraźnię. Hygge około 30 lat temu…

I takie jest hygge. Wprowadza szczyptę magii, do codziennych chwil, posiłków, obowiązków, marzeń i myśli.

Nie trzeba wiele. Nie trzeba wiele by budować magię na fundamentach codzienności. Zapominamy o tym. Zapominamy, że to my nadajemy sens przedmiotom i temu, co nas otacza. Mamy moc, nawet jeśli brzmi to banalnie i naiwnie. Tak sobie myślę, że moi rodzice może nawet nie zdawali sobie do końca sprawy, ile to dla mnie znaczyło… Ale działali intuicyjnie. Z niczego robili coś. I to jest ta magia, siła, nadzieja, wiara i miłość. Dla mnie tak to oznacza. Po tylu latach powiedziałam im jak ważne były dla mnie te Uczty, że są dla mnie kotwicą, a jednocześnie statkiem, który może wypływać w dal. Bo hygge wspiera. Bo hygge jest proste, nawet jeśli dzisiejszy świat zrobił z niego produkt komercyjny. Jednak najważniejsze jest to, co Ty z tym zrobisz. Co Ty o tym myślisz. I jak myślisz.

Wygodne, domowe ubranie, osobiste kapcie, gliniany kubek, blask świec i książki. To jest szczęście. To jest szczęście, a jeśli ktoś jeszcze w to nie wierzy, to niech zobaczy co dzieje się na świecie. Co dzieje się niedobrego na świecie. Wtedy te kapcie, dach nad głową, kubek z jednym uchem i książki, staną się magią i szczęściem. Prostym, ale ważnym szczęście.

Nasze 4 ściany nabiorą większego znaczenia i sensu. Zwłaszcza dziś. Może ten cały wpis o domowym hygge nie jest przypadkowy, może tak miało być, może intuicyjnie piszę dziś o tym i może to jest dobry wybór na dzisiejszy czas… Może…

 

Spacer

Wyprowadźmy hygge na dwór. Na spacer. Zabierzmy hygge tam gdzie zmierzamy. Puchowa kurtka, ciepła czapka, wygodne, znoszone buty, szalik, który zrobiła babcia, aparat pod ręką, a nawet książki. Dziecko. Bliscy. Pies. Oczywistość, która ma swój cel. Pory roku, zachęcające, by odszukać w nich klimaty hygge. By dopasować. Zauważyć. Posmakować wszystkimi zmysłami. Zbieram z córką kolorowe liście, z których zrobimy jesienny bukiet, z których zrobimy obraz, przykleimy liście do białej kartki, a Jagodzianka wybierze miejsce na ścianie, na której zawiśnie arcydzieło… Jest coraz mniej wolnego miejsca na ścianach, bo Mała Artystka nie próżnuje. Kartki wiszą już w łazience, a nawet na wszystkich drzwiach… Taki to czas, taki to moment, nie potrzeba z nim walczyć. Czasami tylko po kryjomu zdejmuję któryś z obrazków, by było więcej miejsca na nowe, ale Ona wszystko widzi, słyszy i czuje… Ma to też swoje zalety, bo już w wielu sprawach mi pomaga, podpowiada i przypomina.

Na spacerze jest wiatr. Jest duch jesieni. Są też listopadowe promienie słońca. Te promienie, już nie grzeją, ale dodają nadziei i przypominają, że słońce zawsze jest. Gdy da się szansę listopadowej pogodzie nawet tej niepewnej i niewygodnej, to listopad, w dziwny sposób się nami zaopiekuje, ale jak zawsze trzeba zaufać i dodać do tego szczyptę hygge, szczyptę magii.

Jesień uczy nas doceniać i poznawać hygge. To nie tylko stan posiadania, ale stan umysłu.

„Kiedy wychodzę, lubię zawinąć się w długi obfity, długi szal, lubię kawę korzenną kawę na wynos, lubię nosić grube, wyciągnięte kardigany, jak długo się da – zamiast płaszcza. Czapki, miękkie rękawiczki, wysokie buty, ciepła spódnica i grube wełniane rajstopy w warkocze.”

 Widzę i czuję w tym opisie hygge. I tak można wyjść naprzeciw jesiennej przyrodzie, przygodzie, drodze z książkami pod pachą. A listopad przyszedł i idzie, nie czeka, trzeba się pospieszyć, by zaznać na własnej skórze tego piękna.

A, że hygge to też książki więc:

 

*

 

Dolina Muminków w listopadzie – Tove Jansson

„Życie Muminków i ich przyjaciół z Doliny skupia się wokół domu Mamy i Tatusia Maminka, gdzie każdy może liczyć na pomoc i przyjaźń.”

I tak też chcę widzieć hygge. Nawet Muminki uprawiają hygge…

Dom

Pomoc

Przyjaźń

To jest książka dla mnie, mimo że teoretycznie dla Jagodzianki. Jak ja odpoczywam przy Muminkach wiem tylko ja i… Muminki! Wie też Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wie jak rozpieszczać swoich fanów. Ja jestem fanką tego Wydawnictwa od dawna, zanim w ogóle powstał puch ze słów. Jestem wdzięczna za magię, którą oddają w ręce czytelnika. Bardzo im kibicuję i mam nadzieję, że tej magii nigdy im nie zabraknie. Wydawnictwo dla Wszystkich, dla tych którzy szukają domowego hygge w swoich magicznych domkach.

Dolina Muminków w listopadzie, to książka w twardej oprawie, w pięknej jesiennej kolorystyce. Dla mnie ta kolorystyka jest bardzo kobieca, romantyczna i ciepła. Tego potrzeba w listopadowych dniach i wieczorach. Lubię też format serii książek o Maminkach.

Piękna jest ta jesień w Dolinie Muminków…

Książka dla dzieci, ale wyjątkowo bardzo tym razem czuć, że to też książka dla dorosłych. I piszę to z pełną powagą. Jeśli dorosły zechce, książka do niego przemówi. Bo książki mają to do siebie, że nie robią nic na siłę, dają możliwości i wybór. Książki są mądre i pokorne jednocześnie. To od nas zależy co znajdziemy, co wybierzemy i co nam pomoże.

Ta książka mogę Wam zdradzić, ma w sobie ukryte głębokie przemyślenia i refleksje. Są przesłania, jest złota myśl. Jak złota jesień.

Dom Muminków staje się ostoją i wyspą dla bohaterów książki. Tak jak hygge, które powinno być zawsze ostoją i wyspą, do której dopłyniemy odpocząć, gdy sztorm da się nam we znaki.

Tym razem rodzina Muminków spędza czas w podróży, poza domem, ale do muminkowego domu nadciągają różne postacie. No i jest też Włóczykij, jeden z najbardziej intrygujących bohaterów:

„Była jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawia namiot i pozwala dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i  nic nie pamiętając, i dużo spał.” – Czy to nie genialne?!

 

Książka nostalgiczna, jesienna, ciepła i puchowa

W Dolinie Muminków nawet listopad jest piękny…

Potrzebny. Przede wszystkim potrzebny.

Bohaterowie książki zmagają się ze swoimi przemyśleniami, myślami i swoim życiem. Próbują wszystko ogarniać, na swój, indywidualny sposób. Odszukać swój sens w sensie też innych… Poszukać szczęścia w towarzystwie osób często różniących się od nas… Zrozumienie, tolerancja. Życie. Książka maluje dla czytelnika obraz życiowych wyzwań, z którymi stajemy oko w oko, ale robi to w sposób nadal uroczy, jak to mają w zwyczaju muminkowe klimaty. Ja czytając książki o Muminkach lubię popijać kakao, o którym więcej napiszę w dalszej części dzisiejszego wpisu

Książka bardzo na teraz!

Ta seria sama się broni, sama zachęca i obiecuje wiele. Ja się nie zawiodłam. Ba, ja odnalazłam w tej książce tak wiele, i co ciekawe – prawie każde zdanie zatrzymywało mnie przy sobie na dłużej, prawie o każdym zdaniu w tej książce można długo rozmyślać. Po prostu się zakochać. Jestem szczęśliwa, że listopadowe wieczory spędzam w towarzystwie prostych, uroczych i ciepłych Muminków. No i zawsze jest morał… dla każdego może być zupełnie inny…

 

 

Dzika książka o dzikach – J. Richter-Magnuszewska

Jagodzianka jest fanką dzików. Więc gdy w Wydawnictwie Nasza Księgarnia pojawiła się książka o tych sympatycznych mieszkańcach lasu, w pięknej oprawie, wiedziałam, że to będzie to, co Jagodzianki lubią najbardziej. Jagodzianka lubi dziki, a jednocześnie trochę się ich boi. Podsumowując- fascynują moją córkę.

Jagodzianka od września chodzi z babcią i dziadkiem na grzyby…

 – Mamo, a co będzie jak dzik nas zaatakuje?

– Masz szybkie nogi, dasz sobie radę.

– A baba i dziadzia?

– Jesteś silna, obronisz ich.

– To niech się mnie pilnują…

 

Znowu muszę napisać, że książka dla dzieci. I znowu muszę napisać, że to też książka dla dorosłych – wielu ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Książka bawi, ale też uczy.

„Dziki są towarzyskie i bardzo rodzinne. Z krewnymi łączą je serdeczne i trwałe więzi. Nawet gdy młode dorosną i pójdą swoją drogą, nie zapominają o najbliższych. W razie niebezpieczeństwa czy srogiej zimy zbierają się w jedno wielkie stado. Silniejsi zawsze pomagają słabszym.”

Czyli jak widzicie książka też dla dorosłych…

I w tym momencie przypomina mi się przysłowie indiańskie, które zresztą bardzo lubię i szanuję. Indianie wiedzieli dużo, Tu przeczytacie więcej na ten temat, ale ich zdaniem był ktoś, kto wie jeszcze więcej:

„Każde zwierzę wie więcej niż ty.”

 

Świnia to po części nadal dzik. Czyli kuzyni. Wiele łączy dziką i udomowioną świnię… 😉

Więc jeśli świnie według naukowców należą do najinteligentniejszych zwierząt to i dziki klasyfikują się po części do tak wysokiej oceny. Badania dowiodły, że świnie:

– mają doskonałą pamięć

– grają w gry komputerowe używając joysticka

– znajdują wyjście z labiryntu

– uparcie szukają sposobu by osiągnąć swój cel

– nuda może je doprowadzić do apatii i depresji

– są na takim samym poziomie rozwoju umysłowego i uczuciowego jak kilkuletnie ludzkie dziecko

– są uczuciowe i humorzaste (tak, świniom też zdarza się strzelić focha!).

Książka pięknie wydana w leśnych klimatach i jesiennej kolorystyce, w twardej oprawie. Dobry pomysł na prezent, dla dzieci, które interesują się przyrodą. To ciekawa propozycja dla małego i większego miłośnika natury. Uczy. Uczy empatii i szacunku dla wszystkich żywych istot, które towarzyszą człowiekowi na naszej wyjątkowej planecie Ziemi… Uświadamia. Uświadamia jak niezwykłe i zagadkowe są stworzenia żyjące obok nas…

Na zdjęciach poniżej widzicie miejsce niedaleko naszego domu. Nazwaliśmy je Doliną dzików, bo jest tam sporo dzików i Jagodzianka już nie raz widziała tam dziką świnię. Więc książką o dzikach idealnie wpasowała się w obraz tego miejsca. Często tam spaceruje moja Mała dziewczynka. Zasadza tam choinki, po Bożym Narodzeniu, zawiesza karmniki dla ptaków, zasadza pod drzewami kwiatki i chodzi je podlewać. No i czasami czyta też tam książki … 🙂 Nasza Dolina Dzików…

„W Chinach i Japonii wierzono, że świnia przynosi dobrobyt, szczęście i odstrasza złe moce. W piśmie chińskim znak ‘dom’, składa się ze znaków ‘świnia’ i ‘dach’”

 Zafascynowała mnie ta informacja i wiele innych ciekawostek, które odnalazłam w książce Dzika książka o dzikach.

 

Pan Patyk – J. Donaldson i A. Scheffler

A ta książka zaciekawiła mnie. Zwłaszcza cudna, twarda okładka. Może dlatego, że na pięknym niebieskim tle nieba, śnieg prezentuje się przepięknie. Jest uroczo. Brakuje mi śniegu coraz bardziej, już kiedyś o tym pisałam, że śniegu w Polsce coraz mniej, a to nie jest dobre dla nikogo. Więc patrzę na okładkę książki Pan Patyk z sentymentem, Wydawnictwo Nasza Księgarnia znowu pomaga przenieść się do krainy bajek, które otulają.

Perypetie Pana Patyka mkną przez cztery pory roku. I to już jest fajne w tej książce, bo ja bardzo lubię, gdy akcja rozgrywa się w oparciu o wiosnę, lato, jesień i zimę. I tak też jest tym razem. Książka kończy się na zimie, gdzie pojawia się też Święty Mikołaj. Święta Bożego Narodzenia i w tej książce stają się symbolem nadziei i magii. Idealny prezent na Mikołajki 😉 Gdyby, Jagodzianka nie dorwała książki teraz, to zapakowałabym Pana Patyka na 6 grudnia…

Najczęściej doceniamy coś, gdy coś tracimy. Czasami, by docenić bardziej stracić coś musimy, wtedy dopiero umiemy zawalczyć i wtedy też dobre rezultaty przychodzą… Gdy tracimy dom, tracimy coś więcej niż, budynek. Dom to jest często wszystko. Bo na dom składa się tak wiele puzzli. Dom to przecież też korzenie. Korzenie – fundament drzewa.

„Nasz Pan Paty z małżonką – swoją lepszą połową – ma trzy małe patyczki oraz dziuplę rodową.”

Nie wiemy, co nas czeka po przekroczeniu progu domu i wyjściu na zewnątrz, w świat. Zdarzyć się może przecież wszystko. Na co dzień o tym nie myślimy, bo takie codzienne myślenie mogło, by nas doprowadzić do szaleństwa. Jednak, od czasu do czasu warto o tym pomyśleć. Pan Patyk już wie, jak to jest wyjść z domu i nie móc do niego wrócić. Nie móc wrócić do korzeni, bo los karty rozdaje, a nie zawsze przypadną nam asy. Czasami będą to 9, 10, i jeden na otarcie łez Jopek… I jakoś tym grać trzeba. Niestety, wtedy to nie jest łatwa gra…

 A zły los nie patyczkuje się z Panem Patykiem.

Czekają go niebezpieczne przygody, droga i marzenia, które dodają sił. A wszystko to przeplata się z tęsknotą, radością, strachem i miłością.

Świat jest piękny, ale Świta też niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw, rozczarowań i niesprawiedliwości, ważne jest jednak by mimo trudu odszukać drogę do domu. Do swojego domowego hygge… Po wyczerpującej podróży, jaką jest codzienne życie, mieć gdzie i do kogo wracać.

Książka z morałem, jednocześnie zabawna i wzruszająca. Książka o miłości. Pomysłowa opowieść dla najmłodszych, gdzie i rodzice odnajdą coś dla siebie.

Pomoc. Gdy pomagamy, możemy spodziewać się też pomocy. Gdy dajemy coś od siebie, dostajemy. Dobro rodzi dobro.

„Po czym kłania się nisko przed zdumionym Patykiem:

– Nie wiem jak ci dziękować! Jestem twoim dłużnikiem.”

Pan Patyk w swojej niewygodnej podróży komuś pomógł mimo że był już w bardzo nieciekawej sytuacji. Bo gdy jest nam źle, lekarstwem bywa pomoc komuś, komu jest jeszcze gorzej niż nam, o tym mówił też Jan Paweł II… Gdy czasami nie mamy już nic do stracenia, gdy czasami nie mamy już nic, ale jeszcze coś ostatkiem sił komuś damy, wtedy zły los może się odmienić, w najmniej spodziewanym momencie…

A komu pomógł Pan Patyk i kto pomógł Panu Patykowi, dowiecie się już z książki Pan Patyk.

 

Jeżyk z parku – Zofia Stanecka

Tuli Tuli to sympatyczny duszek, który opowiada gdzie kto mieszka. Tym razem zabiera czytelnika do świata jeżów. Jeżowe klimaty wjeżdżają na salony – czyli do domu, do domowego hygge. Solidnie wydana książka, okładka i kartki tekturowe, piękne ilustracje, tekst, który wzrusza, edukuje i relaksuje. Wszystko w jednym. Wydawnictwo Nasza księgarnia przygotowało kolejną niespodziankę. Tuli Tuli to przepięknie zilustrowana seria edukacyjna, którą warto poznać.

Jagodzianka kocha wszystkie zwierzaki. Interesuje się nimi i żyje ich życiem 😉 Nawet życiem tych najmniejszych – chodzi z dziadkiem do lasu, w ręku trzymają patyczki i szukają  Żuczków gnojaków, które znowu i znowu przewróciły się na plecy i wstać same nie mogą. Wtedy Jagodzianka i dziadek wkraczają do akcji, delikatnie patykiem przekręcają małe stworzonko na dobry tor- na nogi. Zgrany duet, często wyrusza ratować leśny światKocham!

„Jestem Tuli Tuli. Duszek opiekuńczy. Mieszkam na Ziemi. Wędruję po jej zakątkach. Zaglądam tam gdzie jest życie. A ono jest wszędzie!

A ono jest wszędzie… Życie..

Na świat przychodzą dwa jeżyki – dziewczynka i chłopczyk… Towarzyszymy im i ich mamie od początku. I to jest wzruszające i piękne- od początku. Czytelnik ma czas, by zaprzyjaźnić się z głównymi bohaterami, kibicować im i śledzić ich losy. Powstaje więź. Mama Jeż uczy swoje dzieci, co jest dla jeży ważne, a co mniej ważne. Uczy życia. Mamy już takie są…

I znowu przez cztery pory roku prowadzi nas opowieść, jak już pisałam powyżej – dla mnie to rozkosz.

Mama Jeż przestrzega swoje dzieci przed nadchodzącą zimą, a maluchy w ogóle nie potrafią sobie wyobrazić, czym jest ta tajemnicza zima, która ma przyjść i przytrzeć im nosa jeśli nie będą miały się na baczności- jeśli się nie przygotują – noski zostaną srogo przytarte…

 

Czyżby to była zima? Tycia zamiera. I na wszelki wypadek zwija się w kłębuszek. Nastawia ostre igiełki.”

 Z książki Jeżyk z parku dzieci dowiedzą się też sporo o innych zwierzętach. Zdobędą wiedzę, która przybliży im życie, zwyczaje i występowanie wielu gatunków zwierząt. Książka jest bardzo przemyślana, tak by bawić, ale też edukować. Znajdziemy w niej sporo ciekawostek. Co jest bardzo ważne w życiu dzieci. Przez zabawę, ku nauce. I taka jest właśnie seria Tuli Tuli. Tym razem odkryjemy park…

A nasza mały jeżyk znów rozmyśla o zimie:

„Wszystko wokół zdaje się o niej opowiadać.

– Zimą moja woda stanie się zimna i twarda – szemrze staw.

– Zima nadejdzie, kiedy liście spadną z moich gałęzi i odleci cześć ptaków – szumi klon.

– Poczujesz, że zima nadchodzi ,gdy zaczniesz marznąć i będziesz senna – szepcze wiatr.”

 

Jakie to piękne. Jaki to piękny i prosty opis.

Wydawnictwo z każdej zakupionej książki przekazuje 1 zł na Fundację Premium ratującą jeże. A jak my możemy pomóc słodkim jeżom? Autorka książki podpowiada czytelnikowi jak to można zrobić.Zachęcam do lektury.

 

 

*

Gdzie dostrzegam hygge w moim zwykłym/niezwykłym dniu?

 

  1. Gdy otwieram rano oczy, a obok mnie leży poranna Jagodzianka, która gładzi mnie rączką po twarzy.

 

  1. Gdy robię śniadanie, smaruję chleb masłem i nalewam herbatę do ulubionych kubków. Uwielbiam jeść w towarzystwie córki.

 

  1. Gdy podpalam białą szałwię i puszczam spokojną muzykę. Oczyszczam przestrzeń.

 

  1. Zapalając naturalne świece, które są nasączone eterycznymi olejkami.

 

  1. Gdy robię, a następnie piję kawę. Dwie dziennie.

 

  1. Idąc na spacerze z Jagodzianką, ściskam jej dłoń i wiem, że w tych naszych zaciśniętych, splecionych razem dłoniach, jest nasz świat – gdzie świat zewnętrzny nie ma dostępu. I nic o nas nie wie. Nic więcej, niż pozwolimy mu wiedzieć

 

  1. Te wszystkie pytania córki do mnie, a jest ich z 1000 na godzinę… To jest hygge. I nawet jeśli czasami mnie irytuje kolejne pytanie, a raczej irytuje mnie to, że nie znam odpowiedzi… to i tak jest to wspaniałe, dobre nasze, osobiste hygge.

 

  1. Książka. Dach nad głową, bliscy, kubek gorącego napoju…

 

  1. A jeśli już mowa o gorącym napoju o smaku hygge to:

 

– mleko sojowe waniliowe

– łyżeczka kakao

– syrop z agawy

 

  1. Domowe ciasto. Jesienią i zimą często czekoladowe np. takie jak Tu.

 

  1. Gazeta i kubek ziół najczęściej rumianek, pokrzywa, mięta, koper włoski i krwawnik.

 

  1. Wiersze. Ks. J.T.

 

  1. Słowa. Słowa, które malują obrazy… Szukam takich słów, nawet nie wypowiadając ani jednego…

 

  1. Modlitwa. Nieidealna. Tylko taka, która uczy pokory. Która daje do myślenia. Ale też taka, która pozwala nie myśleć, chociaż przez chwilę. Która pozwala, by KTOŚ inny myślał za nas… Obecnie odnalazłam św. Filomenę, a raczej chciałabym wierzyć, że to ona odnalazła mnie. To jest święta na czasy ostateczne… Tak o niej piszą. Wyjątkowo piękna i niezwykła święta. Święta, która nie odmawia… Nie odmawia tego, co dla kogo ważne i prawdziwe.

 

  1. Tata, który przyjeżdża ze słoikiem rosołu, który przygotowała Mama. Zapach domowego rosołu. Tata i Mama, którzy wchodząc mówią: a gdzie jest nasza wnusia… I wtedy dom z automatu wypełnia się klimatem hygge.

 

  1. Zapach kwiatów z ogródka rodziców. Widok tych kwiatów w wazonie.

 

  1. Wygodne, domowe, robocze (jak ja je nazywam) ubranie. Jak tylko przekroczę próg domu, od razu zdejmuję wszystko i przebieram się w robocze odzienie… Ten stan jest stanem hygge dla mnie.

 

  1. Wieczorny film. Najczęściej to film z czasów dobrego, amerykańskiego kina, którego już niestety brak… Amerykańscy, dobrzy aktorzy się pokończyli. Ja jeszcze miałam przyjemność ‘wychować’ się na dobrym i ciekawym kinie amerykańskim. Wracam do niego. Czasami z kieliszeczkiem polskiego cydru. Ale najczęściej z kubkiem rumianku, by lepiej mi się spało po filmach akcji 😉

 

  1. Gdy piszę. Gdy piszę i zerkam na Jagodziankę bawiącą się na dywanie. Gdy widzę jak rysuje, wycina i układa puzzle, które lubi już od taka dawna i z którymi dzielnie sobie radzi. Przed nami nauka alfabetu… W ogóle nauka literek. Oswajanie tych literek, by nie płatały figli. Więc znowu z pomocą i pomysłem przyszło Wydawnictwo Nasza Księgarnia i ich propozycja dla dzieci, które właśnie są przed wielką przygodą, jaką są litery, słowa, a później zdania. Wszystko zaczyna się od jednej litery. Puzzle-Alfabet. Literki z książki „ Literkowa książka” o której więcej pisałam Tu. Literki wydziergała Anna Salamon… Niezwykły szydełkowy alfabet. A każda literka coś kryje, chcemy to odkryć. Duży format 54×39 cm zapewnia wygodną i przyjemną zabawę. Solidnie i estetycznie wykonane. Ciszą oko. Przeznaczone są dla dzieci już od 2 lat. Układamy puzzle i poznajemy świat literek.

To jest J jak Jagodzianka <3

 

  1. Gdy zapada noc i gdy wkraczają nasze rytuały. Kolacja, zapach olejków w dyfuzorze na wyciszenie, mycie, książeczki, różaniec – gdy już leżymy obie w łóżku. I gdy Jagodzianka już zamyka oczy, a ja nadal leżę przy niej i patrzę w sufit. Ale nie patrzę z nudów. Tylko patrzę w ten sufit i jestem wdzięczna, że ten sufi jest. Dotykam łóżka, które już tak dobrze znam i które pomaga mi odpocząć w czasie snu. Dotykam mojej i córki piżamy, miła w dotyku bawełna, ciepła od naszych ciał. Znajomy zapach domu i ciszy. Wiem, że to jest bardzo proste, ale to jest właśnie moje hygge. Bo ja wtedy czuję komfort. A hygge to komfort

 

Ściskam serdecznie

asia

P.s. A czym dla Was jest hygge? Jestem ciekawa, zainspirujcie 🙂

64 komentarzy do “Hygge

  1. Gdy czytam twój wpis jestem otulona szalem i piję korzenną Inkę 😊 Dzisiejszy skomercjonalizowany świat nie sprzyja dostrzeganiu małych rzeczy i co jakiś czas funduje nam “modne” słowo – czy to będzie hygge czy minimalizm itp. Mam czasem wrażenie, że ludzie mówią/piszą o czymś, bo to jest modne. Ale tego nie czują, to przemija, bo pojawia się coś nowego. Ja też dostrzegam hygge w swoim zwykłym/niezwykłym dniu w podobnych chwilach jak ty. Tym bardziej, że mijają bezpowrotnie. A “Dolinę Muminków w listopadzie” będę właśnie zamawiać 🙂

    1. Dolina Muminków w listopadzie to magia i hygge, myślę ,że przyznasz mi rację 😉 Polecam taki rodzaj magii i właśnie takie hygge… Pozdrawiam.

  2. Hygge… Cóż jakoś ten post skojarzył mi się ze ślimakiem, który zawsze pozostaje w domku. Nie znaczy to jednak, że stoi w miejscu… Ciepłe pisanie, wręcz idealne na jesienną porę. Też lubię Muminki, zwłaszcza Włóczykija, bo powracał…
    Serdecznie pozdrawiam!

    1. Włóczykij wyruszał i powracał, zachowując balans , balans swój wewnętrzny… Ślimak powiadasz… Tak, i świat ślimaków może być hygge 😉

  3. Hygge w twoim wydaniu można zastosować niemal w każdym domu, sympatyczne i gwarantuje spokój w wielu wymiarach, nie mylić z nudą!
    Niemal poczułam zapachy i ciepło świec, a książeczki to podróż w świat marzeń…
    Słowa z puchu, lekkość duszy, spokój w sercu, to przepis na twoje hygge:-)

    1. Myślę że każdy ma swoje hygge nawet jeśli go tak nie nazywa. Moje hygge jest bardzo proste, może właśnie dla wielu nudne, ale gdy patrzę na to co się dzieje na zewnątrz to właśnie moje skromne hygge jest lekarstwem, bez skutków ubocznych 😉

  4. Ale tu ciepło i przytulnie. Zajrzałam,żeby przeczytać o Dzikach (miód na moje serce <3) i przepadłam. Dziękuję i pozdrawiam z zamglonego dziś Beskidu Niskiego i białą kotką Chmurką na kolanach

    1. Witam 🙂 Dziękuję za odwiedziny… Beskid Niski – raj na Ziemi – takie mam uczucia do tych rejonów! Pozdrawiam, Chmurkę też.

  5. Hygge, niewiele czytałam na ten temat dotąd, wiec Twój post wytłumaczył mi czym on właściwie jest w swej istocie. Myślę, że to poczucie spokoju duszy, ciepła serca, umiejetności cieszenia sie prostymi sprawami, codziennymi rytuałami, magią zwyczajności. I dla mnie ważne są takie rzeczy, bardzo ważne. O tym głownie piszę na swoim blogu, a jak nie piszę, to przeważnie dlatego, że to cenne “hygge” gdzieś mi sie zapodziewa, chowa, pozostawiając tęsknotę i bolesny brak. Czasy, które są mają niestety skłonności do zaburzania mocy “hygge”. Choć właśnei teraz jest nam ono niezbędne do przetrwania. Dlatego tym bardziej się ciszę, gdy ono, to niewinne, pełne dobra i ufności dziecię wszechswiata znowu lokuje sie na swoim miejscu, gdy otula mnie swoim szalem niezmienności i tkliwości, prostego zadowolenia z tego, że życie trwa…

    1. Czytając Twojego bloga czuję hygge w Twoim codziennym życiu, w tym co robisz i jak to opisujesz a nawet w zdjęciach, dlatego zaglądam 🙂

  6. Hygge jest w nas. nie w konturach, czy gabarytach zewnętrznych. W Tobie jest go wiele, bo masz świadomość. masz wspomnienia, marzenia, nadzieje. Wiesz, czego chcesz, a nie to, czego wolałabyś raczej nie wiedzieć. bardzo lubię do Ciebie zaglądać, bo jesteś tak prawdziwa, nieoszukana i ciepła, że od samego czytania słońce przebija się przez chmury. Jagodzianka wyrośnie przy Tobie na naprawdę niezwykłego człowieka, a Ty przy niej również będziesz najjaśniejszą gwiazdką na niebie.
    powinnaś napisać książkę dla dzieci. i to niejedną. przy takiej wrażliwości książki miałyby WARTOŚĆ, a nie tylko kolory i kształty niemożliwych lalek. spróbuj. co Ci szkodzi. Napisz bajkę dla Jagodzianki i pozwól innym ją przeczytać własnym dzieciom – może znajdziesz własne hygge, które pozwoli pozostać w domu, blisko tego kubka, który choć wyszczerbiony, to przecież pełen wspomnień… spróbuj – proszę.

    1. Napisać książkę dla dzieci jest trudniejsze niż napisać książkę dla dorosłych. Dzieci są wymagające bo są szczere i tego też szukają…
      To miłe, że We mnie wierzysz… Budujące i takie… i takie z serca – A serce to podstawa.

  7. To jest właśnie życie w najpiękniejszej jego odsłonie. Nasz ograniczony czas tu na ziemi – wykorzystany najpiękniej jak tylko się da. Piękny , aromatyczny wpis.

  8. Praktykowanie Hygge wiąże się z uznaniem, że to co wyjątkowe, przewyższa wartością konwencjonalne piękno, a przenikalność rzeczy sprawia, że stają się pociągające i ciekawe. Niestety dzisiejszy świat pokazuje, że nawet filozofię można skomercjalizować. Ja nie jestem Hygge, nawet nie próbuję być, bo mój temperament mi na to nie pozwoli. Nawet teraz, na tę wyjątkową okazję zrobiłam sobie pyszną herbatkę z pigwą, miodem i takie tam gadżety, aby wygodnie się rozsiąść i delektować smakiem i słowem, a w tzw. międzyczasie zrobiłam tysiąc rzeczy i piję już zimną herbę. Ale byłam raz jeden Hygge, po operacji, kiedy miałam szwy i przemieszczałam się między pokojami niczym gejsza😂😂😂. Jesssssu, jaka ja byłam wtedy Hygge! Może jeszcze kiedyś będą mnie zszywać. Oby nie w Danii, bo umrę z nudów niczym świnia😉

    1. Tak, dlatego trzeba dopasować hygge do siebie a nie siebie do hygge – o czym piszę dokładnie Pani Izabelo 😉 Myślę że masz swoje hygge tylko może nie wiesz że to właśnie hygge… Ale wszystko przed Tobą, hygge Cię znajdzie 🙂

  9. Lubimy czytać swoim Dziewczynkom dobre książki, oj lubimy 🙂 Cieplutko i jasno od Twojego wpisu się robi, hygge w czystej postaci 🙂 pozdrawiam serdecznie

  10. Twoje hygge jest rzeczywiście bardzo przyjemne, ale to ostatnio bardzo modne słowo i prawdę mówiąc pewnie nie trafi do mnie, bo modne niestety omija mnie szerokim łukiem (albo ja je). Niemniej pięknie to wszystko opisujesz, Muminki uwielbiam (o tak, one do hygge pasują idealnie), książkę o dzikach też bym chętnie przeczytała, a uczta z rodzicami to prawdziwa uczta dla duszy. Za dużo się tego jednak dla mnie zrobiło w tym całym hygge, ale to pewnie przez ten chaos, który mam w głowie, więc staram się jak najmniej mieć wokół siebie (no tak i doszłam pewnie do minimalizmu). Nie wiem, nie trafia do mnie, nie dam się wciągnąć, mimo że opowiadasz cudownie, nie kwestionuję i nie mam nic złego na myśl, wpis świetny, ale hygge nie dla mnie, choć może po prostu go nie rozumiem. Pozdrawiam 🙂

    1. Ale ja o tym napisałam kilka razy w tym wpisie… – że słowo hygge stało się komercyjne i że jest chwytem reklamowym – i nie o to w hygge chodzi. Słowo hygge jest słowem umownym… Uprawiamy codziennie hygge nawet jeśli tak tego nie nazywamy 😉 Pozdrawiam I dziękuję.

    1. To my nadajemy naszemu hygge sens i znaczenie… Uporządkowanie może być hygge jeśli tak czujesz – To jest proste. Pozdrawiam 😉

  11. Przyjemne to Twoje hygge. U każdego ma inne znaczenie, ale warto je sobie wypracować. Kolejny raz widzę w poście ciekawe książki, które chętnie bym przeczytała. A jakie piękne zdjęcia się tutaj znalazły! Miło na nie popatrzeć. 😉

  12. Doskonale rozumiem ideę hygge i staram się wcielać ją w życie. Od wielu lat, od czasu, kiedy jeszcze nie była nazwana. Rozumiem ją dokładnie tak, jak opisałaś. Nic na siłę, ale z potrzeby wewnetrznej, świadomie, dla osiągnięcia równowagi, harmonii, bezpieczeństwa i szczęścia,

  13. Hygge to dla mnie nic nowego.. coś co znam i praktykuje od dawna ale pod inną nazwą.. celebrowanie codzienności i cieszenie się z każdej chwili, małej-wielkiej rzeczy.. bo ona jest wuelka i cenna <3

    A u Ciebie już magia <2

  14. A wiesz że ja też chciałam kiedyś nazwać swój post i napisać o naszym codziennym hygge…
    Lepiej niż pisanie idzie nam jednak łapanie naszych chwil w kadry, które też mogę tak zatytułować …

  15. Cudowne jest to Twoje hygge, bardzo mi się podoba 🙂 To prawda nie da się hygge kupić, trzeba go po prostu odnaleźć w sobie i w sytuacjach wokół nas.
    Dla mnie hygge to czytanie ulubionej książki, zapalenie świeczek, ulubiona chai Latte, powolne poranki w których celebruje codzienność, jem dobre śniadanko, mam czas na ćwiczenia lub hula-hoop. Spacery po lesie albo po parku 🙂

  16. I znowu tyle piękna u Ciebie 🙂 I w słowach, i w obrazach…
    Masz rację, hygge to nie tylko to, co nas otacza, ale przede wszystkim to, co mamy w sercu i w głowie. Z naszym wewnętrznym bałaganem nie poradzą sobie pachnące świeczki, super świecące lampki, hiper wełniane koce czy białe ściany i białe meble (ewentualnie szara sofa) w całym domu… To takie wypaczone pojęcie hygge.

  17. Asiu! I znowu mnie zadziwiłaś, taka Młoda, mnie Starkę. I nauczyłaś nowego słowa chociaż ja znam ten stan i nazywam go błogostan. Ale hygge to coś więcej, bo błogostan to spokój, szczęśliwość, łagodność i święty spokój a hygge to też aktywność i witalność. Muminki od zawsze moje ulubione, czy te nowe wydania z 2020 roku są w starych, dobrych tłumaczeniach?

    1. Starko… Hygge to jest to co mamy w sobie, hygge ma nam pomóc, hygge to jest to wszystko co daje nam komfort. To jest to co otula. A każdego z nas może otulać co innego. Hygge to prostota, takie powinno być.
      Uważam że wydanie które pokazałam o Muminkach jest bardzo dobre, moje ulubione! 🙂

  18. Witaj Puszku
    Szczerze przyznam się że nigdy nie słyszałam o Hygge. Bardzo ciekawe zagadnienia się z tym wiążą. Muszę się trochę w to zagłębic. To naprawdę przyjemny post. Muminki uwielbiam, zawsze najbardziej intrygowal mnie Włóczykij, troche kojarzy mi się z Obieżyświatem z Wladcy Pierscieni. Chętnie poczytam znów Muminki.

    Ściskam mocno Ciebie i Jagodzianke

    1. Każdy z nas uprawia hygge nawet o tym nie wiedząc 😉 Nie trzeba wiedzieć że to hygge, warto czuć… Pozdrawiam sciepło i dziękuję.

  19. Hygge – takie proste słowo, a tak trudno mi jest od razu odpowiedzieć na to pytanie. Czym jest dla mnie? Wymieniłaś tyle rzeczy i w części z nich się na pewno odnajdę. Chociażby w książkach zarówno tych dla dorosłych i dla dzieci; i tych dla dzieci, które są dla dorosłych. Jednak jest tyle rzeczy ważnych dla mnie, dających mi komfort, pozwalających celebrować chwilę. Zastanowię się nad nimi 🙂

  20. Lubię leniuchować, nic przecież nie muszę! No chyba, że chcę, to wtedy potrafię się zmobilizować. Mam to szczęście, że mieszkam w cudnym miejscu. Już samo wyjście z domku sprawia, że czuję się szczęśliwa!
    A czas jesienno- zimowy to właśnie świece, których Ślubny nie znosił! To kocyk, książka, jabłka i orzechy, czasem ciasto, smaczna zupa , a na sen złote mleko!
    Piekne Twoje posty! Jak je czytam czuję ciepło na sercu!
    Serdecznosci ślę!

    1. Móc mieszkać w pięknym miejscu to szczęście… Bo miejsce ma też znaczenie i duży wpływ na nas. Ja nie przepadam za sztucznymi świecami (parafina), tylko te naturalne 🙂 Pozdrawiam i dziękuję <3

  21. Witaj słonecznym południem
    Też chciałam kiedyś się zmierzyć z tym tematem. Ale po pięknej Twojej opowieści….
    Pozdrawiam ciepło w dniu życzliwości

    1. Tak te książeczki są urocze i bardzo się cieszę że znalazły się pod naszym dachem. A ja Muminki uwielbiam, zwłaszcza przed snem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *