Co robimy, gdy siedzimy w domu…, a wiosna przyszła. Przepisy.

Co robimy, gdy siedzimy w domu…, a wiosna przyszła. Przepisy.

Wiosna przyszła. Przyszła wiosna nie patrząc na to, co u nas. Ma swoje sprawy, zadania i przeznaczenie. Ma cel i swoje 5 min. Jak wszystko… Ma robotę do zrobienia. I jak zawsze dzielnie działa, z odwagą i konsekwencją. Pięknie.

Nastał taki wyjątkowy czas, czy tego chcemy, czy nie, czy się z tym zgadzamy czy nie, czy dostrzegamy to, czy nie, czas wyjątkowy nastał.

Czas, który daje do myślenia. Czas, który ma swoją misję.

Cały świat został wywołany do odpowiedzi.

Każdy został wywołany do odpowiedzi.

I każdy odpowie

Każdy inaczej, nawet na to samo zadane pytanie. Odpowiedzi będą różne, jak różnym każdy z nas jest. Odpowie, jeśli nie światu, to sobie samemu. Jeśli nie głośno, to szeptem, a ten szept usłyszy świat, zwłaszcza świat wewnętrzny, który każdy z nas w sobie ma. I w nim odpowiedzi udzielić trzeba, czy chcemy, czy nie…

Pojawiają się pytania. A odpowiedzi dojrzewają.

Kształtują się, nabierają kształtów, kolorów,  przymierzają palta, mufki i reformy…

Coś wybiorą, bo wybierać trzeba.

Pojawiają się myśli. Obrazy i opowieści. Te w sercu, duszy i umyśle. To jest taki czas, gdy myśli zostały wywołane do odpowiedzi…

Już dostrzegam to, czego nie widziałam wcześniej. Już widzę, gdzie robiłam za mało, a gdzie za dużo. Gdzie  udawałam, że nic nie ma, a było. Już widzę… Już dostrzegam, gdzie dawałam plamę… Już. To jest czas, który ułatwi nam odszukanieplam.

 Zasłona opada.

I nawet jeśli, nie widzę jeszcze za wiele i nie czuję wszystkiego, to zasłona opada… Ruszyło. Pytania padły, myśli ruszyły tam, gdzie iść teraz nie mogę. Zostałam wywołana do odpowiedzi. I odpowiedzieć coś muszę, zwłaszcza sobie.

Czy przesadzę, gdy napiszę, że świat się zatrzymał?

Jeśli tak to, delikatniej:

Świat zwolnił.

I nie chodzi mi teraz o ten wielki Świat, a raczej o ten mały świat, świat każdego z nas.

Mój zwolnił. I mój nabrał trochę innego tempa, rozkładu jazdy, a przystanki zmieniły swoje miejsce. Jeśli nawet nie drastycznie, to zauważalnie. Harmonogram dnia uległ zmianom, a nawet nocne sny inaczej tańczą…

Więc jeśli przyszły zmiany, to i czas spędzany wygląda trochę inaczej i myśli też nabrały innego toru.

 

Co robimy, jak nie wychodzimy…

  1. Spacery

 …Co robimy jak nie wychodzimy na miasto, nie odwiedzamy sklepów, przyjaciół i obecnie też rodziny, omijamy skupiska ludzi? Wychodzimy, ale przede wszystkim w objęcia budzącej się do życia przyrody i właśnie w naturze szukamy schronienia i pocieszenia. Spacery są teraz dla mnie wyjątkowo, udaną rozrywką. Spacery ramię w ramię z drzewami.

Przyroda bez człowieka sobie poradzi, człowiek bez przyrody nie.

Teraz spacery po leśnych labiryntach, spacery po łąkach i pastwiskach nabrały wyjątkowego znaczenia, zawsze były ważne dla mnie i tam szukałam odpowiedzi, ale dziś są też jak księga, jak encyklopedia, jak… jak tak wiele! Jak wszystko… Bo tam czuję wolność, której teraz ubywa, zanika, chowa się w zakamarkach i trzeb jej szukać.

W przyrodzie czuję wolność, która jest jak powietrze. I nawet jeśli się bronię przed tym, co w świecie się dzieje, przed informacjami, które napływają ze wszystkich stron świata i nie są pocieszające, to nawet jeśli zamykam oczy, zamykam uszy to… to słyszę, to widzę… Nawet jeśli się bronię to, niewystarczająco… Przyznać muszę.

Gdy idziemy do lasu, gdy idziemy w zarośla i w puste przestrzenie to zapominam, oddycham, marzę, marzę i ufam. Teraz obcowanie z naturą jest lekarstwem, zawsze było, ale teraz jest to wyjątkowy eliksir, może nawet najważniejszy. Bo odporność zdobywamy też idąc, biegnąc tam, gdzie natura recytuje wiersze. Gdy chemia zawodzi, gdy leki zawodzą, gdy to, co człowiek stworzył zawodzi, to jest nadzieja tam, gdzie przyroda mówi swoim językiem, a mówi pięknie, a mówi mądrze, a mówi i słuchać trzeba. I słuchać trzeba dla swojego dobra.

Teraz jest dobry czas na:

Sok z brzozy

Nawet jeśli nie zdecydujecie się ściągać osobiście soku z pnia brzozy, to warto pomyśleć o zakupie takiego soku i przeprowadzić kurację oczyszczającą i wzmacniającą organizm, właśnie za pomocą tego wyjątkowo zdrowego i smacznego napoju z natury.

Chroni przed wirusami, bakteriami powodującymi stany zapalne!

Wspaniale i efektownie oczyszcza i wzmacnia organizm człowieka, co na pęczaku wiosny jest bardzo wskazane. Organizm znakomicie w pierwszych chwilach wiosny wchłania, to co ma mu pomóc się oczyścić, ta pora roku sprzyja wszelkim oczyszczaniom… Tradycja picia soku z brzozy była związana z odnową. Sięga dawnych lat, była znana nie tylko w naszej ojczyźnie, ale na przykład w Rosji, Szkocji, Rumunii, Norwegii itd.

Właściwości soku:

  • Detoks organizmu
  • Źródło witamin, składników odżywczych i minerałów
  • Witamina C, B, potas, żelazo, magnez, fosfor, miedź, kwas jabłkowy i cytrynowy
  • Wzmacnia układ odpornościowy
  • Pomaga przy kamieniach nerkowych
  • Detoks organizmu
  • Pomaga leczyć wrzody żołądka
  • Pomaga przy anemii
  • Pomaga przy bolach reumatycznych
  • Działa przeciwbólowo i przeciwgorączkowo
  • Poprawia stan włosów i skóry

 

 Bazie, kotki czyli wierzba

Codziennie celebrujemy spacery na łonie natury i codziennie mijamy wierzby, na których usadowiły się kotki, czyli bazie. Chyba zna je każdy? Są piękną zapowiedzią wiosny, są obrazem, polskim, wiosennym obrazem natury. Są zaproszeniem do cieplejszych dni i nocy. Są rodzynkami wiosny.

Idziemy, patrzymy, podziwiamy, czasami nazbieramy kilka gałązek do wazonu i… i nic więcej?

A przecież wierzba, bazie zwane kotkami mają wspaniałe właściwości lecznicze. Zwłaszcza w obecnie panującej sytuacji mogą pomóc. Bo? Bo:

„Surowiec posiada właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe, przeciwgorączkowe i często nazywany jest naturalną aspiryną. Wykorzystywany jest w mieszankach na przeziębienie, na bóle reumatyczne oraz pomocniczo w gorączce”.

Lecznicze właściwości znane już w starożytności.

Odwar z kory wierzby. Łyżkę kory wierzbowej zalewamy szklanką wody, gotujemy 5 min. Odstawiamy na 15 min i przecedzamy. Pijemy po 1/2 szklanki 3 razy dziennie w przypadku przeziębień i grypy  Można w sklepie kupić gotową mieszankę takiej kory. Można też poczytać na internecie jak samemu zebrać prawidłowo korę z drzewa i osobiście przygotować w domu lekarstwo z natury. Odwar można stosować też na ropiejące rany. Kobiety w ciąży i dzieci muszą zaczerpnąć zdania lekarza, odnośnie picia wywaru z kory wierzby!

Napar z kwiatów/bazi. 1 łyżka rozdrobnionych bazi zalewamy szklanką wrzącej wody, zaparzamy około 30 min. Pijemy po przecedzeniu najlepiej bardzo ciepły, 1 szklanka 2-3 razy dziennie.

Warto nazbierać teraz bazi wysuszyć i przechowywać w słoiku na cały rok.

Właściwości wierzby są porównywalne do aspiryny i polopiryny, ale nie mają tak silnych skutków ubocznych (w piśmiennictwie medycznym brak jest doniesień o jakimkolwiek poważniejszym przypadku ich szkodliwego działania) wierzba jest naturalna i w naturalny sposób pomaga. Zwłaszcza w czasie grypy i przeziębienia. Tabletki chemiczne takie jak wspomniana aspiryna czy polopiryna mają listę skutków ubocznych, które mogą wystąpić i które niestety często występują… Wierzba, nazywana naturalną aspiryną

‘Symbolika wierzby to odradzające się po zimie życie…’

P.s. Kobiety w ciąży i małe dzieci muszą do tematu podchodzić ostrożnie, warto poczytać więcej na ten temat w internecie. Ja podałam pomysł i zarys.

 

  1. Gotujemy

Zawsze lubiłam gotować. Sprawia mi to przyjemność, relaksuje i wycisza. Pozwala mi pobyć ze sobą. Lubię gotować dla bliskich, a następnie wspólnie pałaszować. Jedzenie to też miłość… Celebracja posiłków to miłość. A w gronie ludzi bliskich sercu to uczta nie tylko dla żołądka, ale dla zmysłów – ja tak mam.

Obecnie gotuję więcej i częściej. Robimy zakupy średnio raz w tygodniu, tak by nie chodzić do sklepu codziennie. Robię listę i jedna osoba wyrusza do sklepu… staramy się tylko raz w tygodniu, by ograniczać wyjścia w kierunku większej grupy ludzi. Nie da się uniknąć całkowicie kontaktu i wyjść, ale można zminimalizować potencjalne zagrożenie… Można jakoś się postarać i ogarnąć.

Domowe ciasta poszły w ruch. Piekę częściej, wybieram przepisy łatwe i szybkie, ale też smaczne. Nie mam teraz głowy do skomplikowanych przepisów, które dodatkowo mogłyby mnie zestresować 😉 Wybieram sprawdzone i mało wymagające wypieki. Zwłaszcza ciasta muszę być teraz dla mnie szybkie jak błyskawica. I mam kilka takich przepisów, które są teraz u mnie na tapecie. A że uwielbiam domowe ciasta, to dobrze się składa.

Przedstawiam Wam dwa ciasta szybkie i smaczne, które u mnie się sprawdzają.

 

Ciasto czekoladowe

Składniki:

* 1 szklanka cukru

* 2 szklanki mąki

* 1 szklanka mleka

* 1/3 szklanki oleju

* 1-2 jajka od szczęśliwych kur

* 1 czubata łyżeczka sody

* około pół słoika dżemu np. wiśniowy lub truskawkowy (ja ostatnio dodaję dżem z róży)

* 2 łyżki kakao

* opcjonalnie olejek migdałowy

* opcjonalnie gorzka czekolada do zrobienie polewy

Wszystko razem mieszamy mikserem. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia . 50min/180 stopni C.

 

Ciasto z jabłkami

Składniki:

* 4 średnie jabłka

* łyżeczka cynamonu

* 4 jajka od szczęśliwych kur

* niecała szklanka cukru

* 7/8 szklanki oleju

* 2 szklanki mąki (ja używam orkiszowej)

* 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

Jabłka obieramy i kroimy na średnią kostkę. Zasypujemy cynamonem i odstawiamy (ja skropiłam kilkoma kroplami cytryny). Jajka miksujemy na puszystą masę. Dodajemy stopniowo cukier, a następnie olej. Mąkę wymieszać z proszkiem i dodawać do masy jajecznej. Na koniec dodać jabłka i wszystko wymieszać łyżką. Wylać do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec około 50min/180 stopni C. Stopniowo studzić. Smacznego! (Przepis zaczerpnięty od Simply Food).

 

*

A teraz coś, co uwielbiam, a zawsze odkładam. Jednak w obecnym czasie chętnie robię i chętnie jem. Jeśli chodzi o pizzę kupną to sprawa wygląda średnio, nie ma dla mnie szału. W pizzeriach pizza jest dla mnie też średniakiem… Ale jest jedna pizza, która skradła moje serce i brzuszek 😉 To pizza domowa zwana przeze mnie wiejską. Dla mnie to niebo w gębie, a same jej przygotowanie to rytuał i podróż… Bo gotowanie to podróż. Zapraszam Was na przepis, który jest w moim zeszycie kulinarnym na honorowym miejscu i jest już tam od wielu lat. Niby nic takiego, a dla mnie tak dużo… P.s. Można zaprosić bliskich do wspólnego przygotowania tej domowej pizzy, sprawdza się taka grupowa praca przy jej wykonaniu 🙂

 

Domowa/wiejska pizza

Składniki:

* 3 szklanki mąki

* ½ kostki drożdży

* szklanka letniej wody (ja czasami robię ½ szklanki wody i ½ szklanki mleka)

* 1-2 łyżki oleju

* szczypta soli

* szczypta cukru

 

Nadzienie (wg uznania):

* kiełbasa

* ser żółty

* pieczarki

* cebula

* ogórek kiszony/ konserwowy

* papryka czerwona

* por

* kukurydza 

Wykonanie:

Do miski wsypujemy mąkę, sól i olej. W szklance letniej wody rozpuszczamy drożdże i cukier. Wlewamy do mąki i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość. Wyrośnięte ciasto lekko wyrabiamy i wykładamy na blaszkę posmarowaną olejem, u mnie blacha 24×29. Rozciągam ciasto na blachę i zalepiam dziury, nie musi być dokładnie.

Cebulę kroimy i podsmażamy. Kiełbasę kroimy i podsmażamy. Pieczarki kroimy i podsmażamy. Wykładamy na ciasto. Pozostałe warzywa też kroimy w kostkę i wykładamy na ciasto. Warstwami. Doprawiamy solą i pieprzem, ewentualnie majerankiem i papryką w proszku. Ścieramy na wierzch ser żółty. Pieczemy około 30 min/180 stopni C. Wyciągamy smarujemy keczupem i posypujemy porem. Mnie bardzo też smakuje na zimno na drugi dzień!

  1. Czytamy

 Niby tak jak zawsze… Jednak teraz książki nabrały dla mnie jeszcze większego znaczenia i symbolu wolności, przygody, odskoczni. Pomagają. Jednak teraz nie są to trudne książki, które mogłyby niepotrzebnie wnosić smutek do myśli i serca. Teraz są to przede wszystkim książki optymistyczne, pomocne i lekkie. Takie, które mają pozytywny przekaz i pomocną dłoń, pomocne litery. Książki, które zabierają nas gdzieś, daleko i kołyszą i nucą i głaskają po rozczochranych myślach…

Z pomocą i uśmiechem na okładce przychodzą książki dla dzieci. Książki dla dzieci są też książkami dla dorosłych. Dzięki Jagodziance odkrywam to na nowo i dzięki niej łatwiej i częściej wchodzę w świat bajek. Bajek, które zawsze uczą, a najczęściej puchowo wspierają… Doceniam magię książek dla dzieci. Uwielbiam te momenty, gdy kładziemy się do łóżka, głowa w głowę z Jagodzianką i wyruszamy w podróż bajkową. Opowieści dla dzieci są kosmiczne i jest teraz tak dużo pięknych książek, które mają dodatkowo cudowne okładki, wszystko to tworzy czytelniczy tort rozkoszy.

Mamino czytaj… – Tymi prostymi słowami, podając mi książkę córka rozpoczyna codzienny rytuał, a ja jestem wdzięczna za tak proste-wyjatkowe chwile, dostępne.

Gdy byłam dzieckiem miałam swoje ulubione bajki, jak każdy, jedną z nich były Muminki. Uwielbiam do dzisiaj, a to jest dobry czas by otaczać się tym co sprawia przyjemność, co pozwala się odstresować i zapomnieć…

‘Pamiętniki Tatusia Muminka’ Tove Jansson

Książka dla dzieci, książka dla dorosłych dzieci, książka dla mnie… W pięknej, pastelowej okładce. Okładka która przypomina mi wiosnę. Pastele to odcienie wiosny… Lubię ładne, ciekawe okładki. Z pomocą w tym niewygodnym czasie przychodzi mi Wydawnictwo Nasza Księgarnia z książką w twardej okładce, ale z puchowym wnętrzem… Muminki są puchowe… To nie jest jedyna książka opowiadająca o przygodach słynnych Muminków, Wydawnictwo Nasza Księgarnia przygotowało też inne opowieści z ich udziałem, jest w czym wybierać. My mamy obecnie Pamiętniki Tatusia Muminka, i nimi się teraz zajmujemy i za nie dziękujemy, dziękuję też samej sobie, za to, że nadal chętnie wtulam się w objęcia Panny Migotki, Ryjka, Włóczykija, a nawet wyjątkowej Małej Mi… Nie zapomniałam i zapomnieć nie chcę.

Otwieramy książkę i widzimy jedno z pierwszych zdań i już wiem, że warto, i już wiem, że będzie bajkowa magia w Dolinie Muminków:

„Ja, Tatuś Muminka, siedzę dzisiejszego wieczoru przy oknie i patrzę w aksamitną czerń ogrodu, na której robaczki świętojańskie haftują swe tajemnicze znaki”.

I już jest dobrze i już jestem w domu, w domu Muminków…

A następne zdanie jest tak samo interesujące, jak poprzednie i tak zaczyna się przygoda, którą opisuje Tatuś Muminka:

„Wszyscy, jakiegokolwiek są stanu, jeśli dokonali czegoś dobrego na tym świecie, albo czegoś co wydaje się dobre, powinni – o ile kochają prawdę i są sympatyczni – opisać własnoręcznie swe życie. Jednakże nie powinni zaczynać tego pięknego przedsięwzięcia, zanim nie ukończą czterdziestu lat”.

 Więc ja muszę jeszcze trochę poczekać, by coś móc napisać… 😉

Książka zaczyna się bajkowo, i w bajkowych klimatach płynie dalej swoim uroczym tempem, tak jak płynie życie w Dolinie i czytelnik płynie nawet jak średnio pływać umie. Bo książka pomaga płynąć do krainy wyobraźni. Jest jak tratwa, na którą można wejść, wygodnie usiąść i pozwolić się ponieść. Lekko

Pamiętniki Tatusia Muminka, to podróż do przeszłości, dowiemy się wielu ciekawych rzeczy, o których jeszcze nie wiemy o naszych przyjaciołach z Doliny Muminków. Znajdziemy tu barwne przygody, humor, ale też opowieści grozy… Wszystko to razem smakuje jak domowa muffinka, z niespodzianką w środku. A po drodze napotkamy na ciekawe powiedzonka i złote mysli, które warto sobie wynotować, bo one niosą uniwersalny przekaz i zawsze są na czasie, mimo, że czasy się zmieniają:

„Sztormy? Ach, ich sens polega pewnie na tym, że po nich jest wschód słońca…”

Opowieść podróżnicza, którą czyta się dobrze, warto jednak podejść do niej z lekkim przymrużeniem oka, wtedy można więcej zobaczyć… Jest tu wiele zdań skierowanych do dorosłego człowieka, które zostały umiejętnie wplecione w świat dziecięcych bajek. Jestem bardzo ciekawa kolejnych części, bo zapewne każda z nich niesie inny przekaz, ma inny smak i zapach, jest inną wyjątkową czytelniczą muffinką… z niespodzianką.

Książki o Muminkach są jak domowe hygge jak ognisko domowe, ciepłe jak koc i pachnący kubek wieczornego kakao przed snem. Takie są Muminki i taka jest też ta książka. Jestem wdzięczna za kubek kakao i puchowy koc ukryty pod okładką, pastelową okładką książki Pamiętniki Tatusia Muminka.

 Tatuś Muminka to bardzo ciekawy i zabawny buc 😉

Książka dla mnie, książka dla Jagodzianki. Każda z nas znajdzie coś innego, coś cennego i puchowego… Jagodzianka już szuka:

 

  1. Modlitwa

Wirus ma koronę… I jest silny… Ale my mamy św. Koronę, która jest jeszcze silniejsza. Patronka na czas epidemii i zarazy, patronka, która zwłaszcza teraz przychodzi nam z pomocą, która może być odpowiedzią na pytania jakimi wywołał nas do odpowiedzi koronawirus. Zadziwiające? Tajemnicze? Wzruszające…? Tak.

Pojawia się na świecie wirus, którego nazywają koroną – koronawirus.

Jest święta, która nazywa się Korona – św. Korona.

Kościół 14 maja wspomina św. Koronę i może 14 maja będzie już dużo lepiej… Wiara i nadzieja są potrzebne, ja ufam i zawierzam… Każdego dnia będę odmawiała modlitwę do tej wyjątkowej świętej, która przychodzi z pomocą i podpowiedzią.

Modlitwa do św. Korony, męczennicy, o prośbę wstawienia się za nas do Boga:

 „Święta Korono patronko ludzi doświadczających epidemii, módl się za nami. Chroń nas przed atakami chorób, wirusów i bakterii. Uproś chorym łaskę uzdrowienia, a zdrowych strzeż swym wstawiennictwem u Boga. Wstawiaj się za nami u naszego Pana Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen

Panie Jezu wejdź do mojego domu i zabierz wszystkie moje zmartwienia, choroby i lęki. Chroń proszę moich bliskich, moje dzieci, moich przyjaciół i całą rodzinę. Ty żyjesz i królujesz po wszystkie wieki wieków. Amen.”

 

Bo modlitwa jest w sercu i każdy z nas wie jak i co robić, by było lepiej, by sercu było lepiej. Wiara to coś więcej niż słowa. Wiara jest pomimo wszystko. Wiara nie zawsze też jest na tym samym poziomie, są różne dnie i noce… Są róże myśli i różne działania Jest też brak działania… Bo różnie jest. Wiara jest ponad umysłem, ks. Twardowski tak to widział:

„Wiem, że nie wiem.

Gdybym wiedział wszystko

Wiara niepotrzebna

Za drzwiami by stała.”

 

Modlitwa lub jej brak to sprawa indywidualna i intymna.

Modlitwa to też cisza. Więc już ciii

 

*

Nie było mi łatwo napisać ten post. Nie jest łatwo pisać o codzienności, gdy za burtą, szaleje sztorm. Nie jest łatwo utrzymać łódź stabilnie gdy uderza w nią fala. I fale nie muszą być wcale duże, wystarczą małe, ale napływające z każdej strony świata, by łódź traciła stabilność. By pojawiło się zwątpienie…

Też tracę stabilność, czy tego chcę czy nie. Staram się trzymać w ryzach moją łódź, nie tylko ze względu na mnie, ale też ze względu na innych, zwłaszcza mi bliskich. Łodzie są po to by wyruszać w drogę, nie mogą stać tylko w bezpiecznym porcie. Muszą płynąć. I płyną, nawet wtedy, gdy dokucza sztorm. Sztorm to sprawdzian dla statku. A jak przeczytałam w książce o Muminkach:  po sztormie jest wschód słońca

Nie jest łatwo pisać o codzienności, gdy codzienności dokuczają fale. Jednak napisałam, bo ta codzienność nadal jest, jest dom, jest Jagodzianka, są książki i jest modlitwa, jest ciasto i wszystko to smakuje nadal dobrze, mimo, że inaczej. Póki będę trzymała się mojej codzienności, rytuałów, bliskich i domu, domu który teraz jest jak azyl, to jest szansa, nadzieja i cel. Póki będę dawała szansę przyrodzie i w naturze szukała odpowiedzi to będę w drodze, łódź nadal płynie i niech płynie, po to jest.

 Przesyłam dobre myśli asia

A jak wygląda dziś Wasza codzienność? Czy łódź odczuwa fale? Czy trzymacie pewnie ster,czy się da?  

 

28 komentarzy do “Co robimy, gdy siedzimy w domu…, a wiosna przyszła. Przepisy.

  1. Szczerze? Dla mnie prawie nic się nie zmieniło. Robię te same rzeczy co zawsze.
    Zmienił się tylko plan zakupów, bo teraz należy robić je rzadziej i trzeba planować menu na cały tydzień z góry. I tyle, koniec zmian.
    Czas wolny zawsze spędzałam na bezludnych szlakach. O dziwo zauważyłam, że łażą po nich sami emeryci. Pouciekali z domów i miast, wyszli do lasu w górach. I przestało być tak całkiem bezludnie. Młodych nie ma nigdzie, siedzą w domach, pewnie w internecie. Ich światem były przecież kluby.

    1. Młodzi są w raju…internet i siedzenie w domu bez ograniczeń. To prawda, lasy zaczynają być tłoczne. Trzeba iść dalej w las i dalej na szlak…

  2. Na pewno więcej czasu mamy na wszystko.
    Odświeżyliśmy pokój gościnny i kuchnię, zajrzałam we wszystkie kąty, robótki pod ręką, w kuchni wymyślam surówki i sałatki.
    Spacerów mało, taka okolica, że gdy wyjdzie kilka osób, to już tłum…nie każdy ma ogród czy las blisko…
    Trzymajcie się zdrowo!

    1. Nawet ten co ma las blisko to już problem się zaczyna… Wczoraj napotkałam na pierwsze komunikaty przy wejściu do lasu: nie wchodzić! Też życzę zdrowia!

  3. Cieszę się z wiosny. Poza tym niewiele się zmieniło. Nie mam więcej czasu, który musiałabym jakoś zagospodarować bo wciąż pracuję. Co prawda zdalnie ale pracuję. Zakupy robię on-line. Ćwiczę w domu bo mój fitness club jest zamknięty do odwołania. Właściwie wychodzę jedynie wyrzucić śmieci. Poza tym… Trzymam pewnie ster bo muszę. Nikt tego za mnie nie zrobi.
    Zdrówka!

    1. Dokładnie, swój ster trzymać trzeba bo nikt za nas tego nie zrobi nawet jeśli będzie chciał to to tak nie działa. Zdrówka!

  4. Ja również korzystam teraz z leśnych spacerów. Dziś byłam na leśnej polance i zaczełam już się opalać;) Witamina D wytwarza się między 11 a 14 i w tym przedziale z reguły wychodzę.
    Od małego najlepiej czułam się w domu i nadal tak jest. To moje święte miejsce, tak jak natura.
    Zaciekawiłaś mnie z tymi baziami, nie wiedziałam, że mają tylko pozytywnych właściwości.
    Ja nie czuję, by na zewnątrz był sztorm. W środku czuję spokój, w moim wewnętrznym świecie jest wszystko, co potrzebuję i to jest najważniejsze. Dzieje się jednak w przestrzeni dużo, bardzo dużo. O wielu rzeczach nie wiemy, ale niebawem wszystko się oczyści i obudzimy się na nowej , pięknej Ziemi:) Pozdrowionka dla Was:)

    1. Poczytaj więcej o baziach są zaskakujące. I ja wczoraj zatrzymałam się w lesie pod wielkimi choinkami i wystawiłam twarz do promieni słonecznych z zamkniętymi oczami. A Jagodzianka pyta: – czemu mama śpi? 😉 Pozdrawiam!

  5. Wspaniały wpis. Tyle wspomnień we mnie wzbudziłaś. Brzoza, wierzba, Muminki… Moje cudowne dzieciństwo. A teraz moja codzienność wygląda coraz bardziej leniwie. Tzn. żyje jak wcześniej, a czas kiedy byłam w pracy przeznaczam na przyjemności typu czytanie, oglądanie filmów. Mam całą półkę zaległości książkowych, boję się , że do końca kwarantanny się nie wyrobię. Jeśli chodzi o wirusa to wiesz jakie mam podejście, kompletnie się go nie boję. Modlę się codziennie za tych co cierpią i proszę Boga aby te ofiary nie poszły na marne. Chcę, żeby świat się zmienił.
    Pozdrawiam Cię i ucałuj przesłodką Jagodziankę od ciotki Izy😘😘😘

    1. Muszę się przyznać że póki nie miałam Jagodzianki też nie bałam się nawet na końcu świata, łatwiej podchodziłam do wszystkiego… Teraz gdy ona jest inaczej czuję, inaczej słyszę, inaczej myślę… Dziękuję Ci i też pozdrawiamy 🙂

  6. “Mamimo, czytaj” – wzruszyłam się, kiedy doszłam do tej frazy.
    Akurat zmagam się teraz z infekcją, więc niewiele się dla mnie zmieniło(no może poza tym, że mogę bez wyrzutów sumienia siedzieć w domu i się leczyć), ale umilam sobie ten czas nadrabiając czytelnicze(3 tomowy “Dom” przeczytałam w 3 dni), piselnicze i naukowe zaległości. Ze względu na zapalenie jelit nie mogę sobie zbytnio pozwolić na szaleństwa w kuchni, za to z nostalgią wyglądam przez okno. Aha, i jeszcze namiętnie gram z siostrą w planszówki.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Ja też się wzruszam przy tej frazie gdy ją codziennie słyszę… 🙂 Wiele książek teraz zostanie nadrobionych, jakoś trzeba sobie radzić i umilać czas jak się da. Życzę dużo zdrówka!

  7. “Lato Muminków” to moja jedna z ulubionych książek dzieciństwa tak jak i sok z brzozy. Uwielbiałam go pić, szczególnie taki świeży i jeszcze bardzo zimny z poranka, chyba podsunęłaś mi dobry pomysł, bo już prawie zapomniałam, jak smakował. Ciasto na pizzę robię tak samo od bardzo dawna, tylko daję mniej mąki i trochę więcej cukru i oregano, żeby nie wyrosła za wysoka. Prawdę mówiąc lepszą jadałam tylko w prawdziwych włoskich restauracjach 😉

    1. A ja lubię jak pizza jest wysoka i dobrze wyrośnięta 🙂 Sok z brzozy warto pić ale teraz nie wolno pić zimnego. Wszystko co pijemy dziś powinno być bardzo ciepłe a nawet gorące.

  8. prawdziwy cud, to na ostatnim zdjęciu – fruwająca Jagodzianka – cudna fotka.
    pisanie o codzienności wymaga tylko obserwacji i wyobraźni, a tych nie brakuje Tobie. życie składa się z wielu małych spraw, a duże przytrafiają się nielicznym. trzeba nauczyć się cieszyć z okruchów, a nie czekać na wielkie chwile. niech świat Ci sprzyja i podrzuca drobiazgi do przeżywania.

    1. Jagodzianka unosi się ponad tym wszystkim co jest… I to też dodaje mi sił. Nawet jeśli jest wyobraźnia to dziś nie jest łatwo mi pisać o codziennych sprawach… Wyobraźnia też nie zawsze podsuwa spokojne myśli, wyobraźnia też szarpie myślami… Dziękuję Ci, trzymaj się.

  9. Asiu, przeczytałam ze wzruszeniem, potakując cały czas i wzdychając, bo u mnie prawie tak samo. Na zewnątrz sztorm, w środku usiłowanie zachowania spokoju i robienia wszystkiego, co ten spokój czy poczucie jako takiej stabilności wzmacnia. Jednak róznie to bywa. Sa chwile, godziny, gdy dziwnie lekko mi na sercu, gdy działam z energią i wiarą i udaje mi sie nie myśleć o burzliwych falach na zewnątrz a są też, niestety, gdy kołysze mnie mocno i nie jestem w stanie wziąć sie za nic konstruktywnego.
    Dobrze, że jest ogród, las, muzyka, dobre wspomnienia, smaki, zapachy, no i zwierzęta, ich ufność, nieustajacy wigor i niczym niezakłócona radosć życia. Z tego staram sie czerpać jak najwięcej.
    Gorące usciski zasyłam Ci z mojego domku pod lasem. Acha, i dziekuje za wiadomoćć o leczniczej mocy wierzbowych bazi. Nie wiedziałam a moze sie to przydać!:-)***

    1. Domek pod lasem to skarb… Spędzajcie dobrze czas nie troskaj się za bardzo, las to siła a Ty masz go tak blisko 🙂 Poczytaj o baziach i nazbieraj, wysusz i zamknij w słoiku. Oczywiście wcześniej poczytaj jeszcze o tym więcej info na necie.
      Łap chwile, bo chwile tworzą całość.

  10. Przyznam szczerze, że jestem bardzo wdzięczna za ten czas który nastał. Mimo, że dla wielu z nas jest bardzo trudny. Dla mnie nie aż tak bardzo. Za dużo w moim życiu się nie zmieniło. Ze względu na małe dzieci zdecydowaną większość czasu i tak spędzałam w domu. A jednak trochę się pozmieniało, bo teraz jesteśmy w domu wszyscy – i mąż, i starsze dzieci też. Mamy dużo więcej czasu dla siebie. Wykorzystujemy je, tak jak Wy, na spacery po lesie (jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak bardzo bliskością lasu jak teraz) i na wspólną naukę, która jest dla mnie wielką przygodą. Jestem też wdzięczna za to, że przyszedł czas na zadanie sobie wielu ważnych pytań i próbę odpowiedzi na nie. Bo na naszych oczach świat się zmienia i musimy się do tej zmiany przygotować. Pozdrawiam ciepło, wiosennie i, mimo wszystko, optymistycznie!

    1. Nawet jeśli u nas się wiele nie zmienia to jednak na świecie coś się zmienia… Przyszły zmiany czy ktoś to dostrzega czy nie… Ja też jak nigdy doceniam teraz las i naturę. Pozdrawiam Was ciepło!

  11. Puszku jak dobrze, że jesteś z tym ciepłem i ciągłą celebracją. Dziękuję.
    Co się zmieniło – pewnie wszystko i nic. Wzrósł strach. I świadomość ograniczeń. Ale jednocześnie czas. Nagle stał się możliwy do tego, by stanąć nieco i oddać wartość. Do łączenia tego, co z reguły jest ale w ograniczonym zakresie. I nagle wszystko zyskało na znaczeniu, bo jest możliwe do przeżywania wspólnie – sprzątanie, gotowanie, rozmawianie, czytanie, pisanie, granie, organizacja balkonu itd… bo nagle stało się bycie. Razem.
    To ogromna wartość. Bo służy, by budowały się więzy mostów tych prawdziwych, najważniejszych.
    Stało się życie.
    Paradoksalnie.
    Jest trudno, bo zewsząd słychać statystyki i relacje… jest pięknie, bo świat odłożony na później z jego biegiem codziennym pozwala na otwarcie innej przestrzeni.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrowia.
    I jeszcze jedno – wiosna na Twoich zdjęciach zjawiskowa jest zupełnie tak jak ta za oknem.

    1. Masz rację zmieniło się nic i wszystko… Jest wiele zawarte w tym zdaniu. Wiele prawdy… Bardzo doceniam, że dostrzegasz zdjęcia, które też opowiadają i są słowami bez słów… Ja też zatrzymuję się przy zdjęciach i też czytam je mimo że nie mają liter. Dziękuję Ci za wszystko, zdrówka!

  12. Jakie piękne drewniane domki! Sama je robiłaś?
    Jest trudniej, ale dajemy radę. Pracujemy w tygodniu, mniej wychodzimy. Mamy więcej czasu dla siebie wspólnie i osobno. We wszystkim trzeba znaleźć pozytywy 🙂

    1. Domki są ręcznie robione, ale nie ja je stworzyłam 😉
      Tak, jest trudniej… A płynąć trzeba… i szukać optymizmu.

  13. Czas zwolnił ale po to abyśmy by ludzie coś zrozumieli – nauczyli się patrzeć, widzieć, czuć.. myśleć… wszystko ma swój sens..

    Wiosna to życie – nadzieja… wiosna przyniesie ukojenie….

    Jagódka unosi się ku niebu <3

    PS Widzę, że dostałaś nowe Muminki 🙂

    1. Wszystko ma swój sens…- to trudne zdanie i lekcja. Wiosna za oknem dodaje siły to prawda. Tak, Muminki do nas przywędrowały i miło nam bardzo 🙂

  14. A ja byłam silna i nietknięta od momentu, gdy były u nas przesłanki o zamknięciu szkół i uczelni. Do dzisiaj. I nie wiem, czy to dlatego, że jestem przed okresem (o zgrozo), czy po prostu gdzieś wśród tej perspektywy osłabłam.

    Czuję, że ta zaraza ma swoje zasady i nawet, gdy już większość podocenia to, co ma i zwolni tak jak powinna, to to i tak gdzieś będzie pomiędzy i jeszcze będziemy musieli doceniać wszystko długi czas. Nawet jeśli prawdziwie docenimy, że już bardziej się nie będzie dało. Ale w sumie po co się tak perspektywicznie zasmucać.

    Miło patrzeć na Was, Asiu. Chłonę ten spokój i mi pomaga. Może właśnie dorośli powinni sobie prezentować takie książki, żeby uciec w jakiś inny całkiem świat. Myślisz, że gdyby nie Jagodzianka, to również przeczytałabyś tę książkę tak zupełnie i czysto dla siebie?

    Dziękuję za dobre słowa.
    Inka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *