Beskid Mały z małym dzieckiem = przygoda

Beskid Mały z małym dzieckiem = przygoda

Było mnie na blogu mniej, bo więcej mnie było w górach, w ukochanych Beskidach. Mogłam znowu oddychać, inaczej niż na dole. Beskid Mały, wcale nie taki mały, porwał mnie po raz kolejny. Porwał, poszarpał… Włosy, ubranie, myśli i marzenia zostały wspaniale poszarpane. Wszystko znów wirowało. Górskie powietrze i zapach są wyjątkowe. Można zamknąć oczy i wirować w tym wszystkim, a można nie zamykać i dalej wszystko wiruje. Ja tak mam. Już tyle lat. Wirowanie nie ustaje. Na szczęście.

Ta podróż była wyjątkowa dla mnie. Towarzyszyły nam na górskich szlakach jagody. Fioletowe, leśne perły. Towarzyszyła nam też taka jedna, wyjątkowa Jagoda. A piosenka ‘Jesteśmy jagódki’-  rozbrzmiewała z jej ust, kołysząc nasz marsz, krok za krokiem, w górę i w dół.

Te szlaki, te drogi, zakamarki i widoki – już nie sama, a z nią – Jagodzianką. Na tyle duża, by już wyruszyć, a jeszcze taka mała, by nadal mnie rozczulać, zaskakiwać i wzruszać. A wszystko to na tle gór, w których wiele się zaczęło, w których odkryłam życie na nowo. Tyle wspomnień, przeżyć, zawirowań i odkryć…

Gdy przemierzałam kilka lat temu beskidzkie szlaki, Jagodzianki nie było, nawet w moich myślach. Czułam się wolna… Gdy nie chciałam, nie schodziłam z gór, nawet jak zapadł zmrok. Siadałam gdzie chciałam, kładłam się gdzie chciałam i leżałam długo… Teraz czas odgrywał znaczącą rolę, pora i szlak też. Jednak zrobiłam wszystko co mogłam, by mimo Jagodzianki przy boku, górska przygoda smakowała odrobiną dzikości i wolności. Teraz też szukam wolności, ale inaczej – wszystko płynie. Nie można wejść dwa razy do tego samego górskiego potoku.

Poznałam wszystkie zakamarki i szlaki, które kiedyś zdobywałam, ale czuję różnicę, czuję, że zmiana przyszła, przede wszystkim w nas…

Szła często pierwsza. Pozwalałam jej prowadzić. Pomału, ale konsekwentnie posuwała się do przodu. Wytrwała, mimo że nadal taka mała, ramię w ramię z Beskidem Małym (nie takim małym). Uważna, a nadal ciekawska. Zmęczona i silna zarazem. Surowość gór i puchowość dziecka to widok osobliwy. Kontrast, który inspiruje myśli, uczucia i serce do działania… Gdy małe dziecko spotyka się z dużymi górami, dzieją się cuda, ja te cuda widziałam. Małe – duże cuda…

Niektórzy pewnie już wiedzą, że Beskidy darzę szczególnym sentymentem i uważam je za początek w ogóle mojej przygody z górami. Widziałam większe i teoretycznie piękniejsze góry w Polsce i na świecie, miałam przyjemność je dotykać i wąchać (góry pachną). Jednak serce moje wędruje szlakami w Beskidach. Czuję w nich dobrą energię, ale przede wszystkim odnajduję się w nich i to jest dla mnie ważne. Być tam, gdzie czuć dobrą relację, a nie tam gdzie wypada

Lubię Beskid Żywiecki, Beskid Śląski i ten, o którym dzisiaj jest mowa – Beskid Mały. To wyjątkowe góry, bo jeszcze niezadeptane. Można w nich odnaleźć ciszę i można w ogóle nikogo nie spotkać przez cały dzień. Widoki są piękne. Jest gdzie się zmęczyć. Szlaki są długie. Podejścia strome. Są w Beskidzie Małym miejsca ukryte, o których mało ludzi wie, bo wybiera bardziej komercyjne góry. Mieszkają tam ludzie gór, specyficzni i wyjątkowi. Ciągnie mnie do nich. Beskid Mały jest jeszcze dziwnie dziki, spokojny i klimatyczny. To dobre miejsce, by pobyć sam na sam ze sobą.

Gdy już się spotka ludzi na szlakach, to są to dobre spotkania. Proste spotkania. Takie trochę na zasadzie: tak to tak, a nie to nie. Prostota i solidarność. Takich spotkań pamiętam najwięcej…

Gdy nawiedził ją kaprys, siadała na środku górskiej drogi. Pupa spotykała się z górskimi kamieniami. Robiliśmy to samo, siadaliśmy od razu z nią, pupa przy pupie. Dziwiła się. I to ją wyciszało, wiedziała, że jest akceptowana i że jej górskie kaprysy też się liczą. Wstawała, otrzepywała coraz brudniejsze spodenki, i szła dalej lub wdrapywała się do plecaka. Dawaliśmy radę. Wszyscy.

Podróż z dzieckiem nie jest bułką z masłem. Wędrówki po górach tym bardziej. Trzeba nieść w plecaku nie tylko kubek, wodę i dobytek 😉 ale jeszcze – tolerancję, cierpliwość i spokój. Dziecko potrzebuje wiele, ale przede wszystkim opanowania dorosłych. Potrzebuje być dzieckiem, gdziekolwiek jest. Uczy nas być znowu dziećmi. Gdy patrzę na Jagodziankę, często w moim wnętrzu odzywa się mała Asia, która też chce zabrać głos, lub tylko być i milczeć…

Uwielbia wrzucać kamyki do strumyków. Jest wtedy szczęśliwa. Tak ją to cieszy i pochłania… Uczy mnie być dzieckiem – cieszyć się chwilą. Nie myśli o przeszłości, nie myśli o przyszłości, jest tu i teraz i wykorzystuje to, najlepiej jak potrafi. To taka prosta filozofia, a dla ludzi dorosłych już tak często nieosiągalna…

Ze szczytów Beskidu Małego dobrze widać Babią Górę. – Królowa Beskidów. Najwyższym szczytem jest Diablak. Nawet nazwa brzmi niewygodnie…  Babia Góra to Góra wyjątkowa. Tajemnicza i niebezpieczna. Jest piękna. Piękne są widoki z jej szczytu, ale przede wszystkim wschody słońca. Niebezpieczna… Tak. Gdy zatnie śnieg i deszcz, a na szlak opadnie mgła (które są tam specyficzne i częste) łatwo zgubić szlak. Brzmi dziwnie? Bo Babia Góra to dziwna Góra, nazywana Matką Niepogód.

„Silny porywisty wiatr na grani zasypujący tyczki, do tego mgła ograniczająca widoczność do kilku metrów, lub też pokrywa śniegu sięgająca ud, sprawiają, że wielu miało tu kłopoty”.

Kłopoty poważne na Babiej Górze miał też dwa razy tata Jagodzianki. Zimową porą, gdy zapadł już zmrok. Nie jest on niedzielnym turystą. Zna i kocha góry od dziecka. To on nauczył mnie gór… Biega po górach, zjeżdża na rowerze po górskich ścianach, schodzi na dziko z gór, omijając szlaki, zjeżdża na nartach… tyłem, bo przodem już nudno… 😉 Odwiedził wiele gór w Polsce i na Świecie… Czemu o tym wspominam? Bo właśnie na Babiej Górze poważnie obawiał się o swoje życie i jak sam powiedział:

„Właśnie tam, miałem pełno w porach…”. 😉

Babia Góra jest magnetyzująca i przyciąga go nadal.

Ty Beskidzie, Ty stary koniu umiłowany.

Widzisz Jagodzianko, tam w oddali, Babia Góra zerka na nas i czaruje. Zamknij oczy, by Cię nie zaczarowała. To magiczna Góra, która pachnie tajemnicą. Czujesz? Zamknij oczy – wirujemy.

Spotykamy górskie kapliczki, które dla mnie są magiczne. Dodają otuchy i puchowości górskim szlakom. Są znakiem… A jak mawiał Jan Paweł II – ‘W górach chodź tak, by nie gubić znaków’. To miejsca, przy których można odpocząć, które przypominają – zatrzymaj się, spójrz i pomyśl…

W górskich chałupach je wszystko i dużo. Dostała od gospodyni miskę z makaronem i do ręki łyżkę. Dzielnie nabiera makaron na łyżkę i próbuje wcelować precyzyjnie do buzi. Spada… Ale się nie poddaje. Siedzi na drewnianej ławce i znowu jest szczęśliwa. To widać, to czuć. Zwykły makaron, a tyle przyjemności… Proste rzeczy smakują dobrze. Mnie karmi obrazem, który mogę oglądać, jestem wzruszona i jestem szczęśliwa.

Boi się pająków, natomiast toleruje i akceptuje żmije i wszystko, co wężowate, zupełnie na odwrót niż ja. Uzupełniamy się. Ja ją bronię przed pająkami, a ona dodaje mi otuchy, gdy zwierzę wężowate nadepnie mi na odcisk 😉 W domu nie ogląda Pszczółki Mai, bo występuje tam pająk Tekla… I mówi: ‘Mamo wyłącz, bo ta bajka jest za ostra.’.

Jagodzianka dostosowuje się pomyślnie do panujących warunków, do zmieniającego się krajobrazu, chałup, ludzi i zwierząt. Jest otwarta. Uczy mnie nowej drogi, nieświadomie pokazuje mi rzeczy, o których często już zapominam. Dzięki niej zobaczyłam też inne oblicze gór. Mogłam się pochylić nad widokiem, zdarzeniem i słowem inaczej i z większą uwagą. Wędrówka górska jest dla niej kolejną lekcją i poznawaniem świata. Jest też lekcją dla mnie. Widzę już trochę inaczej, słyszę inaczej i myślę inaczej, bo ta Mała Górska Kozica idzie obok mnie, a bywają już takie momenty, że to ona prowadzi, a ja idę za nią… Dziękuję Ci, że szłyśmy razem.

Jestem wdzięczna, że mogłam kolejny raz odwiedzić stare górskie kąty.

Jestem wdzięczna za nowe lekcje na starych kątach.

Jestem. Czułam, że jestem…

“W górach jest taki dobry stuff. Ten stuff jest za darmo i za darmo można go brać”.

Czy podoba się  Wam  nasza leniwa wędrówka, powolna, ale dla mnie warta wiele? 😉

 

35 komentarzy do “Beskid Mały z małym dzieckiem = przygoda

    1. hej. Jeśli nadejdzie odpowiednia chwila i chęci to na pewno porwie. Ba! i poszarpie… 😉 pozdrawiam

  1. Wcale nie taka leniwa ta wędrówka, kto powiedział, ze trzeba ciągle gnać? Można po raz pierwszy, gdy człek zachłyśnie się nowym miejscem, ale później już wypada delektować sie…
    Z naszym synem zaczęliśmy chodzić po Tatrach gdy miał 4,5 roku, przypomniałaś mi więc nasze początki, bywało trudno, ale wspomnienia są na całe życie.

    1. Hej. Moja dziecię nie ma jeszcze 3 lat. Jest jeszcze mała ale już coraz lepiej i chętniej sobie radzi. Masz rację – delektować się to dobry pomysł i zacny 😉 pozdrawiam

    1. Witam. Beskid Niski jest piękny… Jeśli ktoś polubi góry to tęskni za nimi. Ja też zatęskniłam bardzo więc co było robić? Wyruszyć 😉 pozdrawiam

  2. Porwał mnie Twój wpis, poczułam nawet w najmniejszym palcu ten górski klimat, który przecież znam, ale jakże już zapomniany. Aż mi się łza w oku zakręciła. Pozdrawiam 🙂

    1. Hej. Mam nadzieję że to pozytywne wzruszenie… Góry czekają, jeśli przyjdzie ten czas będziesz wiedziała i wyruszysz… Tak myślę… Pozdrawiam 🙂

  3. Bardzo mi się podoba taka wędrówka! Daaawno nie byłam w górach. A w Beskidzie Małym w ogóle nigdy nie byłam. Trochę się obawiam wyjazdu z gromadką dzieci, ale kiedyś na pewno wrócę na górskie szlaki:)

    1. Hej. Tak się głośno zastanawiam- czy gromadka dzieci może się bardziej w górach sprawdzić niż jedno dziecko… Dzieci w grupie funkcjonują i radzą sobie bardzo dobrze, może nawet lepiej niż jedna sztuka 😉 Życzę dobrych szlaków. Pozdrawiam

  4. Dziękuję Ci za tą piękną wędrówkę z Wami – moje wewnętrzne dziecko aż pisnęło z uciechy. Obudziłaś mi smaki i zapachy ze szlaku z moja córką pokonywane i tak pomyślałam, że trzeba się wybrać w te Beskidy. Tam razem nie byłyśmy. Jeszcze.

    1. Hej. Twoje wewnętrzne dziecko Cię tam zaprowadzi gdy będzie dobry czas – poczujesz to. Beskidy to dobre góry…to góry dobre… Pozdrawiam:)

  5. Nie ważne, że leniwa i powolna, ważne że rodzinna wyprawa. Dziecko na wycieczce dodaje uroku. Dodaje szczęścia, dodaje niespodziewalności.
    Bardzo lubię kiedy rodzice jadą z dzieckiem na wczasy, na wycieczki – a nie zostawiają u rodziców, rodzeństwa pod opieką.

    Sama jako dziecko bardzo długo jeździłam na wycieczki z rodzicami, z dziadkami. Mimo, że później były kolonie to i tak mnie też ze sobą gdzieś zabierali.

    Pozdrowienia
    ps. dziękujemy za wizytę oraz za komentarz.

    1. Witam. Dziecko w podróży to spontaniczność i zaskoczenie 😉 No i piękny widok – to jest fakt. Bardzo bym chciała pokazać Jagodziance wiele szlaków i pomysłów na wyprawy… I moje miejsca. Pozdrawiam 🙂

  6. Piękna wycieczka , ile można nauczyć się od małego dziecka w tym czasie – uważnie je podglądając 🙂 W takich ekstremalnych warunkach, pewnie takich możliwości jest dużo więcej, niż w życiu codziennym.

    1. Dzień dobry 🙂 Ekstremalne warunki – dobre określenie. Co zauważyłam, córka była w drodze bardziej skłonna do współpracy niż w domu… bo podróż to wyjątkowy czas. Pozdrawiam

    1. Witam. Tak Jagodzianka to prawdziwe jagodowe cudo 😉 Dobrze tam pasowała ze swoją piosenką, brudnymi rączkami i buzią – czyli szczęśliwa. Pozdrawiam i dziękuję.

  7. Tym opisem tak mnie rozmarzyłaś, że chce mi się znowu w góry. Na samotną wędrówkę, gdzie tylko wolność… idę swoim tempem, mogę przez cały czas milczeć, albo śpiewać tam gdzie nikt mnie nie słyszy.
    Zachwycające…

    1. Hej. Ja wróciłam teraz i ciągle wspominam, analizuję i przenoszę się w myślach na beskidzki szlak… Marzę by iść od schroniska do schroniska kilka dni znowu… Pozdrawiam 🙂

  8. Kocham góry. Te widoki i ten wiatr we włosach. I wolność – w górach czuję się wolna i nieoceniana.
    Zmęczenie w górach jest przyjemne, dźwięk gór to najpiękniejszy dźwięk jaki stworzyła natura. Ta niby-cisza, ale jednak nie cisza.

    Byłam z córką w górach raz, i chyba nie prędko znów ją zabiorę. Ciągłe jęczenie, wydziwianie i noszenie jej to chyba jednak nie to co pasuje mi do gór. Góry lubię bez dziecka, bo wtedy mogę czerpać z nich energię. Ale w końcu urośnie, w którymś momencie może sama będzie chciała jechać w góry. I może poczuje je tak jak ja je czuję. Generalnie dobrze chodzi, potrafi robić długie trasy, ale nie przepada chyba za górami. Może nigdy ich nie polubi – kto wie? Póki co we trójkę wybieramy morze, kochamy kontakt z naturą.

    1. Hej. Podróże i wyprawy z małym dzieckiem to nie bułka z masłem… Sporo też zależy od dziecka A każde inne jest. W tekście to zaznaczyłam, mimo że skupiam się bardziej na tym co było piękne, miłe i wzruszające to momenty zmęczenia mojego też były w tym wszystkim widoczne ale nie mogę czekać do czasu jak Jagodziance stuknie 40… bo wyprawa i droga wzywa i kusi 😉 Pozdrawiam

  9. Cieszę się razem z Wami z Waszej podróży i radości z bliskości. Z tych emocji, których doświadczacie i pięknego nastawienia. Zamieszkają one w sercu Jagodzianki i na pewno będzie kochała góry tak jak Wy.

    1. Witam. Zostaje to wszystko gdzieś zapisane w pamięci, w sercu w myślach… Tak to już jest. W życiu ważne są chwile… I te w górach i te w dolinach. Pozdrawiam 🙂

  10. Fajna wyprawa w te góry. Spacery, wypoczynek na łonie natury. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

  11. Bukowina śpiewała:
    “Szukam, szukania mi trzeba”
    Tobie udało się znaleźć. to piękne uczucie. szczęście, które potrafi trwać pomimo czasu.
    a Jagodzianka zapewne już dożywotnio zarażona będzie również szukać w górach tego, czego zabraknie w mieście.

    1. “A góry nade mną jak niebo,
      A niebo nade mną jak góry”. Pięknie śpiewała ta Bukowina… Śpiewa Bukowina, śpiewają góry, śpiewa przyroda, nic tylko zatańczyć. Pozdrawiam 🙂

  12. Witaj już w sierpniu
    Zazdroszczę tych wakacyjnych wędrówek. Ja jeszcze niestety przed urlopem. Najchętniej już dzisiaj Twoimi śladami powędrowałabym po tych ścieżkach. Nie chce mi się więc wierzyć, że lipiec już zamknął drzwi za sobą. Teraz to już tylko będzie z górki.
    Jednak z drugiej strony lubię w sierpniowe dni:
    Skoro świt
    Jutrzenki blask
    Duszkiem pić
    Nim w górze tam
    Skowronek zacznie tryl
    Nie wiem, czy jak ja także lubisz te letnie poranki. Ale pamiętaj:
    Jak dobrze wcześnie wstać
    Dla tych chwil
    Gdy nie ma wad
    Wspaniały, piękny świat
    Jak dobrze wcześnie rano wstać
    Pozdrawiam jak zawsze przesyłając uśmiech

    1. Witam. A Ty moja droga jak zawsze pięknym słowem pisanym, romantycznym i wierszowanym. Dziękuję 🙂 Witaj każdy miesiąc roku z uśmiechem. pozdrawiam

  13. Witaj. Więc wiesz o czym napisałam… co czuję co widzę i co pokochałam… To wspaniałe rejony ,zawsze czuję się tam tak jakby były wakacje, nawet w listopadzie 😉 pozdrawiam

  14. W górach się nie pędzi, góry należy kontemplować. Tam się idzie żeby odpocząć. Beskid Mały jest rewelacyjny. Byłam tam raz i bardzo mi się podobało, bo nie było tłumów, które coraz częściej spotyka się w Pieninach… niestety. Bieszczady też podobno zadeptane. Czasem w Beskidzie Sądeckim można spotkać miejsca ciche spokojne. Jagodzianka jest megadzielna dziewuszka bo ja się żmiji boje jak ognia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *